Mój pierwszy raz: joga dla mężczyzn

Po wizycie u urologa trochę więcej myśli niż poranne: "O! dziś znów zapomniałem użyć kremu" poświęciłem swojemu ciału.

Kiedy byłem małym chłopcem, chodziłem z mamą na zajęcia jogi i w ogóle nie kojarzę stamtąd podziału ze względu na płeć. Co więcej, rekreacyjny sport zawsze był dla mnie krainą równouprawnienia. Regularnie wspinam się, jeżdżę na nartach, a próbowałem już w życiu pewnie kilkudziesięciu różnych dyscyplin. W zasadzie zawsze były i chłopaki, i dziewczyny. Oczywiście nie wszystko fajnie trenuje się razem. Na przykład na krav madze moja krucha męska duma słabo znosiła fakt, że ręce wykręcała mi dziewczyna niższa ode mnie o dwie głowy.

Z tym wspomnieniem i wiedziony redaktorską ciekawością trafiłem na autorski trening Yoga Beat dla mężczyzn Karoliny Erdmann. Po 50 minutach mogę tylko powiedzieć, że to zupełnie inna joga niż ta, którą pamiętałem. Autorski program Karoliny jest najzwyczajniej w świecie piekielnie męczący, to taki fitness w opakowaniu asan, dużo ćwiczeń na brzuch, grzbiet i ręce.

Po wszystkim pytam autorki, skąd pomysł, żeby nazwać trening „dla mężczyzn”. Okazuje się, że na zajęcia jogi w Polsce A.D. 2019 trafiają praktycznie same kobiety. Mężczyźni wolą „robić bułę”, niż się rozciągać, aczkolwiek jakby widzieli, jak to wygląda z Karoliną, mogliby zmienić zdanie. Pytam, czym w takim razie różni się wersja męska od damskiej.

– Szczerze? – odpowiada pytaniem Karolina.

– Męska jest trochę mniej męcząca, żeby chłopaków nie zniechęcać.

Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. A jakbym chciał spróbować tej trudniejszej wersji? Okazuje się, że wszystko jest w Fitnoteq. To aplikacja z biblioteką profesjonalnych treningów fitness na filmikach. Są tam treningi Karoliny i wielu innych prowadzących. Dla mężczyzn, kobiet i uniseks.

Pamiętam, jak przed porodem żona trenowała w korytarzu naszego małego mieszkania z filmem fitinstruktorki. Słuchałem zza ściany: „Kochana, teraz możesz mnie nienawidzić, ale jutro mi podziękujesz”. Trochę się z niej śmiałem, trochę jej zazdrościłem. No i teraz mam swoje ćwiczenia. To znaczy nasze, bo mamy wspólny tablet. Możemy się teraz nawzajem sprawdzać, kto ile treningów zrobił. W jednym abonamencie jest ich ponad 200.

Więcej o: