Jak opuścić szklarnię, czyli o końcu związku

O wyrastaniu z relacji, zmianie potrzeb w związku, a także o tym, na co można narzekać na Seszelach i co z tego wynika. Z seksuologiem Andrzejem Gryżewskim rozmawia Przemysław Pilarski.

Słyszałem ostatnio opowieść o kobiecie, która wyjechała na kupione przez ukochanego wakacje. Kiedy wróciła… okazało się, że on już z nią nie mieszka. Wyprowadził się, a prezent w postaci wakacji posłużył mu do tego, żeby rozstać się z nią po cichu. On – kilka lat od niej młodszy, ale już prawie czterdziestolatek – stwierdził, że „chce sobie jeszcze pożyć”. I że ta decyzja dojrzewała w nim od dawna. To oczywiście ciekawe, że ona niczego nie zauważyła, a on mimo podjętej decyzji nie wysyłał żadnych sygnałów. Bardziej jednak ciekawi mnie to, co jej powiedział. Co to znaczy, że „chce sobie pożyć” i dlaczego z nią nie może? Bo się zestarzała? Zawsze była starsza.

Gdyby się przyjrzeć z lupą ich ostatnim wspólnym miesiącom,sygnały by się znalazły. Natomiast wracając do twojego pytania: sytuacja wygląda tak, że wyrastamy z różnych relacji.

Tak po prostu?

No tak.

W sumie racja. Najpierw, przez ileś lat, rodzice są nam bardzo potrzebni, a potem relacja się zmienia.

Otóż to. I podobnie jest w związkach. W pewnym momencie swojego życia ten facet potrzebował starszej, emocjonalnie i życiowo ustabilizowanej kobiety. Ale kiedy zbliża się magiczna data, choćby skończenie 40 lat, gdy włącza się syndrom wieku średniego, zaczyna się robienie bilansów. Często mam klientów w tym wieku, którzy będąc od kilkunastu lat w stałym związku, albo wchodzą w romanse na boku, albo też rozstają się z partnerką. Wszystko dlatego, że ich definicja relacji się zmieniła.

Co to jest „definicja relacji”?

To nazwanie swoich potrzeb, uświadomienie sobie, czego się od związku oczekuje. Nie od tego, w którym się jest, ale od związku w ogóle. Kiedy potrzeby się redefiniują i okazuje się, że ten związek, który jest, nie pasuje do ideału. Jeśli partnerka nie wpisuje się w oczekiwania, często następuje decyzja o romansie, zdradzie lub rozstaniu. Mężczyzna, o którym opowiedziałeś – nazwijmy go Jackiem – mógł najpierw potrzebować stabilizacji, kobiety ciepłej, opiekuńczej i przewidywalnej, ale z czasem zaczęło mu to przeszkadzać. Brakowało mu drapieżności, młodzieńczej energii. Jej opiekuńczość stała się dla niego powodem do irytacji. On w końcu ma już czterdzieści lat, nie potrzebuje mamusi bis!

PRZECZYTAJ TEŻ: Jak utrzymać seks w związku? Rozmowa z seksuologiem

Ale jeszcze niedawno potrzebował.

Tak. I z tego wyrósł, mówiąc prostym językiem. Znam jednego pacjenta, który po kilku miesiącach ślubu stwierdził, że partnerka stała się tak zazdrosna i ograniczająca, że się szybko rozwiódł.

Zainstalowała mu się inna wersja oprogramowania. I co teraz? Rozstanie?

Takie rozwiązanie często jako pierwsze przychodzi do głowy, szczególnie kiedy nie ma dzieci. W tym wypadku sytuacja się komplikuje, bo jak wiadomo, rozwód oznacza często ograniczony kontakt ojca z dzieckiem. Dlatego przychodzą do mnie na terapię mężczyźni, którzy stoją w rozkroku między rodziną a kochanką albo potrzebą romansu, który odpowiadałby ich nowemu „oprogramowaniu”, jak to nazwałeś. Nie rozstaną się, bo kochają swoje dzieci, chcą być z nimi. Problem polega na tym, że dzieci są „w pakiecie” z żoną.

Nie można „przeprogramować” żony?

To zależy, czego się oczekuje. Jeśli mężczyzna odkrywa, że potrzebuje teraz kobiety, która będzie z nim jeździła na wycieczki, uprawiała sporty, cieszyła się urokami aktywnego życia, to nie może oczekiwać, żę żona, która jest domatorką, nagle zmieni swoją osobowość. Zresztą kiedy jej jest dobrze ze sobą, działałaby wtedy wbrew sobie.

Ta redefinicja potrzeb dzieje się niejako poza nami. Nie mamy na nią wpływu, prawda?

A czy masz wpływ na to, że zaczynasz być głodny lub spragniony? Możesz tylko zdecydować, kiedy i co zjesz albo wypijesz.

Herbata nie obrazi się za to, że wybrałem kawę. Ale facet, który podejmuje decyzję o rozstaniu, często słyszy o sobie, że jest… no, wiadomo. Pierwsze „ch”, ostatnia „j”.

Trudno wymagać od porzuconej osoby, żeby tak od razu na trzeźwo analizowała sytuację. Tu zawsze wchodzą w grę duże emocje. Z obawy przed nimi często do rozstań nie dochodzi albo dochodzi do nich w takim stylu, w jakim przeprowadził to nasz Jacek. Musiał ponieść konsekwencje, ale uniknął konfrontacji.

A ci, którzy żyją w rozkroku między żoną a kochanką? Im też nie jest w życiu za lekko.

O, nie jest! Dramat tych facetów zaczyna się jeszcze przed wejściem w romans na boku; wtedy, kiedy uświadamiają sobie, że są z kobietą, z którą już nie chcą być. Stoi za tym albo zmiana ich własnych oczekiwań, albo zmiana tej kobiety – fizyczna, osobowościowa. Żona pełni funkcję współlokatorską, ewentualnie guwernantki do dziecka, ale też doskonale gotuje, otacza opieką, jednym słowem – dba. Jest taką prawie matką, więc nie ma z nią seksu. Kochanka jest od tego, by realizować z nią swoje pasje, no i oczywiście uprawiać namiętny seks. Poza tym kochanka zawsze zyskuje dzięki efektowi nowości. Kochanka też, mając poczucie, że jest tą drugą, bardziej się stara. Wielokrotnie słyszałem opowieści o kochankach, które po zostaniu oficjalnymi partnerkami zamieniły się w kopie porzuconych żon, partnerek. Każdy wybór, jakiego dokona mężczyzna żyjący w takim trójkącie, nie będzie w pełni dobry. Zawsze coś się traci.

PRZECZYTAJ TEŻ: Toksyczny związek, toksyczny seks. Rozmowa z seksuologiem

Kochanka też raczej nie będzie zadowolona z rozstania.

Profesor Zbigniew Lew-Starowicz zawsze powtarza, że nie ma większej niszczycielskiej siły na świecie niż odrzucona kochanka. Jedna z moich klientek dostała kiedyś wiadomość na Messengerze od nieznanej kobiety: „Przez trzy lata byliśmy w związku, nie wiem, czy wiesz?”.

Donald Trump i jego trzy żony: Ivana Trump (od 1977 do 1992 r.), Marla Maples (od 1993 do 1999 r.) i Melanie Trump (od 2005 r.).
Z pierwszą żoną wchodził do świata biznesu, z drugą wkroczył do świata mediów, z trzecią - do Białego Domu.Donald Trump i jego trzy żony: Ivana Trump (od 1977 do 1992 r.), Marla Maples (od 1993 do 1999 r.) i Melanie Trump (od 2005 r.). Z pierwszą żoną wchodził do świata biznesu, z drugą wkroczył do świata mediów, z trzecią - do Białego Domu. Getty Images

Niech zgadnę, kim była ta kobieta…

Mąż klientki skończył romansować, a kochanka postanowiła się zemścić. Inna z kolei wysłała do firmy swojego eksa e-mail, w którym wypunktowała wszystkie znanej jej mniejsze lub większe machlojki byłego kochanka.

To już prawie stalking.

Nie inaczej.

Jak już mówiłeś, za pozostaniem przy żonie stoi często męska polityka prorodzinna.

„Zostanę z nią dla dobra dzieci, zostanę z nią, bo tak się o nie stara, tak je wychowuje. Zostanę z nią, bo tyle lat jesteśmy razem. Zostanę z nią, bo nie chcę jej krzywdzić. Znajomi mówią: idealna z was para”. A tak naprawdę to szklarnia, w której dojrzewają dzieci, a między dorosłymi nic nie ma. Mężczyźni z takich szklarni, żeby się odciąć, popadają często w nałogi albo pracoholizm. Jak najwięcej czasu starają się spędzać w firmie lub z kolegami. I kiedy dochodzi do rozwodu, mężczyzna słyszy, że jest „ch…m”, bo zostawił żonę, a nikt go nie zapyta, czy w tej relacji było pożądanie, czy ona okazywała mu zainteresowanie, czy go akceptowała. Nie. Znalazł młodszą, poleciał na seks. Oczywiście, to nie jest bez znaczenia, że kochanka jest młoda, seksowna, ale sedno sprawy tkwi w tym, że już dawno wyczerpała się formuła jego dotychczasowego związku. Od tego wszystko się zaczęło.

Ale to od razu trzeba się rozwodzić? Nie można na przykład iść na terapię?

Oczywiście, że można, najlepiej na terapię par. W jej wyniku najbardziej newralgiczne kwestie zostałyby pewnie załagodzone. Tylko problem polega na tym, że nawet gdyby polepszyła się relacja między partnerami, to ona i tak zostanie tą samą kobietą – „starą” partnerką, która nie zaspokoi jego nowych potrzeb. Niezależnie od tego, jak bardzo będzie się starała. A w nim nadal będzie to budziło frustrację.

Mam klienta, który jest bardzo bogatym człowiekiem. Na wakacje lata w luksusowe miejsca, na przykład na Seszele, gdzie za pobyt płaci się grube tysiące. Jego żona ma naturę marudną, nic jej się nie podoba. Drinki za słodkie, słońce świeci za mocno, woda w morzu jest gęsta od egzotycznych ryb i ciepła jak zupa, nie będzie się w niej kąpała. No i co by się stało, gdyby przyszli tu do mnie oboje, a ona usłyszałaby, że aby uratować związek, musi zmienić swoje nastawienie?

PRZECZYTAJ TEŻ: Waginosceptyczni, czyli o seksie millenialsów. Rozmowa z seksuologiem

Zaczęłaby się kąpać w zupie na Seszelach.

Zaczęłaby chwalić tę wodę, te drinki, zaczęłaby się zachwycać jego drogim samochodem, tym, że w każdej chwili ma helikopter na zawołanie. Ale on wiedziałby, że ona nie robi tego z przekonaniem. Nie uwierzyłby w to, więc w jego nastawieniu do niej, do związku, nic by się nie zmieniło. On potrzebuje teraz partnerki, która naprawdę doceni to, co on ma. Ma potrzebę naprawdę imponować kobiecie.

Jakie to życie jest skomplikowane.

Mało tego! Wiesz, że można uzależnić się od bycia w trójkącie? Są mężczyźni, którzy funkcjonują w ten sposób przez wiele lat, potem z jakichś względów dochodzi do rozstania z „oficjalną” partnerką, kochanka wskakuje na miejsce żony, a on po jakimś czasie zaczyna odczuwać pustkę. Na dodatek kochanka, to znaczy teraz już oficjalna partnerka, zaczyna dokręcać mu śrubę: „Może pora na dzieci? A może odstawiłbyś papierosy? A może przestałbyś nosić te okropne bransolety?”. Żeby poczuć się jak dawniej, mężczyzna decyduje się na romans z nową kochanką. Zwłaszcza że seks z tamtą też się powoli kończy. On już nie odczuwa ekscytacji, bo nie robi na boku. Poza tym, kiedy była kochanka nabrała wiatru w żagle i zaczęła go dociskać, on poczuł się jak jej oprawca i ofiara jednocześnie. Potrzebuje oazy wolności, dokładnie takiej, jaką miał z tą samą kobietą, będąc jej nieoficjalnym kochankiem. Never-ending story.

W tym wszystkim chodzi o wolność.

Ludzie czują się więźniami w swoich relacjach. Przychodzi do mnie klient, mówi: „Panie Andrzeju, dziś musimy skończyć wcześniej, bo umówiłem się z żoną, że spędzę z nią czas od 18.00 do 21.00. Naściemniałem jej, że później mam służbową kolację, ale teraz, na myśl o tych trzech godzinach z nią, szlag mnie trafia”.

Po co się tak męczyć? W związku albo w trójkącie. Świat byłby piękniejszy, gdyby każdy uczciwie podążał za własnymi potrzebami. Oczywiście, nie krzywdząc przy tym innych.

W tym ostatnim zdaniu jest pies pogrzebany. Ludzie nie mówią otwarcie o swoich potrzebach z obawy, że wyrządzą komuś krzywdę. Nieustannie się o to rozbijamy w niemal każdej naszej rozmowie: brak komunikacji zabija życie związkowe, zabija życie seksualne! Mam wrażenie, że nikt nigdy nie powiedział wprost: „Kochanie, 15 lat temu wydawało się, że jesteś dla mnie idealną partnerką. Oglądaliśmy razem seriale, spędzaliśmy każdą wolną chwilę w domu, piliśmy dobre wino, było super. Lecz teraz chciałbym pojeździć po świecie, robić coś zupełnie innego. Pomieszkać trochę tu, trochę tam. A wiem, że ty tego nie lubisz. Odpowiadasz na moje potrzeby sprzed 15 lat, ale nie na te teraz”. Zamiast tego partnerzy komunikują się niejako obok: „Znowu nieposprzątane, znowu niepozmywane”. A przede wszystkim ciało komunikuje: brakiem pożądania. Wszyscy jesteśmy dla siebie etapami. To brutalne, ale taka jest prawda. Poza tym nasze związki ewoluują, zmieniają się też nasze oczekiwania i potrzeby.

PRZECZYTAJ TEŻ: Zaburzenia erekcji - czy mężczyzna powinien się nimi martwić?

Wszystko płynie.

W życiu nic nie jest raz na zawsze. Warto o tym pamiętać, kiedy zacznie być za gorąco w szklarni.

Andrzej Gryżewski - psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny. Założyciel CBTseksuolog.pl.

Przemysław Pilarski - scenarzysta, dramaturg i dramatopisarz. Z Andrzejem Gryżewskim opublikował dwie książki o męskiej seksualności.

Więcej o: