Przebiegł maraton na 7-metrowym balkonie

A gdy już odpoczął, to pokonał dystans 50 kilometrów. A potem jeszcze jeden maraton. A jaka jest twoja wymówka, żeby nie ćwiczyć w domu?

„Jak ćwiczyć w domu?” - jeśli wpiszecie to zdanie w wyszukiwarkę, otrzymacie setki lepszych i gorszych planów treningowych, które mają pomóc w utrzymaniu formy podczas przymusowego pobytu w domu. Jest jednak mało prawdopodobne, aby którykolwiek z tych planów zalecał pokonanie maratońskiego dystansu 42 kilometrów i 195 metrów. Bo to przecież niemożliwe, nieprawdaż?

Okazuje się jednak, że dla chcącego nic trudnego i maraton w domowym zaciszu jest jak najbardziej „do zrobienia”. Dowiódł tego mieszkający nieopodal Tuluzy Elisha Nochomovitz. Entuzjasta biegania długodystansowego od jakiegoś czasu przygotowywał się do maratonu w Barcelonie, który został zaplanowany na 15 marca. Z powodu epidemii koronawirusa zawody się nie odbyły, ale Nochomovitz stwierdził, że jego wysiłki nie powinny pójść na marne. Biegacz postanowił zatem, że dystans ponad 42 kilometrów pokona na własnym balkonie. Gdy wyjawił swój pomysł partnerce, ta stwierdziła: „Rób jak uważasz, tylko potem posprzątaj po sobie”. No i pan Nochomovitz zrobił.

 

Biegacz przyznał, że bieganie na balkonie (który ma długość zaledwie siedmiu metrów) było większym wyzwaniem psychicznym, niż fizycznym. Elisha wyobrażał sobie, że ktoś ciągle namawia go do przerwania treningu. On jednak wytrwał i swój pierwszy balkonowy maraton ukończył w czasie 6 godzin i 48 minut.

Na tym jednak jego aktywność się nie skończyła. 24 marca, a więc tydzień po pierwszym biegu, Francuz pokonał kolejne 50 kilometrów (zajęło mu to 6 godzin i 29 minut, a więc znacznie zwiększył tempo), a po kolejnych siedmiu dniach pokusił się o kolejny maraton, w którym poprawił wynik pierwszego o ponad 2 godziny – wynik to 4 godziny i 38 minut.

 

Nochomovitz przyznał, że balkonowe maratony to sposób na zajęcie czymś myśli:

Chciałem sobie udowodnić, że jestem w stanie to zrobić bez względu na warunki. I chociaż nie mogę pomóc prawdziwym bohaterom naszych czasów, czyli medykom w szpitalach, to mogę chociaż pokazać wszystkim, że jeśli się chce, to można zrobić wiele. Także w domu.
Więcej o: