Enduro, czyli prawdziwy rower górski

Bielsko-Biała to stolica polskiego Enduro MTB. Wysokiej klasy rower można wypożyczyć na cały dzień za 140 zł. Czeka tu 35 km tras o różnym stopniu trudności. Jednak na początku - krótka lekcja downhillowej techniki zjazdu.

Starówka Bielska-Białej jest urokliwa. Stylem i urodą przypomina lubelskie stare miasto. W powiatowym Bielsku w województwie śląskim pojawiliśmy się, żeby pojeździć na rowerze enduro. Zaczynamy jednak od podziwiania rynku. Nagle jak spod ziemi przed wejściem do baru mlecznego Pierożek wyrasta Michał Borkiewicz. „Borek” to w Warszawie znana postać. Kieruje megapopularną balangownią Plan B oraz rowerowym spotem i barem Plac Zabaw (na wiślanym bulwarze, nieopodal mostu Poniatowskiego). Jak się okazuje, „Borek” do Bielska-Białej, tak jak my, przyjechał na enduro. Nie jest to szczególnie zaskakujące, bo jego miłość do rowerów zjazdowych jest dobrze znana. To przy Placu Zabaw powstał pierwszy w stolicy asfaltowy pumptrack – treningowy tor pełen ostrych zakrętów i muld. Można na nim trochę skakać i potrenować tłumienie roweru na wybojach – rzecz nieodzowną przy zjeździe.

– Chodzi o to, że rower ma jak najczęściej utrzymywać kontakt z podłożem, a ciało przesuwać się na tej samej wysokości – tłumaczy „Borek”.

– Co poza tym jest ważne w technice zjazdu? – pytam.

– Prawidłowe wchodzenie w zakręty i skoki.

Skoki sobie odpuszczam. Jutro mam pierwszą lekcję. Ale o co chodzi z zakrętami? Jestem doświadczonym rowerzystą, przejechałem jeden z najtrudniejszych pustynnych maratonów MTB – Tytana Pustyni w Maroku.

– Przygotuj się na to, że to kompletnie inna bajka niż cross-country. Kierunek skrętu ciała ma wyznaczyć pępek.

– Pępek?

– Jestem z wykształcenia fizykiem i rozrysowałbym to na wektorach, ale nie mam kartki i długopisu. Jak już złapie się flow, to jazda daje niesamowity fun. To jest dziecięca radość – odpowiada „Borek” i zjada pierożka. Potem opowiada, jak bardzo cieszy się z tego, że po dziesięciu latach poświęconych na rozkręcanie biznesu wrócił do sportu. Bo Enduro MTB to nie tylko mnóstwo potu, ale też potężny strzał adrenaliny i dużo endorfin. Pytam o kontuzje. Kiedyś coś było. Co? Uszkodzona ręka i złamany obojczyk. Teraz jeździ ostrożniej.

Bike Corner

Błonia Bielska-Białej to serce polskiego enduro. To nie przesada, bo jest tu najwięcej tras. Bielskie spoty polecił mi zakopiańczyk Mariusz Bryja, mistrz Polski enduro z 2016 r. Rozmawialiśmy przez telefon i pytałem, gdzie najlepiej wyruszyć. – Do Bielska – odpowiedział. Parkujemy więc na ul. Modrej. To skraj miasta, za którym zaczynają się lesiste zbocza gór. Jest tu ośrodek wypoczynkowy, w weekend w sezonie bywa tłoczno. W słoneczny wrześniowy dzień widać tylko kilkadziesiąt osób, które przyciągnęły okoliczne singletracki – jednokierunkowe wąskie zjadowe trasy enduro. Na początku zachodzimy do Bike Corner. To miejscówka pod wiatą przypominająca letni nadmorski bar. Na pieńku stoi biało-czerwona tablica: „Enduro wypożyczalnia”. Obok na turystycznym fotelu kolorowe buteleczki i spraye ze smarami, jest też kubełek ze szczotką i różowa gąbka. Oraz dumny napis: „Bike SPA”. Pod daszkiem na ścianach wiszą opony, kaski, ochraniacze, rękawice, buty.

Ochraniacze. Kto ich nie zakłada, ten ma dziury w łokciach. Wiem, bo mam.Ochraniacze. Kto ich nie zakłada, ten ma dziury w łokciach. Wiem, bo mam. Albert Zawada / Agencja Gazeta

– Napijesz się meksykańskiej kawy? – pyta Kuba Wesołowski, właściciel Bike Corner. Jest po czterdziestce i czuć, że dobrze zna temat.

– Enduro to prawdziwy rower górski – zagaja.

– To znaczy, że moje cross-country nim nie jest? – pytam popijając przepyszną kawę.

– Na enduro masz pełną kontrolę i frajdę z szybkiej jazdy w górach.

– Na cross-country z przednim i tylnym zawieszeniem też można pocisnąć.

– Ale nie tak! W MTB cross-country skok tylnego amortyzatora jest od 100 do 120 mm. W rowerze downhillowym, na którym można tylko zjeżdżać, tylny dumper ma 200-milimetrową sprężynę. W enduro skok dumpera to około 150, 170 mm. Tu się skacze i lata, a nie tylko jedzie tak jak na cross-country – wyjaśnia Kuba.

Rowery enduro pojawiły się mniej więcej 10 lat temu jako połączenie roweru do cross-country i downhillu. Istotą rzeczy jest to, że na enduro można bez ryzyka awarii nie tylko skakać i pruć po kamieniach, korzeniach i muldach w dół, ale także podjechać pod górę.

– A można jeździć enduro po mieście? – pytam. – Od pewnego czasu widuję w Warszawie coraz więcej nastolatków na takim sprzęcie.

– Pewnie, że można, ale po co? Szkoda opon – wzrusza ramionami Kuba.

Ponad połowa rowerów w Bike Corner ma elektryczne silniki. Na dużych 29-calowych kołach i z masywnymi (od akumulatorów i silników) ramach budzą respekt.

– Żeby dobrze jeździć w górach, trzeba trenować minimum trzy razy w tygodniu – mówi Kuba.

Poziom ridera budują technika jazdy i wydolność tlenowa, czyli kondycja. Przy elektryku ten element nie odgrywa tak ważnej roli. Doładowanie mocy jest zresztą uzależnione od indywidualnych potrzeb. Dzięki silnikom góry stoją otworem nie tylko przed zawodowcami, ale także przed rowerowymi turystami. Na elektrycznym wspomaganiu można w jeden dzień przejechać solidny kawał gór. Mówimy tu o dystansie nawet do 100 km. Rowery elektryczne pojawiły się na Zachodzie 10 lat temu. Boom zaczął się mniej więcej rok temu.

– W Alpach 90% enduro to już elektryki. A na nich ludzie także w zaawansowanym już wieku – mówi Kuba Wesołowski.

– Dziś będę jeździł enduro pierwszy raz. Masz dla mnie jakąś radę? – pytam.

– Tu trzeba jeździć ze zdrowym rozsądkiem. I nie ma żartów: jeżeli przesadzisz i popełnisz błąd, to słono zapłacisz. Gleba nie wybacza.

– Czyli bez ryzyka?

– Ryzyko oznacza wysoki poziom adrenaliny, a to wciąga najbardziej – ostrzega Kuba.

Centrum testowe

Docieramy do punktu docelowego tej wyprawy – siedziby Enduro Trails. Wygląda jak ski serwis z wypożyczalnią nart, brak tylko śniegu. To centrum testowe firmy Giant. Na stojaku przed drewnianym domkiem wiszą elektryczne rowery. Mają niebieskie ramy i czarne przednie amortyzatory. Na górnej rurze ramy naklejkę z napisem „centrum testowe” i numerem roweru. Jednak nie przyjechałem tu jeździć elektrykiem, ale zaliczyć podstawowy etap szkolenia.

Przedni amortyzator ustawia się w ten sposób.Przedni amortyzator ustawia się w ten sposób. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Enduro Trails to także szkoła jazdy. Moim coachem będzie Paweł Zyzański, współwłaściciel firmy, z wykształcenia elektryk. Wręcza mi plastikowe ochraniacze na kolana, piszczele, przedramiona i łokcie, do tego kask do cross-country. Moim rowerem będzie Giant Trance 2, jedna z najlepszych na świecie maszyn enduro. W warszawskim salonie trzeba za taki sprzęt zapłacić ponad 13 tys. Zł. Paweł trzyma rower za kierownicę, a ja mam wsiąść, stanąć na pedałach i wychylić się do przodu. Tak wykonuje się pomiar uchylania przedniego amortyzatora. Amortyzatory mają konstrukcję olejowo-powietrzną. Ich zakres pracy dopasowuje się indywidualnie do każdego – pompując amortyzator pompką. Oba mają tłumić drgania z taką samą siłą. U mnie ich skok jest ustawiony na 140 mm.

W rowerze Pawła w tylnym dumperze jest sprężyna kupiona dokładnie pod jego wagę. Tyle na początek. W wypożyczalni jest kilka osób. Jedną z nich jest Michał ze Słowacji.

– Przyjechałem się tu pobawić. Na enduro będę jechał pierwszy raz w życiu. U siebie jeżdżę tylko po szosie – mówi. Kiedy pytam o to, czego się spodziewa, wybucha histerycznym śmiechem.

Kolorowe talerzyki

Rowery enduro – tak jak większość przyzwoitych rowerów z przednim i tylnym zawieszeniem – mają możliwość zablokowania amortyzatorów. W dobrych rowerach amortyzatory blokuje się manetką na kierownicy. Dzięki takiemu usztywnieniu w czasie pedałowania rower się nie ugina – mniejsze są straty szybkości i energii. Kolejną ciekawostką jest system regulacji wysokości siodełka. Obsługuje go inny przycisk na kierownicy. Wciskam i siodełko pod lekkim naciskiem nieznacznie się opuszcza. Z tej pozycji po kolejnym naciśnięciu przycisku samo wędruje do góry.

Ruszamy szutrową drogą do lasu. Trance 2 waży 13,7 kg. Obręcze kół mają średnicę 27,5 cala. Skok tylnego amortyzatora wynosi 14 mm, przedniego – 150. W tylnej kasecie jest 10 przełożeń, najmniejsza zębatka ma 11 ząbków, a największa 43. Przy korbie z przodu jest tylko jedna tarcza z 30 ząbkami. Kiedyś rowery zjazdowe miały z przodu dwie zębatki.

– Wszystko idzie w stronę uproszczenia i odchudzenia napędu – wyjaśnia Paweł.

Jadąc pod górę, nie dostrzegam większej różnicy w porównaniu z jazdą na średniej klasy MTB cross country. Wjazd nie jest męczący. Zatrzymujemy się na równym żwirowym placu wielkości połowy piłkarskiego boiska. Jest tu wiata dla turystów. Plac kończy się drogą prowadzącą dalej pod górę. Paweł układa na ziemi kolorowe plastikowe talerzyki, tak że tworzą krótką alejkę. Zaczynamy lekcję.

Na początek pozycja zjazdowa. Jest inna od tej, jaką przyjmowałem, jeżdżąc na cross-country. Rower do enduro ma szeroką kierownicę. Trance 2 – 780 mm. Siodełko idzie na dół, przy zjeździe zawsze stoi się na pedałach. Trzeba zgiąć szeroko rozstawione łokcie.

– Dzięki temu mamy dodatkowe pół metra amortyzacji. Przy jeździe na wprost pedały są w poziomie, a pięty skierowane w dół. Cały ciężar przenosimy na nogi, dzięki temu jedziemy dużo efektywniej i mamy odciążone ręce. Patrzysz cały czas przed siebie! Masz być idealnie centralnie na rowerze. Przednie i tylne koło ma być dobrze dociążone i ma mieć styk z podłożem – tłumaczy Paweł.

Na łagodnie schodzącej drodze to nic trudnego, więc przechodzimy do nauki hamowania. Wykonuje się je, naciskając jednocześnie na dwa hamulce. Trzeba wyprostować łokcie, przesunąć biodra za siodełko i jeszcze mocniej skierować pięty w dół.

– Dobrze, wystarczy – mówi Paweł i układa z talerzyków zakręt. Teraz zaczynają się schody. – Przy skrętach uchyla się kierownicę tylko nieznacznie, a pochyla rower – mówi Paweł. Prosta z pozoru sprawa okazuje się skomplikowaną układanką, dzięki której rower będzie miał mniejszą ochotę do wpadania w poślizg. Jak to wygląda przy skręcie w lewo? Prawy łokieć jest zgięty, lewa ręka wyprostowana, biodra mocno przesunięte w prawo, kolano prawej wyprostowanej nogi dotyka ramy, a kolano lewej i zgiętej skierowane jest tam, gdzie ma jechać rower. A pępek, o którym mówił „Borek”? Pępek faktycznie pokazuje kierunek skrętu.

Po kilku zjazdach Paweł jest zadowolony. – Jeżeli dobrze nauczysz się skręcać, to przyda ci się to w różnych warunkach – tłumaczy. Po błyskawicznym kursie pora przetestować efekty w praktyce.

Zielona Stefanka

Enduro Trails działa od sześciu lat. Zaczęli od organizowania zawodów o tej samej nazwie, a od dwóch lat przygotowywane przez nich imprezy są lokalnymi eliminacjami Enduro World Series. Kolejnym krokiem była budowa systemu tras w rejonie Koziej Góry i Szyndzielni. Projekt stworzył Jakub Jonkisz, wspólnik Pawła. Na realizację inwestycji udało się zdobyć środki z funduszu partycypacyjnego.

Ścieżka dla dzieci też daje emocje. Wystarczy zapomnieć o hamulcach.Ścieżka dla dzieci też daje emocje. Wystarczy zapomnieć o hamulcach. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Do dziś powstało blisko 35 km ścieżek, które zostały przez Bielsko-Białą wciągnięte na listę „produktów turystycznych”. Są wąskie, kręte i pofalowane, oznaczone kolorem informującym o stopniu trudności. Są trasy zielone, niebieskie, czerwone i czarne.

– Pojedziemy na Stefankę. To zielona, dla wszystkich. Mogą po niej jeździć dzieci i starsi.

– Mam jeździć po trasie dla dzieci? – pytam.

– Spróbuj zjechać bez hamowania.

Stefanka ma 865 m długości, jej średnie nachylenie wynosi zaledwie 4,9%, a spadek 42 m. Start wyznaczony jest bramką z drewnianych belek. Są tablice informacyjne. Ruszamy. Ścieżka łagodnie opada i faluje, ma fajne wąskie i ciasne zakręty. Dzieje się.

– Pięty do dołu, łokcie szeroko – słyszę co chwila od jadącego kilka metrów za mną Pawła. Po kilku minutach jesteśmy na dole i bez zwłoki zaczynamy energiczny powrót na górę. Kolejny zjazd jest nieco szybszy, ale na jazdę bez hamulców się nie decyduję. Ścieżką zjeżdżają dwaj goście, obaj mają kaski ze szczękami i zasuwają naprawdę szybko. Stefanka jest trasą dla dzieci, ale rosną przy niej takie same drzewa jak wszędzie. Upadek albo, co gorsza, zderzenie z pniem jest przerażającą perspektywą.

– Przy szybkiej jeździe w dół trzeba być przygotowanym na to, że na którymś zakręcie wyleci się z trasy. Albo z roweru. Każdy centymetr ciała musi być gotowy na taką zmianę akcji – instruuje Paweł. Pytam o przerażające nagrania z kamer gopro, na których są szaleńcze zjazdy.

– Ze strachem można się oswoić. Jeżdżąc regularnie po groźnych trasach, adaptujesze się i taki poziom ryzyka staje się normą. Strach ustępuje miejsca myśleniu o technice – wyjaśnia Paweł.

– Gdzie jest granica ryzyka?

– Jeżeli widząc jakąś przeszkodę, jesteś w stanie zwizualizować sobie, jak ją przejedziesz, to jedziesz. Jeżeli nie, odpuszczasz. Może jutro będzie lepiej – tłumaczy Paweł.

– I będzie jeszcze większa adrenalina.

W takim stroju wyrusza się na enduro
na podbój gór. Instruktor Paweł Zyzański
nie musi już niczego podbijać.W takim stroju wyrusza się na enduro na podbój gór. Instruktor Paweł Zyzański nie musi już niczego podbijać. Albert Zawada / Agencja Gazeta

– To sport ekstremalny dostępny dla każdego. To nie jest downhill, który mogą uprawiać tylko najbardziej zdeterminowani riderzy. Na enduro można zjechać spokojnie, hamując. Dostosować prędkość do trasy i umiejętności – mówi Paweł. Aż trudno uwierzyć, że w wyczynowym enduro jest mniej kontuzji niż w cross-country. Ale to prawda. Pokazują to porównania statystyk z zawodów Enduro World Series i z zawodów cross-country. Zawodnicy enduro mają ochraniacze i kaski ze szczęką, a na zawodach cross country trasy są coraz trudniejsze. Ja pokonuję jeszcze kilka razy Stefankę i moja podkoszulka robi się mokra jak po kick boxingu. Połknąłem bakcyla. Wysokiej klasy rower można wypożyczyć na cały dzień za 140 zł, a elektryka – za 200. Perspektywa solidnej wycieczki enduro jest megakusząca.

Więcej o: