Po逝dniowy Tyrol: gdzie sznycel spotyka spaghetti

Po逝dniowy Tyrol

Po逝dniowy Tyrol (Shutterstock)

Bardzo dziwna to kraina ten ca造 Po逝dniowy Tyrol. Ale za to jaka pi瘯na!

Niby wokół górskie szczyty, a słońce świeci tu aż 300 dni w roku jak na jakiejś Majorce. Mieszkańcy mówią po niemiecku, ale jedzą na niedzielny obiad ravioli posypane parmezanem. Nie ma tu wielkich miast, wielkiego przemysłu, ale ich PKB na głowę jest najwyższe w całym kraju. Mało tego! Mają najwięcej knajp z gwiazdkami Michelina przyznanych w jednym regionie – biją na głowę Neapol z ich margheritą czy Palermo z caponatą. Mają góry, ale najwyższy szczyt nie ma 4000 metrów nad poziomem morza, gdy w takiej Szwajcarii szczytów powyżej 4000 jest pół setki! Ale to stoki Południowego Tyrolu stanowią dużo ponad połowę słynnego Dolomiti Superski, największego skupiska tras na świecie (łączna długość to 1200 km). Na deser: co dziesiąte jabłko w Unii Europejskiej wyrosło tutaj. Ciekawa to kraina.

Gdzie leży Południowy Tyrol?

Lecz zacznijmy od początku. Południowy Tyrol jest częścią Włoch od 1919 r. Mussolini chciał ich usilnie zitalianizować, ale poszło mu to z umiarkowanym skutkiem – po 100 latach, owszem, wzrosło spożycie espresso na mieszkańca, a na stolicę częściej mówi się Bolzano niż Bozen. Ale zarówno językowo, jak i architektonicznie Włoch tu niezbyt wiele. Może mentalność tylko bardziej w stylu „dolce vita” – bo wina, bo kuchnia, bo Al Bano i Romina Power, których im puszczano w telewizji, by ich zbliżyć kulturowo do Mediolanu (pociągiem dotrzesz tam w dwie godziny). Czy bunga-bunga? O to już nie pytaliśmy.

Południowy TyrolPołudniowy Tyrol Shutterstock

Południowi Tyrolczycy sprytnie wybrali sobie te elementy Włoch, które podobają im się najbardziej, tworząc niesamowitą mieszankę niemieckiego ordnungu z włoską sprezzaturą. Dla niewtajemniczonych – ordnung to po prostu „porządek”, słowo tak bardzo wyśmiewane przez Polaków. A sprezzatura to nazwa na ogólny włoski luz i radość z życia. W pracy przejawia się tym, że ludzi mniej obchodzi Excell i wyniki, bardziej imprezy integracyjne i przerwy na lunch. A w życiu prywatnym chodzi z grubsza o to, żeby mieć porządną marynarkę i by nigdy nie zabrakło wina. Dlatego ten Południowy Tyrol, taki trochę austriacki, trochę włoski, zadomowił się między szczytami i jest po prostu sobą. Żadnymi Włochami, żadną Austrią. Z premierem w Rzymie, ale bliżej im samochodem do Wiednia. Co chwilę separatystyczne ruchy przebąkują coś o przyłączeniu Południowego Tyrolu do Austrii, lecz czołowi politycy obu krajów raczej pukają się w czoło i uważają to za marginalny pogląd. Południowy Tyrol ma szeroką autonomię. Na słowa, że to niby „włoska Katalonia”, można usłyszeć co najwyżej szydercze prychnięcie pod nosem.

Południowy Tyrol poleca się nie tylko na narty

Owa autonomia ma wiele wymiarów, abstrahując od tych polityczno-ustrojowych (sorry, to „Logo”, nie „Polityka”) – od kuchni, bo obok włoskich specjałów rządzą lokalne wariacje na temat austriackich klasyków, przez język – niby niemiecki, ale niejeden germanista niewiele zrozumie, po podejście do turystyki, która jest tu najważniejsza. Mamy góry, mamy łąki, mamy świeże powietrze, więc powinniśmy na tym zarabiać – pomyśleli przed laty. Ale! No właśnie – tam nie śpi się w molochach na kilka tysięcy łóżek, nie zjeżdża się do Południowego Tyrolu pijana młodzież z całej Europy, żeby zygzakiem jeździć na nartach i leczyć kaca na leżaku. Mało tego! Skąpcy nie robią tu „freeride’ów” na koniec sezonu, bo celują w klienta, który nie tylko ma jeździć z góry na dół, ale też dobrze zjeść i wypić czy wymoczyć się w basenie i wygrzać w saunie. Nie ma się co dziwić – ich wychuchane produkty i dopieszczona każda kropelka wina mogłyby się zmarnować, a zdjęcia SPA przy domowych hotelach z saunami na zewnątrz i kąpieli w przeręblu zalewają Instagram. Tam ma być spokojnie. Bez klubów i chlania na umór, raczej przyjeżdża się tu po to, by wykąpać się w sianie i zajadać serami na słonecznym tarasie. Ma być sielanka i dolce vita. Kebaby i fast foody? Nie ten kierunek.

Ceny w Południowym Tyrolu

Co do atrakcji – oczywiście biorą udział w licytacji na wszelkie „naj” ramię w ramię z innymi kurortami. Bo prasa to lubi, bo można zawsze podreperować swoje ego, bo jest o czym mówić na après-ski i mamy odpowiedź na pytanie sąsiadów „a czemu wybrałeś akurat tamten kierunek?”. Rezultaty: Południowy Tyrol ma najbardziej stromą trasę we Włoszech (Holzriese w Drei Zinnen o maksymalnym nachyleniu 78%); najdłuższy tor saneczkowy (Rosskopf, 10 km), najwyżej położony hotel górski w Europie (Glacier Grawand) i najwyżej położone pastwisko wysokogórskie (Alpe di Siusi) w Europie. Ma też coś, co przyciąga zapewne turystów bardziej niż to rekordowo wysoko położone pastwisko. To ceny. Oczywiście w nagrodzonej trzema gwiazdkami Michelina restauracji St Hubertus za menu tastingowe zapłacimy 1000 zł, ale ceny w górskich chatach znacznie obniżają tamtejszą średnią. Pizza za 6 euro? Makaron za 8 euro? Piwo za 3 euro? Tak, tak, to ceny właściwie zakopiańskie, tylko na pizzy jest prawdziwa mozzarella. Skipass? Sześciodniowy od 190 euro w Valli di Tures e Aurina. Dziwna to kraina, piękna to kraina, ale i nie najdroższa to kraina.

Zobacz tak瞠
  • Jasna Chopok Gdzie warto pojecha na narty? Trasy dla pocz徠kuj帷ych i zaawansowanych
  • Wierchomla Dok康 na narty? Poznaj najlepsze o鈔odki w Polsce
  • W opa豉ch Bez trzymanki: kajakiem przez Po逝dniowy Tyrol

Polecamy