Mój pierwszy raz: elektrostymulacja

Mój pierwszy raz: elektrostymulacja

Mój pierwszy raz: elektrostymulacja (Franek PRZERADZKI franekp@gmail.com)

Curling oprócz tego, że był przednią rozrywką, uświadomił mi jedną, mniej pozytywną rzecz. Wcale nie jestem tak wysportowany, jak mi się wydawało.

Ręce OK, uda ujdą, ale następnego dnia czułem różne dziwne zakwasy w plecach i nogach. Nie mówiąc już o zadyszce przy szczotkowaniu. Tymczasem sezon skitourowy za pasem i czasu na naprawę formy już bardzo mało. Postanowiłem wdrożyć bieganie i przyłożyć się do porannego rozruchu, ale wiedziałem, że potrzebuję czegoś więcej. Może trening z elektrostymulacją? Widziałem to już wcześniej i założenie trafia w moje potrzeby. 20-30 minut ćwiczeń z elektrycznym wspomaganiem ma przynosić efekty pełnowartościowego treningu. Coś dla zabieganych, czyli w zasadzie dla wszystkich przed świętami.

Umawiam się z Szymonem z 27minut.pl, który zajmuje się treningiem EMS (Electrical Muscle Stimulation) od sześciu lat, sam przygotowuje się za jego pomocą do triatlonu i ogólnie sprawia wrażenie, że wie, co robi.

Wizytę zaczynamy od wywiadu: co robię, ile ćwiczę, na czym mi zależy. Inny będzie trening dla kogoś, kto chce schudnąć, inny na poprawę kondycji, a jeszcze inny siłowy. Można wybierać poszczególne partie mięśni albo wersję ogólnorozwojową. Ja wybieram ten ostatni wariant. Chodzi mi zwłaszcza o mięśnie głębokie i takie partie, które po prostu trudno wyćwiczyć, wykonując typowe ćwiczenia w domu. Opowiadam też o swoich zakwasach i różnych inny sportowo-zdrowotnych przypadłościach.

– W tej sytuacji, zacznijmy od kriokomory.

– Tutaj? – pytam zdziwiony, bo jesteśmy w mieszkaniu na przedmieściach Warszawy.

– Tak, w pokoju obok.

W ten sposób zapoznaję się przy okazji z jednoosobową, niewielką kriokomorą. Zakładam getry (te, w których będę później ćwiczył), dwie pary skarpet, buty i rękawiczki. Czapka nie jest potrzebna, bo głowa wystaje mi na zewnątrz. Wchodzę, Szymon odpala maszynę i po chwili jestem w temperaturze -120oC. Spędzam tam dwie minut  (na pierwszy raz wystarczy), a po wyjściu czuję się trochę, jakbym wynurzył się po skoku do lodowatej wody.

Teraz możemy ćwiczyć. Na bieliznę zakładam zwilżony kombinezon EMS, Szymon wszystko dokładnie zaciska i dopasowuje tak, by kontakt elektrod z moim ciałem był jak najlepszy. Na plecach mam baterię – ten model działa bezprzewodowo, dzięki czemu można ćwiczyć w dużo bardziej urozmaicony sposób, na różnych przyrządach itp. Tu trzeba zaznaczyć jedną różnicę między EMS-em a wszelkimi wynalazkami z telezakupów. To nie jest coś, co ćwiczy za ciebie, kiedy oglądasz seriale. To coś, co polepsza wyniki normalnego treningu, który jednak musisz wykonać. Trzeba się zmęczyć, trzeba napinać mięśnie, trzeba robić przysiady itp. Bez tego trening EMS byłby nieskuteczny.

Szymon cały czas ze mną rozmawia, kontroluje intensywność, udziela wskazówek. Równocześnie elektrody wysyłają impulsy, które moje mięśnie doskonale czują. Dosyć zabawnie jest oglądać, jak mięśnie spinają się czy drżą zdecydowanie bardziej, niżbym się spodziewał po danym ćwiczeniu.  Równocześnie widzę to, o czym wcześniej czytałem. To bardzo zindywidualizowany, dopasowany trening, łatwo jest tutaj przedobrzyć i przeciążyć ćwiczącego.

Po 27 minutach mogę potwierdzić, że to bardzo męczące. Nie miałem żadnej wersji „hard”, a padam z nóg. Obserwator z zewnątrz byłby zdziwiony, widząc mój stan. Dwa dni później poczułem zakwasy, ale takie w normie, bez przegięcia. Czyli jak na moje standardy – idealnie. Trudno mi powiedzieć, jak z przyrostem mięśni. Raz to zdecydowanie za mało, ale jedna-dwie sesje w tygodniu, jako uzupełnienie innych treningów, wydają się w sam raz. Takich samych wskazówek udzielają mi fizjoterapeuci zorientowani w temacie. To nie magiczna różdżka, która zwiększy dwukrotnie rozmiar klatki piersiowej w miesiąc, ale trening

pod okiem specjalisty, który pomoże poprawić to, co ciężko jest wyćwiczyć innymi metodami. Jeszcze mnie zobaczycie podłączonego do prądu.

Więcej: 27minut.pl

Zobacz także
  • Panasonic Croustina SD-ZP2000 Testujemy wypiekacze do chleba
  • Długopisy w sklepie z pamiątkami w Medinat Jumeirah w Dubaju Top 10 atrakcji: Dubaj (2019)
  • Południowy Tyrol Południowy Tyrol: gdzie sznycel spotyka spaghetti

Polecamy