Zawód marzeń: kontraktowiec

fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne (Wojciech Tyndorf)

Nawet 250 dni w roku jest w podróży, wybierając najlepsze kierunki i hotele, w których potem wakacje spędzi prawie pół miliona klientów. Dla Wojciecha Tyndorfa świat turystyki nie ma żadnych tajemnic.

Gdzie spędzał pan ostatnie wakacje?
W pracy. Wakacje i okres je poprzedzający to dla kontraktowców branży turystycznej najintensywniejszy czas w roku. Biegamy wtedy z lotniska na lotnisko, aby jak najszybciej zabezpieczyć dobre, sprawdzone hotele, znaleźć nowe, nieznane dotąd obiekty, a w końcu przejąć hotelowe perełki od konkurencji. Jednocześnie szukamy nowych kierunków. Czasu jest mało, bo konkurencja nie śpi. Prawdziwe „wakacje” dla pracowników biur podróży zaczynają się w październiku, ale nie trwają długo, bo w listopadzie rusza sezon zimowy.

No i wtedy dokąd pan lubi lecieć?
Jeżeli chodzi panu o mój ostatni urlop, to spędziłem go z rodziną na Gran Canarii. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie. Idealna pogoda bez względu na porę roku, swoboda i luz mieszkańców, doskonała kombinacja plażowych resortów i dużego miasta, jakim jest Las Palmas. No i wreszcie – pyszne jedzenie popijane wulkanicznym winem z Lanzarote, które nigdy mi nie przestanie smakować. Poza tym mieszkają tam moi przyjaciele, z którymi nigdy się nie nudzimy.

A czy wakacje potrafią się znudzić?
Mnie nigdy się nie nudzą i wydaje mi się, że jeśli są dobrze zaplanowane, nikomu nie powinny się nudzić. Najważniejsze jest zaplanowanie urlopu pod kątem własnej natury i stylu życia. Wielki miłośnik zwiedzania i podróży kulturoznawczych nie powinien wybierać dwutygodniowego pobytu na plaży na małej wyspie, na której największą atrakcją są sporty wodne, bary dla surferów czy konkursy bikini. Uszczęśliwi go za to wycieczka objazdowa o napiętym programie, w czasie której zobaczy mnóstwo zabytków i pozna kulturę kraju. Z kolei taka impreza będzie torturą dla miłośników opalania, piasku i relaksu na leżaku z książką lub aplikacją Netflixa. Dla nich mała wyspa z piękną plażą okaże się rajem. Nawet w przypadku rozbieżnych gustów w jednej rodzinie możliwe są sprawdzone kompromisy. Jeżeli jedno z partnerów kocha plażę a drugie zwiedzanie, mogą wybrać imprezę 7+7, na której przez
siedem dni będą zwiedzać, a siedem odpoczywać.

Jest jeszcze podział: rodziny z dziećmi kontra reszta świata
Rodziny z małymi dziećmi nie powinny wybierać hoteli przy hałaśliwych ulicach imprezowych kurortów, jak Faliraki na Rodos czy Malia na Krecie, bo tam impreza nigdy się nie kończy, co z reguły koliduje z godzinami snu dziecka. Z kolei imprezowicze poszukujący uroków nocnego życia zamęczą się w typowych kurortach rodzinnych, które koncentrują się na wygodzie dzieci i rodziców, a najpikantniejszym elementem, wieczoru jest piosenka o krokodylu zaśpiewana o godz. 20 przez animatorów na zakończenie dnia. Strony internetowe należące do hoteli oraz międzynarodowe serwisy rezerwacyjne często koloryzują, bo informacje umieszczają sami właściciele.

Ile wyjazdów ma pan w roku?
Podróżuję cały czas. Nie liczę wyjazdów, ale moja cierpliwa i wyrozumiała żona prowadzi hobbystycznie statystykę, z której wynika, że średnio nie ma mnie w domu ok. 250 dni w roku. Najboleśniejszą konsekwencją mojej ciągłej nieobecności było spóźnienie się na narodziny pierwszego syna. Nie zdążyłem wrócić z Włoch, gdzie kontraktowałem ofertę narciarską. Jestem prawdziwym szczęściarzem, bo znalazłem wspaniałą kobietę, która mnie wspiera. Należę jednak do mniejszości. Środowisko kontraktowców jest zdominowane przez singli.

W jaki sposób zdobył pan tę pracę?
W branży turystycznej zajmowałem szereg barwnych stanowisk. Byłem rezydentem, pilotem, sprzedawcą ofert turystycznych, „destination managerem”, supervisorem działu pilotażu, instruktorem pilotażu. Od 10 lat zajmuję się wyłącznie contractingiem, a osiem lat temu zarząd Rainbow powierzył mi zadanie stworzenia i prowadzenia działu ds. kontraktowania produktu.

Jakie trzeba mieć umiejętności w tym zawodzie?
Osoby pragnące pracować jako kontraktowcy, poza świetną znajomością języków obcych, matematyki, geografii, pakietu Office i dyspozycyjnością, muszą być chorobliwie uczciwe i asertywne. Niezbędna jest też umiejętność dostosowania się do rozmówcy oraz forsowania swoich racji. Inteligencja, intuicja, pracowitość, odporność psychiczna i umiejętność podejmowania ważnych decyzji pod presją czasu oraz znajomość branży zamyka kosz podstawowych wymogów wobec kandydata na kontraktowca. Nie jest łatwo znaleźć takich ludzi, dlatego jestem dumny ze swojego zespołu, który składa się z czterech wyjątkowych osób, z którymi kontraktujemy cały świat dla Rainbow.

Jak wygląda pana wyjazd w poszukiwaniu nowych hoteli czy nowych kierunków?
Proces zaczyna się od burzy mózgów, którą przeprowadzamy w biurze. Analizując potencjalny nowy rynek, bierzemy pod uwagę wiele czynników, takich jak: stan infrastruktury hotelowej, bezpieczeństwo, sytuacja polityczna, atrakcje turystyczne, ceny czy możliwości rozwoju kierunku. Jeżeli analiza wypada pozytywnie, zaczynam planowanie wyjazdu. Na początku czytam wszystko, co jest dostępne w przewodnikach i internecie na temat tego miejsca, a następnie kontaktuję się z lokalnymi firmami obsługującymi turystykę przyjazdową i proszę o sugestie i wyceny. Kiedy mam już wszystkie dane, jadę, aby je zweryfikować, jednocześnie umawiając spotkania z hotelarzami i dostawcami innych usług, takich jak transport czy wycieczki fakultatywne.

Zawsze jest tak samo?
Są kontrakty, które podpisuje się po 15 minutach rozmowy, ale są też takie, które wymagają kilkunastu lub kilkudziesięciu godzin, a czasem nawet całych miesięcy negocjacji, rozmów czy robienia gruntu pod podpisanie umów. Ważne jest, aby zawsze zachować chłodną ocenę sytuacji, filtrować natłok informacji oraz nie ulegać sugestiom innych i podejmować decyzje na podstawie analizy danych i zdrowego rozsądku.

W jakim stopniu biuro podróży jest w stanie kontrolować jakość wycieczki?
Przeprowadzamy regularne, niezapowiedziane kontrole w hotelach. Wykorzystujemy do tego celu pracowników biura, jak i anonimowych kontrolerów. Równocześnie nasi rezydenci trzymają rękę na pulsie, będąc w każdym hotelu kilka razy w tygodniu i gdy pojawia się problem, bezzwłocznie nas o tym informują. Dodatkową pomocą w kontroli obiektów są nasi lokalni kontrahenci, których zadaniem jest dbanie o jakość usług. Bacznie obserwujemy opinie na temat hoteli na portalach typu Tripadvisor czy Holidaycheck, na których turyści mogą wyrażać swoje opinie na temat obiektów i usług. Jeszcze skuteczniejszym narzędziem jest nasza strona internetowa, na której klienci mogą wyrażać swoje opinie, a fakt, że wpisy mogą umieszczać jedynie faktyczni klienci, chroni nas od ewentualnych przekłamań.

Na co podczas wakacji zwracają uwagę Polacy? Co jest dla nas najważniejsze?
Polacy są bardzo ambitnymi turystami. Słyną z tego, że w każdym miejscu, które odwiedzają, pragną zwiedzić i zobaczyć jak najwięcej. Dlatego tak dużą popularnością cieszą się imprezy objazdowe, na których w ciągu kilku dni zwiedza się wszystkie ważniejsze atrakcje danego kraju. Jako przykład możemy wziąć klasyczny objazd po Turcji, w czasie którego w ciągu siedmiu dni pokonuje się 3500 km. Wielu naszych rodaków chwali sobie rozszerzoną obsługę polskojęzyczną, stąd sukcesem okazały się „Polskie strefy”, które zapewniają naszym klientom swojską, domową atmosferę w zagranicznych kurortach. Wciąż preferowaną formułą wyżywienia jest all inclusive, ale coraz więcej osób sięga po oferty oferujące jedynie śniadania. Klienci ci doceniają lokalne specjały, codziennie zmieniając restauracje i rozszerzając swoje kulinarne horyzonty.

Czy na rynku jest wiele osób zajmujących się tym, czym pan?
Znam osobiście lub słyszałem jedynie o 10 osobach, które wykonują ten zawód dla naszego rynku w pełnym wymiarze, ale należy pamiętać, że w Polsce funkcjonuje jedynie trzech dużych tour operatorów, trzech średnich oraz mnóstwo małych, które mają minimalny udział w rynku. W ostatnich latach wielu kontraktowców opuściło zawód, dlatego jest duże zapotrzebowanie na nasze usługi.

Wywiad pochodzi z działu "Mam ciekawy zawód" z LOGO numer 08/2018 

Zobacz także
  • Szybki rozwój i ogromny potencjał przewozów, które wykonuje Uber tłumaczy jego obłędną wycenę (66 mld dol). Uber jest firmą, której szalone tempo ekspansji wciąż pożera zyski.

Niezobowiązujące zajęcie dające niemały zarobek jest nie do pogardzenia w świecie, gdzie finansowy kryzys sprzed ośmiu lat do dziś odbija się czkawką. Uber doskonale wstrzelił się w swój czas. Nie mógł pojawić się wcześniej, bo nie było telefonów z dotykowymi ekranami. Dziś jego ekspansję (500 miast, 70 państw) napędzają rozmiłowani w smartfonach millenialsiAplikacja firmy przewozowej Uber Millenialsi - pokolenie pożyczania
  • Glacier Express przejeżdża przez słynny wiadukt Landwasser w kantonie Gryzonia, fot. Jia Li / shutterstock.com Najpiękniejsze trasy kolejowe świata [TOP 10]
  • Wilk z Wall Street Jak zmieniał się korporacyjny dress code?
Skomentuj:
Zawód: kontraktowiec
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy