Mój pierwszy raz: Transplantacja wątroby

Tego dnia byłem świadkiem cudu. Widziałem, jak martwy człowiek uratował życie drugiego człowieka.
Asystowałem przy pobieraniu wątroby do przeszczepu.

Godz. 21:34

Telefon
– Na północy jest wątroba do pobrania, jedziesz?
– Yyy, co, kiedy ? - odpowiadam zdziwiony, siedząc na kanapie z żoną, laptopem i filmem.
– Dziś w nocy – odpowiada Krzysiek Zając, mój kolega z liceum, obecnie koordynator do spraw transplantacji w warszawskim szpitalu na Banacha. – Załatwiam salę operacyjną na miejscu i zbieram zespół.
– Jadę.

Godz. 1:30

Pod mój blok podjeżdża karetka, ochroniarz wygląda z zaciekawieniem i zastanawia się, czemu do niej wsiadam. Jestem pierwszy, lekarz i instrumentariuszka przygotowują sprzęt w szpitalu. Na sygnale jedziemy na Banacha.
Do szybkiego przejeżdżania na czerwonym świetle zupełnie nie mogę się przyzwyczaić, ale przez najbliższych 12 godzin zrobię to jeszcze niezliczoną ilość razy.

Godz. 4:54

Szpital na północy kraju, kilku godzin szybkiej jazdy później. Chirurg Łukasz Nazarewski, instrumentariuszka Karolina Kiełek i ja. Zazwyczaj w zespole jeździ jeszcze jeden chirurg, ale w tym samym czasie zmarł inny dawca, na południu kraju. Jeden zespół pojechał tam, drugi to my. Jednocześnie wspomniany już Krzysztof Zając szuka odpowiednich biorców dla tych wątrób.

Godz. 5:05

Sala operacyjna. Najpierw sprawdzamy protokół o śmierci mózgowej i dużo różnych papierów. Później myjemy ręce. Nie symbolicznie, tylko bardzo realnie. Trzy razy, dokładnie, tak żeby woda kapała w stronę łokci a nie dłoni. Założę się, że napisano o tym niejedną pracę doktorską.Zakładamy maski, rękawiczki i fartuchy na nasze, już i tak zmienione, szpitalne ubrania. Pełna sterylność. Nie mam pojęcia, jak się to wszystko robi, ale pomagają mi mniej aktualnie zajęci lekarze i pielęgniarki „od nerek”.
Kiedy umiera potencjalny dawca, sprawdza się, poprzez różne testy, które jego organy prawdopodobnie mogą zostać użyte. Później pobiera się je w odpowiedniej kolejności. Istotny jest tu tak zwany czas zimnego niedokrwienia (CZN). W uproszczeniu: różne organy mogą przebywać poza ciałem odcięte od dopływu krwi dłużej lub krócej. W każdym przypadku im ten czas będzie krótszy, tym lepiej dla biorcy. Wraz z wydłużeniem tego etapu rośnie ryzyko odrzucenia przeszczepu.
Ten czas jest najkrótszy dla serca (4-6 godzin) i właśnie wątroby (do 12 godzin). Najdłuższy jest z kolei dla nerek – nawet 72 godziny. Właśnie dlatego my, ci od wątroby, będziemy operować przy dawcy przed tymi od nerek.

Godz. 5:20

Na salę wwożą dawcę. Dla mnie wrażenie piorunujące, dla pozostałych chyba nieszczególnie. Organy pobiera się tylko i wyłącznie od osób z komisyjnie stwierdzoną śmiercią mózgu. Przy obecnym stanie technologii taką śmierć można stwierdzić łatwo i bezbłędnie, na przykład przy użyciu tomografu komputerowego czy rezonansu magnetycznego. Jeśli w mózgu nie ma żadnej aktywności, to znaczy, że pacjent nie żyje. Z drugiej strony, medycyna potrafi jego ciało zaskakująco sprawnie utrzymywać „przy życiu” jeszcze przez długi czas po śmierci mózgu. Maszyny sprawiają, że wciąż pracuje układ krwionośny i płuca. Musi tak być, żeby organy, po które przyjechaliśmy, były jak najdłużej ukrwione. Na oko laika (czytaj: moje) taki zmarły wygląda na żywego, a my mamy mu zaraz wyjąć wątrobę i nerki.

Godz. 5:45

We czwórkę stoimy przy stole operacyjnym. Zmarły jest niemalże w pełni zakryty, anestezjolog widzi jego głowę, a zespół pobraniowy jedynie wycinek brzucha. Tyle, ile potrzeba, żeby przeprowadzić hepatektomię. No więc stoimy tam we czwórkę: Łukasz, Karolina, pani chirurg od nerek oraz ja. Gdy chcę podrapać się po nosie, od razu zwracają mi uwagę. Ręce na ciele zmarłego albo przy brzuchu – żeby było sterylnie. Zaczyna się cięcie. Wzdłużne. Pośrodku brzucha, od mostka aż za pępek. Łukasz odkrywa kolejne warstwy, aż dostaje się do wątroby. Uciska ją kilka razy, ogląda i kręci głową: – Nic z tego nie będzie.
Z przesłanych wcześniej wyników badań wiedzieliśmy, że to tak zwany dawca graniczny. Była jednak szansa, że ta wątroba będzie OK, a to OK może uratować komuś życie. Niestety, nie tym razem. Dla pewności Łukasz robi zdjęcie smartfonem i o 6 rano konsultuje swoją opinię z profesorem Zieniewiczem w Warszawie. Profesor potwierdza jego ocenę narządu. Dawca, co widać po wątrobie, nie stronił od alkoholu i nie da komuś innemu drugiego życia.

'Pusta lodówka' - tu miała być wątroba z północy Polski, ale zostały tylko płyny perfuzyjne i lód.'Pusta lodówka' - tu miała być wątroba z północy Polski, ale zostały tylko płyny perfuzyjne i lód. fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Godz. 6:00

W czasie gdy Łukasz rozmawia z profesorem, ja zostaję przy stole z panią chirurg od nerek i Karoliną. Procedura jest taka, że kiedy jeden zespół odstępuje od pobrania (co właśnie robimy), drugi zaczyna swoją pracę. Zespół od nerek będzie gotowy za kilka chwil, ale skoro ja i Karolina już tu jesteśmy, to pomagamy. Jako że ja w zasadzie nic nie umiem, to mogę wykonywać tylko najprostsze zadania. Dostaję rzeczy do trzymania. Raz jest to sączek, raz są to jelita, raz skóra brzucha. Pani od nerek zerka co jakiś czas na moją twarz, sprawdzając, czy zaraz nie stracę przytomności. Ewidentnie ma zacięcie dydaktyczne. Ja natomiast zastanawiam się, jak opowiem o tym wszystkim w domu.

Godz. 6:20

Przebieramy się w cywilne ubrania, pakujemy rzeczy i ruszamy z powrotem do Warszawy. Niestety z tak zwaną „pustą lodówką”. Widać, że napięcie zeszło, zaczynają się jakieś żarty, wstępujemy do „restauracji innej niż wszystkie”. Godzinę temu wyjmowaliśmy komuś wątrobę, a teraz jemy frytki. Mieszanie sacrum i profanum w życiu chirurgów to jest inny poziom abstrakcji. Łukasz opowiada o swojej pracy na izbie przyjęć: – ...i jak ktoś wchodzi do mnie i zaczyna od: „Panie doktorze, byłem akurat w łazience, tam mam trochę ślisko i tak się akurat złożyło...”, to ja już wiem, co będzie grane. Chyba nie ma rzeczy, której ktoś kiedyś nie włożyłby sobie w odbyt...
Izba przyjęć to ewidentnie nie jest nudne miejsce.

Godz. 9:07

Dojeżdżamy do Warszawy. Zespół z południa miał więcej szczęścia. Przyjechali z dobrą, choć zaskakująco dużą, jak na gabaryty dawcy, wątrobą. Jakaś transplantacja dzisiaj będzie.
Wchodzę do szpitala, przebieram się, Karolina prowadzi mnie w kierunku sali operacyjnej. Ona kontynuuje dyżur, ja mam obserwować operację. Biorczyni jest już gotowa, a w pokoju obok zespół z południa „obrabia wątrobę”. Polega to na jej oczyszczeniu, załataniu wszelkich otworów i, pisząc ogólnie, przygotowaniu do przeszczepu. Na poziomie logicznym wszystko to ma sens, ale widok dwóch facetów w maskach cerujących ludzką wątrobę leżącą w metalowej misce jest mimo wszystko surrealistyczny.
Niezależnie od ich pracy pozostaje problem rozmiaru. Mimo że dawczyni i biorczyni były bardzo podobnych rozmiarów, ich wątroby okazują się diametralnie różne. Dowiaduję się przy tej okazji, że tak samo jak twarze, włosy czy dłonie, tak samo różnią się od siebie wewnętrzne organy poszczególnych ludzi.
Ostatecznie decyzja należy do operującego dziś profesora Wróblewskiego. Niestety, z tą wątrobą dla tej biorczyni to się nie może udać. Trzeba to było powiedzieć osobie leżącej już na stole i gotowej do operacji. Sytuacja koszmarna i z tego, co mówi Zając, nie taka rzadka. Między innymi z takich powodów nie praktykują tu rozpoczynania operacji u biorcy, zanim nie będzie gotowy organ od dawcy. Doświadczenie nauczyło zespół, że po drodze może się zdarzyć wiele wypadków uniemożliwiających transplantację. A wątroba jest i tak dość „prostym” organem, musi się zgadzać jedynie rozmiar (mniej więcej) i grupa krwi (czasem nawet to niekoniecznie).

Po pobraniu wątrobę trzeba jeszcze przygotować do przeszczepu.Po pobraniu wątrobę trzeba jeszcze przygotować do przeszczepu. fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

 

 

Godz. 9:45

Po decyzji profesora Zając uruchamia procedurę dla awaryjnego biorcy, który czekał w kolejce. Jest w budynku, personel zaczyna go przygotowywać do przeszczepu. Czas staje się coraz ważniejszym czynnikiem, bo CZN sięga już 7 godzin i niebezpiecznie zbliża się do górnej granicy.

Godz. 11:10

Pacjent, już pod narkozą, leży na sali. W żadnym momencie nie widziałem (i nie zobaczę) jego twarzy. Takie są procedury, ale to też chyba dobre dla mnie i operatorów. Chwilę temu był jeszcze przytomny, podłączony do aparatury. Na decyzję „robimy” serce zabiło mu szybciej. Słyszałem to dobrze, bo był podłączony do „maszyny, która robi ping”, czyli monitora czynności życiowych.
Liczba sprzętu i personelu nie pozostawia złudzeń. Pobranie a przeszczep to dwa różne światy. Przy tym stole nie będę stał tuż przy chorym ani niczego trzymał. To jest bardzo delikatna, precyzyjna robota. Pacjent jest podłączony do wielu urządzeń, ma między innymi wkłucie centralne (do dużej żyły centralnej) po to, by w razie potrzeby można mu było zrobić szybko obfitą transfuzję krwi.
Żeby przeszczepić organ, potrzeba nie tylko samego organu, ale też dużej ilości krwi. Standardowo 20 jednostek, czyli mniej więcej tyle, ile mnie się udało w sumie oddać przez ostatnich 15 lat.
Zespół z południa otwiera pacjenta. Cięcie typu mercedes (szerokie, pod łukami żebrowymi). Widzę, jak pracuje jego przepona, co dzieje się w jego jamie brzusznej. Widzę też jego wątrobę, zupełnie inną niż ta z północy i ta do przeszczepu. Biorca potrzebował nowej z powodu marskości. Marskość, jak się właśnie dowiedziałem, jest czymś ewidentnym, co widać gołym okiem, jak już się otworzy człowieka.

Przeszczep wątroby trwa 7-8 godzin, a czasami może przeciągnąć się do ponad 20Przeszczep wątroby trwa 7-8 godzin, a czasami może przeciągnąć się do ponad 20 fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Godz. 12:00

Wycinanie marskiej wątroby. Robi się nerwowo, a ja czuję, że powinienem już wyjść z sali. Na tym etapie lekarze muszą być naprawdę skupieni, a moja obecność z pewnością im nie pomaga. Poza tym, jestem ledwo żywy. Przez ostatnich 30 godzin spałem ze trzy. W życiu dziennikarza to nie jest taką normą jak dla lekarzy.
Wracam do domu, całuję żonę i dziecko, i idę pod długi prysznic, zmyć z siebie zapach szpitala i to, co widziałem przez ostatnich 12 godz.

Godz. 18:37

SMS od Zająca: „Operacja się udała, pacjent żyje, wszystko wygląda dobrze”.

Krew i organy na transplantację docierają z różnych źródeł, a czas ich dowiezienia jest niezwykle istotny. Z tego powodu służba zdrowia na całym świecie coraz częściej inwestuje w motocykle karetki. Ratownik na motocyklu jest w stanie bardzo szybko dojechać na miejsce wypadku i rozpocząć udzielanie pomocy, a w przypadku transportu krwi i organów, przewieźć je najszybciej z punktu A do B niezależnie od korków.Krew i organy na transplantację docierają z różnych źródeł, a czas ich dowiezienia jest niezwykle istotny. Z tego powodu służba zdrowia na całym świecie coraz częściej inwestuje w motocykle karetki. Ratownik na motocyklu jest w stanie bardzo szybko dojechać na miejsce wypadku i rozpocząć udzielanie pomocy, a w przypadku transportu krwi i organów, przewieźć je najszybciej z punktu A do B niezależnie od korków. fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

WARTO WIEDZIEĆ o przeszczepach:

Oddawanie krwi

Oddawanie krwi jest niezwykle potrzebne, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, gdy jest najwięcej wypadków. Niestety wciąż nie istnieje coś takiego jak krew syntetyczna. Dorośli mężczyźni mogą oddawać krew raz na dwa, a kobiety raz na trzy miesiące. Płytki (składnik krwi) można oddawać częściej. Cała procedura trwa około 1-2 godzin (płytki dłużej niż krew), a po jej zakończeniu jest się tylko nieznacznie osłabionym przez dobę. Więcej informacji o oddawaniu krwi można znaleźć na stronach Regionalnych Centrów Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK) oraz na stronie Krewniacy.pl .

Oddawanie organów

Organy, które się obecnie w Polsce przeszczepia, to serce, wątroba, nerki, płuca, trzustka i rogówka. W Polsce obowiązuje zgoda domniemana. Jeśli pacjent za życia nie wyraził sprzeciwu, odnotowanego w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów, lub w obecności świadków, to uznaje się, że zgadza się na pobranie swoich organów po śmierci.

Operacja przeszczepienia wątroby

Jest finansowana przez NFZ, wycenia się ją na około 160 tys. zł. Same płyny perfuzyjne (do płukania organu) to ok. 6 tys. zł.

Więcej informacji o przeszczepach na
www.poltransplant.org.pl

Więcej o:
Komentarze (2)
Jak wygląda transplantacja wątroby w Polsce
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Karolina

    0

    Tomografem ani rezonansem magnetycznym nie stwierdza się śmierci mózgu. Służą do tego badania kliniczne i w niektórych przypadkach doppler przeczaszkowy, potencjały wywołane lub angiografia naczyń mózgowych.

  • Gość: j.

    0

    Wszystko pięknie, ale w języku polskim sama czynność to przeszczepienie, a nie przeszczep. Przeszczep to organ, który podlega przeszczepieniu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX