Was dwoje i ta trzecia. Praca.

Jak pracować, zarabiać, a przy tym cieszyć się dobrym seksem?

Jak pracować, zarabiać, a przy tym cieszyć się dobrym seksem? (Getty Images)

Zabieranie laptopa do sypialni to pierwszy krok do nieudanego pożycia małżeńskiego. Jak pracować, zarabiać, a przy tym cieszyć się dobrym seksem? Odpowiada seksuolog Andrzej Gryżewski.

W zdecydowanej większości wypadków schemat wygląda podobnie: założenie rodziny oznacza wzięcie kredytu na mieszkanie. A skoro kredyt, to musi być praca. A skoro praca, to wychodzenie wcześnie rano i wracanie po południu lub wieczorem. Zmęczenie. Stres. Jak to się przekłada na seks w związku?

Coraz częściej, będąc w związkach, funkcjonujemy w trybie „pracownik – pracowniczka”, zamiast „partner i partnerka”, „kochanek i kochanka” itp. To pokazuje, jakie są priorytety. Mało kto myśli o tym, żeby w czasie pracy podtrzymywać kontakt z tą drugą osobą, choćby wysyłając SMS-y. A taki brak kontaktu wpływa niestety na powolne osłabianie więzi i oddalanie się partnerów od siebie.

Jeśli chcesz, żeby paliło się w kominku, musisz od czasu do czasu podkładać drewno.

Tak, to dobra metafora. Trzeba pamiętać, że nasz rytm dzienny jest zaburzony z powodu chodzenia do pracy. Nie można funkcjonować tak, że widzimy partnerkę czy partnera wyłącznie godzinę przed pracą i później dwie godziny po. Tym bardziej że po przyjściu z pracy jesteśmy najczęściej tak przepełnieni różnymi emocjami, że samo ich omówienie, wyładowanie trwa całkiem długo. A gdzie czas na wysłuchanie tej drugiej osoby? Gdzie czas na bycie razem? Wreszcie, gdzie jest czas na seks?

Właśnie, jak znaleźć czas na seks? Maria Peszek śpiewała, że to nie takie proste.

Partner czy partnerka nie może być tylko superwizorem naszego życia zawodowego. W tym, aby wieczór przebiegł w prawdziwie intymnej atmosferze, pomogą wspomniane przeze mnie SMS-y czy MMS-y wysyłane w ciągu dnia. Ma to na celu budowanie bliskości, której nie da rady stworzyć w godzinę po przyjściu do domu.

SMS-y, ale pewnie nie o treści: „Szef mnie znowu wkurzył”?

No nie. Warto się wzajemnie nakręcać, tworzyć atmosferę do tego, co może wydarzyć się wieczorem. Trzeba po prostu flirtować. Jest na to sporo czasu. Zdrowy podział doby wygląda następująco: osiem godzin na pracę, osiem godzin na sen i osiem na przyjemności. Osiem godzin!

Tak, jasne. Ale do pracy trzeba dojechać. W jedną, drugą stronę. To zabiera łącznie dwie godziny. Wracając, warto wstąpić po jakieś zakupy. Kolejna godzina. Z ośmiu robi się pięć.

To nadal sporo. A jadąc samochodem, można skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji i dzięki zestawowi głośnomówiącemu być w kontakcie z tą drugą osobą.

Dla chcącego nic trudnego.

Nie chodzi tylko o flirt. Można wysyłać linki, które nas zaciekawiły. Jakieś przemyślenia. Wiadomości, że się za tym kimś tęskni. Chodzi o podtrzymywanie kontaktu.

Według zeszłorocznych badań aż 30% Polaków „cyberleni się” w pracy, czyli wykorzystuje internet do celów prywatnych. Można więc część tego cyberlenistwa przeznaczyć na działania więziotwórcze.

Zdecydowanie tak! Jeśli marnujemy czas, to róbmy to z sensem. A teraz uwaga: jest taka zasada w seksuologii, że wieczorna gra wstępna zaczyna się już od śniadania. Właśnie od uwodzenia albo „cyberuwodzenia”. Mam pacjentów, którzy przychodzą do mnie, bo nie rozumieją, dlaczego ich partnerki nie chcą współżyć wieczorem. Kiedy wchodzimy w szczegóły tego problemu, okazuje się, że ci mężczyźni wracali po pracy do domu nabuzowani emocjami i chcieli je w tym seksie wyładować. Kobiety jednak nie są zwolenniczkami seksu na zawołanie. Zresztą mężczyźni tak naprawdę też nie.

Kiedy kobieta jest w ciągu dnia uwodzona, kiedy dostaje komunikaty typu „podobasz mi się”, „tęsknię za tobą”, to powstaje w niej przekonanie, że jest ważna dla swojego partnera, że go podnieca. I ona się w ten sposób podnieca. I dzięki temu mogą wieczorem uprawiać seks.

Skoro brak kontaktu owocuje spadkiem zainteresowania seksem, to czy romanse w pracy biorą się z tego, że przez większość dnia mamy do czynienia z osobami, z którymi pracujemy?

Dużo w tym racji. Zasada jest taka, że im częściej się z kimś widzimy, tym bliżej się z tą osobą czujemy. Nie chodzi tylko o to, że ta osoba jest zawsze świetnie ubrana i wyszykowana, ale też o wytwarzającą się zażyłość. „Kurde, na początku wydawało się, że ona jest z innej bajki. Ale też tak jak ja lubi chodzić do kina na horrory”. Rozmawiając z kimś codziennie o pierdołach, czy to w firmowej kuchni, czy to przy biurku, można dojść do wniosku, że z partnerką, z partnerem, nie ma się już tak wielu wspólnych tematów. Zwłaszcza że w pracy omawia się też pozapracowe sprawy. Nagle okazuje się, że to wystarcza.

Związek schodzi na drugie miejsce, areną „prawdziwego życia” staje się biuro albo inna zawodowa przestrzeń. Praca zawłaszcza naszą prywatną przestrzeń, to jakaś współczesna forma niewolnictwa.

Jeden z moich pacjentów opowiadał mi ostatnio, że lecąc dokądś, został dokładnie obszukany przez ochronę na lotnisku. Obszukiwała go akurat kobieta. Powiedział jej, że miał z nią w tym momencie dużo bliższy kontakt niż z własną żoną przez ostatnich kilka lat.

Czy podtrzymywanie kontaktu w ciągu dnia to jedyna metoda na uniknięcie „efektu obcości” w związku?

Warto też zadbać o kontakt fizyczny. Nie mówię tylko o seksie. Ale kiedy na przykład idziemy spać, możemy to robić nago. Jakość przytulania, dotyku jest wtedy zupełnie inna niż w piżamach. Były przeprowadzone badania, z których wynika, że znacznie więcej seksu uprawiają osoby, które śpiąc z kimś w łóżku, bezpośrednio doświadczają ciepła tej drugiej osoby. Już pomijam fakt, że znacznie łatwiej wtedy o podniecenie.

Przepracowany, żyjący w nieustannym stresie mężczyzna często chciałby, a nie może. Technicznie nie może. Ale też może w ogóle nie mieć na seks ochoty.

Wydzielająca się pod wpływem stresu prolaktyna stanowi niejako zasłonę dymną dla testosteronu.

Co to znaczy?

To znaczy, że organizm go nie widzi. Innymi słowy, tak to wpływa na biologię, że mężczyźnie się nie chce. Nie ze względu na brak atrakcyjności partnerki czy inne okoliczności. To jest kwestia hormonalna. Warto w takiej sytuacji oznaczyć sobie poziom testosteronu, poziom prolaktyny i zgłosić się z tym do endokrynologa.

Jak to się oznacza?

Podczas badania krwi w laboratorium. Bardzo często spotykam w gabinecie pary, które przestały uprawiać seks i wytaczają ciężkie działa, szukając przyczyn tego stanu rzeczy. Kiedy oziębłość wykazuje mężczyzna, kobiety przypisują winę sobie albo np. temu, że on ma kochankę. Tymczasem dzięki oznaczeniu poziomu hormonów okazuje się, że powód jest prozaiczny.

I co wtedy? Terapia hormonalna?

Podwyższa się poziom testosteronu i/lub obniża poziom prolaktyny. Oczywiście na techniczne problemy z seksem mogą mieć też wpływ inne choroby, takie jak cukrzyca, nadciśnienie, problemy z tarczycą. Jest kilkadziesiąt przyczyn zaburzeń erekcji i na sesji z pacjentem trzeba te wszystkie powody wykluczyć.

Z tego, o czym rozmawiamy, wynika, że nie należy brać ze sobą pracy do łóżka. Niektórzy robią to w sensie dosłownym – przeglądają firmową pocztę przed snem albo wypełniają jakieś raporty.

Łóżko powinno służyć tylko do dwóch rzeczy: spania i uprawiania seksu. Nie warto nawet telewizora stawiać w sypialni. Ostatnio pacjent opowiadał mi, że odkąd wykupili abonament w jednej z płatnych stacji, jego żona ciągle ogląda seriale, przez co całkowicie ustało ich życie seksualne. Wraca z pracy, biegnie do sypialni i zaraz włącza telewizor. Poustawiała naokoło siebie poduchy, żeby było jej wygodnie, i jedyny kontakt, jaki ma z mężem, to kiedy prosi go uroczo o przyniesienie herbaty.

Natomiast wracając do tematu pracy. Unikajmy nie tylko służbowych laptopów w łóżku, ale też tego, żeby przy łóżku leżały jakieś pracowe papiery. To wszystko na nas wpływa, nawet podświadomie. Wiele razy słyszałem, że ktoś uprawiał seks, rzucił okiem na stosik dokumentów do przerobienia jeszcze tej nocy – i z seksem mógł się już pożegnać.

Bohater „Wilka z Wall Street” korzystał z usług prostytutek, żeby go poniżały. Jak rozumiem, odreagowywał w ten sposób swoje życie zawodowe. Czy często zabieramy pracę do łóżka również w tym aspekcie?

Tak, to bardzo częste. Miałem pacjenta, który w seksie realizował potrzebę bycia ważnym. Lubił dominować, odpowiadało to jego partnerce. Ale niestety awansował z pracownika szeregowego na menedżera.

Niestety?

Tak, bo on tę potrzebę dominacji zaczął realizować w pracy, przez co w ogóle nie czuje już ochoty na uprawianie seksu. Jego główna potrzeba zaczęła być realizowana gdzie indziej. Żona myślała, że pewnie ma kochankę albo że sypia z koleżankami na imprezach integracyjnych. Prawda okazała się zupełnie inna.

I co robić w takich sytuacjach? Czy on musi sobie teraz wytworzyć inne potrzeby do zaspokajania w seksie?

Masz dobrą intuicję. Ten mężczyzna musi otworzyć się na inne powody do uprawiania seksu niż dominacja. Jak sam mówi, przecież nie zrezygnuje z tego stanowiska, by móc ponownie uprawiać seks z żoną.

Jest jeszcze jeden aspekt życia zawodowego, który może wpływać na nasz seks, a konkretnie na sprawność seksualną. Mam tu na myśli zwłaszcza tych siedzących przy biurku, ściskających swoje genitalia albo przegrzewających je trzymanym na kolanach laptopem.

Czytałem niedawno świetną książkę „Skazany na biurko”. Autor, światowej sławy fizjoterapeuta, pisze, że nasz organizm jest skonstruowany tak, żeby ciągle być w ruchu. Żeby chodzić. Tymczasem my lubimy zasiąść w fotelu i nie ruszać się przez parę godzin. Przez co nie tylko tyjemy, nie tylko nasze mięśnie są w coraz gorszej kondycji, ale też tętnice, układ oddechowy, wreszcie seksualny. Niektórzy wykazują takie podejście: posiedzę bez przerwy te sześć godzin, to później będę miał czas dla siebie, może coś porobię, może umówię się na randkę, może będę seks uprawiał. Nic z tego! Kiedy przez sześć godzin jesteś zamrożony, później nie masz już ochoty na nic.

Trzeba robić przerwy. Trzeba się ruszać!

W książce „Skazany na biurko” podany jest przykład szkoły w USA, w której uczniowie w czasie lekcji nie siedzą w ławkach, tylko stoją przy pulpitach. Moim zdaniem to genialne rozwiązanie. Ci uczniowie świetnie funkcjonują pod względem cielesnym, ponieważ kiedy stoisz, siłą rzeczy musisz wykonywać więcej ruchów niż w czasie siedzenia. Takie mikroruchy też są bardzo ważne dla kondycji naszego ciała. To wpływa zresztą nie tylko na kwestie fizyczne, ale również na nastrój. W czasie ruchu organizm jest bowiem ostrzeliwany endorfinami. Zarówno seksuolodzy, jak i kardiolodzy powtarzają często, że ruch zastąpi wszystkie leki, ale żadne leki nie zastąpią ruchu.

Brak ruchu wpływa też na to, że wyglądamy coraz gorzej. Skrzywienia kręgosłupa, otyłość. A to nie działa na innych ludzi jak afrodyzjak.

Ze zdumieniem przysłuchuję się niektórym mężczyznom, którzy przychodzą do mnie na terapię i obwiniają swoje partnerki o brak zainteresowania seksem. Patrzę na nich i widzę, że są zapuszczeni. Delikatnie wypytuję i dowiaduję się, że nie zawsze tak było. Ale im się wydaje, że skoro dobrze zarabiają i przynoszą do domu pieniądze, to im się ten seks po prostu należy. I że o wygląd zewnętrzny wcale nie muszą dbać.

Płacę, to wymagam?

Tu nawet nie o to chodzi. Często słyszę od takiego mężczyzny, że kobieta powinna kochać go bezwarunkowo. Ale miłość wcale nie jest ślepa, zwłaszcza że ona, sądząc po zdjęciach, te kilkanaście lat temu zakochała się w kimś zupełnie innym. I teraz ma prawo do reklamacji.

Bez pracy nie ma kołaczy, ale nie ma co przesadzać z tymi kołaczami.

Andrzej Gryżewski – psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny.

Przemysław Pilarski – scenarzysta, dramaturg i dramatopisarz. Z Andrzejem Gryżewskim opublikował dwie książki o męskiej seksualności.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Panasonic Croustina SD-ZP2000 Testujemy wypiekacze do chleba
  • Długopisy w sklepie z pamiątkami w Medinat Jumeirah w Dubaju Top 10 atrakcji: Dubaj (2019)
  • Południowy Tyrol Południowy Tyrol: gdzie sznycel spotyka spaghetti

Polecamy