Historia sygnalizacji świetlnej

Jeśli się nad tym zastanowić, to oczywiste, że najpierw pojawiły się samochody, a jakiś czas potem sygnalizacja na ulicach. Logiczne, prawda? Tyle że wcale tak nie było.

Pierwsza drogowa sygnalizacja świetlna pojawiła się w Londynie w 1868 r. przy Parliament Street w miejscu, gdzie Great George Street przechodzi w Bridge Street, tuż przy odnowionym wówczas pałacu westminsterskim, siedzibie brytyjskiego parlamentu. Nieprzerwany potok dorożek, jeźdźców, konnych zaprzęgów oraz tragarzy z wózkami, który kierował się w stronę mostu Westminsterskiego, sprawiał, że piesi, nie będąc w stanie przejść na drugą stronę, tłoczyli się wzdłuż budynków parlamentu. Niektórzy próbowali przebiegać między wozami. Z różnym szczęściem. W 1866 r. na ulicach Londynu zginęły 1102 osoby, a 1334 odniosły obrażenia. Władze miejskie musiały coś z tym zrobić.

Z pomocą przyszedł John Peake Knight, inżynier pracujący na kolei, który zaproponował rozwiązanie ze swej branży: słupy z semaforami. Zamontowano je 10 grudnia 1868 r. Rozłożone ramiona semafora oznaczały „stój”, opuszczone pod kątem 45 stopni – „jedź uważnie”. Dodatkowo na słupie zamontowano oświetlenie gazowe z czerwoną i zieloną soczewką, które pozwalało na kierowanie ruchem nocą. Za ręczną obsługę sygnalizatora odpowiadał policjant.

Kolory świateł skopiowano z rozwiązań kolejowych, gdzie czerwone wybrano na sygnał wzywający do zatrzymania, bo kojarzy się z niebezpieczeństwem i jest dobrze widoczne także w dzień. Zielone początkowo było światłem przejściowym, a wolny przejazd sygnalizowały białe lampy, jednak praktyka pokazała, że łatwo było pomylić je z niemal każdym oświetleniem pojawiającym się wzdłuż torów. Ostatecznie pozostawiono więc tylko dwa światła – czerwone i zielone.

Pierwsza sygnalizacja świetlna: semafor projektu Knighta z zamontowaną lampą gazową z czerwonymi i zielonymi soczewkami (rok 1868).Pierwsza sygnalizacja świetlna: semafor projektu Knighta z zamontowaną lampą gazową z czerwonymi i zielonymi soczewkami (rok 1868). United Archives/TopFoto / ??TopFoto

Świecące semafory dobrze się sprawdzały w Londynie, jednak już po kilku tygodniach doszło do tragedii. 2 stycznia 1867 r. rozszczelniła się biegnąca pod chodnikiem rura, którą doprowadzano gaz. Wybuch poważnie ranił policjanta obsługującego sygnalizator. Władze uznały, że urządzenie, choć funkcjonalne, jest zbyt niebezpieczne, i semafory zdemontowano. Sygnalizacja świetlna wróciła na ulice dopiero po latach – wraz z automobilami i elektrycznością.

Domek dla ptaków

W 1912 r. w Ameryce było już niemal milion samochodów i ta liczba zaczęła się dawać we znaki. Tylko w Nowym Jorku od 1910 do 1912 r. liczba zabitych w wypadkach samochodowych podwoiła się – ze 112 do 221 osób, z czego 95% ofiar stanowili piesi.

Miasta wprowadzały oddziały „drogówki”. W Salt Lake City dowódcą takiej policyjnej jednostki został Lester Wire. 25-letni policjant postanowił poprawić bezpieczeństwo na drogach. Najpierw wprowadził małe podwyższenia na środku skrzyżowań dla kierujących ruchem, ale wkrótce wymyślił coś bardziej przełomowego: drewniane skrzyneczki z pomalowanymi na czerwono i zielono żarówkami na każdym boku. Ustawił je na trzymetrowych słupach i podłączył do elektrycznej sieci tramwajowej. Zasada była ta sama co wcześniej: czerwone – stój, zielone – jedź.

– Czekasz, aż wyleci ptaszek? – krzyczeli piesi, gdy zafrapowani dziwnym widokiem kierowcy zbyt długo stali na skrzyżowaniu. Wynalazek prześmiewczo nazywano „gołębnikami Wire’a”, ale szybko przyjął się w innych miastach USA. W 1914 r. pierwszą oficjalną elektryczną sygnalizację świetlną zamontowano w Cleveland.

Wkrótce okazało się, że dwa kolory świateł to za mało. Gdy po zielonym nagle zapalało się czerwone, pędzący kierowcy nie byli w stanie wyhamować. Dlatego inny policjant, William Pott, zaproponował wprowadzenie dodatkowego bursztynowego światła, które ostrzegało przed zmianą sygnalizacji. Urządzenia jego pomysłu zamontowano w 1920 r. w Detroit.

Pomysł z 1921 r. - policjant prezentuje przenośny sygnalizator świetlny, który można było postawić w dowolnym miejscu.Pomysł z 1921 r. - policjant prezentuje przenośny sygnalizator świetlny, który można było postawić w dowolnym miejscu. General Photographic Agency

Budka dla policjanta

Jeśli chcielibyśmy sprawdzić, kiedy w Polsce zamontowano pierwszą sygnalizację świetlną, prawie wszystkie strony w internecie podają, że w 1926 r. na skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej z Al. Jerozolimskimi. Jest to błąd kopiowany bezmyślnie za hasłem z Wikipedii, gdzie ktoś wpisał tę datę bez podawania źródła.

Otóż 15 kwietnia 1926 r. „Szofer Polski: Dwutygodnik Ilustrowany Ogólno Automobilowy” tak opisywał to najbardziej ruchliwe skrzyżowanie, gdzie dziennie było nawet 100 tys. osób: „Stoi tu ni mniej, ni więcej tylko sześciu policjantów różnych stopni służbowych i nie mogą sobie dać rady, by stworzyć sytuację, aby pieszy mógł iść spokojny o swoje życie!”. I dalej następuje opis sytuacji nam przypominających znaną grę wideo z żabką przeskakującą przez ulicę. 1 stycznia 1927 r. ta sama gazeta apelowała: „Musi być też raz nareszcie po europejsku regulowany ruch kołowy przy zbiegu głównych arteryj, np. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich, Brackiej i Al. Jerozolimskich, N. Światu i Al. Jerozolimskich itd. Muszą być tam na wzór zachodni, zamontowane barwne i świetlne sygnały, z daleka widoczne w dzień i w nocy i wpływające dodatnio na wyrobienie wśród publiczności dyscypliny ruchu”.

I wreszcie ten sam „Szofer Polski” z 15 maja 1927 r. donosił: „Do Warszawy nadeszły aparaty do kierowania ruchem ulicznym, przy pomocy sygnałów świetlnych, zamówione przez magistrat warszawski. W dniach najbliższych magistrat przystąpi do montowania tych aparatów na skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i Marszałkowskiej. […] Ruchem pojazdów kierować będzie funkcjonariusz policji, umieszczony na specjalnie wybudowanej wieżyczce, gdzie mieścić się będzie cały aparat do uruchomienia sygnałów. Wieżyczka, według orzeczeń komisji, mieścić się będzie na chodniku, na rogu ul. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich, koło sklepu F. Bursiaka. Wysokość wieżyczki wyniesie około 1 i pół metra. Wykonana będzie z drzewa i ustawiona prowizorycznie, aby, skoro praktyka wykaże, że miejsce jest nieodpowiednie, można ją było łatwo przesunąć. Dopiero, gdy próby wypadną pomyślnie, wybudowana będzie wieżyczka stała, ze wszystkich stron oszklona. Aparat do kierowania ruchem ulicznym składa się z czterech skrzynek sygnałowych, które zawieszone będą na słupach tramwajowych u wylotów obu przecinających się w tem miejscu ulic. Skrzynki te zaopatrzone będą w sygnały świetlne barwy zielono-niebieskiej, oznaczające: »jazda«, oraz pomarańczowej, oznaczające »stój«. Ponadto, na każdej skrzyneczce umieszczony będzie silny dzwonek, który zawiadamiać ma o zmianie sygnału. Światła sygnałowe są tak silne, iż widać je będzie doskonale nawet w pełnem świetle słonecznem, mimo to, są tak skonstruowane, iż blask ich nie będzie raził w oczy. Roboty przy montowaniu aparatów do sygnalizacji świetlnej, oraz budowie wieżyczki, rozpoczną się niezadługo”.

Warszawa, listopad 1938 r. Pierwszą sygnalizację świetlną w Polsce zamontowano w 1927 r. i miała tylko dwa kolory: czerwony i zielony. Po kilku latach. zlikwidowano zielone światło (czerwone - 'stój', brak światła - 'jedź'), ale szybko to zarzucono i tuż przed wojną sygnalizacja świetlna w Warszawie wyglądała już niemal tak samo jak współczesna.  Na zdjęciu sygnalizator na skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej z Sienkiewicza
i Sienną.Warszawa, listopad 1938 r. Pierwszą sygnalizację świetlną w Polsce zamontowano w 1927 r. i miała tylko dwa kolory: czerwony i zielony. Po kilku latach. zlikwidowano zielone światło (czerwone - 'stój', brak światła - 'jedź'), ale szybko to zarzucono i tuż przed wojną sygnalizacja świetlna w Warszawie wyglądała już niemal tak samo jak współczesna. Na zdjęciu sygnalizator na skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej z Sienkiewicza i Sienną. NAC

Po co komu zielone?

Z lektury „Kurjera Warszawskiego” wiemy, że rok później prowizoryczną drewnianą budkę dla policjanta obsługującego sygnalizację zastąpiono blaszaną, a w 1930 r. ocieplono ją i wewnątrz zamontowano elektryczne ogrzewanie. W 1931 r. za pośrednictwem gazety policja przypominała, że z jedynego w kraju skrzyżowania z sygnalizacją wolno ruszać dopiero na zielonym świetle, podczas gdy większość samochodów startowała na dźwięk sygnału oznaczającego zmianę świateł (coś nam to przypomina?). W tym samym roku na łamach „Kurjera” inż. Jan Kubalski opisywał systemy kierowania ruchem na świecie, wskazując, że w ramach walki z hałasem w Niemczech „od dawna przyjęto, zamiast dzwonków i gwizdków, zapowiadających zmianę sygnału – trzecią barwę – żółtą”.

Tymczasem my poszliśmy francuską drogą i 2 lutego 1934 r. „Kurjer” pisał: „Od d. 8 b.m. zielony sygnał będzie zniesiony. Dzwonek będzie uprzedzał przed sygnałem czerwonym i będzie zwracał uwagę na jego zakończenie. Dzwonek raz będzie zapowiadał zamknięcie drogi, a drugi raz jej otwarcie. Jeżeli po dzwonku nie ukaże się światło, droga będzie wolna (dotychczas ukazywało się wtedy światło zielone)”.

To uproszczenie było spowodowane zamysłami przejścia na sygnalizację automatyczną, zwłaszcza że w 1934 r. zamontowano kolejne sygnalizatory w Warszawie: przy zbiegu al. 3 Maja i Nowego Światu oraz na skrzyżowaniu ul. Brackiej i Al. Jerozolimskich. Jak tłumaczył jednak „Kurjer”: „Wprowadzenie automatyzacji byłoby na razie przedwczesne ze względu na brak dostatecznej dyscypliny zarówno ze strony kierowców, jak i przechodniów. Uwzględniając jednakże potrzebę wprowadzenia automatyzacji, obecne urządzenia będą obmyślane tak, aby wprowadzenie automatyzacji we właściwym czasie nie spowodowało trudności technicznych”.

Okoliczni mieszkańcy nie chcieli jednak czekać, bo zwyczajnie wkurzały ich niekończące się dźwięki ostrzegawczych dzwonków, i wkrótce wprowadzono sygnalizatory trójkolorowe, z żółtym ostrzegawczym światłem – takie, jakie znamy dziś.

Więcej o: