Top 10 atrakcji: Odessa

Widok na operę w Odessie z portem w tle.

Widok na operę w Odessie z portem w tle. (fot. Shutterstock)

W lipcu gwarno tu i tłoczno, w styczniu spodoba się co najwyżej morsom. W kwietniu będzie akurat, bo ceny niskie, hotele komfortowe, a zmrożone wódki i rozgrzewające koniaki odciągają uwagę od przykurzonych ulic.

Odessa zawsze była ważna na mapie świata, co widać na każdym kroku – są tu pompatyczne pomniki, secesyjne kamienice, szerokie prospekty i bulwary. Jest wielki port, są plaże, kawał porządnej wielkomiejskiej zabudowy. Odessa nadaje się i na leniwe spacery we dwoje, i na szalone noce na wieczorze kawalerskim. I na odrobinę kultury wyższej, i na kulinarny turnus, bo lokalne ceny sprzyjają intensywnemu biesiadowaniu. Zdradzamy kilka miejscówek, które żal by było ominąć podczas pobytu w tej „ukraińskiej odpowiedzi na Cannes”.

Odeskie katakumby.Odeskie katakumby. fot. Shutterstock

Katakumby

Powstały z prozaicznego powodu: w XIX w. rozwijającemu się w zawrotnym tempie miastu brakowało kamienia budowlanego, więc drążyli pod ziemią ile się dało. Dziś pozostał labirynt wapiennych korytarzy pod niemal 40% starej zabudowy miasta. Katakumby służyły później jako lochy dla niewolników, wreszcie jako schrony partyzantki radzieckiej. Przygotowywano je nawet jako schron przeciwatomowy. Dziś można (a nawet trzeba – inaczej nigdy stąd nie wyjdziesz) zwiedzać z przewodnikiem. Spoiler: na końcu częstują bimbrem własnej roboty.

Restauracja Kumanets w OdessieRestauracja Kumanets w Odessie fot. mat. prasowe

Restauracja Kumanets

Najlepsza ukraińska restauracja w Odessie. Magda Gessler wywaliłaby pewnie trochę bibelotów, ale nam się podoba. Wianki, świece, makatki, białe obrusy i serwety. Przygrywa ludowa kapela. Do jedzenia odeskie specjały - forschmack (sałatka śledziowa), kawior („odeski" - czyli bakłażan i pomidory, ale jest też prawdziwy kawior-kawior), mule, pielmieni (pierogi małe) i wereniki (pierogi większe). Do picia kompoty, kwas, wódki i koniaki Czajka, niczego sobie. Będzie pan zadowolony. I pana portfel też.

Restauracja Khadzhibey w Odessie.Restauracja Khadzhibey w Odessie. mat. prasowe.

Restauracja Khadzhibey

Nowa restauracja krymsko-tatarska. Wystrój jak z Baśni Tysiąca i Jednej nocy, potrawy jedyne w swoim rodzaju. Są czebureki (placki z mięsem lub warzywami), pide, czyli bliskowschodnia pizza, są mięsa na szpadach - przede wszystkim baranina i jagnięcina. Są typowe tatarskie manty z serem posypane orzechami. Jest pilaw, czyli ryż z mięsem i warzywami – to typowe danie tatarskie, naszym zdaniem „takie nic", ale raz na jakiś czas można zamówić. Bardzo dobre ceny, super kawa po turecku serwowana w tygielku.

Słynne schody Potiomkinowskie w OdessieSłynne schody Potiomkinowskie w Odessie fot. Shutterstock

Schody potiomkinowskie

192 stopnie, dół jest szerszy niż góra, żeby wydawały się jeszcze bardziej monumentalne. Łączą historyczne centrum Odessy z portem. Kiedyś nazywały się „schody gignatyczne", ale od kiedy Siergiej Eisenstein nakręcił „Pancernika Potiomkina", a w nim scenę masakrowania ludności przez wojska carskie, już na zawsze zyskały miano „potiomkinowskich". Raz w roku odbywają się tu zawody: kto szybciej wbiegnie po nich na górę (obecny rekord to 22 sekundy). Dla leniwych: po lewej stronie jest kolejka, którą za kilkadziesiąt groszy można dostać się na górę.

Opera w OdessieOpera w Odessie fot. Shutterstock

Opera

Sala w stylu francvuskiego rokoko, z zewnątrz to neobarokowa konstrukcja w najlepszym włoskim stylu, choć przeprojektowali ją Austriacy. To dla fanów architektury. Dla melomanów: to najlepsza ukraińska opera, można pokusić się nawet, że warto tu iść na balet, bo jeśli już kiedyś iść na balet z własnej woli, to ponoć najlepiej tu, na wschodzie. Minusy: nie ma napisów po angielsku. Plusy (i to wielkie): najtańszy bilet kosztuje 2 (słownie: dwa) złote, a za najlepsze miejsca na sali, czyli w pierwszym rzędzie albo w loży trzeba się szarpnąć i wydać aż 30 (słownie: trzydzieścia) złotych. Nie żal wyjść po antrakcie, jak komuś nudnawo (do czego absolutnie nie namawiamy).

Roshen - ukraińska odpowiedź na E.WedelRoshen - ukraińska odpowiedź na E.Wedel fot. mat. promocyjne

Roshen

To taki ukraiński Wedel. Wielkie imperium czekoladowe z siecią ładnych sklepów z czekoladkami, bombonierami, cukierkami, tortami i wszystkim innym przez co potem wypadałoby robić brzuszki i biegać na bieżni. Właścicielem firmy jest prezydent Ukrainy Petro Poroszenko – stąd nazwa Roshen (a przy okazji brzmi trochę zagranicznie). W Odessie mają kilka swoich sklepów – wszystkie w stylu „harrodsowskim" – czyli dużo się rusza, świeci i jest jak w bajce. Ceny bardzo przystępne, produkty bardzo dobrej jakości. Trzeba zawitać.

Privoz MarketPrivoz Market fot. Shutterstock

Privoz Market

Wielki bazar niedaleko dworca. W halach targowych i na stoiskach pod gołym niebem można kupić niemal wszystko – nawet świński łeb czy jądra byka, ale oczywiście też nudne owoce morza, ryby, warzywa. Są też oczywiście wietnamskie gacie, „chemia z Niemiec", trochę podrobionych torebek i pasków z wielkim napisem „Gucci”. Jak w Polsce w latach 90. Ma to swój klimat, wychodzą tu fajne zdjęcia. A co warto kupić? Kawiory po kilkanaście złotych.

Budynek dworca w OdessieBudynek dworca w Odessie fot. Shutterstock

Dworzec

Dworzec przypomina, że Odessa zawsze była ważnym miastem, do którego ciągnęli ludzie z różnych stron. Takich gmachów w byle-pipidówach nie stawiano. Ma wielką kopułę a pod nią salę balową z kolumnadą. Do Kijowa jedzie się stąd ponad siedem godzin, do Kiszyniowa cztery, do Tyraspolu nieco ponad dwie.

Klub Ibiza w OdessieKlub Ibiza w Odessie fot. Shutterstock

Klub Ibiza

Ukraińska wersja imprezy w stylu Puff Daddy. Białe sofy, podświetlany basen, lasery, wielkie loże. Śmietanka ukraińskich dj-ów i śmietanka ukraińskich tancerek. Bardzo dużo turystów i jeszcze więcej Ukrainek chcących zrobić na nich wrażenie. W nocy, w sezonie odbywają się tu różne pokazy i koncerty. W dzień zapraszają na relaks na leżaku nad basenem z koktajlem w dłoni. Jak na ukraińskie standardy nie najtaniej - piwo ok. 10 zł, drinki ok. 25 zł.

Plaża w OdessiePlaża w Odessie fot. Wikipedia

Plaże

Niestety plaże odeskie nie są najpiękniejsze (znajomy odessyjczyk twierdzi, że „więcej w nich petów niż piasku"). To bardziej miasto portowe niż kurortowe, warto pamiętać. Może przy najdroższych hotelach przesieją piasek przez sitko, ale wody już nie wymienią, sąsiadów nie pogonią, a liczą sobie jak za Malediwy. Jest na to sposób: złap pociąg z Odessy (przy okazji podziwiając dworzec) w kierunku Białogrodu, który momentami jedzie właściwie po plaży. Wysiądź na którymś przystanku między Studentską a Sonjaczną. Ludzi mniej, piasek ładniejszy, woda czystsza.

Zobacz także
  • Lwów - idealne miejsce na wieczór kawalerski. Tanio, blisko i...
  • Berlin to idealne miasto na weekend Top 10 atrakcji: Berlin
  • W restauracji Mięso i Sprawiedliwość Nocne życie Lwowa: sado-maso i słonina

Polecamy