Narcos na żywo - relacja z wyprawy do Kolumbii

Medellin - miasto Pablo Escobara

Medellin - miasto Pablo Escobara (Jacek Śledziński)

Pablo Escobar - kolumbijski baron narkotykowy, najbogatszy człowiek świata, król kokainy, główny bohater kultowego już serialu "Narcos". W jego rodzinnym Medellin poznaję skomplikowaną historię i odwiedzam miejsca, gdzie żył i działał najpotężniejszy człowiek narkobiznesu.

Hola! – wita mnie po hiszpańsku Jorge. Będzie dziś moim przewodnikiem po niebezpiecznej dzielnicy Antioquia. To tu swoje pierwsze kroki w narkobiznesie stawiał Pablo Escobar. Pomimo upływu lat i transformacji Medellín w tym miejscu czas jakby się zatrzymał. Na ulicach kwitnie handel narkotykami i prostytucja.

– Hola! – odpowiadam z uśmiechem.

Spotykamy się na stacji metra Industriales. Powoli się ściemnia. Przechodzimy długą kładką nad wielopasmową ulicą. Rozmawiając, kierujemy się w rejon, który odwiedza niewielu turystów – szczególnie po zmroku.

– Mam nadzieję, że aparat i telefon zostawiłeś w domu?

– Tak. Tak jak się umawialiśmy!

– Dobrze. Tam, dokąd idziemy, lepiej nie robić żadnych zdjęć. Może się to źle skończyć. Ale nic się nie martw, mam układ z lokalnymi gangami i policją. Nic nam nie zrobią. O ile nie będziemy zbyt ciekawscy.

W Medellín codziennie organizowanych jest wiele wycieczek (darmowych, płatnych, tematycznych). Sam przez trzy tygodnie w rodzinnym mieście Pablo Escobara odwiedziłem wiele muzeów, szedłem śladami najsławniejszego kolumbijskiego rzeźbiarza Fernando Botero, włóczyłem się po 13. dzielnicy, niegdyś najniebezpieczniejszej w mieście, która dziś stała się kolorowym centrum sztuki ulicznej, ale tego, co zobaczyłem w ciągu kilku godzin z Jorge, nigdy nie zapomnę.

Medellin - miasto Pablo EscobaraMedellin - miasto Pablo Escobara Jacek Śledziński

Idziemy środkiem uliczki. Pomimo późnej pory jest spory korek. Dopiero teraz zwracam uwagę na to, co jest jego powodem. Przy każdym samochodzie momentalnie pojawia się sprzedawca i w kilka sekund następuje wymiana pesos na narkotyki. Ceny są zaskakująco niskie.

– Za gram kokainy płaci się 10 000 pesos, czyli niewiele ponad trzy dolary – opowiada Jorge.

Skręcamy w prawo. Tu samochodów jest mniej, ale na chodnikach spore kolejki. Kolejki do okien, z których sprzedawane są narkotyki. Sporo osób patrzy na mnie podejrzliwie. Nieczęsto spotyka się tu białego. Czuję się trochę dziwnie, jednak obecność Jorge rozładowuje nerwową atmosferę. Widać, że jest tu dobrze znany. Spacerujemy po kolejnych ulicach. Na każdym rogu, w każdej wnęce ktoś coś kupuje. Biznes się kręci. W pewnym momencie widzę radiowóz. Handel narkotykami jest w Kolumbii nielegalny, ale tu nikt się nie chowa. Nikt nie ucieka. Policjanci wolno nas mijają i znikają za rogiem.

– To jest niepisana umowa. Ma być spokojnie i bezpiecznie, a policja przymyka oko – tłumaczy Jorge, widząc moje zdziwienie.

Miasto przemian

Medellín to obecnie nowoczesne, szybko rozwijające się miasto. Jako jedyne w Kolumbii ma metro. Metropolię otaczają zielone góry. To właśnie tam, w wielu punktach widokowych, siadał Pablo Escobar, spoglądając z góry na „swoje miasto”. Na jednym ze wzgórz zostało wybudowane też słynne więzienie La Catedral. To tam Pablo wraz ze swoją świtą dobrowolnie pozwolił się zamknąć na mocy ugody z prezydentem Kolumbii. Miał tam wszystkie udogodnienia. Boisko piłkarskie, jacuzzi, stoły bilardowe, własnych strażników. Ostatecznie po 13 miesiącach luksusowego pobytu ugoda stała się nieważna po zabiciu czterech współpracowników w więzieniu. Armia kolumbijska otoczyła La Catedral. Na nic się to nie zdało, bo Escobar zniknął w magiczny sposób.

Charakterystyczna rzeźba autorstwa Fernando Botero w MedellinCharakterystyczna rzeźba autorstwa Fernando Botero w Medellin Jacek Śledziński

Stojąc przed bramą byłego więzienia, uruchamiam wyobraźnię. Dziś trudno poznać to miejsce. Obecnie znajduje się tu dom spokojnej starości. Przyjeżdża tu sporo fanów serialu „Narcos”, ale trzeba mieć trochę szczęścia, aby dostać się do środka. Wszystko zależy od humoru ochrony. Koniecznie trzeba przyjechać przed godziną 16.00.

– Masz ochotę się trochę zabawić? – wyrywa mnie z zamyślenia Jorge. – Poznaj Vicky i Carmen.

Dopiero teraz się zorientowałem, że zmieniła się sceneria. Przeszliśmy kilka ulic i na chodnikach pojawiła się silna reprezentacja płci pięknej. Klientów też nie brakuje.

– Vicky to nimfomanka, spodobałeś się jej. Jak fajnie zagadasz, to nawet nie będziesz musiał płacić – szepcze mi do ucha przewodnik.

Takiego zwiedzania w mojej prawie trzyletniej podróży dookoła świata nie miałem. Na szczęście pojawiają się mocno wstawieni i płacący klienci. Porywają dziewczyny, a mnie wybawiają z trochę niezręcznej sytuacji. Siadamy więc na szybkie piwo.

– Co myślisz o Escobarze? – pytam.

– To trudne pytanie i w sumie nikt chętnie na nie ci nie odpowie. Tu jest duża szansa, że spotkasz kogoś, kto dla niego pracował, lub kogoś z jego znajomych, rodziny. Był potworem, ale też pomagał najbiedniejszym.

– A „Narcos”? – dalej drążę temat.

– Ten serial? To bajka. Choć jest tam chyba trochę faktów. W sumie oglądałem cztery odcinki... albo dwa. Zaczyna padać – Jorge szybko stara się zmienić temat. Jak się później okaże, będzie to częsta sytuacja w Kolumbii.

Burza rozhulała się na dobre, łapię więc Ubera i wracam do wynajmowanego mieszkania w dzielnicy San Javier. Wracając, przez okno widzę sporo bezdomnych śpiących na trawnikach. Każde miasto ma swoje tajemnice i zakamarki, w które lepiej się samemu nie zapuszczać.

Ślady kul przykryte graffiti

Rano budzi mnie piękne słońce. Widok z 22. piętra mam imponujący. Panorama prawie całego miasta, a dosłownie na wprost mnie mieni się kolorami słynna dzielnica Comuna 13. To tam wybieram się dzisiaj na cały dzień. Robię kawę. Ta kolumbijska jest jedną z najlepszych. Choć nie tak łatwo kupić dobrą. Większość trafia na eksport. Np. tanie tinto (mała czarna) w lokalnych restauracjach to często niepijalny kawowy napój. Mocno posłodzony, aby zamaskować niską jakość i słabe walory smakowe. Po śniadaniu spotykam się przed stacją metra z Laurą. Przemiła Kolumbijka, którą przypadkiem zagadałem w jednym z lokalnych barów kilka dni temu. Urodziła się w 13. dzielnicy i mieszka tam cały czas.

– Dziś jestem dumna, że mogę cię porwać i bezpiecznie oprowadzić po mojej dzielnicy – wita mnie z uśmiechem Laura. – Zmiany, jakie tu zaszły, są niesamowite. Moje dzieciństwo to codzienne strzały, morderstwa i strach. Z rówieśnikami nie mogliśmy się beztrosko bawić. Zawsze było ryzyko, że coś złego się wydarzy. W latach 90. rząd i wojsko kilkakrotnie przeprowadzały operacje militarne, walcząc z kartelem Escobara i tzw. paramilitares. Oni między sobą też zacięcie walczyli o wpływy. Szczególnie po śmierci Pabla w 1993 r. Ślady po kulach możesz zobaczyć nawet dziś – Laura pokazuje mi podziurawioną ścianę jednego z domów.

Budynki stojące na dość stromym zboczu stanowią swoisty labirynt. Gęsta zabudowa i bliskość gór sprawiły, że to właśnie tędy wiódł główny szlak przerzutowy narkotyków do Medellín. Dlatego było tutaj tak niebezpiecznie. Dziś podczas spaceru spotykamy wielu turystów. Wieczorem wszystko się jednak zmienia i mimo wszystko lepiej się tu nie kręcić. Tak jak i w wielu miejscach w mieście trzeba wiedzieć, co i kiedy można bezpiecznie zwiedzać.

– Transformacja Comuny 13 i całego Medellín nie udałaby się bez zaangażowania społeczności międzynarodowej – kontynuuje swoją opowieść Laura. – Bardzo pomogli Niemcy. Różnego rodzaju programy wspierają między innymi lokalnych artystów, którzy zamieniają to miejsce w kolorowe uliczne muzeum. Piękne murale nadają niepowtarzalny klimat i sprawiają, że możemy patrzeć z optymizmem w przyszłość.

– A wracając do Pabla, co myślisz o Escobarze? – próbuję.

– To trudne pytanie i w sumie nikt chętnie na nie ci nie odpowie. Tu jest duża szansa, że spotkasz kogoś, kto dla niego pracował lub kogoś z jego znajomych, rodziny. Był potworem, ale też pomagał najbiedniejszym – trochę zbywa mnie Laura.

Znam już doskonale tę odpowiedź, ale drążę dalej.

– A „Narcos”?

– Nie oglądałam, no, może z jeden odcinek. Tak nie wygląda prawdziwa Kolumbia, choć z drugiej strony jest w nim ziarno prawdy. Chodź, poznam cię z Chotą. To on namalował większość najlepszych murali – Laura podobnie jak wczoraj Jorge szybko zmienia temat. Coraz mocniej przekonuję się, że serial nie przypadł Kolumbijczykom do gustu. Szczególnie tu, w mieście Escobara. Pomimo upływu lat historia wciąż jest świeża, a rany się nie zabliźniły.

Chota to przemiły, młody i utalentowany chłopak. W jego galerii tłum turystów, ale udaje nam się chwilę porozmawiać. Zorganizował też dla nas krótki pokaz taneczny. Chłopaki dali radę, zbierają burzę oklasków i napiwków od przechodzącej obok japońskiej wycieczki. My ruszamy dalej do domu Laury. Siadamy na betonowym tarasie. Popijając kawę, Laura trochę posmutniała.

Pokaz taneczny w Comuna 13.Pokaz taneczny w Comuna 13. Jacek Śledziński

– Nie wszystko jest jednak tak piękne, jak ci mówiłam i jak mówią przewodnicy oprowadzający turystów. Tu wciąż borykamy się z problemami, z narkotykami i przemocą. Słyszałeś wczoraj te wybuchy? Mieszkasz blisko.

– Tak, myślałem trochę naiwnie, że to fajerwerki.

– To już kolejna strzelanina, zawsze nocą. Różne grupy walczą o wpływy. Te narkotykowe, ale też polityczne. Władze nic z tym nie robią. Dużo obiecują, ale mało z tego wynika. Na przykład ze służbą zdrowia. Do wielu domów karetka nie dojedzie, a dobrego szpitala nie ma w okolicy – Laura na chwilę się zamyśliła i ze łzami w oczach wyrzuciła z siebie. – Trzy miesiące temu zasłabł mój tata, czekaliśmy na pomoc ponad pół godziny. Niestety było już za późno. W takich chwilach trudno znaleźć odpowiednie słowa. Sam straciłem już oboje rodziców, więc wiem, co może czuć moja nowa przyjaciółka. Pomilczeliśmy dłuższą chwilę, wspominając w głębi serca swoich bliskich.

– No dobra, ruszamy. Na koniec pokażę ci pomarańczowe ruchome schody. Tylko po drodze nie dawaj pieniędzy dzieciakom. Powinny być w szkole, a nie na ulicy.

Śladami Pablo

Kolejne dni postanawiam spędzić poza Medellín. Wsiadam w samochód i wbijam w nawigację Hacienda Napoles – najsłynniejszą rezydencję króla kokainy. To tam w latach świetności spędzał najwięcej czasu. Uczynił z tego miejsca raj na ziemi. Oprócz wszystkich udogodnień, lotniska, toru offroadowego, Pablo kazał sprowadzić tu dzikie zwierzęta z całego świata. W prywatnym zoo znalazły się nawet hipopotamy. Dziś funkcjonuje tu park rozrywki. Bilet wstępu jest dość drogi, ale turystów z całymi rodzinami jest sporo. Jakoś mnie zupełnie nie przekonuje to miejsce. Mam jednak w zanadrzu plan B. Inną rezydencję, którą Pablo darzył ogromną sympatią, choć sam był tam tylko trzy razy. Nazwał ją nawet imieniem swojej córki Manueli. I to dla niej ją zbudował.

Przejazd zajmuje mi kilka godzin. Po Kolumbii jeździ się ciężko. Drogi są fatalne. Ciągłe remonty, korki. Na domiar złego opłaty za podróżowanie własnym autem są wysokie jak na najlepszych autostradach. Raz zdarzyło mi się pokonać odcinek 100 km w ciągu czterech godzin, płacąc cztery razy opłaty drogowe po 4 dolary każda!

Okolice Guatape rekompensują jednak trudy jazdy. Urokliwe jeziora rozciągają się pomiędzy zielonymi wzgórzami. Nic dziwnego, że to właśnie tu Escobar zdecydował się wykupić sporą część terenów i obdarować nimi członków swojej rodziny. To tu domy mieli mama i siostra Pabla, a także najbliżsi współpracownicy. Zapewniało to spokój i jednocześnie bezpieczeństwo jego żonie i dzieciom, które spędzały w rezydencji dużo czasu.

Hacienda Manuela - jedna z ulubionych rezydencji Pablo Escobara, nazwana imieniem jego córki.Hacienda Manuela - jedna z ulubionych rezydencji Pablo Escobara, nazwana imieniem jego córki. Jacek Śledziński

Mijam bramę wjazdową i trochę tracę pewność, czy dobrze trafiłem. Nagle przed autem jak spod ziemi wyrasta mężczyzna z maską na głowie i z karabinem do… paintballa. Gra trwa w najlepsze i w obawie o karoserię muszę chwilę poczekać. Słyszę gwizdek i mogę przejechać. Mijam zniszczony betonowy kort tenisowy i piękny ogród. Przejeżdżam przez krótki tunel, który kiedyś był ostatnim punktem ochrony. Wita mnie Veronika. Zarządza posiadłością, restauracją i oprowadza gości. Ma na oko 65 lat. Jak sama mówi, była jedną z bliskich i zaufanych osób żony Pabla, nazywanej przez niego pieszczotliwie Tata.

– Escobara spotkałam trzy razy. Przyjeżdżał tu pograć w piłkę – zaczyna opowiadać Veronika. – Bardzo lubił zwierzęta i przyrodę. Powiedziałabym nawet – za bardzo. Ogrodnicy mieli pełne ręce roboty. Sprowadził tu drzewa i krzewy z całego świata: Australii, Kanady, Madagaskaru itd. Był dla wszystkich z nas bardzo dobry. Oczywiście, robił złe rzeczy i setki osób przez niego cierpiały, ale ja nie powiem o nim złego słowa. Po jego śmierci i kłopotach żony dostałam to miejsce. Ale wedle prawa nie mogę go nawet sprzedać, choć chętnych nie brakuje. Jestem w kontakcie z Marią (żoną Pabla). Mieszka w Argentynie w Buenos Aires. Bardzo się roztyła, a była taka piękna – ze smutkiem opowiada moja przewodniczka.

Przechodzimy powoli z ogrodu do zrujnowanej willi z basenem. Widząc pytanie w moich oczach, Veronika kontynuuje opowieść. – To Los Pepes podłożyli tu bombę. Grupa byłych wojskowych próbująca zabić Pabla. Dwa tygodnie wcześniej wysadzili dom jego matki. Później dzieła zniszczenia dokonali poszukiwacze pieniędzy. Wszyscy myśleli, że są tu ukryte miliony, i przewrócili to miejsce do góry nogami.

– A co pani myśli o serialu „Narcos”?

– Ja tych Netfliksów nie oglądam, ale wiem, czemu ludziom w Kolumbii nie podoba się ten serial. Oglądają go, ale się nie przyznają. Trochę się wstydzą tej czarnej strony naszej historii. Woleliby, aby Kolumbia była znana z pięknych plaż, gór, dżungli, kawy, a nie z narkotyków. Smucą się, że na świecie najpopularniejszym Kolumbijczykiem jest król narkotyków Pablo Escobar, a nie rzeźbiarz Fernando Botero czy piłkarz James Rodríguez . Ja się jednak tego nie wstydzę. Kolumbia to kraj wojny. Tu zawsze rozwiązywało się konflikty siłą. I Pablo też się w tę historię wpisuje. Muszę już lecieć, bo zaraz przypływa duża grupa turystów z Izraela na paintball, ale może pan zostać tu sam i się pokręcić. A może chce pan kupić koszulkę lub kubek?

Dziś na terenie Hacienda Manuela organizowane są zawody paintballowe.Dziś na terenie Hacienda Manuela organizowane są zawody paintballowe. Jacek Śledziński

Grzecznie dziękuję i zostaję sam przy zniszczonym basenie. Mam chwilę na zebranie myśli. Pamiątki po Escobarze to ogromny biznes. Ja decyduję się jednak go nie wspierać, choć z drugiej strony płacę za odwiedzenie tego miejsca. Jednoznacznie uznaję działania Pabla za złe, ale z zapartym tchem śledziłem każdy odcinek „Narcos”. W Kolumbii serial został przyjęty chłodno, szczególnie w Medellín. Veronika dość trafnie opisała z jakich powodów. Nie zmienia to faktu, że serial odniósł światowy sukces i razem z „House of Cards” był jednym z motorów napędowych rozwoju Netfliksa.

W Medellín wciąż można znaleźć osoby, które kochają Pabla. W wielu dzielnicach rozdawał mieszkania, budował szkoły, boiska piłkarskie. Był tak popularny, że ludzie wybrali go jako swojego reprezentanta do parlamentu. Serial pokazuje wiele faktów z jego życia rodzinnego, idealizując w pewien sposób obraz osoby, która zleciła setki, jeśli nie tysiące morderstw. Kokaina, którą wyprodukował i przemycił, zniszczyła życie wielu osób. Jednak każdy zainteresowany ma prawo do własnej opinii, a najlepiej ją sobie wyrobić, poznając historię Pablo Escobara. Ja polecam wizytę w Kolumbii.

Zobacz także
  • Qatar Airways Jakie są najlepsze linie lotnicze na świecie?
  • 'Mamy psychozę lajkingu' "Mamy psychozę lajkingu" - rozmowa z Tomaszem Szlendakiem
  • Na co uważać przy wynajmie samochodu? Na co uważać przy wynajmie samochodu?

Polecamy