W czasie suszy szosa alpejska

Wyprawa rowerem bez drona jest bez sensu.

Wyprawa rowerem bez drona jest bez sensu. (Mariusz Orlik/On2Wheels.pl)

Cztery dni, pięć kilometrów w górę i trzy stówki w poziomie. Szwajcarskie trasy rowerowe są takie, jakie myślisz, że są. Posegregowane, oznakowane, zielone, górzyste, zakrowione i zaowczone.

Rower jest moim jedynym środkiem transportu przez większość roku. Ciężki, ogromny, z żelaza i stali. Stara gazelka to muł, wraz ze mną zazwyczaj przewozi dziecko lub towary. Kocham ten rower, generalnie kocham rower. Rower lover.

Traktuję go stricte utylitarnie, trasy wiodą po mieście od punktu A do B, omijam korki, nie płacę za benzynę, parkingi, ubezpieczenie ani wymianę tłumika, nie zanieczyszczam i doprowadzam do perfekcji eklerowatość łydek.

Z górami pod górkę
U takiego rowerzysty – a tym bardziej u nierowerzysty lub rowerzysty MTB/enduro itp. – szosówka wzbudza uczucia ambiwalentne. Kostium Borata, przyrodzenie wskazuje kierunek świata. Jak gacie kąpielowe, tylko z szelkami oraz pieluchą, no i przebywasz w tym wśród cywilizowanych ludzi, nie w basenie. Kask, okulary, bidon, ew. mikroplecaczek – wszystko brzydkie, nie pasuje na (plac) Zbawiksa. Sprzęt na ścieżkę rowerową za szybki, na zakorkowane ulice za szybki, na krawężniki zbyt rachityczny. Opona jak z Etiopii, masz obawy, że wystrzeli, jeśli nie pod twoim ciężarem, to na pierwszym lepszym korzeniu.

Kolarze koksują, kiedyś umierali w wieku lat 20, teraz żyją dłużej po to, aby na emeryturze okryć się hańbą, bo ktoś po latach i tak doniesie albo sprawdzi jakieś muzealne próbki krwi czy moczu. Gdy patrzysz na zmagania zawodowców w telewizorze, ich twarze wykrzywia grymas bólu. Jak po lekturze kolejnego depresyjno-masochistycznego felietonu Justyny Kowalczyk – człowieku, po co to sobie robisz?

Góry. Z górami mam jeszcze gorzej, zawsze wolałem po płaskim i wodę. Ludzie gór to odrębna kategoria. Noszą trekkingowe buty, termoaktywną odzież, nie piją w tygodniu, nie palą, nie zarywają lata na festiwalach muzycznych czy filmowych, lubią wyzwania mierzone w kilometrach – najlepiej w pionie. Na Tinderze szukają prawdziwej miłości i partnera do wypraw. Szosa plus góry – brzmi jak cały nieja.

Alpejska Trasa PanoramicznaAlpejska Trasa Panoramiczna Switzerland Tourism

Debiut w Full HD
Dlatego brzmi doskonale! Półśrodki są dla mięczaków, więc debiutuję od razu w wydaniu Full HD. Kolarzówka, Alpy, towarzystwo blogerów semi-zawodowców. Dorota vel #MambaOnBike popyla w enduro, Ania jeździ rowerem po świecie i opisuje to na #GOWOgrafia, podobnie Mariusz – On2Wheels.pl, Maciej trenuje samotnie na szosach kilka razy tygodniowo, a Adam stratuje w  maratonach MTB. Utrzymanie tempa z takimi zawodnikami będzie trudne, właściwie niemożliwe – w górę, w dół i po płaskim.

W Szwajcarii wszystko jest oczywiście ułożone, także drogi rowerowe. Jest: 45 lokalnych, 54 regionalne i dziewięć ogólnokrajowych. Na trasie oznakowanej lepiej niż nasze szlaki turystyczne, nie sposób się zgubić.Moja trasa to nie popierdółki dla hipstera tylko Alpejska Trasa Panoramiczna. Czwóreczka. Przejedziemy połowę. Pełna gór, trawy i siana, krów i kóz, dzwonków i dzwonów, kabrioletów i motorów, chat i obór, fontann i poideł. Szwajcarska wieś wygląda, tak jak nie wygląda wieś polska. Zielenina jest obcięta na żołnierza nawet na stokach (i to jest trochę chore), drobne rolnictwo zmechanizowane, drogi są równe i czyste, domki eleganckie, psy nie gryzą po kostkach, a flagi narodowe nie kłują w oczy. Wodę możesz pić z każdego kraniku. Dobrze, bo słabo stoją z żabkami.

Samotność alpejskiego długodystansowcaSamotność alpejskiego długodystansowca Adam Pieczyński

Ümasch-Appenzel-Ümasch: 40 km i 0,5 km w górę
Startujemy w kantonie Appenzell Innerrhoden na wschodzie kraju – na miejsce docieramy koleją z Zurychu. Targam ze sobą świeżo zakupiony kask – przyznaję, że zawsze jeździłem bez. Czas przeszły! Mam też świeżo zakupione buty (bez mocowań SPD), które okazują się zdecydowanie za małe. Świeżo zakupione gacie z pieluchą (pięćsetka) też małe, ale na szczęście jestem kompaktowy (w biodrach!). Świeżo założone rękawiczki również ciasne, generalnie czuję się jak japońska baletnica. Świeżo zakupione okulary okazują się brzydkie; usiadłem na nich w drodze powrotnej z lotniska (na Okęcie też przyjeżdżam na rowerze, jest bezpłatny parking) i wcale za nimi nie tęsknię.

Rower czeka na miejscu. To jakiś Stevens. Ascetyczny, ładny. Trzy blaty z przodu, kaseta 25 czy 28, nie wiem, nie znam się, chyba mogło być lepiej. W każdym razie po paru godzinach wiem, że chciałbym, aby dało się lżej pod górę i mniej jałowo z góry. Ale pewnie coś źle pedałowałem po prostu.

Dzisiejsze 40 km to nauka: zmiany biegów, jazdy w grupie gęsiego i peletonowym kluczem, gonienia grupy i radzenia sobie z samotnością długodystansowca, realiów szwajcarskiej wsi i miasteczek (w sobotę popołudniu wszystko zamknięte), szwajcarskiego niemieckiego. Jestem tu po raz kolejny i po raz kolejny dziwię się, jaki jest twardy, jak bardzo nie rozumieją mojego polskiego niemieckiego. Na szczęście w usługach pracują głównie emigranci ze Wschodu, co ułatwia kontakt na poziomie językowym i emocjonalnym.

Robimy skromną rundkę widokową przez urokliwą stolicę kantonu (Appenzell) i do tego – wyzwaniowo, bo tym blogerom ciągle za płasko – pół kilometra w pionie na górkę. Nic nie boli – i napiszę to już tutaj, bo jestem dumny i zdziwiony, nie mogę się powstrzymać – nic nie zaboli do końca wyjazdu. Ani łyda, ani dupa.

Stateczek na jeziorze Czterech Kantonów. W cztery dni zaliczyłem tych kantonów siedem czy osiem, są strasznie malutkie.Stateczek na jeziorze Czterech Kantonów. W cztery dni zaliczyłem tych kantonów siedem czy osiem, są strasznie malutkie. Switzerland Tourism/Alain Kalbermatten

Ümasch-Linthal: 80 i 1 km
Ten dzień, a był to dziewiąty dzień dziewiątego miesiąca, traktuję jako prawdziwe rozprawiczenie szosowe. Niby wrzesień, a ze 30 stopni. W Szwajcarii widzę sporo reklam tajemniczej firmy Trümpi i tak sobie myślę, że to pewnie globalne ocieplenie.

Zaczynamy od zmiany mojej dętki; nie wiem, co się stało, ponoć nigdy nie pękają. Oczywiście nie umiem, ale chłopakom zajmuje to minutę. Trasa mimo długości okazuje się przyjemna, bo traktujemy ją dość rozgrzewkowo, a wzniesienia rozłożone są kulturalnie na całej długości. Zróżnicowana – i to dotyczy całości mojej połówki czwóreczki. Szosą. Ścieżką rowerową. Przez wieś. Miasteczko. Wzdłuż torów. I lasów. Prosto i krzywo. Zawsze szeroko i bezpiecznie.

Hitem dnia jest pole konopi. Strzelam serię nieudanych selfie. Najpierw jestem na nich w słuchawkach. Potem bez. Zgubiłem. I dobrze, tylko debil pedałuje z audiobookiem!

Linthal-Wilen: 105 i 1,7 km
Te 1,7 w górę na dzień dobry. To superstromy wjazd na słynną przełęcz Klausenpass. Niedawno jechał tędy Tour de Suisse. Zatrzymuję się wielokrotnie, umieram i powstaję. Ale jestem pierwszym szosowcem na szczycie, bo nie robię fotek. Nie mam siły nawet o nich myśleć. Potem już walimy prosto i długo wzdłuż jeziora Czterech Kantonów, gdzie ładujemy się na prom.

Za promem kolarze mi uciekają (średnia 35 km/h), a ja się wywracam o krawężnik. Nikt nic nie widzi, więc oznajmiam teraz. Tak, było małe bum. Ogarniam się w hotelu przy kolejnym jeziorze (Sarnen). Pękła setka! Porada dnia: na szosówce koncentracja non stop.

Wilen-Thun: 75 i 1,9 km
Najtrudniejszy podjazd świata robię na początek ostatniego dnia wyprawy. Z mistrzynią Jolandą Neff, która pomaga nam w promocji Szwajcarii. 25-latka wjeżdża, gadając przez telefon. Ja jestem totalnym niedżentelmenem. Prycham, pluję, klnę, płaczę. To jakieś 12% nachylenia przez dwie godziny! Trudy nagradza dalsza część, w tym przeprawa szutrem z rowerem prowadzonym jak koń, długa rozmowa z osłem i kanapeczki z widokiem na lodowiec Unterer Grindelwaldgletscher oraz szczyt Jungfrau.

Dziś jestem mądrzejszy. Podjazdy są po to, by były zjazdy. Szwajcaria jest po to, by skoczyć tam jesienią na rower. Już liczę franki. Zatem… #szwajcarianarowery!

Zobacz także
  • Dr Sylwia Spurek, zastępca rzecznika praw obywatelskich Co jest molestowaniem? Wywiad z dr Sylwią Spurek, zastępczynią rzecznika praw obywatelskich
  • Mój pierwszy raz: golf Mój pierwszy raz : golf
  • Bosch Unlimited Bosch Unlimited: odkurzanie bez granic
Skomentuj:
W czasie suszy szosa alpejska
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy