"303. Bitwa o Anglię". Czy warto wybrać się do kina?

Wbrew przestrogom jednego z dystrybutorów pomyliłem film i udałem się na seans "303. Bitwa o Anglię", czyli filmu, który jest określany jako "ten zagraniczny film o Dywizjonie 303".

Jakoś tak dziwnie i ciekawie się złożyło, że w drugiej połowie sierpnia na ekrany polskich kin wchodzą dwa filmy traktujące z grubsza o tym samym. „303. Bitwa o Anglię” oraz „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” stoczą ze sobą niezwykle trudny dla obu stron bój o uwagę widza – raczej nie znajdzie się zbyt wielu takich, którzy wybiorą się do kin na oba filmy. Pierwszy z wymienionych miał to szczęście, że wszedł na ekrany kilkanaście dni przed swoim konkurentem.

W przeciwieństwie do „tego polskiego” filmu o Dywizjonie 303, obraz Davida Blaira nie posiada błogosławieństwa rodziny Arkadego Fiedlera, który polskim lotnikom poświęcił chyba najbardziej znaną ze swoich książek. „303. Bitwa o Anglię” ma za to inne atuty – na pierwszy rzut oka największą z nich jest obecność w obsadzie Iwana Rheona, który zdobył światowy rozgłos dzięki roli Ramsaya Boltona w „Grze o tron”. Oprócz niego sporo czasu ekranowego otrzymują Milo Gibson (bardziej znany jako syn Mela Gibsona) oraz Marcin Dorociński. Znane twarze mają sprawić, że na film wybiorą się nie tylko Polacy, ale także widzowie w innych krajach, którzy nie znają historii 303 Dywizjonu Myśliwskiego Warszawskiego im. Tadeusza Kościuszki.

„303. Bitwa o Anglię” – co tu nie gra?

Problem polega na tym, że samo podjęcie ważnego i zasługującego na uwagę tematu pójdzie na marne, jeśli będziemy mieli do czynienia z filmem nie najwyższych, nomen omen, lotów. A tak niestety jest w przypadku „303. Bitwa o Anglię”. Dzieło Davida Blaira nie jest może całkowicie złe, ale cierpi na kilka poważnych problemów, których po prostu nie da się przemilczeć. Jednym z nich jest zgodność z historią – wiele wydarzeń, które możemy zobaczyć na dużym ekranie w rzeczywistości wyglądało zupełnie inaczej. Nie jestem historykiem, więc trudno mi analizować film pod tym kątem minuta po minucie, ale krótki research wystarczył, aby się dowiedzieć, że Jan Zumbach (Iwan Rheon) przedostał się z Francji do Anglii statkiem, a nie dzięki bohaterskiej kradzieży samolotu, a Josef František nie rozbił samolotu o białe klify nieopodal Dover. Niby nie są to rzeczy duże, ale z ich powodu nie sposób traktować filmu jako rzetelnego źródła wiedzy o pilotach Dywizjonu 303.

 

Na historycznie nieścisłości można jednak przymknąć oko, jeśli służą one fabule, a sam film zyskuje w ten sposób na atrakcyjności. Czy rzeczywiście tak się dzieje? Cóż… nie bardzo. Największym problemem „303. Bitwa o Anglię” jest bowiem fabuła, a w zasadzie niewielka jej ilość. Wiemy, że w Anglii zostaje utworzony polski dywizjon, który walczy z Niemcami i to w zasadzie tyle – poszczególni piloci (poza Zumbachem i granym przez Dorocińskiego Urbanowiczem) nie są w odpowiedni sposób przedstawieni, przez co sprawiają wrażenie jednej, szarej masy. Nie wiemy o nich praktycznie nic i z tego powodu trudno nam się przejmować ich losami. Reżyser co prawda próbuje w kilku nielicznych momentach nadać im nieco charakteru (jak chociażby w najzabawniejszej w całym filmie scenie badania wzroku), ale jest tego zdecydowanie zbyt mało. Brakuje też wyrazistego przeciwnika – dwa lub trzy razy na ekranie pojawia się co prawda jakiś niemiecki dowódca, ale gdyby nie było go w ogóle, to film chyba by na tym zyskał.

„Dywizjon 303. Historia prawdziwa” – tutaj przeczytasz recenzję „tego drugiego” filmu

Skoro nie historia, to może sceny samolotowych starć są emocjonujące i widowiskowe? Niestety też nie – bitwy powietrzne są chaotyczne. Widz nie wie, z jakiego powodu do nich dochodzi, ani jaki też jest ich końcowy rezultat. Polscy lotnicy co prawda są określani mianem świetnych, ale nie dowiadujemy się, jakie są wymierne korzyści ich zmagań. Nie pomaga tu muzyka, która jest obecna w filmie w postaci „dramatycznych” motywów smyczkowych.

„303. Bitwa o Anglię” – co tu zagrało?

Przez całą niemal recenzję wymieniam minusy, ale nie oznacza to, że „303. Bitwa o Anglię” jest filmem całkowicie złym. Iwan Rheon spisał się całkiem dobrze w roli Jana Zumbacha, a ruchy jego ust podczas wypowiadania polskich kwestii znakomicie się z nimi pokrywają. Szkoda jedynie, że głos Rheona dość mocno różni się od głosu aktora, który wypowiada zdania po polsku. Dobrze wypadają również sceny z większą ilością humoru – zarówno wspomniana wyżej akcja podczas badania wzroku, jak i ta, w której Zumbach ma przygotowanych kilka zegarków na łapówki dla Niemców.

303. Bitwa o Anglię.303. Bitwa o Anglię. Kino Świat

Czy zatem warto „pomylić film” i wybrać się do kina na „303. Bitwa o Anglię”? Cóż… Spędzonych na seansie 105 minut z pewnością nie nazwałbym czasem straconym, niemniej jednak nie sposób wyzbyć się poczucia pewnego niedosytu – mam nieodparte wrażenie, że twórcy nie wykorzystali w pełni potencjału, jaki historia o Dywizjonie 303 niewątpliwie posiada.

PS. Co ciekawe, samolot Hawker Hurricane, który w filmie odgrywa dość znaczącą rolę, trafi niebawem do gry “World Of Warplanes”. I nie sposób się oprzeć wrażeniu, że dostarczy graczom więcej rozrywki, niż jego filmowy odpowiednik w omawianym wyżej obrazie.

Więcej o: