Orgazmy - czy wszystkie są takie same, czy są gorsze i lepsze?

Orgazmy - czy wszystkie są takie same, czy są gorsze i lepsze?

Orgazmy - czy wszystkie są takie same, czy są gorsze i lepsze? (Shutterstock)

Jeśli tak, to kiedy mogą być najlepsze? A co jeśli ich wcale nie ma? Ilu z nas je udaje? Przemysław Pilarski rozmawia z Andrzejem Gryżewskim o orgazmach.

Tak już się powszechnie przyjęło, że orgazm u kobiet ma skomplikowany mechanizm, zaś u facetów szalenie prosty. Zgadasz się z tym?

I tak, i nie. Owszem, męskie orgazmy są niejako zaprogramowane przez biologię i rzeczywiście, wielu mężczyzn nie ma problemu z osiąganiem ich w okresie automatyzmu seksualnego, czyli między 16. a 25. rokiem życia. Przy czym „wielu” nie oznacza „wszystkich”, nie można zatem mówić o regule. Regułą jest zaś to, że i u kobiet, i u mężczyzn, za orgazmy, ich osiąganie oraz sposób przeżywania odpowiada szereg czynników.

Jakich na przykład?

Na przykład pewnemu mojemu pacjentowi zmarła matka, kiedy miał 14 lat. Został tylko z ojcem, z którym praktycznie nie miał kontaktu. Ten ojciec przychodził z pracy, otwierał piwo, włączał telewizor i tak spędzał każdy wieczór. Odcięty od świata i emocji.

To nie tak rzadki obraz w polskich domach.

No, niestety. Myślę, że nie tylko w polskich.

Ale co ten łojący browary ojciec ma wspólnego z orgazmami swojego syna?

Właśnie. Więc matka dla tego chłopaka była łącznikiem ze światem emocji. Dawała mu dużo akceptacji, bezpieczeństwa, ciepła. Był z nią mocno związany. I kiedy jej zabrakło, popadł w niezauważoną przez nikogo depresję. Zatem ten okres młodzieńczej burzy hormonów, automatyzmu seksualnego, tej wiosny życia mężczyzny przeszedł zupełnie spokojnie; wyciszony. Masturbował się sporadycznie, to wszystko. Ale i ta masturbacja niespecjalnie mu szła, a orgazmy, jakich doświadczał, porównuje do zapalenia na chwilę świeczki w czasie śnieżycy.

Nie dość, że nie oświetla, nie grzeje, to bardzo szybko zgaśnie.

I to mu zostało, właśnie taki depresyjny, ograniczony sposób przeżywania seksualności. Jak sam widzisz, trudno powiedzieć, że to prosta sprawa, mimo że jest facetem, i to młodym. On ma teraz 24 lata, a jego partnerki mają problem z tym, że nie wykazuje w łóżku prawie żadnego entuzjazmu.

Może taki jego urok po prostu?

Ale to nie jest dla niego dobre i pracujemy nad tym, by to zmienić.

Inny mój pacjent pochodzi z biednej rodziny. Wcześnie musiał zacząć zarabiać, żeby się utrzymać. A zarabia w ten sposób, że kupuje różne towary w marketach i sprzedaje je potem przez internet o parę złotych drożej. Można sobie wyobrazić, że nie jest to szybki i łatwy pieniądz. Haruje po kilkanaście godzin dziennie od 16. roku życia, nic więc dziwnego, że seksualność odłożył na dalszy plan. Kiedy miał 21 lat, poznał kobietę. Był z nią przez dwa lata, ale zerwała z nim z powodu seksu. W łóżku zachowywał się totalnie biernie, po prostu „leżał i pachniał”. Nie z wygodnictwa czy złej woli – jak to mu przypisuje partnerka. Po prostu był skrajnie przemęczony.

Odpoczywał.

Otóż to, choć w zasadzie nie do końca, bo głowa mu cały czas pracowała: „Co jutro kupić? W co zainwestować?”.

Za tymi dwiema historiami kryje się odpowiedź na pytanie, które zadałeś na początku. Męska seksualność jest skomplikowana podobnie jak kobieca, ponieważ musi dostosować się do życia.

A jak wiadomo, w życiu nie ma lekko. No dobrze, ale mimo wszystko seks mężczyzny zazwyczaj kończy się wytryskiem. Owszem, czasem jest to „świeczka w czasie śnieżycy”, zawsze jednak to coś. Kobiety często nie doświadczają nawet zapalenia takiej małej świeczki.

Jedna z moich klientek porównała doświadczanie własnej seksualności do wizyty na niewidzialnej wystawie. Byłeś?

Nie, ale wiem, o co chodzi. Polega to na tym, że poruszamy się w absolutnej ciemności po różnych pomieszczeniach, zdani w zasadzie tylko na dotyk. Po to, aby doświadczyć tego, jak świat odbierają osoby niewidome.

A ona w ten sposób porusza się po swoim ciele. I nie jest w tym odosobniona. „Co to może być? Do czego służy? Jak to nazwać?”

To może być fascynujące.

Dla jednych jest. Dla innych z kolei staje się źródłem zaniepokojenia. „Dotknąć? A co się stanie, jak dotknę? Może przestanę mieć nad sobą kontrolę?”

Przecież w seksie można pozwolić sobie na brak kontroli.

Można, a nawet trzeba! Wtedy jest w seksie najprzyjemniej. Natomiast cała masa osób lękowych albo wychowanych w konserwatywnych rodzinach boi się to robić.

„Siusiaka w garści nie wolno trzymać, ale swoje odczuwanie przyjemności wręcz należy”. A najpiękniejsze orgazmy to są właśnie te, kiedy zupełnie nie wiesz, co się dzieje. Odlatujesz.

Żeby odlecieć, trzeba wiedzieć, który guzik nacisnąć w kokpicie. I tutaj rzeczywiście kryje się pewna przewaga męskiej seksualności nad kobiecą. Mężczyźni mniej muszą się siebie uczyć.

A jednak!

Wszystko jednak do czasu, bo – podkreślam – po 25. roku życia trzeba przerzucić się z bezrefleksyjności na bardziej świadome określanie swoich potrzeb. Im mężczyzna starszy, tym trudniej i dłużej osiąga satysfakcję w seksie. Natomiast do pewnego momentu działa to w dość prosty sposób. Wprawdzie bardzo krótko tak działa, ale i tak wpłynęło to na całościowe postrzeganie męskiej seksualności.

Kobieta musi nauczyć się samej siebie, a później musi tę wiedzę przekazać partnerowi.

To niezwykle ważne! Zauważam, że kobiety, które przychodzą do mojego gabinetu i mówią, że unikają masturbacji albo wręcz nigdy się nie masturbowały, mają ogromne problemy z orgazmem, ponieważ w ogóle nie znają swoich stref erogennych. A to fundament udanego seksu. Zdarza się, że mają po 30-40 lat, a nigdy nie doświadczyły orgazmu! Dzięki automatyzmowi mężczyźni potrzebują nieco później wiedzy o tym, co ich podnieca. Kobiety zaś od samego początku.

Freud powiedział, że u kobiet „dojrzały” jest wyłącznie orgazm pochwowy. Minęło ponad sto lat, zostało to już dawno obalone, ale zdaje się, że wielu facetów nadal w to wierzy?

Tak, ten przestarzały pogląd nadal pokutuje w głowach większości mężczyzn. Uważają, że tylko swoim członkiem są w stanie doprowadzić kobietę do prawdziwego orgazmu.

Co ciekawe, niektóre kobiety również tak sądzą. Celowo skracają grę wstępną, prowadzą do jak najszybszej penetracji, żeby w ten sposób osiągnąć orgazm i zdobić „certyfikat dojrzałości”. To się oczywiście bardzo często nie udaje. Mało tego, warto podkreślić, że nawet orgazm osiągnięty przez kobietę w trakcie penetracji jest najczęściej de facto orgazmem łechtaczkowym.

To chyba zależy od pozycji?

Również. Ale zacznę od początku. To, co widzimy na zewnątrz, jest zaledwie główką łechtaczki. Cały ten narząd otacza płaszczem całą pochwę. Bodźce odbierane przez łechtaczkę nie płyną zatem wyłącznie ze stymulowania jej żołędzi. I rzecz jasna, pozycja ma tutaj duże znaczenie – szansę na orgazm partnerki zwiększa ocieranie się podbrzuszem o jej strefy erogenne w trakcie penetracji. To się nazywa pozycja „na kota”. Kobieta leży, a mężczyzna oplata ją, jakby jechał na ścigaczu, ocierając się w górę i w dół. Według statystyk zaledwie jedna trzecia kobiet doświadcza orgazmów pochwowych, około 60% kobiet udaje orgazmy. Gdyby jednak pytać o to mężczyzn, okazałoby się, że orgazmów doświadczyło z nimi sto procent partnerek.

Autoreklamę mamy opanowaną do perfekcji. A czego mężczyźni powinni się uczyć o swojej seksualności po 25. roku życia?

Przede wszystkim refleksyjności. Uważności na to, co nas podnieca, co wpływa na pełniejsze przeżywanie kontaktu seksualnego, jakie czynniki wygaszają nasze reakcje seksualne.

Chyba każdy wie takie rzeczy.

Zdziwiłbyś się. Większość mężczyzn nie przypatruje się swojej seksualności. Nie wystarczy wiedza, że podniecają kogoś duże piersi albo – w wypadku gejów – owłosione nogi. Ale co to znaczy, że mnie to podnieca? Ja muszę to widzieć, a może dotykać? A może nawet lizać? Pode mną czy nade mną? Z jaką siłą, w jakim tempie?

OK, przekonałeś mnie. Z tego dałoby się zrobić wielostronicową instrukcję.

Na szczęście u osób, które przypatrują się swojej seksualności, nie popadają w rutynę, te rzeczy same się kodują. Nie ma potrzeby prowadzenia notatek w czasie seksu. Dość często za to polecam moim klientom zapisywanie uczuć i myśli towarzyszących ich orgazmom.

Dlaczego?

Większość mężczyzn uważa, że wszystkie ich orgazmy są takie same, a to zupełna nieprawda. Dopiero kiedy zaczynają zwracać na to uwagę, okazuje się, że różne części ciała aktywizują się w różnych momentach. Czasem odczuwają przyjemne bodźce z żołędzi. Innym razem ciepło rozlewa się po całym ciele. Niekiedy występują drgawki, spięcia mięśni brzucha, ud, przyjemne napięcie jąder. Spermy raz jest więcej, raz mniej.

Z czego to wszystko wynika?

Orgazmy są różne, bo nasze ciało bywa w różnej kondycji. Rano na przykład zachodzi większe prawdopodobieństwo osiągnięcia mocniejszego orgazmu, ponieważ mamy wtedy więcej testosteronu. Ale wystarczy, że dany mężczyzna od przebudzenia myśli tylko o tym, co będzie się negatywnego działo w pracy – i już wszystko przebiega inaczej. Jednych taki stres będzie jeszcze bardziej napędzał, a u innych będzie działał hamująco. Albo partnerka lub partner: jak wpływa na ciebie w danym momencie? Może doszło między wami do sprzeczki? A może wręcz przeciwnie, dzień zaczął się od jakiejś przyjemnej niespodzianki? To wszystko będzie miało wpływ na satysfakcję z seksu i orgazm. Mało tego, kiedy po południu znów będziecie współżyć, wszystko może przebiec zupełnie inaczej. Pewien mój pacjent uprawia seks dwa razy w tygodniu. W niedziele i w środy.

Bardzo regularny tryb życia.

Tak to sobie ułożył. I opowiada mi, że są to dwa zupełnie różne doświadczenia. Z tą samą partnerką. W niedziele chodzi na basen. Dużo pływa, po powrocie jest zrelaksowany, ale i zmęczony. Więc ten niedzielny seks jest bardzo „waniliowy”, powolny, niewyczerpujący, a orgazm jest jak balsam rozlewający się po całym ciele. Z kolei seks środowy jest zdecydowanie bardziej pośpieszny i niedbały, bo to przecież środek tygodnia pracy, kiedy zdążyły się już skumulować różne emocje, które można rozładować tym seksem.

Gdyby uprawiał seks w niedzielę przed basenem, dopiero by się działo!

Prawdopodobnie tak. Ale on osiąga satysfakcję również wtedy, kiedy jest chilloutowo.

Ciekawe, że stres może działać w seksie mobilizująco.

Bardzo często działa też hamująco. Wszystko zależy od osoby. Te same uczucia: stres, złość, żal mogą być przez naszą seksualność wykorzystywane w rozmaity sposób. Czasem w złości chcesz kogoś upokorzyć poprzez seks. A innym razem ona cię zupełnie blokuje. Często słyszę od kobiet, że w takich sytuacjach już, już prawie miały orgazm, „witały się z gąską”, i nagle następował reset. Zgadnij, ile procent mężczyzn udaje orgazmy?

Pisaliśmy o tym w „Sztuce obsługi penisa”, więc nie będę udawał, że nie wiem. Sporo, prawda?

20%. I ten odsetek ciągle rośnie. To syndrom naszych czasów. Jeszcze 10 lat temu były to jednostkowe przypadki. Mężczyźni są coraz bardziej przepracowani, zestresowani, ale też znacząco wyeksploatowani oglądaniem pornografii.

Jak facet może udawać orgazm?

W pochwie kobiety jest śluz, który „ubija się” w czasie penetracji, tak że może przypominać trochę spermę. I właśnie ten śluz mężczyźni udający orgazm biorą często za dowód, że skończyli. Kiedy kobieta jest nieufna, tłumaczą, że mieli tego dnia niewielki wytrysk albo że masturbowali się wczoraj i dlatego ta sperma jest bardziej przezroczysta.

Można mieć też orgazm bez wytrysku.

Często zdarza się on u osób, które mają problemy organiczne, z prostatą, z nasieniowodami, z jądrami. Może też dochodzić do wytrysku wstecznego – do pęcherza moczowego. To występuje u mężczyzn, którzy boją się, że partnerka zajdzie w ciążę. Zdarzają się też sytuacje, że dochodzi do wytrysku bez orgazmu. To często ma miejsce wtedy, kiedy czujemy złość, żal, negatywne emocje w stosunku do tej drugiej osoby.

Jest wreszcie trzecia możliwość. Brak zarówno wytrysku, jak i orgazmu.

Na przykład mój pacjent, który przyzwyczaił się do mocnej, intensywnej masturbacji. Kiedy uprawia seks ze swoim partnerem, nie doświadcza tak silnych bodźców. Jego dążenie do orgazmu przypomina za każdym razem pracę Syzyfa, który w pocie czoła wtacza kamień pod górę. 10 minut, 20, pół godziny… A jego partner tryska jak fajerwerki w sylwestra. Podobnie jest u chorych na depresję. Seks może trwać bardzo długo, a wytrysku nie są w stanie osiągnąć. Niektórzy z nich bardzo się z tego cieszą, bo partnerki ich podziwiają, że tak długa jest penetracja. Natomiast jest to raczej epizodyczna uciecha, gdyż depresja u wielu mężczyzn wycina ochotę na seks. Podsumowując, dochodzenie do orgazmu to czasem naprawdę ciężka harówa.

Przemysław Pilarski – scenarzysta, dramaturg i dramatopisarz. Z Andrzejem Gryżewskim opublikował dwie książki o męskiej seksualności.

Andrzej Gryżewski – psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Sony PlayStation Classic PlayStation Classic - jak retro konsola sprawdza się w akcji?
  • Nowe BMW serii 8 Coupé Nowe szaty króla | BMW serii 8 Coupé
  • Jak przejść na ty ze współpracownikami Najlepsze sposoby przechodzenia na ty

Polecamy