Kornacki, Mikiciuk i Bąk o motoryzacyjnych zaskoczeniach i rozczarowaniach

Trzech prezenterów, dziewięć samochodów. Łukasz Bąk, Adam Kornacki i Patryk Mikiciuk opowiadają nam o swoich motoryzacyjnych zaskoczeniach, rozczarowaniach i zauroczeniach na planie "Automaniaka". Oto najlepsze i najgorsze samochody tego roku.

ADAM KORNACKI

Najlepsze auto – Rolls-Royce Cullinan

Rolls-Royce CullinanRolls-Royce Cullinan materiały prasowe

W tym roku miałem przyjemność realizować materiał do programu „Automaniak” w Tyrolu, w Austrii, gdzie jeździłem Rolls-Royce’em Cullinanem. Zawsze za najlepsze auto na świecie uważałem Rolls-Royce’a Phantoma. Ten model praktycznie nie ma sobie równych. Jest królem motoryzacji. Cullinan może nie jest aż tak piękny – z przodu przypomina Phantoma, ale z tyłu właściwie nie wygląda jak Rolls-Royce – okazało się, że jest niesamowity! Niczym nie ustępuje tej wielkiej legendzie. Ani pod względem luksusu, ani komfortu prowadzenia, ani ciszy w kokpicie. Jednocześnie jako pierwsze auto w historii tej marki ma napęd na cztery koła, przez co mogłem spokojnie wprowadzać go w poślizg kontrolowany, driftować po śniegu i lodzie, a także spokojnie pokonywać górskie serpentyny. Tak funkcjonalnego Rolls-Royce’a jeszcze nigdy nie było! To po prostu fantastyczna maszyna!

Największe zaskoczenie – Porsche 911

Nowe Porsche 911Nowe Porsche 911 fot. Zuzanna Krzyczkowska

Bez dwóch zdań będzie to najnowsze wcielenie Porsche 911! Ten samochód ma tak długą historię, że wydaje się, że już lepszy być nie może. Każda kolejna generacja zdaje się perfekcyjna. I zawsze wygląda na to, że kolejny krok naprzód będzie niemożliwy. A jednak! Każda nowa odsłona tego modelu pokazuje, że może być lepsza od swojego poprzednika. Auto z silnikiem na tylnej osi i wyjątkową linią, która skradła serca fanów na całym świecie, nieustannie zaskakuje. Najnowsza generacja – oznaczona symbolem 992 – to jeszcze więcej komfortu na co dzień oraz moc sportowych emocji. Jest jeszcze szybsza, bardziej efektywna i bardziej wydajna. Mimo że silnik wolnossący zamieniono na doładowany, to wyjątkowy charakter tego auta pozostał niezmienny. Siadając za jego kierownicą od razu wiemy, gdzie się znajdujemy – to Porsche 911. Już cztery, trzy, dwie czy jedną generację wstecz było perfekcyjne. Teraz jest autem „perfekcyjnym +”.

Najgorsze auto – Suzuki Jimny

Suzuki Jimny w swoim naturalnym środowiskuSuzuki Jimny w swoim naturalnym środowisku Albert Zawada / Agencja Gazeta

To trudne zadanie, ponieważ uwielbiam wszystkie samochody! Niezależnie od tego, czy siadam za kierownicą superbryki na planie „Automaniaka”, czy trafiam na używanego klasyka w „Zakupie kontrolowanym”, ekscytuję się każdym autem. W tańszych modelach znajduję coś dobrego i wyjątkowego, a w najdroższych staram się znaleźć jakieś wady. Lubię też czasem iść pod prąd. Ostatnio słychać wiele zachwytów na temat najnowszego Suzuki Jimny. To małe terenowe autko. Z tego, co wiem, w Polsce trzeba na nie czekać prawie rok, ponieważ zostało już zupełnie wyprzedane. Miałem okazję testować ten samochód w górach. Muszę szczerze przyznać, że w porównaniu z innymi samochodami jest po prostu mało wygodne. To małe, ciasne auto o terenowym charakterze, przez co jest niezwykle trudne w prowadzeniu po asfalcie. Projektanci samochodu nie przywiązywali dużej wagi do komfortu jazdy, co biorąc pod uwagę obecne trendy motoryzacyjne jest zaskakujące. Ale z drugiej strony świetnie, że jednak takie auto powstało – skoro znajduje tylu kupców.

PATRYK MIKICIUK

Najlepsze auto – McLaren Senna

McLaren SennaMcLaren Senna materiały prasowe

Miałem tyle szczęścia, że mogłem uczestniczyć w wyborze Najlepszego Samochodu Roku 2019 w Stanach Zjednoczonych. W ramach współpracy z amerykańską marką motoryzacyjną MotorTrend zostałem zaproszony do konkursu „Best Driver’s Car”. To jedno z największych wydarzeń tego typu na zachodniej półkuli. Do dyspozycji mieliśmy samochody różniące się od dostępnych na europejskich rynkach. Po tych testach moim faworytem jest McLaren Senna. To najszybszy, najbardziej niebezpieczny i najbardziej odjechany pojazd. Jest też obłędnie drogi. To po prostu totalnie hardkorowa maszyna.

Jeśli chodzi o auta, którymi miałem okazję jeździć tutaj w Europie, to najlepiej wspominam podróż do Włoch. We włoskich Alpach jeździliśmy czterema supersamochodami – Lamborghini Performante, Astonem Martinem DBS, McLarenem 720S i Hondą NSX. To było prawdziwie kosmiczne doświadczenie. Nie mogliśmy spokojnie przemknąć przez ulicę, ponieważ auta wzbudzały takie zainteresowanie tłumów. Policja nas zatrzymała tylko po to, aby się z tymi brykami sfotografować. Myślę, że to była przejażdżka życia. Ja miałem wtedy okazję zasiąść za kierownicą McLarena 720S. To świetny samochód, idealnie się sprawdzał na krętych, górskich serpentynach. Rok 2019 jest więc dla mnie rokiem McLarena!

Największe zaskoczenie – Shelby GT350

Ford Mustang Shelby GT350Ford Mustang Shelby GT350 materiały prasowe

Znowu nawiążę do doświadczeń w ramach współpracy z marką MotorTrend. Gdy brałem udział w wyścigu na legendarnym, najtrudniejszym torze Stanów Zjednoczonych – Laguna Seca – największym zaskoczeniem był dla mnie Shelby GT350. Nie mogłem uwierzyć, że to tak zwinny i posłuszny na drodze samochód. Jest zupełnie wyjątkowy, a zarazem niesamowicie rewolucyjny dla samego Forda. Amerykańskie samochody zawsze jednak bardzo odstawały od aut produkowanych w Europie czy dalekiej Azji. Te różnice były najbardziej widoczne w sposobie prowadzenia na technicznych, szybkich i krętych torach. Shelby GT350 okazał się autem, które bardziej przypomina BMW serii M niż amerykańskiego Mustanga. Tym samochodem odniosłem w USA ogromny sukces – powiem tylko tyle, że udało mi się pokonać samochody typu Aston Martin. Zaskoczeń in plus jest w tym roku bardzo wiele – Mercedes klasy G, Toyota Supra – ale to Shelby jest największym!

Najgorsze auto – Honda NSX

Honda NSXHonda NSX materiały prasowe

Niestety to auto zupełnie nie działa na emocje. Bliżej mu do amerykańskiego samochodu niż do japońskiego Ferrari, którym zawsze była Honda NSX. Żeby była jasność, to niesamowicie szybki samochód. Ma zupełnie fantastyczne osiągi. W teorii wszystko się zgadza, ale czasem w motoryzacji dużą rolę odgrywają rzeczy niepoliczalne. Dla mnie bardzo ważne są emocje, jakie wywołuje dane auto. Do najnowszej Hondy NSX wsiadasz i mimo że wszystko się zgadza, to brakuje tego wyjątkowego dreszczyku i radochy, która maluje się na twarzy. Ten samochód po prostu nie działa na wyobraźnię.

ŁUKASZ BĄK

Najlepsze auto –

BMW M2 Competition

BMW M2 CompetitionBMW M2 Competition materiały prasowe

W świecie współczesnej motoryzacji ten samochód jest odpowiednikiem krwistego steku zaserwowanego na wegańskim weselu – incydentem, który większość obecnych skwituje krótkim „o k…a! ” i uzna za pomyłkę. Ale M2 nie jest pomyłką. To ukłon BMW w kierunku klientów firmy, którzy w modelach z „M” w nazwie zawsze cenili przede wszystkim to, że wymagają one pracy. Pracy rąk i nóg, pracy nad swoimi umiejętnościami, a przede wszystkim – wypracowania w sobie pokory. Bo M2 Competition to kawał hultaja, chuligana i zbója. Non stop trzyma w napięciu, prowokuje i wyczekuje twojego błędu. Z jednej strony chce być traktowane brutalnie, z drugiej – wymaga delikatności. To jeden z niewielu wozów, w których czujesz, że wszystko zależy od ciebie. I że po przekroczeniu pewnej granicy czeka cię podróż do innego świata. A będzie to albo świat ekstazy, albo… tamten świat.

Największe zaskoczenie – Hyundai Kona Electric i Kia e-Niro

Hyundai Kona ElectricHyundai Kona Electric materiały prasowe

Nie chodzi o to, jak wyglądają i są wykonane, jak się prowadzą, w co są wyposażone ani ile emocji zapewniają. Koreańskie bliźniaczki zrobiły na mnie wielkie wrażenie zupełnie czym innym – to pierwsze „normalne” samochody elektryczne na rynku. Normalne, czyli takie o realnym zasięgu 450-500 km, sensownej (jak na taką technologię) cenie, mieszczące wygodnie cztery osoby i ich bagaże, a do tego komfortowe i solidne. Po przejechaniu setek kilometrów każdym z nich mogę z ręką na sercu powiedzieć, że elektryfikacja ma sens. Pod warunkiem, że wygląda właśnie tak jak w przypadku e-Niro i Kony Electric. Odnoszę wrażenie, że Kia i Hyundai, w przeciwieństwie do wielu swoich europejskich kolegów, nie popisują się i nie starają mówić światu, że oto na nowo wynalazły koło. Gdy inni wznoszą wiwaty z trybun, Koreańczycy siedzą cicho w kącie i robią porządne, trwałe samochody dla zwykłych ludzi.

Najgorsze auto – Mitsubishi Eclipse Cross

Mitsubishi Eclipse CrossMitsubishi Eclipse Cross materiały prasowe

Z samochodami bywa trochę jak z dziewczyną z Tindera. Widzicie jej zdjęcie i oczami wyobraźni już stajecie na ślubnym kobiercu. Gdy jednak przychodzi do spotkania w cztery oczy, po pięciu sekundach wychodzicie do toalety i już nigdy z niej nie wracacie. Dokładnie tak jest z Mitsubishi Eclipse Cross. Na fotkach w internecie wyglądało całkiem nieźle, ale po 5 minutach obcowania z nim wpadłem w depresję. A po 10 autentycznie chciałem walnąć w najbliższe drzewo, żeby więcej nie musieć się męczyć. Prowadzi się jak wyładowane gruzem taczki z przebitą oponą. Jego wnętrze wykonano z tego, co pracownicy wygrzebali w przyfabrycznych kontenerach na śmieci, a multimedia zaprojektował człowiek, który zatrzymał się w rozwoju na etapie Tamagotchi. Do tego dochodzi dramatyczna skrzynia biegów CVT, wysokie zużycie paliwa i… długo by wymieniać. Okropny samochód. Powinniście go kupić tylko w jednym przypadku – jeżeli chcecie przenieść się w czasie do lat 90. Tyle że będzie to bardzo droga i bolesna podróż. Bo absolutnie każde auto za 100-140 tys. zł będzie nieporównywalnie lepsze od Eclipse Crossa.









Więcej o: