Nie strzelisz dwa razy tak samo, czyli kilka słów o łucznictwie

Tak tłumaczy mi nie byle kto, bo Norbert Kopczyński, dwukrotny mistrz świata w łucznictwie konnym, który wprowadza mnie w świat strzał, grotów, cięciw i kołczanów.

Trzymam w rękach owoc udoskonaleń trwających od 35 tys. lat. Co najmniej, bo w 2010 r. w jaskini Sibudu w Południowej Afryce znaleziono 5-centymetrowy kościany grot liczący 64 tys. lat. Pradawne odkrycie sprężystości drewna zmieniło bieg rozwoju ludzkości. Poza strzelaniem łuk wykorzystywano także do rozniecania ognia i wiercenia, służył też jako narzędzie tkackie i instrument muzyczny. Do Europy trafił z Afryki. Najstarsze malowidła w jaskiniach, na których przedstawieni są polujący łucznicy, powstały 20 tys. lat temu.

W walce łuk zaczął być wykorzystywany pewnie niewiele później. Strzały latały na tylu kontynentach i w tylu wojnach, że może się od tego zakręcić w głowie. Nie myślę więc o historii, ale o tym, co przyniesie przyszłość. Za chwilę będę na strzelnicy słynnego klubu łuczniczego RKS Marymont w Warszawie. Na razie jestem w sklepie Łuksport oddalonym od klubu o kilka minut spacerem. Oglądam futurystycznie wyglądający łuk bloczkowy.

Kacper Sierakowski
- jeden z najlepszych
polskich łuczników
olimpijskich.Kacper Sierakowski - jeden z najlepszych polskich łuczników olimpijskich. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Ani za sztywna, ani za miękka

– A teraz rozprostuj ramiona i stań w pozycji krzyża, określimy długość twojego naciągu – mówi Norbert Kopczyński. Norbert w latach 2009 i 2013 zdobył tytuły mistrza świata w strzelaniu z łuku z konia. Na co dzień pracuje w istniejącym od 2001 r. Łuksporcie, którego właścicielem jest jego dawny trener Adam Pazdyka.

Na zapleczu są maszyny i maszynki do robienia cięciw, klejenia lotek i zdejmowania cięciw z bloczków. Setki przeróżnych kolorowych strzał. Norbert wyciąga taśmę z suwmiarką i mierzy rozpiętość moich ramion. Wynik przelicza na cale i dzieli przez 2,5. Wychodzi 29,5 i taką długość w calach będą miały moje strzały. – To ważne, bo łuk bloczkowy zatrzymuje się na końcu pracy i musi być idealnie dopasowany do rozpiętości ramion łucznika – tłumaczy Norbert.
Kolejną istotną sprawą jest dopasowanie giętkości strzały do siły łuku. – Strzała, lecąc, przez cały czas się ugina. Jeżeli w stosunku do siły łuku będzie za miękka albo zbyt sztywna, to nie trafi w cel – objaśnia Norbert. Tyle teorii. Zabieramy łuki i kołczany wypełnione strzałami. Idziemy do klubu.

Strzały i balkony

Tory łucznicze porasta trawa. Pod zadaszoną częścią jest trochę ławek. Tarcze są z płyty pilśniowej i stoją w różnych odległościach. Nie jesteśmy tu sami. Na najdłuższym 90-metrowym sportowym dystansie trenuje Kacper Sierakowski. Jeden z najlepszych polskich łuczników. Ma w swoim CV tytuł wicemistrza świata juniorów. Dziś ma samurajską fryzurę, białą koszulę i kamizelkę, do tego trekkingowe buty i spodnie. Kołczan ze strzałami malowniczo zwisa mu u boku, a jego olimpijski łuk wygląda jak antena statku kosmicznego. Jest wyposażony w urządzenia, których nie ma w innych łukach. Na przykład klikier, czyli blaszkę, pod którą wsadza się strzałę. Gdy naciągnie się ją na pożądaną długość, blaszka przeskakuje i pojawia się sygnał dźwiękowy.

Strzała sportowa ma kształt cygara. Jest grubsza w środku, bardzo cienka i megalotna. Tory zabezpieczone są na końcu nasypem i wysokim drewnianym płotem. Tuż nad nim są balkony zbudowanego niedawno bloku. Norbert uspokaja, że śmigające z szybkością 100 m/s strzały nie zagrażają opalającym się na balkonach mieszkańcom. Nam też nie, choć poza Kacprem dwa tory dalej trenuje piękna łuczniczka. Dziewczyna strzela jednak pewnie i celnie. Jest tak klimatycznie, że aż przypominają mi się „Łucznicy”, jeden z bardziej znanych odcinków „Thorgala”.

Łuk prosty?

Na początek Norbert wskazuje na leżący na trawie longbow, czyli wymyślony w Walii cisowy łuk prosty (inaczej mówiąc, równikowy). Zrobiony z jednego kawałka drewna łuk prosty, królował w zachodniej i północnej Europie.

W Azji brak dostatecznej ilości wysokiej klasy drewna sprawił, że narodził się tam łuk kompozytowy. Powstawał z kilku kawałków drewna, był wzmacniany ścięgnami i kawałkami rogu, a całość scalał klej z kości i ścięgien. Był bardziej sprężysty od prostego, ale za to mniej odporny na wilgoć i zimno. Z łuków kompozytowych strzelano już w starożytnej Mezopotamii i Egipcie.

Łuku prostego najchętniej używali w średniowieczu Anglicy. W bitwach pod Crécy (1346 r.) i Agincourt (1415 r.) ich łucznicy zmasakrowali Francuzów chmurą ciężkich strzał. Długi łuk angielski miał 187-211 cm długości i siłę naciągu 23-33 kg. Strzały mierzące do 81 cm dolatywały nawet na odległość 224 m. Liczyła się jednak nie celność, lecz szybkostrzelność.

Zastanawiając się nad tym, który z filmów o Robin Hoodzie jest moim ulubionym, sięgam pewnie po longbowa. Jest ogromny, cięciwa ma długość 180 cm. Nasadzam strzałę i kieruję łuk w stronę tarczy. Próbuję naciągnąć cięciwę.
– Jeszcze dalej. Aż do policzka – instruuje Norbert.
– Dalej już nie dam rady – jęczę. Łuk jest nieporęczny, stawia megaopór i nie mogę utrzymać na
nim strzały.
– To odpuść i weź się za łuk amorka – odpowiada.

Anglicy na polu bitwy strzelali z łuków jeszcze w czasie ostatnich dwóch wojen światowych. W ten sposób komandosi likwidowali Niemców, a gdy zapadał zmrok, nad okopami cichą śmierć przynosili im żołnierze strzelający w cywilu w licznych w Wielkiej Brytanii klubach sportowych. Dziś strzelanie z łuku i z kuszy jest standardowym elementem programu szkolenia wojskowych sił specjalnych.

Tata prosi o męski łuk

Łuk amorka wygląda dość niewinnie. Cięciwa ma długość 110 cm. Norbert pokazuje, jak zdjąć ją z ramion łuku. Zapiera łuk o jedną nogę, a potem drugą wsadza w jego środek i zgina ręką ramię. Po chwili udaje mi się zrobić to samo. Małe rozmiary łuku nie oznaczają, że jest on słabszy. Specyficzny kształt i podgięcie końcówek ramion sprawiają, że łuk refleksyjny jest bardziej wydajny od łuku prostego.
– Dlaczego to łuk amorka? – pytam.
– Kiedyś pewna pani kupiła u nas ten łuk dla swojego taty.
– Nazywał się Amorek?
– Nie. Przyniosła go z powrotem i powiedziała, że tata prosi o duży łuk dla faceta, a nie dla amorka. Daliśmy jej longbow.

Oko patrzy przez
przeziernik, cięciwa na
nosie. Takie przyłożenie
ręki to tzw. baza.Oko patrzy przez przeziernik, cięciwa na nosie. Takie przyłożenie ręki to tzw. baza. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Łuk refleksyjny był łukiem jeźdźców. Wrogów razili z niego na przykład Turcy i Tatarzy. U praworęcznego łucznika kołczan wisiał po prawej stronie, łuk był w tzw. łubiu po lewej, a cały ten zestaw nazywał się sajdak. W kołczanie przeciętnie mieściły się 24 strzały.
Taki rodzaj łuku – obok szabli – był orężem przejętym przez Rzeczpospolitą ze Wschodu. – Nie byliśmy narodem łuczników. Nie było u nas legendarnych strzelców. W łuki była uzbrojona jazda pancerna, czyli formacja służąca do wspierania husarii – tłumaczy Norbert.

On sam najchętniej strzela właśnie z łuku refleksyjnego. To nim wywalczył oba tytuły mistrza świata. W Łuksporcie łuki refleksyjne też cieszą się największym wzięciem. Dlaczego? Zaraz się przekonamy.

Łucznik w galopie

Norbert Kopczyński zaczął strzelać z łuku ponad 20 lat temu. Tak na serio, bo w dzieciństwie, tak jak większość dzieciaków w PRL-u, strzelał na podwórku z łuku zrobionego z kijka i plastikowej żyłki. Gdy był już w studium plastycznym (ostatecznie skończył ASP w Łodzi), koleżanka z roku namówiła go na wizytę w klubie łuczniczym Drukarz przy warszawskim Parku Skaryszewskim. Trenerem był jej wujek. Poszli. Ona dała sobie spokój po jednym razie, a on wpadał postrzelać jeszcze kilkakrotnie. Doświadczone oko jednego z trenerów dostrzegło w Norbercie łuczniczy talent. Chłopak otrzymał w prezencie dwa stare nieużywane już sportowe łuki. Potem – jak mówi – strzelał w krzakach.

Kolejnym przystankiem był klub na Marymoncie. Tu spotkał swojego trenera i dzisiejszego szefa Adama Pazdykę. Norbert nie został członkiem sekcji zawodniczej, ale przychodził regularnie i zbierał doświadczenia. Gdy miał dwadzieścia parę lat, został członkiem bractwa rycerskiego i zaczął jeździć z rycerzami jako łucznik.

Na rycerskiej imprezie na Węgrzech zobaczył, jak Węgier Lajoss Kassai strzela do tarczy, jadąc na galopującym koniu. – Pomyślałem, że warto by nauczyć się jazdy konnej i też tak postrzelać. Za darmo można było jeździć na Służewcu, bo tam potrzebowali ujeżdżaczy. Nie była to prosta nauka. Po rozgrzewce od razu wyjeżdżaliśmy na tor – wspomina Norbert. Nauczył się jeździć i przy okazji nie skręcił karku. Następnym problemem była nauka techniki strzelania.
– Nie było książek opisujących technikę łucznictwa konnego, a jedynie śladowe informacje w archiwach muzealnych i skserowane kartki. Do techniki doszedłem metodą prób i błędów. Potem okazało się, że dobrze to rozgryzłem – wspomina. Na pierwsze zawody pojechał do Niemiec. Po nich w 2009 r. były już mistrzostwa świata, gdzie wygrał z najlepszymi na świecie Koreańczykami. To, że nie wydarzyło się to przypadkiem, potwierdził, zdobywając tytuł po raz drugi w 2013 r. Dziś łucznictwo konne uprawia w Polsce kilkadziesiąt osób.

Strzały w tunelu

My ćwiczymy jednak bez koni. Norbert kładzie na ziemi dwie strzały. Są skierowane w stronę tarczy.
– To jest tunel, w którym będziesz strzelał. A teraz wyobraź sobie, że te dwie strzały to są dwie ściany – mówi. – Kiedy pomiędzy nie wejdziesz, nie będziesz już mógł wykonać ruchów tułowiem, tylko poruszać głową i podnieść w górę łuk. Stajesz się ramą, na której zawieszony jest łuk. Kolejna sprawa to dobre naciągnięcie cięciwy. Łuk refleksyjny kojarzy się wprost ze wschodnim chwytem kciukowym, ale dla mnie jest on zbyt trudny, więc pozostają mi tradycyjne „trzy palce”. Wskazujący palec zahacza się na cięciwie nad strzałą, a dwa kolejne pod nią. Ostatnia sprawa: – Jak celować?
– Na czuja. Lewą ręką złap majdan, czyli środek łuku – tłumaczy Norbert. – Lewą rękę masz pchać. Zegnij ją trochę w łokciu, żeby wracająca cięciwa nie zadrapała skóry. Prawą ręką ciągnij cięciwę, tak żeby dotknęła policzka. Zobacz, gdzie jest cel, a potem wyceluj ciałem i strzelaj – tłumaczy Norbert. Takie celowanie na instynkt jest wśród polskich łuczników amatorów aktualnie najpopularniejszym trendem. Strzelam! Strzała wbija się nad tarczą.
– Strzał był niezły, bo strzała trafiła w osi tarczy. Dobrze złapałeś linię pionową – ocenia instruktor. – Zachowałeś równowagę prawej i lewej strony ciała. A strzała poleciała za wysoko, bo nagle opuściłeś prawy łokieć w dół – tłumaczy Norbert, a potem zakłada na kciuk błyszczący, wyglądający staroświecko ochraniacz. Chwyta cięciwę kciukiem i robi rotację ramieniem, tak by docisnąć strzałę do majdanu. Tak wygląda chwyt kciukowy – chwyt jeźdźców, który umożliwia kontrolę nad strzałą w sytuacji, kiedy dużo się dzieje. Norbert strzela w sam środek tarczy. Ja strzelam jeszcze kilka razy i czuję, że też zaczynam lubić łuk refleksyjny.

Myśliwi kochają Rambo

Łuk bloczkowy to kompletny odlot.

– Ile on ma cięciw? – pytam. – Jedną, ale wygląda, jakby były trzy – odpowiada Norbert. Odcinek cięciwy, na którym zakłada się strzałę ma jedynie 30 cm. Kolejne 90 cm zawinięte jest na bloczkach, które tak przypominają ruchome rolki. Niespodzianką jest to, że cięciwa łuku bloczkowego stawia opór jedynie w pierwszej fazie naciągania, kiedy trzeba obrócić bloczki. Potem – jak to mówi Norbert, „po przełamaniu ściany” – następuje faza redukcji. Napiętą cięciwę można utrzymać bez większego wysiłku i czyhać na cel.

ILE KOSZTUJĄ ŁUKI? (OD LEWEJ): Refleksyjny ok. 600 zł
Bloczkowy od 2000 zł
Amatorski łuk sportowy 600-1200 zł
Longbow (długi łuk) 400 złILE KOSZTUJĄ ŁUKI? (OD LEWEJ): Refleksyjny ok. 600 zł Bloczkowy od 2000 zł Amatorski łuk sportowy 600-1200 zł Longbow (długi łuk) 400 zł Albert Zawada / Agencja Gazeta

Łuk bloczkowy to głównie broń dla myśliwych i żołnierzy. Pierwsze prototypy, które pojawiły się w latach 70., były tak dziwaczne, że nie było wręcz mowy o tym, żeby ta konstrukcja zyskała szerszą popularność. Przełomem były filmy o przygodach Johna Rambo. Sylvester Stallone strzelający z takiego łuku do rosyjskiego specnazu zainspirował Amerykanów, którzy ruszyli na zakupy. Dziś w Stanach jest ok. trzech milionów łuczników bloczkowych. Większość używa tych łuków do polowań. Taki charakter łucznictwa popularny jest także np. w Skandynawii i Czechach. U nas to nielegalne. Ale, jak tłumaczy Norbert, szykują się w polskim prawie zmiany, które otworzą szeroko drzwi dla myśliwych z łukami.

W łuku bloczkowym cięciwę zakleszcza się uchwytem, a zwalnia spustem, takim samym jak w broni palnej. Celowanie odbywa się przez przeziernik, przez który patrzy się na celownik. Przeziernik odgrywa rolę muszki, a celownik szczerbinki. Jest także podstawka pod strzałę i stabilizator, a raczej tłumik drgań.
– Jesteś praworęczny, więc celuj prawym okiem – instruuje mnie Norbert.
Patrzę przez przeziernik na ramę celownika. Widać w niej trzy cieniutkie plastikowe „patyczki”, to tzw. piny, a każdy z nich oznacza strzał na inną odległość. Celuję górnym i trafiam w pole tarczy. Nie było to trudne. – W przypadku łuku klasycznego musiałbym posiedzieć z kimś dwa tygodnie, żeby ta osoba zaczęła w ogóle trafiać do tarczy. Z łuku bloczkowego już na pierwszej lekcji można strzelać celnie z 20-30 m – mówi Norbert.
– A gdyby cel był ruchomy?
– Polowanie z łukiem jest trudne, bo cel się rusza. Żeby oddać pewny strzał, trzeba zrobić to z odległości nie większej niż 40 m – tłumaczy Norbert.

Energia ważącej 36 g strzały przy prędkości 160 km/h to zaledwie 35 dżuli. To nic w porównaniu z pociskiem kalibru 9 mm, który uderza z energią 600 dżuli. Jednak kluczem do śmiercionośności łuku jest grot jego strzały. Groty do polowania są zbudowane z kilku żyletkowatych ostrzy i przerażająco ostrego czubka.

Łuk w genach

Dla wielu osób strzelających amatorsko łuk to sposób na oderwanie się od codziennej gonitwy. Kiedy strzelają, przestawiają się z myślami na inny tor i relaksują umysł. Dla Norberta łucznictwo jest formą samodoskonalenia się.
– Każdego dnia strzały trafiają inaczej. Kiedyś, gdy strzelanie mi nie szło, to napinałem się i cisnąłem. Dziś mam całkiem inne podejście. Gdy mi nie idzie, to pakuję się i idę do domu. Wracam następnego dnia i zaczynam od nowa – tłumaczy Norbert. Czasami na komercyjnych imprezach prowadzi strzelnicę, na której można dla fanu postrzelać sobie z łuku.
– Przychodzą ludzie, którzy nie mają kompletnie pojęcia, jak się do tego zabrać. Ale pojawiają się także osoby, które choć też nigdy przedtem w życiu nie strzelały, to od razu wiedzą, jak się ustawić i jak chwycić łuk. Tak jakby strzelały latami albo miały tę umiejętność zapisaną w genach – opowiada. – Żeby było zabawniej, gdy sugerowałem takim ludziom, żeby zapisali się na treningi, to nie wyrażali żadnej ochoty, a ci, którym strzelanie szło najgorzej, byli najbardziej zainteresowani łucznictwem – śmieje się Norbert.

Nie ma to jak sport

Ostatni łuk w naszym teście to łuk sportowy. Ma stabilizator i podstawkę, na której podpiera się strzałę. Jest też celownik, ale nie ma przeziernika. Łuk sportowy zupełnie pozbawiony urządzeń celowniczych to tzw. hunter. Oprócz łuku refleksyjnego hunter to najlepiej sprzedający się rodzaj łuku w Polsce.

Kiedy ustawiam się do strzału, nagle pojawia się Kacper Sierakowski. Łucznik dyskretnie komunikuje, że na torze obok pojawił się starszy pan, który co prawda potrafi strzelać, ale rozsądniej byłoby się zmyć, bo stoimy za jego tarczą. Trochę zestresowany naciągam cięciwę trzema palcami. Opuszki mam już sfatygowane, ale dzielnie celuję i... jest! W końcu w sam środek tarczy.

Więcej o: