Stopy i papierosy, czyli o przyjemnościach i pułapkach fetyszy

Rozmowa o przyjemnościach i pułapkach fetyszy

Rozmowa o przyjemnościach i pułapkach fetyszy (Vittorio Coppola / EyeEm / Getty Images/EyeEm)

Skąd się biorę fetysze? Co to znaczy, że mogą być małe i duże? Jak o swoich upodobaniach powiedzieć partnerce, by jej nie przerazić i po czym poznać, że wpadliśmy w niebezpieczne uzależnienie? Przemysław Pilarski pyta seksuologa Andrzeja Gryżewskiego.

Quentin Tarantino w pierwszej części „Kill Bill” poświęcił długie ujęcie stopom Umy Thurman. Mówi się, że jest wielbicielem damskich stóp oraz że interesują go nie tylko na planie filmowym. Była żona koszykarza Shaquilla O’Neala wyznała z kolei, że podnieca go… krew menstruacyjna. Skąd biorą się w naszej seksualności takie nieoczywiste upodobania?

Fetysze kształtują się, gdy pewne sytuacje czy obiekty zaczynają nam kojarzyć się z doznawaniem przyjemności seksualnej, z orgazmem. Jednego z moich pacjentów również podniecają damskie stopy. To wzięło się z okresu, kiedy miał kilkanaście lat i odrabiał lekcje w domu. Siadał przy takim niskim stoliku, a naprzeciwko niego, przy biurku, siadywała matka, która często zdejmowała buty i machała nogą w trakcie pracy lub pocierała stopą o stopę. Dla niego pod tym biurkiem matki rozgrywało się całe atrakcyjne życie, podczas gdy przy swoim stoliku miał tylko nudę w postaci zadań domowych.

Nie przeszkadzało mu to, że podnieca się stopami własnej matki?

Nie. Ponieważ matka była jakby „oddzielona” od stóp biurkiem. Rozszczepił sobie ten obraz. Jak w teatrzyku dla lalek. Innego mojego klienta podniecają pończochy. Nie tylko gdy je ogląda czy dotyka, ale również kiedy ma je na sobie. Co ciekawe, jego partnerki niczego się nie domyślają. Ponad sto kilogramów masy mięśniowej, w obyciu jest bardzo męski. Ale w weekendy lubi się przechadzać w pończochach po domu. Źródło tej fascynacji także znajdziemy w jego dzieciństwie. Rodzice często się kłócili. On wtedy zamykał się w łazience i masturbował się tam, żeby rozładować napięcie. Na sznurze nad wanną wisiały często pończochy. I tak mu się zakodowało.

Ta reguła zawsze działa w wypadku fetyszy?

Nie tylko w wypadku fetyszy. Kiedy naszemu orgazmowi często towarzyszy jakaś okoliczność, która splata się z podnieceniem, to my ją sobie kodujemy.

Czyli uzależniamy się od niej?

Nie do końca, ale na pewno potrzebujemy i pożądamy jej w naszym życiu seksualnym. W skrajnych przypadkach ma to oczywiście też ciemną stronę, uzależnieniową, kiedy mężczyźni nie są w stanie, np. z powodu np. braku wzwodu, uprawiać seksu w realu, a nie mają problemu z tym, żeby masturbować się przy komputerze.

Ten komputer staje się wtedy fetyszem?

W dużym uproszczeniu można tak powiedzieć. Przede wszystkim chodzi rzecz jasna o filmy porno, które są dostępne w internecie, ale np. bohater filmu „Don Jon” miał erekcję już wtedy, gdy słyszał charakterystyczny dźwięk towarzyszący uruchamianiu się systemu. Więc jego „fetyszem” było już samo siedzenie przy komputerze.

To jak z psem, który zaczyna się cieszyć, kiedy słyszy, że ktoś otwiera lodówkę. Bo wie, że zaraz dostanie przysmak.

Dokładnie tak. Odruch Pawłowa.

Ale wróćmy do bardziej „klasycznych” fetyszy, choć zdaje się, że to słowo nie jest dobre, gdyż ludzi może podniecać chyba wszystko?

Mam na przykład w terapii pewną parę, która uwielbia puszczać gazy w czasie seksu. Więc najpierw jedzą dużo wzdymających potraw, grochu, fasoli i tak dalej, pozwalają im się przetrawić, no i po tych dwóch, trzech godzinach zaczynają uprawiać seks. Popierdując sobie.

Powinni chyba bardzo dbać o ten związek, bo niełatwo znaleźć kogoś innego o tak niszowych zainteresowaniach.

Ten mężczyzna musiał do tego przekonać swoją partnerkę. Ale ona w to weszła. Z tym że dla niej to jest mały fetysz.

Więc są fetysze małe i duże?

Tak, dzielimy je właśnie w ten sposób.

Według jakich kryteriów?

Wrócę do przykładu pończoch. Małym fetyszem będą dla mężczyzny pończochy noszone przez kobietę, przy czym nadal podnieca go kobieta, pończochy będą tylko uatrakcyjniającym ją dodatkiem. Ważnym, ale nie przesądzającym sprawy. Fetyszem dużym jest za to sytuacja, kiedy brak tych pończoch na kobiecie uniemożliwia mu osiągnięcie satysfakcji seksualnej. Niekiedy zdarza się w wypadku dużych fetyszy, że danej osobie wystarcza sam obiekt.

Czyli same tylko pończochy?

Tak. Wącha je, dotyka, podnieca się ich zapachem, gładkością, kolorem. Sporo jest w internecie mężczyzn, którzy skupują używaną kobiecą bieliznę albo skarpety czy pończochy właśnie. I te przedmioty im wystarczają. Mam pacjentkę, która zarabia w ten sposób całkiem niezłe pieniądze. Mechanizm tego fetyszu jest prosty. Są mężczyźni, którzy mają silne podejrzenie, że kobiety się nie podniecają, że nie lubią seksu. Używana bielizna ze śladami podniecenia jest namacalnym dowodem, że jednak jest inaczej.

Czy kobiety również polują na znoszone męskie bokserki?

Nigdy nie spotkałem w swoim gabinecie kobiety, która by kupowała używaną bieliznę. Może dlatego, że większość z nich wierzy w mit, że mężczyźnie do seksu nie potrzeba wiele.

A tymczasem okazuje się, że niektóre męskie potrzeby są skrzętnie przed kobietami ukrywane.

Mam pacjenta, 16 lat w związku, który przez ten cały czas nie powiedział partnerce, że podniecają go pończochy. Ma sekretny schowek z pończochami i od czasu do czasu, kiedy dręczą go wyrzuty sumienia, że okłamuje ją, że robi coś bardzo złego, wyrzuca je wszystkie. A po jakimś czasie zaczyna kupować od nowa.

Wracając do tej naszej pary puszczającej bąki – skoro dla niego jest to duży fetysz, rozumiem, że bez tego nie będzie w stanie uprawiać seksu?

Zgadza się. Dla niej to może być, ale nie musi być zawsze. Dla niego musi być zawsze.

Jak się na to zakodował?

U niego za kurtyną stoi to, że jego rodzice byli bardzo chłodni, zimni, nie okazywali sobie bliskości. Seks traktowali jak przykry, wymuszony obowiązek małżeński. Dla niego zatem pierdzenie w czasie seksu jest swojskie i naturalne. Ma poczucie, że rozbija w ten sposób zadęcie, jakie towarzyszyło życiu seksualnemu rodziców. Inni z kolei lubią dominować w seksie. Albo być zdominowani. Niekiedy towarzyszą temu specjalne akcesoria: lateksowe wdzianka, mundury, pejcze, wysokie szpilki, kajdanki. Czasem jednak chodzi o samą sytuację: poniżania kogoś albo bycia poniżanym. Moja pacjentka jest w związku z mężczyzną, który ma patriarchalne podejście do kobiet. Często podważa jej inteligencję, sposób ubierania się, prowadzenia samochodu, a nawet wychowywania dzieci. Pod wpływem tego wykształciło się w niej upodobanie do pissingu. Czasem uprawia to z mężem, kiedy jest pod wpływem alkoholu i spada mu potrzeba kontrolowania. Częściej jednak z kochankami. Sikanie na facetów jest dla niej wyrazem dominacji i rewanżu.

Odreagowuje w ten sposób.

Tak. Oczywiście, nie była świadoma, dlaczego to robi. To wyszło dopiero na terapii. Doszło do tego, że jedyną jej motywacją do uprawiania seksu stała się potrzeba upokorzenia mężczyzny albo inaczej: odreagowania w ten sposób własnego upokorzenia.

A co z tymi osobami, które szukają w seksie okazji do upokorzenia siebie?

Kiedy coś albo ktoś podkopuje nam samoocenę, jedni mają silną potrzebę, żeby odreagować (to będzie ta kobieta, o której mówiłem przed momentem), inni z kolei pójdą w drugą stronę.

Nadstawią drugi policzek?

Żebyś wiedział. Oni utożsamiają się z rolą ofiary i chcą ją kultywować. Będą to na przykład ci mężczyźni, o których wspominałem w naszej rozmowie o płatnym seksie. Chodzą do prostytutek, żeby się poniżyć poprzez wylizywanie ich wagin, do których wcześniej ejakulowali inni mężczyźni.

I co na to seksuolog?

Ja rozumiem ten mechanizm, natomiast mówię pacjentowi, że mamy tu do czynienia z ryzykownym zachowaniem seksualnym.

A gdybyśmy nie mieli do czynienia z takim zachowaniem? Cały czas mówimy o sytuacji, kiedy ktoś chce być poniżany w seksie.

To nadal jest autodestruktywne, ale jeśli nie naraża nikogo na niebezpieczeństwo, a jednocześnie przyczynia się do osiągnięcia przez kogoś satysfakcji seksualnej, to nie widzę powodu, żeby z tym walczyć. Są na przykład osoby, którym sytuacja upokorzenia zakodowała się tak, że jednoznacznie kojarzy się z orgazmem. Jeden z moich pacjentów był prześladowany w szkole i każdą taką sytuację odreagowywał masturbowaniem się w toalecie. Teraz kiedy ktoś go poniży, od razu czuje się podniecony. Więc szuka takich sytuacji, ale z poszanowaniem własnej i cudzej integralności.

No i jak on tych sytuacji szuka?

Często się podkłada w pracy swojej krytycznej szefowej i już ma materiał do fantazjowania i masturbacji wieczorem.

Nikomu krzywda się nie dzieje. Kręci go to i to jego sprawa.

Pewnie że tak. Inny mój pacjent ma fetysz z pozoru niewinny, ale jednak szkodliwy. Uwielbia palić papierosy w czasie masturbacji. Na co dzień nie pali, ale kiedy urządza sobie taką „sesję”, jest w stanie wypalić całą paczkę. Siedzi nago przed lustrem z papierosem w ustach i ma poczucie, że jest megamęski. Odpala jednego za drugim, a później płuca go bolą.

No OK, chce sobie podbić samoocenę. Ale jest wiele symboli związanych z męskością, dlaczego akurat papierosy?

Wzięło to się u niego z popkultury. Jakoś sobie zakodował, że Marlboro Man, kowboj, to prawdziwy facet.

Dał się nabrać marketingowym sztuczkom. A mógłby pójść na siłownię. Albo kupić wiertarkę i wiercić dziury w ścianie. To też są popkulturowo męskie aktywności.

I bardziej zdrowe. Niezwykle istotny jest fakt, że matka bezlitośnie kastrowała na jego oczach ojca. Skoro ojciec był tak regularnie niszczony, to mój pacjent musiał poszukać w kulturze jakiegoś wzorca, który był stały i silny. Tak jak palący kowboj, który nie ugnie karku przed nikim. On jest przekonany, że kiedyś z tym kończy.

Kiedy?

Gdy znajdzie Świętego Graala, czyli gdy pewnego dnia to poczucie pewnej siebie męskości zostanie z nim na zawsze. Ale to niemożliwe. W gonieniu za Świętym Graalem chodzi o samo gonienie, a nie o dobiegnięcie do mety. Więc będzie palił i masturbował się, masturbował się i palił, niewykluczone, że coraz więcej, coraz częściej. Tak działa mechanizm uzależnienia. Warto odnotować, że według znakomitej książki Patricka Carnesa „Od nałogu do miłości” fetysze są jednym z 11 podtypów uzależnienia. Rolą terapeuty jest zajrzeć za kurtynę, sprawdzić, jaka potrzeba stoi za danym fetyszem.

Można się „odkodować”?

To długa droga, ale pamiętajmy, że nie jest wcale łatwo znaleźć osobę, która będzie podzielała nasze fantazje. Mam więc klientów, którzy wchodzą w związki z kobietami nieaprobującymi ich fetyszy. Zaczynają z nimi uprawiać „normalny” seks i powoli odchodzą od szukania w internecie filmów porno z pissingiem, pończochami czy stopami.

A nie da się na przykład uprawiać klasycznego seksu w związku, a jednocześnie realizować swoich fantazje przed komputerem?

Nie da się. Kiedy jesteś mocno na coś zakodowany, w pewnym momencie nie możesz już współżyć bez tego czynnika.

To dlatego mówiąc o fetyszach, mówimy o uzależnieniu!

Właśnie dlatego. Żeby było jasne: popieramy urozmaicanie seksu na rozmaite sposoby, ale nie można dopuścić do sytuacji, kiedy to urozmaicenie zaczyna dominować w naszym myśleniu, fantazjowaniu o seksie. Nie powinno dochodzić do sytuacji, w których fetysz wyrzuca za burtę nasze życie seksualne z drugą osobą.

Jak powiedzieć partnerce o tym, że chciałoby się wylizać jej stopy?

W swoim gabinecie obserwuję, że kobiety spotykające się z mężczyznami, którzy ujawniają przed nimi skrywane dotychczas fantazje, bardzo często z lękiem odbierają to jako dewiacje.

Chcą, żebyś tych facetów leczył?

Tak, w ogóle nie dopuszczają do siebie na przykład takiej myśli: „O kurde, jak to miło, że on się zachwyca moimi stopami! ”. Raczej idzie to w taką stronę: „Co by powiedziała moja matka, co by powiedziała moja koleżanka” …

Matka nie musi o niczym wiedzieć. A masaż stóp naprawdę jest przyjemny.

Właśnie! Wracając do twojego pytania – jak powiedzieć partnerce? Na miękko. Stopniowo ją w to wprowadzać. „Kochanie, wiesz co? Wymasuję ci dzisiaj stopy. Zobaczysz, jak będzie ci przyjemnie”. A w trakcie masażu: „O kurde, jakie ty masz piękne nogi! Jak ty mnie podniecasz, kiedy cię masuję”. I tak dalej, i tak dalej…

Tutaj spuszczamy kurtynę, za którą nie będziemy zaglądać. Od pewnego momentu mówimy o dużych fetyszach. A co z małymi?

Małe fetysze to znacząca większość przypadków. Warto zauważyć, że w całej populacji mężczyzn dotyczą one aż 40% z nas.

Dwóch na pięciu facetów to zatem mali fetyszyści.

Na to wygląda.

Jak te małe fetysze przekładają się na codzienny seks?

Mówiąc w skrócie, jest to postawa w rodzaju „Fajnie by było, jakby ten fetysz w moim seksie się pojawił, lecz jeśli się nie pojawi, to też dobrze”.

W cukierni nie da się zjeść wszystkich rodzajów ciastek naraz.

Niektórzy próbują i robią sobie tym krzywdę, uzależniając się; tak jak ten mój pacjent, który żeby osiągnąć orgazm w czasie seksu z partnerką, musi koniecznie zapalić papierosa.

A przecież prawdziwy kowboj pali dopiero po.

Kiedy wchodzimy w coś nowego, przez pierwszych kilkanaście, kilkadziesiąt razy mamy wpływ na to, jak nam się ukształtuje seksualność pod wpływem tego czynnika. Stopniowo jednak coraz bardziej tracimy nad tym kontrolę. Warto o tym pamiętać.

Przemysław Pilarski – scenarzysta, dramaturg i dramatopisarz. Z Andrzejem Gryżewskim opublikował dwie książki o męskiej seksualności.

Andrzej Gryżewski – psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Sony PlayStation Classic PlayStation Classic - jak retro konsola sprawdza się w akcji?
  • Nowe BMW serii 8 Coupé Nowe szaty króla | BMW serii 8 Coupé
  • Jak przejść na ty ze współpracownikami Najlepsze sposoby przechodzenia na ty

Polecamy