Niechciany gość. Jak kogoś zaprosić tak, aby nie przyszedł.

Przyjaciel to ktoś, kto lubi twoje wizyty.

Przyjaciel to ktoś, kto lubi twoje wizyty. (fot. Shutterstock)

Jak zaprosić kogoś na spotkanie czy imprezę, tak żeby... nie przyszedł, ale z drugiej strony, żeby nie poczuł się urażony? Innymi słowy, chciałbym, aby taka osoba była dopieszczona zaproszeniem, ale żeby, broń Boże, nie postanowiła przychodzić.

Odpowiada Adam Jarczyński, dyrektor generalny Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety:

Przede wszystkim zadałbym sobie pytanie – dlaczego nie chcę tego kogoś zapraszać? Bo może wtedy lepiej nie uciekać się do fortelu i po prostu pominąć taką osobę przy kompletowaniu listy gości. A jeśli się dowie, że została pominięta, można łagodząco dopowiedzieć: „Uznałem, że nie będziesz się dobrze czuł w tym gronie i nie chciałem zawracać ci głowy: (co może być przecież prawdą), albo: „Wybacz, że postanowiłem za ciebie, ale ty jesteś tak zaganiany, że pomyślałem, iż na bank nie wpadniesz, bo pewno jesteś w rozjazdach”.
Jednak jeżeli mimo wszystko chcemy dopełnić obowiązku zaproszenia, można zaprosić na ostatnią chwilę, choć jest to bardzo nieeleganckie i nie polecam tego. Ci bardziej obyci mogą poczuć się urażeni. Co więcej, wciąż pozostaje ryzyko, że osoba jednak skorzysta z zaproszenia. Pośród dyplomatów takie zaproszenie na uroczystą kolację (dzień przed) jest jaskrawym okazaniem braku szacunku. „Spóźnieni” zaproszeni odczytują je tak, jakby ktoś inny zrezygnował z uczestnictwa, a oni są tzw. rezerwowymi do stołu, który z pustymi miejscami nie wygląda zbyt szykownie.
Kolejną formą, bardziej elegancką, którą możemy wypróbować (ale ona też nie daje gwarancji nieprzyjścia), jest taka, że z jednej strony zapraszamy, a z drugiej pokazujemy argumenty przeciw obecności, wskazując na szereg punktów dyskomfortowych, np. konfliktowe towarzystwo: „Zaprosiłem twoją byłą, ma przyjść z nowym chłopakiem. Wiesz, koleguję się z wami obojgiem, nie mogę faworyzować żadnego z was”; niewygodne godziny: „Jeszcze nie mam doprecyzowanej godziny, ale pewno odbędzie się tak, żeby każdemu pasowało, może koło 16, a może koło 20”; nudna atmosfera: „Faktycznie, pozostali to nie orły konwersacji, ale mam nadzieję, że pomożesz mi rozruszać imprezę”; nieciekawe miejsce: „Krzysiek się śmiał, że do nas nawet Uber nie dojeżdża”; pracę na przyjęciu: „Mówiłem innym, że będę miał przyjemność cię zaprosić, nie mogą się doczekać, aż rozwiążesz wszystkie ich zagwozdki związane z dobrymi manierami”.  
Podsumowując – ryzyko przyjścia jest zawsze, bo nie zawsze ktoś da się zniechęcić, w końcu zapraszamy. Dodatkowo, ktoś, kto dobrze czyta miedzy wierszami, może szybko odszyfrować nasz zamiar, a wtedy klops. Wniosek – urządzać przyjęcia stojące, wtedy nie ma obowiązku przebywania z jednym gościem przez całe przyjęcie. Ot, taki praktyczny żarcik.   


Zobacz także
  • Mój pierwszy raz: pedikiur Mój pierwszy raz: pedikiur
  • El Clasico w kinach Helios El Clasico w kinie
  • Najdłuższy most na świecie łączy Zhuhai, Makau i Hong Kong Najdłuższy most świata oficjalnie otwarty
Skomentuj:
Niechciany gość. Jak kogoś zaprosić tak, aby nie przyszedł.
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy