Mój pierwszy raz: w igloo

Inuici nie mieli termometrów. Docierali do miejsca przeznaczenia psim zaprzęgiem, budowali igloo i sprawdzali, jak jest wewnątrz. Jeśli było chłodnawo, to brali sobie na noc jednego psa do środka. Jeśli zimniej, to drugiego. W naprawdę lodowate noce w igloo mogły spać nawet trzy psy. W związku z tym, gdy jeden myśliwy spotykał na szlaku drugiego i rozmawiali o warunkach, to mogli powiedzieć: - Jak noc? - Tak na dwa psy. Pomyśl, ile antropologom musiało zająć rozgryzienie sensu takiej rozmowy.

Nie umiem powiedzieć, kiedy pierwszy raz w życiu usłyszałem o czymś takim jak igloo. Wiem natomiast z całą pewnością, że dokładnie od tego momentu marzyłem, żeby umieć sobie takie igloo wybudować i w nim spać. Uczciwie przyznaję, że lista tego typu marzeń jest u mnie dość długa, ale stały czytelnik zauważy, że staram się je konsekwentnie realizować. Miesiąc po miesiącu. Już kilka lat mieszkam przy samym lesie i nosiłem się z zamiarem, że pod domem, w jakimś mniej uczęszczanym zakątku, zbuduję sobie w końcu swoje pierwsze igloo. Pech, a konkretniej kryzys klimatyczny, chciał, że w tym moim lesie co zima śniegu jak na lekarstwo.

Śnieg śniegowi nierówny.
Trzeba wiedzieć, gdzie i jak ukroić, żeby
powstały solidne bloki. Z trzech osób
na tym zdjęciu tylko jedna wie, co robi.Śnieg śniegowi nierówny. Trzeba wiedzieć, gdzie i jak ukroić, żeby powstały solidne bloki. Z trzech osób na tym zdjęciu tylko jedna wie, co robi. Olek Pobikrowski

Skoro śnieg staje się w mieście dobrem luksusowym, postanowiłem sam ruszyć tam, gdzie mają go jeszcze sporo i wiedzą, jak się robi igloo. Grenlandia i Kanada, pierwsze pozycje na liście poszukiwań Inuitów (poprawna nazwa Eskimosów) z igloowym know-how, okazały się jednak trochę trudno dostępne. Odrobina internetu i znalazłem zdecydowanie prostsze rozwiązanie. W ośrodku narciarskim Speikboden w Południowym Tyrolu we Włoszech mieszka człowiek, który o budowaniu igloo wie naprawdę sporo. Sam chętnie jeżdżę tam na narty, w związku z czym postanowiłem połączyć przyjemne z przyjemnym i ruszyć na wycieczką narciarsko-igloową.

Jeden z błędów początkujących to dać się
zamknąć w igloo bez łopaty do zrobienia wyjścia.Jeden z błędów początkujących to dać się zamknąć w igloo bez łopaty do zrobienia wyjścia. Olek Pobikrowski

Wilfried Steger z wykształcenia jest Erlebnispädagoge, czyli specjalizuje się w pedagogice opartej na doświadczeniu oraz edukacji przyrodniczej. Z perspektywy mieszkańca dużego miasta może to się wydawać mocno przekombinowane, ale jak się żyje i pracuje w Alpach, nabiera to zdecydowanie więcej sensu. W przeszłości pracował jako nauczyciel, później przesiadł się na oferowanie ludziom przygód. Niezależnie od wieku. Wychowany w Południowym Tyrolu jest instruktorem w zasadzie każdej formy aktywności górskiej, przedsiębiorcą, przewodnikiem i, co za tym idzie, ciekawym kompanem do rozmów. Willi, podobnie jak ja, od dziecka marzył o igloo, ale do swoich marzeń podszedł nieco poważniej. 20 lat temu dogrzebał się w bibliotece do książek o tym, jak Inuici budują igloo. Poza inspirującymi historiami najbardziej przydatny okazał się jednak dość przaśny poradnik dla młodzieży „Przygody w zimie” Titusa Birgussera, w którym Willi znalazł instrukcję, jak krok po kroku zbudować igloo. Instrukcje instrukcjami, ale pierwsze (podobnie zresztą jak drugie i trzecie) igloo nie bardzo Willemu wyszły, jak sam dziś przyznaje. Na szczęście ja trafiam do niego kilkadziesiąt (lub może i kilkaset) igloo później.

PRZECZYTAJ TEŻ: Mój pierwszy raz: psim zaprzęgiem za koło polarne

Budowa

Spotykamy się na uboczu stoku narciarskiego w górnych partiach ośrodka Speikboden, na wysokości około 2000 m n.p.m. Śniegu dookoła mnóstwo, ale ten śnieg nie może być pierwszy lepszy. Szukamy zbitych, twardych pokładów, które nie rozpadają się zbyt łatwo. Śniegu, a nie lodu. Liczy się wilgotność, temperatura i to, jak długo ten śnieg się już metamorfizuje (czyli od kiedy tu leży). Znajdujemy odpowiednie „źródło” i możemy zaczynać budowę. Nasze narzędzia to łopata, sznurek i piła do lodu, takie same, których używa się np. podczas kursów lawinowych.

Ten śnieg był piekielnie
ciężki, a co za tym
idzie - praca rozgrzewająca.
Goła głowa mimo
temperatury zdrowo
poniżej zera.Ten śnieg był piekielnie ciężki, a co za tym idzie - praca rozgrzewająca. Goła głowa mimo temperatury zdrowo poniżej zera. Olek Pobikrowski

Najpierw określamy rozmiar. Kijek wbity w środku i sznurek wyznaczający promień. Budujemy wersję dwuosobową (albo na człowieka i trzy psy). Następnie zaczynamy kroić śnieg. Jest w tym technika. Najpierw oglądam, jak robi to Willi, później sam próbuję. Bloki nie są równej długości, ale mniej więcej 50×100×30 cm. Wyczytałem później, że podręcznikowo jest 60×120×20 (grubość) cm, choć to oczywiście zależy od charakterystyki budulca, czyli śniegu. Układamy bloki w spirali, tak że powstaje coś w formie muszli ślimaka, jak się temu przyjrzeć architektonicznym okiem. Bloki muszą do siebie dobrze przylegać, więc przy nakładaniu jest sporo pracy „kosmetycznej”, nieraz zmniejszającej objętość bloku o jedną trzecią. Późniejsze dziury można oczywiście zatkać śniegiem, ale chodzi przede wszystkim o to, żeby poprzez tarcie i klinowanie cała konstrukcja była stabilna. Zajmuje nam to kilka godzin, mimo że trochę pomagają nam koledzy Willego i inni goście. Bloki są ciężkie, praca jest rozgrzewająca. Inuici są podobno sporo szybsi.

Piłować niby każdy
facet potrafi, ale dobrych
kilka razy zrobiłem coś źle
i bloki się rozpadały.
Pułapki czyhają na każdym
kroku budowy igloo.Piłować niby każdy facet potrafi, ale dobrych kilka razy zrobiłem coś źle i bloki się rozpadały. Pułapki czyhają na każdym kroku budowy igloo. Olek Pobikrowski

Dach nad głową

Zanim zadaszymy igloo, trzeba zrobić wejście, czyli podkop. Igloo buduje się na poziomie otoczenia, nie wkopuje się go w dół. Chodzi o jak najlepsze trzymanie ciepła. Z drugiej strony po wnętrzu nie może hulać wiatr. W związku z tym wejście to tunel w kształcie syfonu. Nie jest zbyt wygodnie wchodzić i wychodzić, ale za to niestraszne nam będą podmuchy wiatru.

Wejściowy podkop,
czyli przyjemna końcówka pracy.Wejściowy podkop, czyli przyjemna końcówka pracy. Olek Pobikrowski

Zadaszenie zrobione, wejście ze ściankami i daszkiem, jeszcze tylko zatykanie śniegiem dziur w ścianach i można się wprowadzać. Gdyby takie igloo stało dłużej, stopniowo zamieniłoby się w lodową komnatę i wtedy musielibyśmy się przyłożyć bardziej do kwestii wentylacji. Przez kilka pierwszych dni nie ma to jednak żadnego znaczenia.

Mroźny glamping

To nie jest tak, że każdy, kto tu przyjeżdża, musi przez kilka godzin budować sobie nocleg. Wręcz przeciwnie. Willi prowadzi zimowy glamping, czyli luksusowy camping. Są tu przestronne gotowe igloo z podwójnymi lodowymi łóżkami, z lampkami, półkami i zestawem szlafroków. Tak, szlafroków. Tuż obok jest gorąca bania i sauna z przeszkloną ścianą oraz widokiem na góry. Zanim tam trafimy, idziemy na kolację do zrobionej ze śniegu restauracji. Grzane wino, pyszne jedzenie i kucharz, który hobbistycznie jest też sztukmistrzem i między posiłkami pokazuje różne triki. Ludzie przyjeżdżają tutaj na randki z nocowaniem, więc ja i Olek (kolega fotograf z Freeriders) troszkę się wyróżniamy. Na szczęście północni Włosi to bardzo tolerancyjni ludzie. Po kolacji ciepła kąpiel w czapce i sesja w saunie. Jest naprawdę mroźnie. Buty pod banią zamarzają, a my mamy ze sobą tylko narciarskie. Pora przeczołgać się przez syfon i iść spać.

Noc w igloo

Z premedytacją nie wziąłem ze sobą żadnej karimaty. Chcę spać na skórach zwierząt, poczuć, co miał pod plecami taki inuicki myśliwy. Nie mamy jednak skór foki, igliwia i tym podobnych rzeczy, śpimy po prostu w śpiworach na skórach krów i owiec, bo takie akurat były w restauracji. Dostaliśmy też świeczkę. Znam tę sztuczkę z namiotu. Jedna mała świeczka daje w takiej przestrzeni naprawdę sporo ciepła. No, ale jest przy tym trochę strachu, że człowiek, wiercąc się, spali sobie na przykład śpiwór.

Szybki Inuita buduje igloo w 40 minut.
Naszej trójce zajęło to prawie 3 godziny.
Jest jeszcze co poprawiać.Szybki Inuita buduje igloo w 40 minut. Naszej trójce zajęło to prawie 3 godziny. Jest jeszcze co poprawiać. Olek Pobikrowski

Powietrze, którym oddychamy, jest o dobrych 10-15oC cieplejsze niż na zewnątrz i zarazem bardzo świeże. To i brak hałasu furgającego materiału to zasadnicza wyższość igloo nad namiotem. Kto miał (nie)przyjemność spać w górach w takim lekkim namiocie szturmowym, ten wie, o czym mówię. Czytałem, że niedawno polscy himalaiści wybudowali sobie w wysuniętej bazie pod K2 igloo, zamiast rozkładać namioty i nie mogli się nachwalić tego rozwiązania. Teraz doskonale rozumiem, o czym mówili. Jest bez porównania przyjemniej. Ostatnie SMS-ki, posty na Insta i inne głupoty i pora spać.

PRZECZYTAJ TEŻ: Mój pierwszy raz: biatlon

Nie przyjechałem do Speikboden psim zaprzęgiem, tylko wyciągiem narciarskim, więc powiedziałbym, że to była noc na jedną Olę. Oli żadnej nie było, niezmiennie był natomiast Olek. Nie podzielał jednak mojej fascynacji inuickimi technikami grzewczymi i postanowił spać w igloo de lux. Tak żebyśmy mieli porównanie, jak tam jest. Gdy zabrakło Olka i świeczka gasła, zrozumiałem, że skóry, które wziąłem od Williego, nie są wystarczającą izolacją. Miałem swój bardzo ciepły śpiwór, ale od podłogi jednak ciągnęło. Plecak pod stopy, nieużywane ubrania pod ramiona i głowę i poduszka pod pupę. Z taką izolacją w nocy temperatura była już w sam raz i spałem jak suseł do rana. Psy mogłyby jednak zostać na dworze, Oli czy Olka nie śmiałbym wypraszać.

Poranek

Świeże powietrze, brak wiatru
i sporo światła. No i miejsce
na dwa psy. Z łopatą bym się
jednak nie rozstawał, zwłaszcza
jak ktoś ma klaustrofobię.Świeże powietrze, brak wiatru i sporo światła. No i miejsce na dwa psy. Z łopatą bym się jednak nie rozstawał, zwłaszcza jak ktoś ma klaustrofobię. Olek Pobikrowski

Na śniadaniu byliśmy około 8:30 i prawie wszystko było już zjedzone. Cztery pary, które spały tej nocy w luksusowych igloo, wstały bardzo wcześnie. Oczywiście mogło chodzić o to, że nie mogli doczekać się już całego dnia na stoku i chcieli mieć pierwszy szus tylko dla siebie. Myślę jednak, że to bardzo romantyczna randka, ale zarazem dosyć mroźna. Poza gorącą atmosferą polecam równie gorące ubrania. Albo psy. Tak ze dwa, jeśli traficie tam, gdy gwiazdy na niebie świecą wyjątkowo jasno.

Więcej o: