Mój pierwszy raz: Bitwa pod Grunwaldem

Autor pod Grunwaldem A.D. 2018

Autor pod Grunwaldem A.D. 2018 (fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

Postanowiłem zostać rycerzem. Może jeszcze nie tak na stałe, ale zobaczyć, jak to jest nim być w Roku Pańskim 2018. Dołączyłem więc do grupy rekonstrukcyjnej.

Sięgam po telefon i dzwonię do Wielkiego Mistrza von Jungingena. Ulrich, a prywatnie Przemysław Kamiński „Kamyk”, jest rycerzem rekonstruktorem oraz jednym z organizatorów corocznej Bitwy pod Grunwaldem.

– Dzień dobry, chciałbym poczuć się jak rycerz.

– Dzień dobry, bardzo dobrze. Proszę przyjechać pod Grunwald, mamy ich tu naprawdę sporo.

Następnego dnia siedzimy z fotografem Albertem w jego golfie i napędzani niemieckimi końmi mechanicznymi gnamy na miejsce bitwy. Przy okazji można było przystanąć i zupełnie uczciwe zapytać „Którędy na Grunwald? ”. Taka sposobność nie zdarza się w życiu często.

Krzyżacy chyba już przeczuwają wynik bitwy.Krzyżacy chyba już przeczuwają wynik bitwy. fot. Albert Zawada / Agencja Zawada

Grunwald

Pod Grunwaldem rycerzy rzeczywiście nie brakuje. Setki ludzi w strojach z epoki. Rycerze, giermkowie, damy, łucznicy, rzemieślnicy, namioty i kramy… Wszyscy stosownie ubrani, ale też ze smartfonami w średniowiecznych sakwach. W lokalach jadło rycerskie w zestawie z colą, na stoiskach odzież patriotyczna i wojskowa obok beli jedwabiu i wełny. Zdjęcie z rycerzem co łaska, tajskie desery lodowe, miecze zabawki obok stalowych, wata cukrowa, stoisko obrony terytorialnej obok strażaków, wojska i straży granicznej. I filtry do wody. Festyn z prawdziwego zdarzenia.

Ludzie, których tu wszędzie dookoła widzę, to rekonstruktorzy, w skrócie reko. Bawią się w odtwarzanie klimatu epoki. Czasem jednej, czasem wielu. Sformułowanie: „Bawią się”, nie oddaje powagi sytuacji. Dla wielu reko staje się bardzo ważną częścią życia, której poświęcają mnóstwo czasu i pieniędzy, a Grunwald to ich wielkie święto.

Po dokładniejszym rozpoznaniu na miejscu trafiamy do Chorągwi Mazowieckiej księcia Janusza I. W chorągwi w zasadzie sami Ślązacy, ale to już rekonstrukcyjnie nie ma akurat znaczenia. Ja natomiast czuję się na miejscu, bo z jednej strony Mazowszanin ze mnie, ale z drugiej taki o śląskich korzeniach. Moim przewodnikiem po rycerskim świecie zostaje niesamowity duet. Rycerz Mirek i jego giermek Piotr z Leo Corde, Bytomskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej.

W swym obozowym namiocie gości nas Dariusz Rzeszowski herbu Topór. To jeden z najbogatszych, najładniejszych namiotów w obozie. Ściany przyozdabiają herby, barwy i broń, stół zastawiony naczyniami z epoki, a ja, popijając zupełnie współczesną zieloną herbatę, słucham opowieści rycerza Mirka i giermka Piotra.

Opowieść rycerza Mirka

17 lat temu młody chłopak zobaczył pod zamkiem dwóch rycerzy w zbrojach naparzających się bez opamiętania mieczami i tarczami. Uznał, że to niesamowite i postanowił sam spróbować. Miał na imię Mirek, był właścicielem sklepu w Bytomiu.

W ten sposób poznał rycerzy z Bractwa Rycerskiego Zamku Będzin i szkolił się oraz uczył, zupełnie jak średniowieczny giermek. W tej roli wytrwał 10 lat, aż do pasowania na rycerza – kiedy bractwo uznało, że zasługuje na ten przywilej.

W grodzie Bytom działało coraz więcej osób zapalonych do reko. Trzy lata temu podjęto więc decyzję o podziale będzińskiego bractwa i powstaniu Leo Corde. Dziś obie grupy są w bardzo dobrych relacjach, a pod Grunwaldem walczą pod jedną chorągwią.

Sformułowania „rycerz” i „giermek” znaczą dwie trochę osobne rzeczy. Z jednej strony giermek jest podwładnym rycerza, od którego wszystkiego się uczy. Z drugiej, gdy przychodzi do walki, zakłada taką samą zbroję i w turniejach staje w szranki, jak równy z równym, z rycerzami. Wtedy to są pojedynki rycerskie i nikt nie pyta, kto jest giermkiem i jaki ma staż. Mirek lubił stawać w szranki, a w turniejach szło mu bardzo dobrze.

Lata mijają, Mirek zostaje seniorem Leo Corde, a jego żona pierwszą damą bractwa. Od sześciu lat ma też swojego giermka Piotra.

Opowieść giermka Piotra

Piotr był nieśmiałym chłopakiem, studentem resocjalizacji, którego kolega zabrał kiedyś na trening rycerski w rodzinnym Bytomiu. Spodobało mu się i w ten sposób trafił pod skrzydła Mirka. Zaprzyjaźnili się. Jak dopowiada żona Mirka, Piotr jest trochę jak ich kolejne dziecko. Rycerz i giermek mieszkają trzy przystanki autobusowe od siebie i spędzają razem wiele czasu. Zdarza im się na przykład odwiedzić razem pizzerię, a wtedy giermek Piotr oznajmia przybycie wielkiego pana, wielmożnego i szlachetnego rycerza Mirka. Częstują wtedy załogę jabłkami z królewskiego sadu, a załoga przyrządza wyśmienitą pizzę. Bytom zna ten duet. W ramach pracy nad ciałem giermek ćwiczy się w walce. Zmaga się z drewnianymi przeciwnikami, bije mieczem opony i pojedynkuje się z innymi rycerzami i giermkami Leo Corde. W sumie jest ich około 45, a wszystko to w przerobionej sali gimnastycznej we współczesnym Bytomiu.

Opowieść Mirka i Piotra snuje się jeszcze długo i musicie mi uwierzyć, że jest to opowieść, jaka się nie zdarza. Pasowanie Piotra na rycerza to będzie wielkie święto. Ja jednak muszę iść dalej, bo przecież przyjechałem tu, by samemu poczuć się jak rycerz.

Pojedynek konnych robi duże wrażenie, mimo że jest ich zaledwie około 30. W średniowiecznych bit- wach były ich setki, a nawet tysiące.Pojedynek konnych robi duże wrażenie, mimo że jest ich zaledwie około 30. W średniowiecznych bit- wach były ich setki, a nawet tysiące. fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Zbroja

– Założysz zbroję Piotra i od razu poczujesz rycerza – komentuje żartobliwie Mirek.

Chłopaki mówią, że przeszywanicy, czyli tego, co zakłada się pod zbroję, zwyczajowo się nie pierze. Dodają nawet, że w tym właśnie kumuluje się siła wszystkich pokonanych wrogów, ale nie mam pewności czy naprawdę o to chodzi. W każdym razie gruby pikowany kaftan rzeczywiście ma dość mocny zapach. Zapach potu, błota i mokrego materiału.

Zakładam cały strój Piotra. Po kolei: gacie, pikowane nogawice i wspomnianą „przeszywkę” (żargon reko) oraz buty. Na to dopiero elementy opancerzenia. Brygantyna na klatkę piersiową, nabiodrki, nakolannice i nagolennice, karwasze, nałokietniki, naramienniki i wreszcie rękawice. Do ręki tarcza z herbem i miecz.

Strój, który Piotr właśnie pomaga mi pozapinać, zrobił sam, zgodnie z wytycznymi z epoki. Z tą różnicą, że stal mógł kupić w sklepie i nie musiał wcześniej sprzedać trzech wiosek. Hełm Piotra jest dla mnie trochę za mały, ale swój proponuje jego kolega. Ten z kolei nieco za duży, ale w tę stronę zdecydowanie lepiej. Chłopaki ubrali mnie w lekki wariant, a i tak czuję się solidnie dociążony, zwłaszcza gdy przychodzi do unoszenia rąk w górę. Patrzę na znacznie cięższego i wyższego Mirka, który w tym czasie zakłada swoją zbroję. Mam nadzieję, że Piotrek swojej roboty nie spartaczył.

Mój pierwszy pojedynek rycerski. Samo podnoszenie tarczy i miecza okazuje się być nie lada wysiłkiem.Mój pierwszy pojedynek rycerski. Samo podnoszenie tarczy i miecza okazuje się być nie lada wysiłkiem. fot. Albert Zawada / Agencja Zawada

Pojedynek

Wychodzimy przed namiot na nie aż tak ubitą ziemię obozowiska. Współczesne pojedynki rycerskie odbywają się na punkty. Miecze są tępe, nie stosuje się sztychów (pchnięć), a punktowane są trafienia we wszystko, oprócz tarczy i miecza przeciwnika.

– Spróbuj mnie uderzyć – proponuje Mirek.

Brzmi łatwiej, niż jest w rzeczywistości. Moje pole widzenia jest ograniczone do wąskiego, siatkowanego wizjera w hełmie typu klapp-
visier. Sam hełm lata to na lewo, to na prawo, zasłaniając któreś oko. Mam śliskie buty i ciężką zbroję. Póki stoję, oddycha mi się nieźle, ale gdy zaczynam się ruszać, od razu robi się duszno. Mam też opory psychiczne. Lata życia we współczesności ugruntowały we mnie przeświadczenie, że nie okłada się mieczem ludzi, z którymi miło rozmawiało się jeszcze chwilę temu. Z tych wątpliwości skutecznie leczy mnie Mirek kolejnymi uderzeniami. Najpierw w tarczę i miecz, a potem już wszędzie.

Staram się przestępować z nogi na nogę, robić uniki, atakować. Nie jest łatwo. Po pierwsze prawie nic nie widzę i co rusz się ślizgam. Po drugie ustawienie powinno być odwrotne do tego, z którym miałem do czynienia. Prawa noga i ręka z mieczem powinny być z przodu, czyli na odwrót, niż to jest zazwyczaj w sztukach walki. Mirek jest litościwy, ale okłada mnie bezbłędnie, choć nie z całej siły. Zbroja Piotra na szczęście całkiem dobrze chroni przed tymi uderzeniami. Po minucie (!) jestem cały spocony, ruszam się już wolniej i ciężej mi podnieść ręce do ataku i obrony. Trudno sobie wyobrazić, jakim wysiłkiem okupiony jest każdy ruch. Wcześniej oglądałem pojedynki rycerskie i trochę się naigrywałem, że ich uczestnicy są dosyć ślamazarni. Już nigdy więcej czegoś takiego nie powiem.

Próbuję przebić się przez obronę Mirka. Atakuję to nogi, to głowę, kombinuję z obrotami i okrążaniem przeciwnika, ale nic z tego. Przede mną stoi szczwany lis. Trafiłem go może kilka razy, zanim kompletnie opadłem z sił. W tym samym czasie on miał kilkadziesiąt trafień. Nieprzyzwyczajony do zawężonego pola widzenia i utrudnionego oddychania, co rusz musiałem stawać i zdejmować hełm.

Było ciężko, ale też fenomenalnie. To naprawdę jest niesamowita przygoda, nawet taka chwila zabawy przed obozem. Obejrzeć współczesne walki rycerskie, a spróbować jednej z nich to dwie zupełnie różne rzeczy. Gdy człowiek staje w pełnym stroju naprzeciwko drugiego wojownika, wyobraźnia zaczyna pracować i można naprawdę cofnąć się kilkaset lat w czasie. Później, tuż przed bitwą, jeden z rekonstruktorów powiedział mi coś takiego:

– Kiedy staję na tym polu, kiedy stoimy tam razem w kilkaset osób w zbrojach, z mieczami, toporami, łukami, a naprzeciwko widać chorągwie Krzyżackie i zaczynamy śpiewać „Bogurodzicę” to ja naprawdę czuję się, jakbym rzeczywiście miał zaraz stanąć do wielkiej bitwy. Serce bije szybciej, rośnie wzruszenie, ale i poziom adrenaliny. To jest uczucie nie do podrobienia.

Po tej próbie z Mirkiem trochę lepiej rozumiem, o co temu chłopakowi chodziło. Na razie jestem natomiast spocony, zdyszany i ledwo ruszam rękami. Idę do namiotu roebrać się, a tymczasem chłopaki dywagują na uboczu.

– Możesz wyjść z nami w pole, sprawdziłeś się – oświadczają.

– Ale jako rycerz? – pytam z niedowierzaniem, bo trochę bym chciał, ale chyba bardziej się boję.

– A skąd! – śmieją się z tego szalonego pomysłu. – Jako pojka.

Pojka oprócz podawania wody pomagam dopinać tarcze, wiąże rzemyki itp.Pojka oprócz podawania wody pomagam dopinać tarcze, wiąże rzemyki itp. fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Byłem nosiwodą

Pojka, czyli nosiwoda, to taki ktoś, kto przebiera się w strój z epoki (ale nie zbroję) i wychodzi w pole za rycerzami. Walka, walką, inscenizacja inscenizacją, ale pić trzeba. Chodzę od rycerza do rycerza z wodą i winem. Razem ze mną inne pojki, czyli głównie dziewczyny, nastolatki i jeden austriacki rycerz, który dostał takie wciry na turniejach, że nadawał się tego dnia już tylko do noszenia wody. Nie brzmi poważnie, ale dzięki temu możemy zobaczyć wojnę z bliska. Pomagamy dopinać zbroję, gdy coś się komuś odczepi, podajemy rzeczy, ogólnie jesteśmy taką obsługa techniczną.

Inscenizacja była ciekawa, ale najlepsze dzieje się pod koniec. Po wszystkim pod laskiem naprzeciw siebie staje kilkuset rycerzy. To tak zwany buhurt. Chorągwie polskie kontra Krzyżacy. Tam nie ma gotowego scenariusza. Obie strony nacierają na siebie z całym impetem. Ten, kto zostanie przewrócony, zostaje na ziemi. Wygrywa drużyna, w której choć jeden pozostanie na nogach. Prawdziwa walka do upadłego. Byłem świadkiem wielkiej furii i wielkiego zwycięstwa polskich chorągwi. Krzyżacy choć walczyli dzielnie, padli sromotnie. Ciekawostką był rycerz Piotr stojący po stronie Krzyżaków. Gdy cały jego oddział już leżał, on wciąż stał na nogach i potrzeba było sześciu ludzi, bo go w końcu przewrócić. Rycerze na buhurt zbroją się bardzo dokładnie, nierzadko pod blachami z epoki są współczesne, sportowe akcesoria – żółwie, nagolenie, obowiązkowe ochraniacze na krocza. Z tego, co wyczytałem między wierszami, dla wielu rycerzy właśnie tych kilkadziesiąt sekund jest sensem całego Grunwaldu.

Po bitwie z dumą, w kolumnie, wracamy do obozowiska. Co chwila okrzyki – „Chwała królowi Jagielle”, „Leo Corde”, „Mazowsze, Mazowsze”. Po drodze widzowie patrzą na nas, jakbyśmy naprawdę wygrali wielką bitwę. Klaszczą, robią zdjęcia, podają wodę. Tak wygląda magia reko.

Jak zostać rycerzem i inne palące pytania dotyczące rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem.

  

Zobacz także
  • Sony PlayStation Classic PlayStation Classic - jak retro konsola sprawdza się w akcji?
  • Nowe BMW serii 8 Coupé Nowe szaty króla | BMW serii 8 Coupé
  • Jak przejść na ty ze współpracownikami Najlepsze sposoby przechodzenia na ty

Polecamy