Waginosceptyczni, czyli o seksie millenialsów. Rozmowa z seksuologiem

Młode pokolenie jest przesiąknięte seksem. Przynajmniej tym wirtualnym w sieci. A jak jest w realu, czyli w starej dobrej rzeczywistości? Przemysław Pilarski pyta seksuologa Andrzeja Gryżewskiego.

Milenialsi to osoby urodzone na przełomie wieków i później, które od starszych odróżniają się tym, że oprócz normalnego życia prowadzą życie równoległe w internecie, niekiedy znacznie ciekawsze od tego „analogowego”. To oczywiście duże uproszczenie i ironia, ale ponieważ media nieustannie grzeją temat milenialsów, a wielu z nich jest czytelnikami „Logo”, porozmawiajmy o nich. A dokładnie o tym, czy człowiek przyklejony do smartfona ma jakieś życie seksualne.

Zaskakujące, pełne sukcesów i radości, ale bardzo często wyłącznie wirtualne. Dam przykład – ostatnio przychodzą do mnie na terapię mężczyźni będący w związkach, którzy traktują swoje partnerki jak współlokatorki.

Kłócą się z nimi o to, kto wyniesie śmieci?

To pewnie też, ale chodzi przede wszystkim o brak pożycia seksualnego między nimi. Kobieta ugotuje, posprząta, załatwi wiele spraw, którymi on nie jest w stanie się zająć, bo albo nie ma czasu, albo mu się nie chce. Owi mężczyźni, jeśli mają pracę, to spędzają w niej dużo czasu, a kiedy wracają, odpalają od razu komputer. Grają w gry, masturbują się przy porno, a potem zmęczeni zapadają w błogi sen.

No dobrze, a te kobiety nie podejrzewają, że coś jest nie tak?

Podejrzewają, mało tego, mają całkiem jasno sprecyzowane pretensje. Ale niewiele to pomaga, kiedy jesteś w związku z osobą uzależnioną.

Od?

Od gier online, od pornografii w internecie, wreszcie od alkoholu, narkotyków, choćby marihuany. Powiedziałbym, że uzależnienia to plaga tego pokolenia. Liczba osób uzależnionych rośnie w zastraszającym tempie.

Niedobrze. Ale z drugiej strony media społecznościowe wywierają nacisk, żeby być w związku, najlepiej z kimś ładnym, żeby imprezować, jeździć na wakacje; wozić się tak, by inni to zauważyli. Wreszcie, żeby uprawiać seks. Wszystko to oznacza choćby chwilowe oderwanie od smartfona, przynajmniej jednej ręki. W artykule o milenialsach opublikowanym w majowym numerze miesięcznika „Focus” można było przeczytać, że według badań 80% amerykańskich milenialsów czuje presję, aby zachowywać się w taki sposób, jaki narzucają im social media.

Partnerki-współlokatorki służą też do bywania na imprezach, to fakt. Często pełnią funkcję reprezentacyjną, jak Melania Trump. Po wrzuceniu do sieci paru selfiaków faceci bardzo często skupiają się w swoim gronie, choćby po to, żeby palić jointy. A jeśli chodzi o seks, na który nie mają ochoty i siły, ponieważ przyzwyczaili się do masturbacji przy porno, załatwiają to często w ten sposób, że stymulują partnerkę ręcznie, rzadziej oralnie.

Zaburzenia erekcji - czy mężczyzna powinien się nimi martwić? Rozmowa z seksuologiem

A sami co robią w tym czasie? Onanizują się?

Dla wielu z nich nawet tego byłoby za wiele. Jeden z moich klientów przewiesza się przez kobietę tak, że ona widzi tylko jego plecy i nie może dostrzec braku erekcji. Po wszystkim ona pyta: „a ty?”, a ten odpowiada, że jest zmęczony, że nie będzie dochodził, że mu wystarczy, kiedy jej jest przyjemnie. Tak się niby napawa, nasyca tym, że partnerka ma orgazm…

I co ona na to?

Zachwyca się, że z niego taki altruista, mówi, że to takie niespotykane. A jednak spotykane, i to coraz częściej.

Więc nie mówimy o jakimś marginesie.

Nie. Jeśli chodzi o młodych mężczyzn, którzy tu do mnie przychodzą, bardzo często słyszę takie opowieści. Coraz częściej. I może nie jest dobrze, że o tym mówię, bo pozostali przeczytają wywiad i sobie zaraz pomyślą, że to normalne, skoro inni mają tak samo. Otóż nie, to nie jest normalne. Tak samo jak nie byłoby normalne, gdyby nagle większość kobiet wycofała się z seksu, tłumacząc to altruizmem seksualnym, czyli „twoja przyjemność pierwsza, mój kochany”, albo gdyby większość ludzkości nagle zaczęła chorować na odrę.

Co może nas zaraz czekać dzięki antyszczepionkowcom.

Uzależnienia, tak jak choroby, trzeba leczyć. Nie wystarczy powiedzieć „zmień się”, „ogarnij się”. To nie zadziała. Przypomnę to, o czym mówiliśmy w naszych książkach: jeśli traktujesz swoją partnerkę czy partnera jak współlokatorkę, współlokatora, a przyjemność społeczną czerpiesz wyłącznie z grania w internecie, przyjemność seksualną zaś z masturbacji przy porno, to znak, że pora na terapię.

Co się robi na takiej terapii?

Nie można nikomu zabrać tego, do czego jest bardzo przywiązany, bez dawania czegoś w zamian. Szukamy zatem pociągających dla tych mężczyzn zamienników gier online i pornografii. Gdybyśmy je po prostu odcięli, oni bardzo szybko rzuciliby terapię.

Z powodu głodu wynikającego z uzależnienia?

Tak. Trzeba ten głód zaspokajać bardziej zdrowymi przekąskami.

Co powinno znaleźć się w menu?

Jeden z moich klientów chodzi na przykład na crossfit. To daje mu dużo adrenaliny i pozwala odsunąć na bok myśli o pornografii. Jednocześnie jednak musimy pamiętać o tym, że ma silne poczucie winy z powodu lat zmarnowanych przez uzależnienie. Dlatego czyta też książki. Dużo czyta. To jego przyjemność podstawowa; wprawdzie nie jest to w jego poczuciu tak emocjonujące jak crossfit, ale dzięki temu nabiera przekonania, że ratuje swoje życie, nadrabia stracony czas. Inny był uzależniony od chodzenia po pubach i kombinowania, jak poderwać kobietę, mimo że był w stałym związku. Obmyślał całe strategie uwodzenia wciąż nowych kobiet. Teraz chodzi wspinać się na ściankę i tam kombinuje, gdzie postawić stopę, za który chwyt się złapać. Kiedy te nowe nawyki ukorzeniają się w danym mężczyźnie, uzależnienia coraz bardziej odsuwają się na bok. Pamiętajmy jednak, że to proces.

Dobra zmiana nie nastąpi od razu.

Najczęściej to złe zmiany przychodzą od razu. Jeśli ma być naprawdę dobra i trwała, to na pewno nie. To musiałby być naprawdę wyjątkowy przypadek, żeby ktoś odsunął uzależnienie z dnia na dzień.

Kiedy najlepiej zakończyć związek? Rozmowa z seksuologiem

Czyli przychodzi facet na terapię, coraz mniej się masturbuje, czyta za to coraz więcej książek – i to koniec?

Oczywiście, że nie. Kolejnym krokiem po osiągnięciu adekwatnego zachowania jest nauka miękkich umiejętności. Asertywności, nawiązywania dialogu, wreszcie nawiązywania i utrzymywania relacji.

Dlaczego żywi ludzie są mniej ciekawi niż internet?

Philip Zimbardo w książce „Gdzie ci mężczyźni” pisze o „syndromie intensywności społecznej”. Polega on na tym, że pełne poznawcze, sensoryczne i wyobrażeniowe zaangażowanie w aktywność wysoce przyjemną, taką jak korzystanie z pornografii, prowadzi do tego, że człowiek traci poczucie czasu, a inne sfery aktywności odchodzą na dalszy plan. Innymi słowy, pornografia dostarcza ci tylu bodźców, na dodatek łatwo osiągalnych, że rzeczywistość staje się mniej pociągająca. Problem polega na tym, że z czasem potrzebujesz tych bodźców więcej i więcej… Skutek tego jest taki, że w Japonii już ponad 40% żonatych mężczyzn nie uprawia seksu.

Bardzo to ciekawe, bo zawsze mi się wydawało, że przynajmniej młodzi ludzie bzykają się jak króliki.

Owszem, szczególnie na imprezach, po imprezach, pod wpływem rozmaitych używek. Matchują się na Tinderze, spotykają, po jednorazowym seksie ucinają kontakt. Coraz rzadziej jednak dążą do współżycia, które byłoby rzeczywistym, dojrzałym spotkaniem dwojga ludzi.

Dzięki internetowi coraz młodsze dzieci mają dostęp do pornografii w rozmaitych, nieraz bardzo ekstremalnych wydaniach. Powodzeniem w sieci cieszą się młodociani patostreamerzy, dla których nie ma żadnego tabu. Jakie mogą być tego dla nich konsekwencje, kiedy dorosną? Czy czeka nas w przyszłości kryzys „normalnego” seksu?

Wiele na to wskazuje. Na pewno będzie długa faza zachwytu wykorzystywaniem gogli VR do gier erotycznych, a potem kombinezonów sensorycznych do cyberseksu uprawianego przez Skype’a czy WhatsAppa.

Rozmawiamy o młodocianych, bo definicja milenialsów jest dość szeroka, przynajmniej dopóki ktoś nie wpadnie na inny pomysł. Według niektórych ujęć należy ich, a w zasadzie nas, liczyć od 1977 r. Chodzi oczywiście o rok urodzenia. W cytowanym już przeze mnie artykule można wyczytać, że osoby w wieku milenijnym „częściej doświadczają długotrwałej samotności niż jakakolwiek inna grupa wiekowa”. Konsekwencją tego są problemy ze zdrowiem psychicznym, takie jak depresja.

Zgadza się. Z moich obserwacji wynika, że problem dotyczy głównie mężczyzn, a przejawia się w tym, że pod wpływem internetu, gier, aplikacji itp. nie wykształciły się u nich umiejętności miękkie, takie jak prowadzenie small talku, nawiązywanie relacji, flirtowanie. Stąd w realnym życiu bierze się nieśmiałość, a w ślad za nią poczucie osamotnienia, które nakazuje ucieczkę do sieci. Błędne koło.

Ale korzystają przecież z aplikacji randkowych.

Często tylko do momentu, kiedy trzeba podjąć decyzję: spotykamy się czy nie. Wtedy przestają się odzywać. Znikają jak kamfora albo jak hajs od matki (usłyszane ostatnio od młodego klienta). Bardziej traktują to jako grę online niż wstęp do poznania kogoś w rzeczywistości.

Podnoszą też sobie w ten sposób samoocenę.

W filmie Stevena Spielberga „Player One” bohaterowie żyją w jakichś slumsach, ale jednocześnie dzięki dotykowym kombinezonom funkcjonują w świecie wirtualnym, gdzie prowadzą wypasione życie. Tak to wygląda.

I nie przychodzi im do głowy np. to, żeby założyć rodzinę?

Moi klienci, mężczyźni przed trzydziestką, nic o tym nie mówią. Wielu z nich nadal mieszka z rodzicami, więc może dlatego o tym nie myślą, bo czują się wyrośniętymi dziećmi. Innym powodem jest obawa o utratę stylu życia – koniec imprez, jarania, grania na konsoli. Nie chcą sobie tego odbierać. Zupełnie inaczej podchodzą do tego kobiety, które mają 25-27 lat. Wybierają często facetów po trzydziestce, z którymi mogą realizować swoje rodzinne plany.

Czyli faceci po trzydziestce – pierwsze roczniki milenialsów – nie zostali jeszcze pochłonięci przez sieć? Mówiliśmy w naszej „Sztuce obsługi penisa” o tym, że próg dojrzałości się przesuwa. Trzydziestka to nowa dwudziestka, czterdziestka to nowa trzydziestka. Może tutaj czai się odpowiedź?

Tak, wiele kobiet mówi mi, że sensowny facet do związku to rozwodnik koło czterdziestki. Ciekawe, że doszły do takich wniosków.

Wrócę jeszcze do braku seksu w relacjach. Często poruszamy tę kwestię w naszych rozmowach, ponieważ terapeuci biją na alarm, że to syndrom naszych czasów. Żeby był związek, to jakiś seks musi być. On później zanika?

Na początku jest seks pod wpływem hormonów, fenyloetyloaminy, a potem zanika pod wpływem internetu, gier, używek, pornografii. Przy czym, żeby było jasne, nie chodzi tu o zanik popędu. Ci mężczyźni przychodzą do mnie pod takim sztandarem, ale tak naprawdę trzeba prowadzić z nimi terapię uzależnień, ponieważ realizują swój popęd poza związkiem.

Mają świadomość tego, że są uzależnieni?

Skąd! Bardzo często zwalają winę na partnerkę. Jeden z nich powiedział, że nie może uprawiać seksu ze swoją dziewczyną, bo ona strasznie głośno je chipsy, krusząc przy tym na łóżko.

To po co mu ta dziewczyna?

Pytam: za jaką rolę najbardziej pan ceni partnerkę. Odpowiada, że za współlokatorstwo. „Miło nam się mieszka, fajnie się razem podróżuje, całkiem spoko się gada, tylko ona niestety ma tę wadę, że raz na jakiś czas chciałaby uprawiać seks”. Kobiety oczywiście mają świadomość tego, jak to wygląda, domagają się seksu. Kończy się to niekiedy awanturą, po której pojawia się u niej refleksja, że nie jest jeszcze gotowa na rozstanie. I ciągną to dalej.

On nie dojrzał do związku, ona nie jest gotowa na rozstanie…

Pierwsza myśl takiej kobiety: ma kogoś na boku! Monitoruje jego aktywność, sprawdza telefon, Messengera, Instagram. Nic. Bo on po prostu „tylko” gra.

Andrzej Gryżewski - psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny. Założyciel CBTseksuolog.pl.

Przemysław Pilarski - scenarzysta, dramaturg i dramatopisarz. Z Andrzejem Gryżewskim opublikował dwie książki o męskiej seksualności.

Więcej o: