Seks dla zaawansowanych - jak podtrzymać żar w długoletnim związku?

Seks dla zaawansowanych - jak podtrzymać żar w długoletnim związku?

Seks dla zaawansowanych - jak podtrzymać żar w długoletnim związku? (Shutterstock)

To z pewnością niełatwe zadanie. Jak sprawić, by w łóżku nie tylko spać? Z seksuologiem Andrzejem Gryżewskim rozmawia Przemysław Pilarski.

Szedłem ostatnio ulicą za parą staruszków trzymających się za ręce. To jednak niecodzienny widok. Romantyzm bardzo często kończy się po paru latach związku, a bywa, że i wcześniej. Dlaczego?

Nie tylko romantyzm, ale też seks. A może nawet seks przede wszystkim. Dzieje się tak, ponieważ pierwszą fazę związku „sponsoruje” substancja chemiczna zwana fenyloetyloaminą, która zalewa nasz mózg, przez co wiele rzeczy dzieje się niejako samo.

Bardziej się sobie nawzajem podobamy?

Jesteśmy wobec siebie wzajemnie niemal bezkrytyczni i bardzo często spontanicznie mamy ochotę nie tylko na współżycie, ale w ogóle bycie ze sobą blisko. Niestety, trwa to krótko.

Ile?

To sprawa bardzo indywidualna. Jeśli ktoś ma depresję, został wyrzucony z pracy, umarła mu bliska osoba, to stanu zauroczenia będzie doświadczał przez kilka tygodni, a maksymalnie miesięcy. Ktoś inny, mający komfortowe życie, będzie doświadczał stanu zauroczenia nawet przez dwa lata.

Dlaczego to się kończy nawet u tych, którzy mają komfortowe życie?

Bo to nie może trwać cały czas. Jest to stan bliski szaleństwa, wyczerpujący energetycznie organizm. Oprócz pożądania, radości doświadcza się w nim sporo zazdrości, lęku przed odrzuceniem, rozmaitych katastroficznych wizji zakończenia związku ze strony drugiej osoby.

Co dostajemy w zamian, gdy to się uspokaja?

Bezcenne poczucie bezpieczeństwa wynikające ze stałej relacji. Ponadto dłuższy związek pozwala rozwinąć skrzydła pod każdym względem. Również seksualnym. Niestety, niektórzy zapominają, że nic nie jest dane raz na zawsze.

Co masz na myśli?

Przychodzą do mnie pary albo – częściej – same kobiety, które nie mogą pogodzić się z tym, że od dawna nie ma już bliskości w związku, że nie pamiętają, kiedy ostatni raz doszło do współżycia. Problem polega na tym, że wiele osób myśli, że ich seks w danej relacji będzie wyglądał przez cały czas tak samo jak w tym pierwszym okresie. A to błąd. Pierwszy etap związku jest jak kampania wyborcza – matka natura nas podrasowuje, żebyśmy byli jak najbardziej atrakcyjni dla tej drugiej osoby. A kiedy to się kończy, fenyloetyloamina opada – zaczyna się prawdziwe życie.

Mówiąc metaforycznie, osoba, w której się zakochujemy, może tak naprawdę nie istnieć?

Bardzo często opieramy wówczas swoje zdanie na temat tej drugiej osoby na własnych życzeniach i wyobrażeniach. Fenyloetyloamina działa jak narkotyk, pod wpływem którego żyje się niejako w świecie iluzji.

No dobrze, to co zrobić, kiedy nagle zorientujemy się, że partner czy partnerka ma, dajmy na to, trochę za dużo kilogramów, nie sprząta po sobie w kuchni, a na dodatek od dawna nie było między nami seksu?

Najczęściej jest właśnie tak, jak mówisz. Człowiek nagle budzi się i uświadamia sobie, że od dłuższego czasu jest zupełnie inaczej, niż miało być. I tak naprawdę to jest początek prawdziwego związku, takiego, nad którym trzeba pracować.

Nikt nie lubi pracować, zwłaszcza kiedy do tej pory dostawał coś za darmo. Czy nie jest tak, że jesteśmy ewolucyjnie przystosowani do krótkotrwałych relacji?

Tak, matka natura faworyzuje krótkie związki i rozdawnictwo genowe. Ale warto też zauważyć, że powoli zmienia ten stan rzeczy.

Jak?

Są badania, z których wynika, że mniej więcej co pięć lat następuje rotacja stref erogennych. Właśnie po to, by nie nudziło nam się w długofalowych związkach.

Kogoś kiedyś podniecały pieszczoty sutka, a teraz będą to pieszczoty ucha?

Tak.

I dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn?

Zgadza się.

Tylko jeszcze trzeba uprawiać seks, żeby to odkryć…

I tu wracamy do punktu wyjścia. Ostatnio pacjentka opowiadała mi, że kiedy na początku relacji partner w kinie głaskał ją po nodze, to dla niej było megaerotyczne. A niedawno złapała się na tym, że kiedy on jej robi dobrze ustami, to ona może czytać książkę w tym czasie.

Dlaczego tak się dzieje?

Po pierwsze dlatego, że pod wpływem fenyloetyloaminy więcej rzeczy związanych z partnerem nas podnieca, więc nic dziwnego, że tak na nią działał jego dotyk w czasie seansu filmowego. Często słyszę u siebie w gabinecie: „Wcześniej coś robiłem i było w porządku, teraz robię to samo i już nie jest w porządku”. Zgadza się, tak niestety jest. Seksualność w związku jest dynamiczna. Można zgłaszać pretensje, ale do matki natury.

Najważniejszą kwestią, na której należy oprzeć związek w kolejnej fazie, jest komunikacja. Wspomniana przeze mnie pacjentka bardzo lubi pieszczoty warg sromowych, natomiast jej partner woli skupiać się na łechtaczce. Z tym że ona nigdy mu o tym nie powiedziała…

Może boi się, że on pomyśli, że robi coś źle?

No ale robi źle. Tylko nie ze swojej winy, lecz z niewiedzy. W seksuologii uważamy, że w stałych związkach komunikacja jest ważniejsza niż miłość. Przy czym nie chodzi o to, żeby nieustannie kogoś pouczać. Najważniejsze są wzmocnienia pozytywne.

Dobre oceny.

Dokładnie tak. Równie precyzyjne jak zażalenia. Często osoby w związkach potrafią długo i z dużą dokładnością wyliczać partnerowi czy partnerce, co zrobił czy zrobiła źle, natomiast pochwały zbywają krótkim: „Dzięki, fajnie było”. Ale dlaczego było fajnie? Co było w tym fajnego? Może warto to powtórzyć w takim razie? Coś na tym zbudować?

„Podobało mi się, co robiłeś wcześniej, ale jak zjechałeś językiem na moją wargę sromową, to był dopiero czad”.

Myślę, że partner wiele może z takiego komunikatu wyczytać. Kiedy informujemy o czymś kochanka, warto ubrać to w formę kanapki. „Podoba mi się, że robisz to i to” – górna połowa bułki. Środek: „Fajnie by było, jakbyś robił też to i to”. No i dolna bułka: „Ogólnie jest super w naszym seksie, widzę, że się rozwijamy”. Dotyczy to, rzecz jasna, zarówno mężczyzn, jak i kobiet.

Jak podtrzymać żar w długim związku?Jak podtrzymać żar w długim związku? Piotr Marcinski / EyeEm / Getty Images/EyeEm

Wspomniałeś przed chwilą o „bezcennym poczuciu bezpieczeństwa” w relacji. Możesz rozwinąć ten wątek?

Kiedy rozmawiam z mężczyznami, którzy przychodzą do mojego gabinetu, okazuje się, że największym afrodyzjakiem dla ponad 80% z nich jest poczucie bezpieczeństwa właśnie. Czyli pewność, że partnerka go nie skrzywdzi, nie wyśmieje, ale też że nie będzie od niego oczekiwała nie wiadomo jakich akrobacji łóżkowych, którym on mógłby nie sprostać. Nie mówiąc już o rozczarowaniu rozmiarem jego penisa albo jakimiś problemami ze wzwodem czy wytryskiem. Takie obawy bardzo często towarzyszą facetom, kiedy poznają nowe partnerki. Wynika to z tego, że większość mężczyzn ma zadaniowe podejście do seksu i myślą, że są z niego nieustannie rozliczani jak na niekończącym się egzaminie. W stałym związku jest tak, że jeśli dzisiaj w seksie pojawi się jakiś problem, macie przed sobą dużo czasu, by popracować nad tym, aby go w przyszłości nie było. Kiedy problem pojawia się na pierwszej randce, istnieje duża obawa, że kolejnej randki może już nie być.

Warto więc walczyć o stałe relacje, nawet kiedy już nie podkręca nas fenyloetyloamina.

Pod jej wpływem seks jest euforyczny, ale właśnie ze względu na jej działanie, a nie okoliczności zewnętrzne. Wypracowane poczucie bezpieczeństwa w związku pozwala osiągnąć to samo niezależnie od tego, ile czasu minęło od chwili, kiedy zaczęliście być razem. I to jest zupełnie inna jakość. Fenyloetyloamina do tego stopnia podkręca nasze zachowania, że może wygasić na jakiś czas problemy z suchością pochwy albo zaburzeniami erekcji. Przyszedł do mnie kiedyś pacjent, który stwierdził, że partnerka go oszukała. Na początku związku seks z nią był jak torpeda. O każdej porze dnia i nocy, z otwartością na eksperymenty w rodzaju seksu analnego czy szybkiego numerku w samochodzie. A po roku wszystko się zmieniło. Współżycie tylko w podstawowych pozycjach, anal ją boli, publiczny seks ją krępuje.

Nie oszukała go, tylko skończył się okres promocyjny w związku.

Właśnie. Wróciła dawna Agata, która nie chce się do niczego zmuszać.

Z tym że on tej Agaty nie znał.

I teraz musi ją poznać, bo to z nią jest tak naprawdę w związku.

I co teraz?

Trzeba urealnić swoje oczekiwania. Ale też można pracować nad zmianą. OK, teraz jest tak, ale możemy spróbować przesunąć granice – na początek o 10%. I sprawdzić, na ile będzie nam to pasowało.

Nie wszystko od razu. Czyli będziemy uprawiać ten seks w parku, ale anal to na razie sobie darujmy. Tak?

Na przykład.

Czyli mówimy też o kodowaniu się na pewne bodźce. Za którymś razem ta nasza „Agata” może stwierdzić, że w sumie to jej się podoba…

Tak, a ponieważ teraz mówimy o jego potrzebach, to on musi zadbać o to, żeby jej się podobało, zamiast obwiniać ją albo żądać od razu powrotu do tego, co było; czyli zmiany od razu o 100%, co byłoby zupełnie nierealne. To jest bardzo częste zachowanie: „Przecież wiesz, że ja mam takie potrzeby, a nic z tym nie robisz!”. A dlaczego ona ma coś z tym robić? Twoje potrzeby są twoimi potrzebami i to ty musisz o nie zadbać.

Teoretycznie to jest bardzo proste.

Trzeba po prostu zacząć zauważać granice między sobą a tą drugą osobą.

Tyle mówimy o komunikacji, a częstym refrenem w niektórych znanych mi związkach jest: „Ten to się nigdy nie domyśli”.

Można wymagać od partnerów, żeby czytali w naszych myślach, ale raczej jest to życzenie niemożliwe do spełnienia.

Trzeba też pamiętać, że im dłużej zwlekamy z podjęciem jakiegoś wątku, tym z każdym dniem o to trudniej.

Zgadza się. Zwlekanie, odkładanie na później, niekonfrontowanie się to podstawowe mechanizmy problemów lękowych. I kiedy wreszcie nabieramy odwagi do takiej rozmowy, to znowu nie na zasadzie: „Słuchaj, musimy porozmawiać, zarezerwuj sobie dwie godziny”.

Od razu robi się poważnie. I raczej strasznie.

Po co kogoś straszyć? Przecież można stopniowo przemycać swój punkt widzenia. Tu 10%, tam 10%, a nie od razu sto.

Kropla drąży skałę.

Trzeba się przygotować na to, że takich rozmów, prób może być kilkadziesiąt. Absolutnie trzeba pozbyć się ze swojego repertuaru zdań typu: „Nie pamiętasz? Przecież ci tyle razy mówiłem/mówiłam”. To od razu blokuje tę drugą osobę na amen.

A co z takimi sytuacjami, że on przychodzi do domu, a ona na niego czeka w seksownej bieliźnie przy świecach? Bywa to obśmiewane w komediach jako coś, co zupełnie nie działa z powodu zaskoczenia.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałoby to nie działać. A rzeczywiście bardzo silne jest przekonanie – i słyszę to często w gabinecie – że jeśli kobieta nagle założy bieliznę erotyczną, to się ośmieszy. To jednak nie ma potwierdzenia w rzeczywistości, bo mężczyźni naprawdę doceniają takie gesty. Wystarczy podejść do tego empatycznie: ile odwagi ją to kosztowało, ile musiało zająć czasu, a wreszcie – jak bardzo musi jej zależeć na tym związku, na tym facecie, skoro zdecydowała się na taki gest. Jeśli ktoś tego nie doceni, to faktycznie może nie być wart dalszego zabiegania. Oczywiście, czasem z powodu zaskoczenia można wysłać błędne sygnały, które zostaną odebrane jako odrzucenie.

Jak tego uniknąć?

Kobieta może wcześniej wysłać MMS: „Zobacz, kupiłam takie majteczki. Co o nich myślisz?”. Takie podtrzymywanie kontaktu w ciągu dnia jest w ogóle bardzo dobre, jeśli chcemy wieczorem mieć seks, gdyż podkręca atmosferę. Żelazna zasada w seksuologii brzmi: „Gra wstępna wieczornego seksu zaczyna się od śniadania”.

Co może zrobić mężczyzna, żeby zaskoczyć pozytywnie kobietę, a tym samym wytrącić ich oboje z rutyny związkowej? Bo chyba czekanie w skórzanych stringach to nie jest najlepszy pomysł…

Bodźce wzrokowe bardziej działają na mężczyzn. Kobieta doceni kolację niespodziankę, wyjście do kina, do teatru. Wyjazd na romantyczny weekend. Oczywiście wszystko okraszone ciekawą rozmową, bo do kobiety najlepiej dostać się przez ucho. Na początku związku mężczyźni robią to wręcz bezrefleksyjnie, naturalnie. Po jakimś czasie kobiety przychodzą do mnie i żalą się, że kiedyś to on na każdy lunch jechał do niej ze swojej firmy przez całe miasto, a teraz nawet wieczorem nie chce mu się ruszyć z domu.

Nie uwodzi partnerki, a potem dziwi się, że seksu nie ma.

Przyszła mi do głowy metafora działki rekreacyjnej, którą odziedziczyliśmy po dziadkach. Przez pierwszy rok jesteśmy nią wręcz zachwyceni, spędzamy na niej każdy weekend. Klomby, rabatki, skalniaki, sadzenie warzyw, koszenie trawników. Po jakimś czasie entuzjazm opada, działka zarasta chwastami. Już się tam nie chce jechać, bo tyle pracy trzeba by włożyć, żeby znowu dało się miło spędzać na niej czas.

Dbajmy o nasze działki!

Natura sprawia, że bez większego wysiłku udaje nam się zbudować początek relacji, natomiast po naszej stronie leży odpowiedzialność za to, żeby podtrzymywać to, co zostanie wówczas osiągnięte. Warto się postarać, by nasza działka stała się ogrodem rozkoszy.

Andrzej Gryżewski – psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny.

Przemysław Pilarski – scenarzysta, dramaturg i dramatopisarz. Z Andrzejem Gryżewskim opublikował dwie książki o męskiej seksualności.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Panasonic Croustina SD-ZP2000 Testujemy wypiekacze do chleba
  • Długopisy w sklepie z pamiątkami w Medinat Jumeirah w Dubaju Top 10 atrakcji: Dubaj (2019)
  • Południowy Tyrol Południowy Tyrol: gdzie sznycel spotyka spaghetti

Polecamy