Mój pierwszy raz: test płodności

Idź się zbadaj, powiedział naczelny. Badań rzecz jasna nigdy za wiele, ale co konkretnie mam sobie zbadać tym razem? Nasienie sobie zbadaj.

Dzień dobry. Ja na badanie.
– Dzień dobry. Które badanie?
– No, ehm, nasienia.
– No tak, ale które?
– Nie wiem.
– To ja sprawdzę. Na rozszerzone, proszę pana. Tu są papiery, proszę wypełnić i zapraszam do tamtego pokoiku.

Mój pierwszy raz: test płodnościMój pierwszy raz: test płodności Albert Zawada / Agencja Gazeta

Wypełniania nie ma dużo, więc dwie minuty później jestem w pokoiku. Tamtym, jeszcze nie TYM.
– Dzień dobry. Te papiery zostają u mnie, a to jest dla pana.
Dostaję do ręki papierową torbę, w której czeka na mnie plastikowy pojemniczek z moim nazwiskiem i kluczyk do TEGO pokoju.
– I co mam zrobić?
– Hmm, a jakie konkretnie ma pan wątpliwości?
– To znaczy, tak ogólnie to ja wiem, co mam zrobić, ale czy są jakieś specjalne instrukcje?
– W pokoiku będzie wszystko napisane, ale przede wszystkim proszę dokładnie umyć ręce. Wszystkie bakterie z okolic prącia znamy i umiemy je odizolować, ale to, co pan przyniesie z dworu na rękach, może sporo namieszać i zepsuć badanie.

Pokoik

Z papierową torbą w ręku schodzę do pokoju 108. Gdzieś z tyłu głowy cichutko słyszę „shame, shame”. Mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, choć oczywiście jest to złudzenie. Każdego dnia do TEGO pokoiku idą dziesiątki facetów, w dokładnie tym samym celu. Oj, niebezpiecznie. O dziesiątkach facetów w TYM pokoiku to ja już zupełnie nie chcę myśleć. Już wolę shame. Na drzwiach jest napisane, „Pokoje dla panów”. Razem ze mną wchodzi fotograf Albert. Robi kilka zdjęć i wychodzi. Będzie czekał, aż wyjdę. Ciekawe, dla kogo to jest dziwniejsze, dla mnie czy dla niego.

Pokoik przytulny, słabe światło, dwa fotele, stolik, telewizor, kilka artystycznych aktów na ścianach. Na stoliku już zdecydowanie mniej artystyczne gazetki. Nagłówki „Duże są piękne”, Ania, Monika, Lucyna i Magda z Polski. „Ogolona fanka dużych sprzętów”, „Nie liżesz? Wypadasz! ”, „Moja macocha woli młodych”. Z tej perspektywy nasze nagłówki w „Logo” wypadają wyjątkowo pospolicie.

W pokoju z gazetkami czułem się, trochę jakbym cofnął się do lat 90. Lubiłem lata 90.W pokoju z gazetkami czułem się, trochę jakbym cofnął się do lat 90. Lubiłem lata 90. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

W ofercie wideo moją uwagę przykuwa „cycata Marta”. Naiwnie myślę sobie, że w pracy spotykam wyjątkowych ludzi, ale znajoma jakiś czas później uświadomiła mi, że w sumie kto nie ma jakiejś cycatej Marty w pracy? Poza Martą jest jeszcze wydziarana Adrianna (te pewnie zdarzają się rzadziej) i zupełnie wyjątkowa Amandha Fox, która „ostro daje”. Nie piszą, co konkretnie daje, ale mam swoje podejrzenia.
Czas mija, a ja nie zajmuję się tym co trzeba. Idę umyć te ręce. W dobie szerokopasmowego internetu w telefonie te gazetki i płytki wydają się trochę z innej epoki, ale tutaj również nie doceniam innych użytkowników pokoiku. Pan Piter, który zajmuje się pokoikami, musi regularnie dokupywać filmy i książki, bo goście lubią sobie to i owo zabrać do domu po wizycie. Dla dokładniejszego zapoznania się. To piękna sprawa kupować pornografię na fakturę i odwiedzać sex-shopy w ramach obowiązków służbowych.
Te wszystkie sprawy odkładam na bok i koncentruję się na meritum. Swoją drogą jest to zdecydowanie mój pierwszy raz, jeśli chodzi o takie sprawy w ramach obowiązków służbowych. Nie-aż-tak-długą chwilę później zapełniam mój pojemniczek.

Przed badaniem trzeba było powstrzymać się od stosunków seksualnych i masturbacji (a także alkoholu) przez trzy do pięciu dni. Początkowo ten okres wypadał akurat w moją rocznicę ślubu, więc postanowiłem wizytę w pokoiku przenieść na nieco później. W końcu w rocznicę trzeba wypić lampkę wina…
Po wszystkim sprzątam pokoik, układam równo gazetki. Tak jakbym podświadomie chciał ukryć, co tu robiłem, choć po pierwsze, wszyscy to wiedzą, a po drugie, w papierowej torbie mam laboratoryjne dowody tego, co zmajstrowałem. Po wyjściu z pokoiku zostawiam dowody zbrodni zamykanej z dwóch stron śluzie (daje poczucie prywatności) i wychodzę do poczekalni. Tutaj Albert z uśmieszkiem na twarzy od razu strzela:

– No ile można czekać?!

No właśnie, ile w zasadzie? Dowiaduję się, że za górną granicę uznaje się tu mniej więcej 40 minut. Lekarze z Invimedu zakładają, że jeśli trwa to dłużej, to znak, że stres musi być naprawdę silny, a to z kolei może realnie zaszkodzić trafności badania próbki. W zależności od preferencji, do pokoiku można też wchodzić w parach. Podobno zdarza się to dość rzadko, ze stratą, jak sądzę, dla pacjentów. Taki pokoik 108 byłby zdecydowanie urozmaiceniem życia seksualnego w związku. Wtedy, jeśli dawcy nie interesują robótki ręczne, zakłada się specjalną prezerwatywę przyjazną plemnikom i można uprawiać mniej lub bardziej klasyczny seks. Próbka z takiej prezerwatywy nadaje się do analizy, a para ma wyjątkowe wspólne wspomnienie. Człowiek uczy się całe życie.

Po robocie torebkę
z pojemnikiem wkłada
się do śluzy, skąd odbierają
ją pracownicy
laboratorium. Wychodząc
do poczekalni,
można cicho gwizdać
i oglądać sufit.Po robocie torebkę z pojemnikiem wkłada się do śluzy, skąd odbierają ją pracownicy laboratorium. Wychodząc do poczekalni, można cicho gwizdać i oglądać sufit. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Po oddaniu nasienia muszę poczekać kilka dni na wyniki badania. Podczas następnej wizyty spotkam się z andrologiem, czyli lekarzem zajmującym się męskim układem rozrodczym.

Wstyd

Od początku tego przedsięwzięcia czułem zdenerwowanie, wstyd i zażenowanie. Zaskakująco silne, słowo daję, a ci, co mnie znają, wiedzą, że do specjalnie wstydliwych nie należę. Długo zastanawiałem się nad swoimi emocjami, co tak naprawdę było problemem. Szczerze, dalej nie do końca wiem. Co prawda w pewnym sensie płodność to esencja męskości. Tak, ale przecież nie poklepujemy po plecach i nie podziwiamy mężczyzn, których spermogeneza jest wyjątkowo wydajna, a ich odsetek sprawnie poruszających się plemników nadzwyczaj wysoki. Ciężko jest zdominować męską paczkę przez swoją superpłodność i, z drugiej strony, być z niej wykluczonym przez płodność mizerną. Trudno jest też uwieść na wyniki badań kobietę, choć w sumie nie byłem nigdy na kursie podrywania i nie wiem. Może położenie mimochodem korzystnych wyników analizy nasienia obok drinka jest jednym z sekretów uwodzenia? To by tłumaczyło, czemu długo nie miałem na tym polu specjalnych sukcesów.

Ten wstyd abstrakcyjny zamienia się we wstyd bardzo konkretny już w klinice, gdzie dla towarzystwa przychodzi z nim stres. Tu mam na myśli już konkretnie wizytę w pokoiku. Piszę o tym, nie żeby straszyć. Po wszystkim to się wydaje mocno przesadzone, ale przed – te uczucia są naprawdę silne. A to wszystko czułem, mimo że już mam dziecko i wcale nie staram się o kolejne. To badanie było dla mnie w zasadzie ciekawostką, a i tak denerwowałem się i przed nim, i czekając na wyniki. Mogę sobie tylko wyobrażać, jaki stres może odczuwać ktoś, kto ma realny problem z zajściem w ciążę i bardzo mu na tym zależy. Z pewnością warto pomyśleć o swoich emocjach jeszcze przed pójściem do kliniki, jakoś to przepracować. Na miejscu będzie wtedy po prostu przyjemniej.

Jak zostać tatą

Kluczowa informacja jest taka, że tak naprawdę bezpłodnych mężczyzn, takich, którzy w żaden sposób nie będą mogli mieć swojego dziecka, jest w populacji niezwykle mało, tę wartość liczy się w promilach. Natomiast problemy z zajściem w ciążę to zjawisko bardzo powszechne, zdecydowanie bardziej, niż mogłoby się wydawać z towarzyskich rozmów. Według Światowej Organizacji Zdrowia problem niepłodności dotyka na całym świecie kilkunastu procent par starających się o dziecko. Niepłodność została uznana za chorobę społeczną. Co więcej, według badań profesora Macieja Kurpisza z PAN-u, światowej klasy eksperta w badaniach płodności, Polacy są w wyjątkowo kiepskiej sytuacji. Statystycznie w „polskim” nasieniu jest trzy razy mniej plemników niż w spermie Kanadyjczyków czy Finów. Powodem tej sytuacji jest zła i stale pogarszająca się jakość powietrza, a mieszkańcy dużych miast i najbardziej zanieczyszczonych rejonów kraju są w najgorszej pod względem płodności i nie tylko sytuacji.

Żarty żartami, ale sprawa jest zdecydowanie warta świeczki.
Sam jestem ojcem i na pewno bym o to zawalczył w razie potrzeby.Żarty żartami, ale sprawa jest zdecydowanie warta świeczki. Sam jestem ojcem i na pewno bym o to zawalczył w razie potrzeby. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Znaczy to tyle, że sam z pewnością znasz co najmniej kilka par, które miały, mają lub będą miały problem z dołączeniem do grona beneficjentów programu „Rodzina 500+”. Najczęściej nie zwraca się na to uwagi, póki problem nie dotknie nas samych albo kogoś z najbliższych kręgów. Wtedy człowiek myśli: „Dlaczego ja (on, ona), przecież wszystkim dookoła tak świetnie się układa”. No więc wcale nie tak świetnie, ale to wciąż wstydliwy temat. Ludzie lawirują nawet przy najbliższych, mówią, że nie myślą jeszcze o dziecku, że nie planują, że chcą podróżować itp., przyczyniając się mimochodem do tworzenia skrzywionego obrazu rzeczywistości w twojej i ich głowach. To tak, jakby wnioskować o jakości życia znajomych, bazując na ich profilach na Instagramie. Ewidentnie jest zajebiście.

Jeśli coś jest nie tak, para powinna się po prostu zbadać. Problemy z płodnością dotyczą w równej mierze kobiet i mężczyzn, a w mniej więcej jednej piątej przypadków ich kompatybilności. Na zdecydowaną większość przypadłości współczesna medycyna ma już rozwiązania, więc trzeba się z tą przeszkodą po prostu zmierzyć.

Wyniki

Kilka dni po wizycie w pokoiku stawiam się na spotkanie z doktorem Piotrem Dzigowskim, urologiem i andrologiem klinicznym. To taki superdoktor dla mężczyzn, który i prostatę, i jądra, i hormony ogarnie. Jak przystało na męskiego superdoktora, jeździ na harleyu. Otwieramy kopertę i… serce bije naprawdę szybko… jestem płodny. Wynik pozytywny, przechodzimy do szczegółowego omówienia.

Nie będę się w tym, i pewnie żadnym innym, miejscu rozwodził na temat swoich plemników, powiem tylko, że siła w masie. Snajperów to tam wielu nie mam, ale liczebnością mogę prowadzić zmasowane naloty dywanowe. Przy okazji omówienia staje się jasne, że szkoda z takimi wynikami nie pójść do lekarza. Łatwo je mylnie zinterpretować, bo choć normy są napisane i powszechnie dostępne, jest kilka zależności, na które trzeba zwrócić uwagę, które trzeba zrozumieć. Do tego dochodzi kwestia tego, czy w jakiś sposób problem dotyczy zestawienia wyników twoich i aspirującej matki, także doktor Google zdecydowanie potrafi zwieść na manowce.

W razie problemów wiele odpowiedzi może dostarczyć
USG jąder. Wygląda tak jak na zdjęciu, z tym że
bez majtek.W razie problemów wiele odpowiedzi może dostarczyć USG jąder. Wygląda tak jak na zdjęciu, z tym że bez majtek. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Dr Piotr mówi, że odwiedzają go mężczyźni w bardzo różnym wieku, od dwudziestki po późną sześćdziesiątkę. Optymistyczną nowością jest też to, że młodzi coraz częściej przychodzą się sprawdzić zawczasu, jeszcze zanim rozpoczną starania o dziecko. Ja tymczasem wracam do żony i będę się jeszcze dokładniej nie starał o rodzeństwo dla Lwa, bo póki co on jeden wykańcza mnie kondycyjnie.

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy klinice Invimed.

Więcej o: