Mój pierwszy raz: virtual reality

Mój pierwszy raz: virtual reality

Mój pierwszy raz: virtual reality (Franek Przeradzki)

Gry komputerowe jakoś mnie nie kręcą, ale VR to jednak coś innego.

Jazda czołgiem (przeczytasz o niej TUTAJ) to fenomenalna sprawa. Niestety nie da się tego robić co weekend, no, chyba że jest się Kęszyckim. Poza tym mamy XXI w., wszędzie dookoła filmy, książki i artykuły o rzeczywistości wirtualnej. Sam urodziłem się w latach 80. Wychowałem się na takich filmach jak „Tron” czy „Kosiarz umysłów”, ale wtedy, z perspektywy posiadacza komputera i486, to były bajki o abstrakcyjnej, odległej przyszłości. Wtedy tak, dziś ta przyszłość podobno staje się realna.

Tym razem nie musiałem niczego szukać w internecie – wiem, że zajmuje się ty mój kolega z czasów studenckich Bogumił Jankiewicz. Pieniądze i doświadczenie zdobyte w gastronomii postanowił zainwestować w przyszłość, czyli właśnie w rzeczywistość wirtualną. Chyba nieźle wybrał, bo jego flagowy produkt, Bieżnia VR, dostał potężne wsparcie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Spotykamy się w DiscoVR – salonie wirtualnych gier przy warszawskim Mordorze.

Przy wejściu stare automaty do gier, ale im dalej, tym nowocześniej.

– W co chcesz zagrać?

– Nie wiem, jak praktycznie w nic nie gram.

– OK, to na początek roller coaster.

Nie spieram się, ale umówmy się, nie brzmi to porywająco. Siadam w fotelu, zakładam gogle i słuchawki. Wagonik rusza wolno pod górkę. Gdy jestem już blisko szczytu, odruchowo zaczynam szukać czegoś do przytrzymania się. Na szczęście jest. Później zaczyna się jazda. Góra, dół, lewo, prawo. Fotel wychyla się na boki i przód – tył, ja odruchowo też się chyba odchylam. Przy zjazdach i ostrych zakrętach w brzuchu czuję „motylki”, jakbym rzeczywiście jechał. Niesamowite, jak można oszukać błędnik.

No dobra, jestem kupiony. Co dalej? Samolot. Mam porównanie, bo kilka miesięcy temu latałem za sterami takiego prawdziwego. Siadam w podobnym fotelu, w lewej ręce przepustnica, w prawej joystick. Gogle na twarz i startujemy. Jest II wojna światowa, a ja latam, ostrzeliwując i bombardując okręty przeciwnika. Mam do dyspozycji kilka różnych widoków i ustawień. O ile zwykłe symulatory nigdy mnie aż tak nie bawiły, o tyle to rzeczywiście jest frajda. Choć w ciągu pięciu minut rozbiłem się trzy razy.

Z żalem puszczam drążek sterowy i przenoszę się na kolejny automat. Narciarz. Staję na urządzeniu do klasycznych ćwiczeń naszpikowanym sensorami. Dzięki nim program wie, jak ruszam ciałem, a maszyna jest bardziej realistyczna. Gogle na twarz i ruszam podbijać stoki. Chłopaki puszczają wentylator, żebym mógł poczuć wiatr we włosach. Prędkość nawiewu nie jest jeszcze sprzężona z tym, co widzę w goglach, ale pracują nad tym. Jazda na nartach wychodzi mi chyba najlepiej, co w sumie ma sens – od 30 lat jeżdżę na prawdziwych.

W końcu przychodzi czas na gwóźdź programu – bieżnię wielokierunkową VR Disco 1.8. To jest właśnie projekt dofinansowany przez NCBiR. Idea jest dość prosta – stworzyć możliwość jak najbardziej realistycznej gry lub innego programu w wirtualu. Dać możliwość naturalnego poruszania się, rozglądania, kucania itp. Zakładam poślizgowe (sic!) nakładki na buty i wchodzę do niecki. Chłopaki przyczepiają mi do butów czujniki, a ja wpinam się do uprzęży. Dzięki temu mam dużą swobodę ruchów, a maszyna będzie wiedziała, co robię. Gogle na twarz, słuchawki na uszy, kontrolery do rąk. Po chwili ciemności znajduję się na planszy do „Pac-Mana”. W lewej ręce mam mapę labiryntu, w prawej szpikulec do odganiania wrogów. Wrogowie to pluszowe misie i króliki. Ruszam, zbierając uśmiechnięte buźki, aż do pierwszego pluszaka. W tył zwrot i ucieczka. Po kilku minutach rozglądam się nerwowo w każdą stronę, biegam po bieżni i macham ręką oganiając się od pluszaków. Szło nieźle, ale w końcu mnie dopadły. Uprząż mną trzęsie za każdym razem, gdy w coś wpadnę albo gdy dopadnie mnie przeciwnik. Jestem roztrzęsiony, uśmiechnięty, a przy okazji zmęczony. W odróżnieniu od grania na klawiaturze to jest naprawdę męczące.

Na bieżni można zagrać w kilka gier, docelowo może też służyć do wirtualnych spacerów po odległych miejscach oraz na przykład do nauki obsługi maszyn na łodziach czy do treningu żołnierzy. Przyszłość rzeczywiście już tu jest, pora zacząć się jej uczyć.

Więcej informacji: www.discovr.pl i www.gamenastix.pl

Zobacz także
  • Cupra Formentor Cupra Formentor to prawdziwy, hiszpański "toro bravo"
  • Laptop Lenovo ze składanym wyświetlaczem Oto pierwszy laptop ze składanym ekranem
  • Porsche Type 64 To może być najdroższe Porsche w historii

Polecamy