Mój pierwszy raz: killer burrito

- Jadłeś kiedyś coś ostrego? - zapytał naczelny, a ja naiwny nie wyczułem podstępu.

Czy ja jadłem coś ostrego?! Podróżowałem po Azji i Ameryce Łacińskiej, w Meksyku spędziłem ze trzy miesiące, w Australii mieszkałem w akademiku z Koreańczykiem... Wiadomo, że jadłem coś ostrego! – Ale tak naprawdę ostrego, takiego na 7 w skali 1-7?

– To nawet nie wiem, że jest taka skala. Chyba takiego to nie jadłem.

Kilka dni później ląduję na warszawskiej Pradze w barze S’Poco Loco. „Poco loco” to znaczy po hiszpańsku „troszkę szalony” i jest to całkiem trafiona nazwa lokalu w kontekście tego, co można tu dostać. Do klasycznego meksykańskiego menu bez zadęcia (burrito, quesadille, tacosy, chili con carne) dodaje się sosy. Sosy mają swoje krótkie opisy typu pikantny (nr 3), bardzo ostry (nr 5). Sos Killer (nr 7) już nie ma opisu. Zamawiam burrito, bo w nim sos jest w środku. – Jakie mięso? – A jakie pan poleca? – Wszystko jedno, i tak nie będzie pan czuć smaku.

W mojej głowie czerwona lampka miga coraz wyraźniej. To może kurczak… Do zestawu dostaję lateksowe rękawiczki. Mam w nich jeść i pilnować, żeby pod żadnym pozorem nie wsadzić papryki do oka. Sos bardzo trudno z siebie zmyć. Dostaję też do podpisania oświadczenie. Wynika z niego, że będę jadł na własną odpowiedzialność. Wcześniej myślałem, że to taki bajer na pokaz, ale podpisując, patrzę na moje rękawiczki i miny sprzedawców, i robię się coraz mniej pewny siebie.

Chemicy mierzą ostrość skalą Scoville’a. Pozycja na skali zależy od tego, ile w danej papryczce jest substancji zwanej kapsaicyną. Według opisu w sosie Killer kapsaicyny jest tyle co w najostrzejszych paprykach świata.

Pytam jeszcze, czym najlepiej popijać. – Niech pan pójdzie kupić jakiś kefir. Chyba pierwszy raz jestem w lokalu, w którym wysyłają mnie do sklepu po picie, zamiast namawiać na swoje napoje. Kupuję na rogu kefir i ajran i siadam przy stoliku. Pamiątkowe zdjęcie i pierwszy kęs. No, ostro jest. Bardzo. Ale jeszcze żartuję, rozmawiam z dwoma innymi klientami baru. Drugi kęs. Ani się obejrzałem, wypiłem prawie cały ajran. Piecze mnie cała jama ustna. Jedzenie wchodzi w zęby i piecze piekielnie przy wydłubywaniu. Trzeci kęs. Dostaję czkawki, zaczynam smarkać. Gorąco się nie robi, bo już jest 30.C w cieniu. Odkładam burrito i próbuję ochłonąć.

Po pięciu minutach wiem, że nie mam szansy zjeść całego, ale może chociaż jedną trzecią. Biorę czwarty kęs. Picie kończy się w zastraszającym tempie. Zostawiam wszystko i idę do sklepu po kolejny kefir i ajran. To w sumie ponad litr napojów. Siadam do stołu i słucham, jak kolega obok zjadł kiedyś taką ostrą pizzę i od tego czasu nie może jeść nic pikantnego i w ogóle ma problemy z żołądkiem. OK, to może ćwierć tego burrito zjem. Biorę jeszcze trzy kęsy. To nie jest takie trudne. Odczuwanie ostrości ma swoją inercję, tak na szybko można zjeść i połknąć. Pytanie, co potem.

Siedzę przy stole, nadgryzione burrito leży obok. Mija kwadrans od pierwszego kęsa. Atakuje mnie ból brzucha, pot zalewa mi twarz, buzia piecze cały czas. Coraz ciężej jest mi usiedzieć, opieram głowę o stół. Atak ustępuje. Sąsiedzi ze stolik.w już zjedli i poszli. Widzę, że pani przy stole w kawiarni obok przygląda mi się już nie tyle z zaciekawieniem, ile z niepokojem. Zastanawiam się, jak musi wyglądać moja twarz. Patrzę na burrito i po prostu boję się kolejnego kęsa. Boję się zarówno tego, co jest zaraz po ugryzieniu, jak i tego, co będzie odrobinę później.

Kolejny atak i naprawdę robi mi się ciemno przed oczami. Cieszę się, że ta pani z kawiarni obok na mnie patrzy. Czy to jest ten moment, w którym powinienem poprosić o wezwanie karetki? Pot leje mi się po całym ciele. Co ja im powiem w szpitalu, że zjadłem siedem kęsów burrito? Zawijam resztki jedzenia w rękawiczki i wsiadam do taksówki. Jadę do domu. Kładę się na tylnym siedzeniu i mówię panu Dimitrowi, że jakby coś się ze mną działo, to jadłem bardzo ostre jedzenie, które mam tu ze sobą. Wątpię, żeby mi uwierzył.

Pozycja leżąca jest lepsza, ale przychodzą kolejne ataki. Trzęsie mi się twarz, mam czkawkę, boli mnie brzuch i bardzo się pocę. Pod domem mam już mokrą głowę. Biorę prysznic (twarz piecze piekielnie), jeszcze trochę nabiału, mięta (smakuje bardzo słodko, coś się stało z moimi kubkami smakowymi) i do łóżka. Po paru godzinach doszedłem do siebie i doczytałem o kapsaicynie. W zastosowaniach są podpunkty: żywność, medycyna, broń chemiczna.

Do którego zaliczyć Killer burrito?

Więcej o: