Zaburzenia erekcji - czy mężczyzna powinien się nimi martwić?

"Facet ma stawiać, a jemu ma stawać". Czy naprawdę tego kobiety od nas oczekują? Przemysław Pilarski rozmawia o tym z seksuologiem Andrzejem Gryżewskim, skupiając się na sytuacji, kiedy jest kłopot z drugą częścią tego stwierdzenia. Bo problem wciąż powraca niczym natrętna - oczywiście hiszpańska - mucha.

Brak wzwodu, „gdy przychodzi co do czego”, to chyba największy koszmar faceta.

Zupełnie niesłusznie, bo przecież to zupełnie naturalne. Penis nie staje na zawołanie. Nigdy.

Może i naturalne, ale nikt nie wie, jak się wtedy zachować.

Zwyczajnie, jakbyś miał katar któregoś pięknego dnia. Nie przejmować się tym, tylko ponawiać próby współżycia za kilka godzin, za kilka dni, za tydzień. Ważne, by nie unikać seksu i bliskości w łóżku.

Internet jest pełen porad oraz specyfików pomagających w utrzymaniu lub przywróceniu erekcji.

Internet to pierwsza deska ratunku w przypadku wielu problemów ze zdrowiem. Niestety, bardzo często jest to deska spróchniała i pełna korników, która zamiast pomóc, może nas jeszcze bardziej pogrążyć.

To niby wszyscy wiedzą, ale i tak klikają.

W przypadku problemów z erekcją jest to reakcja ucieczkowa. Często powtarzam, że męska seksualność ma według mężczyzn funkcjonować jak czołg radziecki, który przejedzie las, wodę, pole i zdobędzie Berlin. Zgodnie z tą logiką, skoro nagle nie ma wzwodu, dla faceta oznacza to, że coś jest nie tak. Że jest frajerem, niepełnym mężczyzną. Wychodzi z błędnego założenia, że wzwód powinien być automatyczny. Zresztą wiele kobiet myśli podobnie, zwłaszcza tych starszego pokolenia. Jedna z moich klientek, po pięćdziesiątce, powiedziała mi niedawno, że prawdziwy facet ma kobiecie drinki stawiać i ma mu stawać. Nie zgadzam się z tym.

Ja niedawno słyszałem w knajpie młodą dziewczynę, która mówiła, że lubi być przez kolesi zapraszana. Nie wiem niestety, jakie miała zdanie na temat automatycznej erekcji.

Mężczyźni żyjący w świecie takich oczekiwań nie chcą być oceniani, kiedy zaczynają mieć problemy ze wzwodem. Zamiast traktować to jak każdy inny problem zdrowotny, próbują działać na własną rękę. Wstydzą się do tego przyznać z obawy, że zostaną uznani za niepełnowartościowych. Do seksuologa nie pójdą, bo „na pewno wyśmieje”. Gdybym miał wyśmiewać ludzi z problemami seksualnymi, to już dawno umarłbym ze śmiechu.

Ale przychodzą do ciebie.

Nie od razu. I nie wszyscy. Przychodzą bardzo często pod innym sztandarem, najczęściej depresji. Przez kilka sesji idziemy tym tropem, wreszcie okazuje się, że zupełnie nie o to chodzi. Owszem, zaburzeniom erekcji może towarzyszyć depresja, ale ci mężczyźni sami wreszcie proszą mnie, żeby zająć się najpierw problemami ze wzwodem. A bardzo często ta depresja jest przez nich wymyślona.

To ciekawe…

Zdecydowanie częściej szukają jednak pomocy we wspomnianym już internecie. Producenci suplementów dużą kasę wkładają w Adwords, zatem strony sprzedające różne specyfiki wyświetlają się jedna po drugiej, jak tylko wpisze się magiczne słowo. A suplementy jak to suplementy, może i nie szkodzą, ale pomagać też specjalnie nie pomagają. Gorzej, jak ktoś trafi na leki z czarnego rynku, w których oprócz śladowych ilości sildenafilu można znaleźć np. sproszkowany tynk albo skrobię. Wiem o tym dobrze, bo miałem wśród swoich pacjentów człowieka z półświatka, który zajmował się produkcją tego specyfiku.

Sprawdzone info – nie warto!

Kiedy mężczyźni wreszcie się o tym przekonują, kolejne kroki kierują – nie, nie do specjalisty, tylko do sex-shopu. Jeden z moich klientów spędził w takim przybytku dobrą godzinę, najpierw kręcąc się bez celu, potem pytając o filmy, gadżety. Wreszcie wykrztusił z siebie, że chodzi mu o „złoty środek” na potencję.

Nie wiedziałem, że w sex-shopach też można kupić podróbki viagry czy kamagry.

Bywa i tak. Ale sex-shopy specjalizują się przede wszystkim w specyfikach, powiedzmy, starszej generacji, czyli w afrodyzjakach.

Hiszpańska mucha.

Na przykład. To zmielone pancerzyki chrząszczy, które podrażniają narządy, powodując ich przekrwienie. Swędzi cię, chcesz się podrapać, no i drapiesz, ale poprzez stosunek. Nie ma w tym żadnej magii.

Sprawdziłem w Wikipedii, że ów chrząszcz nosi nazwę pryszczel lekarski. Mało romantyczne.

Inny gorący towar to johimbina, która w dużych dawkach może być śmiertelna.

Ale załóżmy, że nasz pacjent przeżył, mało tego, nie przyczynił się do śmierci żadnego nosorożca, gdyż zmielony róg tegoż także bywa uważany za afrodyzjak, co jest oczywiście bzdurą. Przeżył i rozczarował się cudownymi środkami.

Mógłby udać się teraz do lekarza pierwszego kontaktu, który skierowałby go do urologa albo/i androloga. Oni wykluczą fizyczne przyczyny zaburzeń erekcji u danego delikwenta. Mam znajomą internistkę, do której przychodzi pacjent, zazwyczaj bardzo rozmowny, tym razem jednak wyjątkowo zamknięty w sobie. Ona pyta: „Panie Stefanie, co się dzieje?”. Ten wyrzuca z siebie szybko i prawie niesłyszalnie: „Nie dyga mi”. „Słucham? ”. „Nie dyga mi”. „Nie rozumiem pana”. „Kuśka mi nie dyga!!!”.

To śmieszne, ale i straszne, że ten problem obarczony jest takim tabu.

Podziękujmy tym, którzy są odpowiedzialni za brak edukacji seksualnej w Polsce.

Dziękujemy politykom i biskupom, a teraz wróćmy do gabinetu lekarskiego.

Urolog zbada członek, może też zlecić dopplersonografię, która pozwoli sprawdzić, jak wygląda kwestia przepływów i odpływów krwi w członku. Androlog lub endokrynolog oznaczy poziom hormonów: testosteronu, prolaktyny i tak dalej. Fajnie też udać się do kardiologa, który sprawdzi, jak ogólnie wygląda sprawa tętnic w naszym organizmie. No i wreszcie psychoterapeuta, psycholog, seksuolog. Osiemdziesiąt procent problemów z członkiem to lęk zadaniowy, czyli czynniki psychologiczne. Tylko dwadzieścia to czynniki fizyczne. Niekiedy wystarczy kilka sesji u psychoterapeuty, żeby pozbyć się tego lęku.

Lęku o to, że…

Że na przykład partnerka, partner wykopie cię z łóżka albo i z życia, jak się nie sprawdzisz. Że zdradzi. Że przestaniesz być męski. Kiedy kobieta nie ma orgazmu, jakoś nie przestaje być w swoich oczach czy w oczach mężczyzny kobieca. Kiedy facet ma problem ze wzwodem lub wytryskiem, od razu odbiera mu to męskość. Ciekawe, nie? Perfekcjonizm, że głowa mała.

Skoro się boi, że zostanie porzucony albo uznany za niemęskiego, to pewnie unika seksu?

Zdecydowanie tak. Tłumaczy się, że jest zmęczony, przepracowany, że matka znowu dzwoniła i truła głowę problemami z ojcem. I bardzo często wchodzi w pornografię. Pornografia działa przez jakiś czas, bo dostarcza mu wielu bodźców do koszyka seksualnego. Partnerka jest jedna, ma określony zestaw cech. A w internecie: brunetka, blondynka, Azjatka, starsza kobieta, młodsza… Żyć nie umierać. Lecz bardzo szybko robi się z tego uzależnienie.

Szerzej o uzależnieniach seksualnych i o tym, jak sobie z nimi radzić, rozmawialiśmy w poprzednim wywiadzie.

I w naszej książce „Sztuka obsługi penisa” poświęciliśmy temu bardzo duży rozdział. Więc na początku nasz bohater siedzi przed komputerem 10-15 minut, ale potem się z tego robią dwie, trzy godziny. Orgazmy już nie takie, zmęczenie, zaniedbywanie obowiązków. Inną taką zgubną ścieżką jest zdrada. Jedni idą do prostytutki, ale tam szybko przekonują się, że niewiele to zmienia. Inni myślą, że partnerka młodsza o 20-30 lat załatwi sprawę. I rzeczywiście, na początku seks z kochanką wychodzi, lecz nie dlatego, że jest młodsza, tylko działa tu efekt nowości i fenyloetyloamina, pod wpływem której włącza się na chwilę automatyzm seksualny. To jednak szybko mija i wracamy do punktu wyjścia. Przez ten cały czas w domu czeka partnerka cierpiąca z powodu odrzucenia. Podobnie jak mężczyźni kobiety podczepiają pod takie sytuacje znaczenia symboliczne: „nie podobam mu się już”, „zbrzydłam”, „zestarzałam się”, „już mnie nie kocha”.

Przypomniała mi się para, którą miałem w terapii. Mężczyzna wstydził się przyznać przed żoną, że bierze tabletki na potencję, więc zażywał je odpowiednio wcześnie w toalecie. Pojechali jednak na kilkutygodniowe wakacje do Ameryki Południowej, a tabletki przez roztargnienie zostały w domu. W tych pięknych okolicznościach przyrody kobieta nie mogła zrozumieć, dlaczego jej partner unika seksu przez trzy tygodnie. A przecież wcześniej inicjował seks dwa razy w tygodniu! Nabawiła się kompleksów, że już go nie podnieca. To ją wykastrowało. Jedna z podstawowych zasad w seksualności mówi, że kobiety nie cenią mężczyzn za wzwód, tylko za odwagę i podejmowanie prób; staranie się. Warto o tym pamiętać. Jeśli próbuje mimo wszystko uprawiać ze mną seks, to znaczy, że mnie pożąda.

Wymieniłeś lęk zadaniowy jako jedną z przyczyn zaburzeń erekcji.

Podstawową. Słyszę na przykład od mężczyzn w gabinecie: skoro ja pracuję w urzędzie, a ona w korporacji i zarabia dużo więcej ode mnie, oczekuje wielu orgazmów, żebym jej zrekompensował moją niską pozycję społeczną. Oprócz innych błędnych przekonań stoi za tym oczywiście i to, że penis działa jak automat. Owszem, działa, ale tylko w okresie automatyzmu seksualnego, czyli do 25. roku życia. A i to nie zawsze. Warto pamiętać, że po 35. roku życia penis potrzebuje bezpośredniej stymulacji ze strony mężczyzny lub partnerki. Samo patrzenie w piękne oczy i na nagie ciało wiele nie zdziała.

A przyczyny fizyczne zaburzeń erekcji?

Cukrzyca, choroby typu nadciśnienie, niedociśnienie. Jeśli jesteśmy przy chorobach, warto wspomnieć o depresji, która wycina pożądanie i możliwość dojścia do orgazmu. Na naszą kondycję wpływa też oczywiście tryb życia. Stres, brak snu, dieta fastfoodowa, używki. Jeden z moich klientów do tego stopnia odciął się od swojej seksualności z powodu uzależnienia od marihuany, że zgodził się, aby jego najlepszy kumpel uprawiał seks z jego dziewczyną; tylko po to, żeby ona ten seks miała, a on miał święty spokój.

Niebywałe. Ale wilk syty i owca cała.

Ten jego kolega nie jest zbyt atrakcyjny, więc mój klient nie boi się, że dziewczyna go dla niego zostawi.

Czy zaburzenia erekcji u singli różnią się jakoś od tych u osób będących w związkach?

Można do pewnego stopnia mówić o innych przyczynach związanych z lękiem. Lęk przed zajściem kobiety w ciążę, lęk przed chorobą weneryczną, lęk przed skrytykowaniem, wyśmianiem przez – jakby nie było – obcą osobę. To ostatnie często dotyczy osób z kompleksem małego członka.

Osobna sprawa to problemy związane z wiekiem.

Z każdym rokiem coraz dalej oddalamy się do automatyzmu seksualnego, to po pierwsze, po drugie, ciało w naturalny sposób się „zużywa”. Ale mam klientów po siedemdziesiątce, którzy prowadzą udane i radosne życie seksualne. Trzeba tylko być bardziej wyrozumiałym dla własnej niedoskonałości, a w razie awarii się nie poddawać.

Przeczytałem w jakimś artykule o tym, że na krótszą metę pomagają naturalne sposoby typu zimny prysznic albo wysiłek fizyczny, które pobudzają krążenie.

Wysiłek fizyczny nie zaszkodzi, o ile nie jest to sport wyczynowy. Mam klientów, którzy są biegaczami i przychodzą do mnie z zaburzeniami erekcji albo niechęcią do seksu. Mają poczucie, że albo bieganie, albo seks.

Dlaczego tak się dzieje?

Przetrenowany organizm potrzebuje regeneracji, nawet seks staje się dla niego obciążeniem. Siłownia trzy razy w tygodniu, codzienny półgodzinny spacer – owszem. Ale nie ostry trening codziennie.

W sex-shopach można kupić specjalne opaski zatrzymujące krew w penisie, tzw. cock ringi. Polecasz?

Absolutnie nie! Łatwo sobie w ten sposób uszkodzić trzon członka, nerwy, doprowadzić do zakrzepicy, a także spowodować niepłodność. Krew musi mieć możliwość swobodnego przepływania. Jest tyle fajnych gadżetów w sex-shopach, ten jeden można sobie odpuścić.

Andrzej Gryżewski – psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny.

Przemysław Pilarski – scenarzysta, dramaturg i dramatopisarz. Z Andrzejem Gryżewskim opublikował dwie książki o męskiej seksualności.

Więcej o: