Ernest Hemingway - stary człowiek i Kuba

W lipcu 1960 roku Ernest Hemingway opuścił Kubę, w której mieszkał przez wiele lat. Wyjeżdżając do Hiszpanii był przekonany, że jeszcze wróci do miejsca, gdzie tubylcy nazywali go po prostu "Papa", a niemal każda knajpa serwowała jego ulubiony drink: Daiquiri. Nie wrócił. Niespełna rok później, popełnił samobójstwo.

Ale na Kubie pamięć o pisarzu wciąż jest pielęgnowana. W barze El Floridita, w miejscu, gdzie lubił przesiadywać Hemingway, wciąż stoi jego popiersie. Artysta zwykł zamawiać mojito lub daiquiri - koktajle na bazie rumu, najlepiej lanego podwójnie - które sączył do wczesnych godzin porannych. Choć przylgnęła do niego łatka kobieciarza i niewylewającego za kołnierz awanturnika, we wspomnieniach czytamy, że stronił np. od tematów politycznych - opinie o rewolucji kubańskiej zostawiał dla przyjaciół. O tym, jak bardzo był tajemniczy w tej kwestii niech świadczy chociażby fakt, że w zasadzie do dzisiaj zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy działań Fidela Castro twierdzą, że Ernest Hemingway opowiadał się po ich stronie. Tymczasem jedyne spotkanie artysty z dyktatorem miało miejsce w Hawanie po zawodach wędkarskich. Obaj panowie długo rozmawiali. Podobno o malinach.

HawanaFot. Shutterstock

Oczywiście Kuba Ernesta Hemingwaya to nie tylko takie miejsca, jak El Floridita czy inny upodobany przez autora lokal - La Bodeguita del Medio (w knajpie, oprócz Hemingwaya, lubili pić również Gabriel Garcia Marquez, Nat King Cole i Julio Cortazar). Będąc w Hawanie nie sposób nie zajrzeć do hotelu Ambos Mundos, w którym powstała "Komu bije dzwoń" - nominowana do Pulitzera powieść o hiszpańskiej wojnie domowej, uznawana za jedno z najwybitniejszych dzieł amerykańskiego pisarza. Sam Hemingway na Półwyspie Iberyjskim był kilka razy, m.in. jako korespondent (obowiązki zawodowe rzuciły go również w odleglejsze rejony świata, na czele z Chinami i Birmą). W Ambos Mundos tak bardzo lubiano pisarza, że za nocleg w swoim ulubionym pokoju nr 511 płacił zaledwie 1,5 dolara lub 1,75 dolara, jeśli nocował z ówczesną żoną, Pauline Pfeiffer.

Sam budynek ciężko przeoczyć - uwagę zwraca różowa fasada, od razu zauważalna z ulicy. Hotel jest umiejscowiony blisko tej części kubańskiej stolicy, gdzie kwitło nocne życie - stąd zapewne Hemingway tak bardzo upodobał sobie właśnie Ambos Mundos. Pisał wówczas na stojąco lub leżąco - odkąd odniósł kontuzję kolana, właśnie tak było mu najwygodniej. Jeśli dziś wybierzecie się w to miejsce, w budynku spotkacie nie tylko gości hotelu, ale również licznych turystów podążających śladami swojego ulubionego autora.

Jednak mimo komfortu, jaki zapewniał Ambos Mundos (ot chociażby ulubione potrawy dostarczane na życzenie), Hemingway w pewnym momencie zrezygnował z usług hotelu. Ponoć Marta Gellhorn - trzecia żona pisarza - wymusiła na Erneście kupno domu. Znalazła ogłoszenie o sprzedaży rezydencji Finca Vigia (dosłownie: "posiadłość z widokiem"), umiejscowionej ok. 25 kilometrów od Hawany. Para najpierw wynajęła dom a następnie - za prawa ze sprzedaży "Komu bije dzwon" - kupiła, wydając kilkanaście tysięcy dolarów.

Ernest Hemingway nazwał swoją rezydencję "uroczą ruiną". Wzdłuż drogi prowadzącej od głównej bramy do domu rosło kilkanaście gatunków drzewa mango. Sam budynek otaczało wiele innych rodzajów roślin. Niektóre z nich niebezpiecznie obrastały elewację, ale większość z nich pisarz darzył takim sentymentem, że nie godził się na sugerowane prace renowacyjne. Niedaleko willi stał też domek dla gości.

Również wnętrze rezydencji robiło niemałe wrażenie. Ściany głównych pomieszczeń ozdobiono łbami parzystokopytnych o bujnym porożu. Na podłogach (oczywiście z terakoty) leżały zwierzęce skóry; meble były zabytkowe i urzekające prostotą, za to - bardzo wygodne. To jednak nic przy prywatnej bibliotece, którą ze szczególną starannością pielęgnował artysta: tysiące książek zgromadził nie tylko w okazałym pomieszczeniu - pojedyncze egzemplarze walały się po całym domu, gdzieniegdzie tworząc stosy aż pod sufit. Te oznaki hemingwayowskiego chaosu widzimy do dziś - willa jest udostępniona zwiedzającym w niemal niezmienionej od wielu lat. Goście nie mogą co prawda wejść do środka, ale przez okna widać, że kolejne pomieszczenia wyglądają tak, jakby właściciel rezydencji miał zaraz wrócić...

Pisząc o Finca Vigia należy wspomnieć również o personelu pilnującym posiadłości. Był i główny służący Rene i chiński kucharz. Zresztą Rene - wieloletni przyjaciel Hemingwaya - powiedział kiedyś o nim, że "kochał go jak ojca, a szanował jak przyjaciela". W pobliżu budynku spotkać można było nawet dozorcę, którego specjalnym zadaniem było dbanie o posiadane przez pisarza koguty trenowane do walk. W gotowości był ponoć również lekarz - Hemingway skarżył się na wiele dolegliwości, czego materialną formą pozostawała z pewnością łazienka w willi: wszędzie lekarstwa, przyrządy do mierzenia ciśnienia, wszelakie zapiski dokumentujące stan zdrowia artysty.

Hemingway uwielbiał wędkarstwo. Być może właśnie od połowu ryb rozpoczęła się kubańska fascynacja pisarza. Artysta w Hawanie pojawił się po raz pierwszy pod koniec lat 20 ubiegłego wieku, kiedy parowiec, którym podróżował musiał - z przyczyn technicznych - zatrzymać się właśnie na kubańskim wybrzeżu. Hemingwaya od razu zaatakował nie kraj rządzony przez mafię i gangsterów prowadzących nocne kluby, ale pejzaż pełen kutrów oraz rybaków wracających z połowów.

HawanaFot. Shutterstock

Zamiłowanie do wędkarstwa okazało się na tyle duże, że artysta zdecydował się na kupno własnej łodzi "Pilar", a w wiosce, w której była ona zakotwiczona (Coj~mar) rozgrywa się akcja najbardziej znanej powieści pisarza - "Stary człowiek i morze". Opiekuna jachtu - Gregoria Fuentesa - jeszcze do niedawna można było spotkać na Kubie. Mężczyzna - wieloletni przyjaciel Hemingwaya, pierwowzór głównego bohatera kultowej książki - chętnie dzielił się wspomnieniami dotyczącymi pisarza. Sam jednak, podobno, "Starego człowieka i morza" nigdy nie przeczytał. Niestety Fuentes zmarł w 2002 roku w wieku 104 lat. Opinia o Hemingwayu, którą wypowiedział wiele lat temu, idealnie oddaje charakter wybitnego pisarza. Fuentes mawiał: "Wśród Amerykanów są dobrzy i źli, ale nigdy nie spotkałem kogoś tak inteligentnego i ludzkiego zarazem jak Ernest Hemingway".

Ze śladami tego geniuszu wciąż można zetknąć się w wielu miejscach. Wystarczy polecieć na Kubę.