Co zamiast tabletki? O tym, jak się podniecać skutecznie

Co zamiast tabletki? O tym, jak się podniecać skutecznie

Co zamiast tabletki? O tym, jak się podniecać skutecznie (Getty Images)

Przemysław Pilarski rozmawia z seksuologiem Andrzejem Gryżewskim o tym, co tak naprawdę nas podnieca, o dzienniczkach pożądania i zapełnianiu seksualnego koszyka.

Wynalezienie tabletki antykoncepcyjnej dla kobiet wiąże się z początkiem rewolucji seksualnej. To rzeczywiście był przełom. Zupełnie inaczej sprawa wygląda z pigułkami na męską potencję. Fakt, doraźnie pomagają, ale „systemowo” nie rozwiązują problemu.

Mężczyźni mocno wierzą w te specyfiki, uwodzi ich magia reklamy oraz wiara, że to takie proste. Wystarczy łyknąć i gotowe. Zapominają o tym, że niebieska tabletka nie powoduje automatycznego wzwodu, a jedynie ułatwia jego osiągnięcie w sprzyjających okolicznościach.

Czyli jakich?

Takich, które wiążą się z uczuciami seksualnymi, czyli podnieceniem i pożądaniem. Kluczem do systemowego rozwiązania naszych problemów w seksie, w tym problemów z erekcją, jest zrozumienie tego, co nas tak naprawdę podnieca.

Wydaje się, że to proste.

Tak się tylko wydaje. Kiedy przychodzą do mnie na terapię mężczyźni doświadczający problemów ze wzwodem, proszę ich o spisywanie dzienniczka pożądania. Masz erekcję? Zanotuj. I zastanów się, co ją wywołało. Te terapie ciągną się często miesiącami przez to, że oni nie wiedzą, dlaczego im ten wzwód pojawił się w danym momencie.

A to jest takie ważne, żeby wiedzieć?

To jest kluczowe. Bez takiej świadomości nie polepszy się swojego życia seksualnego. I dzięki niej, zamiast nabijać kabzę koncernom farmaceutycznym i grupom przestępczym, które podrabiają viagrę, możemy sami pracować nad osiągnięciem erekcji, dostarczając sobie tych bodźców, które ją wywołują. To naprawdę działa. Powtarzam pacjentom: „Dopóki nie nabędzie pan tej wiedzy, no to trudno, żeby cokolwiek się zmieniło w pana życiu”.

Tak trudno to rozpoznać?

Wielu mężczyzn, a może nawet większość, ma utrudniony kontakt ze swoim wnętrzem. Działają w odcięciu od siebie samego, automatycznie, bezrefleksyjnie. Podam przykład z innej beczki: boli cię kark. No to skupiasz się wyłącznie na symptomie, na tym, że cię boli, a nie zastanawiasz się dlaczego. Może od skumulowanego w mięśniach stresu? A może masz za wysoką poduszkę? A może, tak jak u jednego z moich pacjentów, pies w nocy wchodzi do twojego łóżka i śpisz z głową na szafce nocnej? Ta świadomość pomogłaby w przyszłości uniknąć bólu.

To samo z erekcją. Fajnie, że się pojawiła, ale jakie myśli, doświadczenia ją wywołały? Ta wiedza wraz z wiekiem robi się coraz bardziej bezcenna.

Facetów wychowuje się do życia w trybie „działać, działać, działać”. Nie przejmować się myślami. Owszem, kiedy coś złego się wydarzy, to one wtedy pojawiają się, są wręcz obsesyjne. „O kurde! Nie mam erekcji! Dlaczego? To już koniec!”. Ale dopóki nie wydarza się tragedia, przywykliśmy funkcjonować jak roboty.

Terapeuta każe prowadzić dzienniczek pożądania, a my nie jesteśmy w stanie niczego napisać w tym dzienniczku.

Przychodzi pacjent, czytamy. „Godzina 9.24. Miałem erekcję”. Pytam, co się wtedy działo, w jakich to było okolicznościach, jakie emocje pan czuł. Nie pamięta. Godzina 11.58. To samo. Był wzwód, było podniecenie, ale co na to wpłynęło? Sklejenie faktów z ich przyczynami zajmuje dużo czasu. A chodzi o to, żeby poznać, co znajduje się w naszym koszyku seksualnym.

Rozmawialiśmy już o nim i w naszych książkach, i na łamach „Logo”. Przypomnijmy zatem w skrócie: w koszyk seksualnym, który niesiemy ze sobą od momentu osiągnięcia dojrzałości płciowej, mieszczą się wszystkie czynniki, które wpływają na osiąganie przez nas podniecenia. Co ciekawe, z wiekiem do naszego koszyka musi trafiać coraz więcej elementów, ponieważ nasza seksualność staje się coraz bardziej wymagająca. Innymi słowy: z wiekiem o podniecenie coraz trudniej.

Co wbrew pozorom wcale nie jest złą wiadomością, no bo kiedy wiem, jakie bodźce wpływają na osiągnięcie przeze mnie erekcji, po prostu ich sobie dostarczam. Nasz seksualny koszyk zapełnia się w ten sposób, że na początku, w okresie automatyzmu seksualnego, czyli między 16. a 25. rokiem życia, sam widok atrakcyjnej koleżanki lub kolegi może wywoływać w nas podniecenie. Po jakimś czasie to już nie wystarcza. Co innego, gdy znajdziemy się w pobliżu tej osoby, możemy np. poczuć jej zapach. Następnie dochodzi dotyk. Później – konieczność wyluzowania się. Niemyślenie o pracy, o obowiązkach. Za jakiś czas – może jakiś fetysz albo potrzeba stymulacji? I tak dalej, i tak dalej.

To mi przypomina serial „Westworld”, w którym androidy są praktycznie nie do odróżnienia od ludzi, z tym że zostały przez nich zaprogramowane i działają według jakichś algorytmów. Wychodzi na to, że my też działamy według algorytmów.

Wszystko się zgadza. Owszem, jesteśmy zróżnicowani, mamy bogate wnętrza i różnorodne doświadczenia życiowe, ale cała terapia poznawczo- behawioralna (CBT) opiera się na takich strukturach, schematach, według których działamy. I jeśli zostaną one przez nas dobrze rozpoznane, możemy pokierować swoim zachowaniem. To, że ktoś objada się słodyczami, nie musi oznaczać, że jest łakomczuchem. A może on w 90% objada się nimi ze smutku, a w 10, jak chce się czymś nagrodzić? I teraz wystarczy regulować ten smutek innymi aktywnościami i nagradzać się innymi. W ten sposób można pracować nad tym, żeby schudnąć. Psychoterapia polega na tym, że uświadamiamy sobie nasze algorytmy, badamy je i w razie konieczności wdrażamy nowe, bardziej adekwatne. Wracając do dzienniczka pożądania – był wzwód o 20.33, bo partnerka robiła wtedy to i to, zachowywała się w taki, a nie inny sposób, była ubrana tak, a nie inaczej. Godzinę wcześniej go nie było, ponieważ – mimo nawet ochoty na seks – nie dostarczyłeś sobie żadnych bodźców, które są w twoim koszyku seksualnym. Jeden z moich pacjentów odkrył, że bardzo podnieca go, gdy jego sześćdziesięcioletnia partnerka przebiera się w strój uczennicy. Od chwili dokonania tego odkrycia mają bardzo udane życie seksualne. Wielu mężczyzn kręci to, że partnerka jest nawilżona, bo to jest dla niech dowód, że działają na nią podniecająco. Ale znam też takich, którzy podniecają się, gdy kobieta jest sucha, bo wtedy mają wrażenie, że jest dziewicą, a oni po raz pierwszy dokonują penetracji. Widzisz: dwie różne sytuacje. Na jednych działa to, na drugich coś innego.

I on teraz już nigdy nie podnieci się przy nawilżonej kobiecie?

Do koszyka sięgamy wtedy, kiedy mamy trudności z osiągnięciem podniecenia. Innymi słowy, są sytuacje, w których nie jest to konieczne. Ale dobrze wiedzieć, co może nam pomóc w kryzysowej sytuacji.

Mam pacjenta, którego partnerka przytyła w trakcie trwania ich relacji. Jemu to się nie podoba, uwielbia za to jej twarz, która zachowała urodę. Dlatego lubi pozycję na jeźdźca, bo wtedy może w trakcie zbliżenia oglądać twarz tej kobiety. Wtedy jest podniecony na maksa. W innych pozycjach często ma problem w osiągnięciem podniecenia. A niestety jest tak, że ona woli te inne pozycje, zwłaszcza od tyłu. I on tu do mnie przyszedł, nie wiedząc, że chodzi o tę twarz. Nie rozumiejąc, dlaczego raz ma erekcję, innym razem nie.

W pozycji od tyłu musiałaby okręcać głowę wokół szyi, jak w „Egzorcyście”.

Raczej mało to prawdopodobne. Lepiej popracować nad bardziej konwencjonalnym rozwiązaniem problemu. Wielu moich pacjentów lubi pozycję na jeźdźca, bo kręci ich widok biustu. Jeszcze inni wolą widzieć pośladki, wybierają więc pozycję od tyłu. U pacjentów z zaburzeniami erekcji trzeba znaleźć to, co jest dla nich szczególnie podniecające. Z kolei u tych z przedwczesnym wytryskiem szukamy w dokładnie przeciwnym kierunku, czyli pozycji podniecających „delikatnie”, żeby wydłużyć czas trwania stosunku.

Ale chyba nie tylko koszyk wpływa na naszą kondycję seksualną…

To prawda, niezmiernie ważną rolę odgrywa nasz tryb życia. Jeden z moich pacjentów jest wziętym prawnikiem, zarabia duże pieniądze, ale i ciężko na nie pracuje, po kilkanaście godzin na dobę. Przyszedł do mnie z zaburzeniami erekcji, oczywiście nie wiedząc, jaka jest ich przyczyna. Kiedy wgłębiliśmy się w temat, okazało się, że owszem, satysfakcjonuje go życie, jakie prowadzi, kocha swoją pracę, ale jednocześnie doświadcza w niej dużo stresu. Kiedy w sądzie spotyka się dwóch prawników z pierwszoligowych korporacji, zaczyna się walka nie tylko o to, która strona wygra, nie tylko o pieniądze, ale też o honor i pozycję.

W tej sytuacji organizm kapituluje na innych polach.

Dokładnie tak. Nazywamy to gospodarką rabunkową. Ten mężczyzna zauważył, że wszystko wraca do normy, kiedy wyłącza komórkę i jedzie na minimum trzytygodniowe wakacje.

I co teraz? Czy do końca życia będzie mógł uprawiać seks tylko na wakacjach?

Założył sobie teraz, że będzie brał o jedną trzecią spraw mniej, mniej się będzie obciążał. Realizuje to założenie i faktycznie, seks zaczyna mu się odbudowywać.

Praca często wpływa na życie seksualne, a to dlatego, że wiele osób, zwłaszcza mężczyzn, popełnia błąd polegający na generalizowaniu: „To, że coś mi nie wyszło w pracy, oznacza, że jestem fatalny na każdym polu”. To, że uważasz siebie za fatalnego pracownika, nie oznacza, że jesteś też fatalnym kochankiem! I na odwrót. A przychodzi do mnie wielu mężczyzn, którym np. po zwolnieniu z pracy kompletnie padła sprawność seksualna.

W jaki sposób mogą wrócić do formy?

W taki, że powinni się nauczyć rozdzielania sfer w życiu. Swoją samoocenę budujmy na różnych filarach, nie tylko na tym jednym. Super, że właśnie awansowałeś, ale zastanów się, co oprócz tego świadczy o tym, że jesteś nieprzeciętnym kolesiem. Rodzina? Hobby? Zainteresowania? Bo kiedy (odpukać) w pracy coś pójdzie nie tak, wszystko ci się w ślad za tym zawali. A tak nie powinno być.

Czy są i tacy, dla których tym dominującym filarem samooceny jest seks?

Owszem. Praca bez szału, byle pieniądze były, zainteresowań poza piciem piwa z kumplami też żadnych, ale seks – o, w seksie jestem ogierem. I tak sobie można żyć przez jakiś czas, do momentu, kiedy organizm zaczyna się starzeć, a w ślad za tym pojawiają się problemy z erekcją na przykład. U mężczyzn po czterdziestce bardziej niż wyczynowa gimnastyka erotyczna zaczyna liczyć się cała otoczka: nastrój, flirt i tak dalej. Mam pacjentów, którzy to ignorują i mimo że kondycja już nie ta, na siłę dokręcają śrubę. A potem frustrują się, że to nie przynosi efektów, i obwiniają za to siebie, bo „ze mną jest coś nie tak”. A ja im mówię: wszystko jest z panem w porządku, po prostu pańska seksualność zmienia się wraz z wiekiem. Trzeba akceptować rzeczywistość, owszem, można próbować ją zmieniać, ale w miarę możliwości. Nic nie da kopanie się z koniem.

Kasia Nosowska pisała w swojej nowej książce o reakcji kolegów na wiadomość o tym, że Sting potrafi kochać się ze swoją żoną przez 11 godzin. Byli pełni podziwu dla jego kondycji, bo przecież facet dobiega już siedemdziesiątki, ale zupełnie nie zrozumieli, że on przez te 11 godzin nie dokonuje non stop penetracji. To by się skończyło u obojga poważnymi urazami narządów płciowych!

Czyli co? Pieszczoty, przytulanko...?

Tak! Całe ciało kobiety jest strefą erogenną, a nie tylko ścianki pochwy. Korzystając z tej wiedzy, można przeżyć mnóstwo wspaniałych chwil. Niewielu mężczyzn o tym pamięta, a jeszcze mniej to praktykuje.

Czytam właśnie książkę Kamila Janickiego „Epoka hipokryzji”, o seksie i erotyce w przedwojennej Polsce. Znalazłem tam opowieść jednego z pionierów seksuologii, który mężczyźnie mającemu problem z erekcją zalecił wizytę w rewii, gdzie, jak wiadomo, tańczyły niemal roznegliżowane kobiety. I to pomogło! W rewii facet się podniecał, prosto stamtąd biegł do domu i uprawiał seks z żoną. Czy współcześni seksuolodzy także udzielają takich rad? Rolę rewii mogłaby przejąć pornografia…

Znam wielu mężczyzn, którzy po cichu, w toalecie, oglądają porno na smartfonie, a potem biegną do sypialni „spełnić małżeński obowiązek”. Ale to nie jest dobra droga. Jeśli chcemy naprawdę uzdrowić nasze życie seksualne w relacji, systemowo, a nie tylko doraźnie, powinniśmy się w fantazjach towarzyszących masturbacji ukierunkowywać na partnerkę lub partnera. To z tą osobą będziesz realnie uprawiał seks, więc nie koduj sobie w głowie obrazów, które z twoim „realem” nie mają nic wspólnego.

Bądźmy realistami w seksie.

Wtedy będą dziać się rzeczy fantastyczne.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Jak się robi startupy w Afryce? Jak się robi start-upy w Afryce?
  • Wielki Mur Chiński to jedyna budowla widoczna z kosmosu - oto jedna z bzdur powtarzanych od lat. Mamy dla was 17 geograficznych ciekawostek, których zdecydowanie brakuje na lekcjach geografii. Idziemy o zakład, że parę razy się zdziwicie, a przynajmniej sięgniecie po atlas, żeby odszukać Togo, Filipiny czy Arabię Saudyjską. Wielki Mur Chiński wcale nie jest jedyną konstrukcją widzianą z kosmosu - używając tylko oczu (bez specjalistycznych narzędzi) spoza Ziemi bez problemu można zobaczyć np. świecące nocą miasta, a nawet autostrady. Co do samego Wielkiego Muru, to akurat jego zobaczenie jest stosunkowo trudne - to brązowa linia w brązowym terenie. By nieco ułatwić sprawę, w 2000 roku Brytyjczycy zbudowali w okolicy specjalny biały namiot. Airbnb organizuje wyprawę dookoła świata
  • Forum Romanum Rzym wprowadza nowe zakazy dla turystów. Zobacz, czego już nie można robić w Wiecznym Mieście

Polecamy