Podróż do Dubaju: tu wszystko musi być 'naj'

W Dubaju jest wszystko, nawet miejski system wypożyczalni rowerów. Tylko rowerzystów na razie brak. Ale jak szejk będzie ich potrzebował, to pewnie sprowadzi ich z Amsterdamu. Wszystkich.
Panorama Dubaju Panorama Dubaju fot. materiały prasowe

N jak nowoczesność

Rozmach Dubaju zapiera dech. Tu nikt nie lubi kompromisów. Wszystko musi być B&B, "best and biggest", najlepsze i największe. Najlepiej poświadczone certyfikatem Księgi rekordów Guinnessa. Błyszczące. Oszałamiające.

Tak jak Burdż Chalifa, najwyższy (oczywiście!) wieżowiec świata. Ma 829 metrów (nasz Pałac Kultury i Nauki ze swoimi 237 metrami, i to licząc z antenami na dachu, to przy nim krasnal). Kiedy wysiadłem z mikrobusu, wydawało się, że Burdż Chalifa jest tuż-tuż, na wyciągnięcie ręki. Ruszyłem szparko. Maszerowałem, maszerowałem, a wieżowiec cały czas był daleko. Policzyłem piętra w sąsiadujących z gigantem budynkach. Trzydzieści kilka. Czyli ponad 100 metrów wysokości. Wszystko jasne, przyzwyczajony do warszawskich wielkości, podświadomie uznałem, że?domy obok Burdż Chalifa są małe, a odległości - niewielkie. Skończyło się 15-minutowym marszem w dubajskim upale.

- My friend, to nie upał, teraz mamy porę chłodną - skomentował moje narzekania przewodnik. Faktycznie, temperatura ledwo przekraczała 30 stopni, w lecie dochodzi do 50.

Burdż Chalifa: widok z tarasu widokowego zapiera dech w piersiach, Podróż do Dubaju: tu wszystko musi być fot. Piotr Hykawy-Zabłocki

W Burdż Chalifa wjechałem na 124. piętro, na taras widokowy (oczywiście najwyżej położony na świecie). Spojrzałem w dół. Było zbyt blisko chmur, by odezwał się mój lęk wysokości. 100-metrowe wieżowce wyglądały jak modele na makiecie, domy mieszkalne - jak budowle z klocków Lego. Samochody widać było tylko przez lornetkę. Wokół, zaraz za granicami miasta, rozciągająca się po horyzont pustynia.

Żeby zrozumieć, czym jest Dubaj, warto zwiedzić fort Al Fahidi, w którym mieści się muzeum Dubaju. Stare mapy, zdjęcia, pieczołowicie odtworzone fragmenty starej ulicy z kramami handlarzy i figurami ludzi - wszystko pozwala poczuć, jak to wyglądało kiedyś.

Fort Al Fahidi to najstarszy zabytek Dubaju, azja, podróże, Podróż do Dubaju: tu wszystko musi być fot. Piotr Hykawy-Zabłocki

Kiedyś - czyli przed odkryciem ropy naftowej w 1966 r. Handlowa mieścina była malutka i niezbyt bogata. Mieszkało tu 60 tys. ludzi, w połowie lat 70. - ok. 180 tys., dziś ponad 2 miliony. Przez miasto prowadzi 14-pasmowa autostrada, jest metro, które cały czas jest rozbudowywane, powstają linie tramwajowe, w niebo wzbijają się dziesiątki szklanych drapaczy chmur i setki dźwigów budujących kolejne wieżowce. To nie rozwój, tylko eksplozja. Ambitni szejkowie postanowili stworzyć metropolię i to zrobili. Każdy kawałek gruntu został wyrwany pustyni. Dlatego kiedy poprosiłem przewodnika, by pokazał mi stary Dubaj, mógł pokazać mi właściwie tylko Al Fahidi. Cała reszta jest młodsza ode mnie.

Suki to jedyne miejsca w Dubaju, gdzie turysta może poczuć posmak tradycji Suki to jedyne miejsca w Dubaju, gdzie turysta może poczuć posmak tradycji fot. materiały prasowe

K jak kamyki z czekolady

No dobrze, jest jeszcze kilka rzeczy, które nie błyszczą szkłem i stalą. Posmak tradycji można poczuć na sukach, arabskich bazarach. Pierwsze wrażenie - czy ja na pewno jestem w emiracie arabskim? Wokół mnie głównie imigranci z Indii, Pakistanu i Bangladeszu. Mój przewodnik później mi wytłumaczył, że ponad 85 proc. ludności Dubaju to imigranci. Ja?odwiedziłem dwa żelazne punkty turystyczne - targi z przyprawami oraz ze złotem. Na jednej z wystaw eksponowano największy na świecie pierścionek, raczej dla olbrzymki (dla zasady przypomnę - miał certyfikat Księgi rekordów Guinnessa). Na sukach wszyscy zaczepiają przechodniów.

- Oryginalny roleks, prawie za darmo.

- Szafran? Po co przepłacać, kup u mnie.

- U mnie najtaniej.

- Sir, może pierścionek dla żony?

Na bazarach można potrenować sztukę targowania. Ale na sukces mogą liczyć tylko najlepsi, azja, podróże, Podróż do Dubaju: tu wszystko musi być fot. materiały prasowe

Kupiłem "arabskie M&M'sy", czyli różnokolorowe czekoladki w kształcie kamyków oraz oryginalną turecką herbatę jabłkową, którą lubi moja żona. Kamyki były pyszne, herbata nie miała nic wspólnego z oryginałem. Zapytałem sprzedawcy, czy muszę się targować. - My friend, cena jest tak dobra, że targowanie byłoby grzechem - odparł. Hmm, chwilę później koleżanka kupiła chustę za 15 dirhamów. Cena wyjściowa - 130.

 

Pieniądze i ceny

Walutą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest dirham (AED) - 1 dirham to ok. 90 groszy. Na lotnisku w Dubaju można wymienić euro lub dolary na dirhamy, kantor zobowiązuje się odkupić później całą niewykorzystaną kwotę po tym samym kursie.

Dubaj jest bardzo drogim miastem, choć oczywiście można zaplanować całkiem niedrogie wakacje. Nocleg w hostelu lub tanim hoteliku kosztuje ok. 150 AED, w lepszej lokalizacji ceny zaczynają się od 200-250 AED za noc. Górna granica to noc w siedmiogwiazdkowym Burdż al-Arab, gdzie najtańszy pokój kosztuje ponad 5 tys. dirhamów. Zwiedzanie Dubaju z przewodnikiem - od 160 AED, wynajem samochodu - od około 160 AED za dobę. Jedzenie na ulicy jest tanie, można zjeść shoarmę za kilka dirhamów, przekąska w centrum handlowym to kilkanaście dirhamów, w restauracji - kilkaset. Alkohol jest dostępny właściwie tylko w barach hotelowych.

Robotnicy płyną łodziami do pracy. W tle nowoczesna dzielnica finansowa Robotnicy płyną łodziami do pracy. W tle nowoczesna dzielnica finansowa fot. materiały prasowe

D jak dobry szejk

Zwiedzanie Dubaju z przewodnikiem miało nieprzewidziany w cenniku wymiar humorystyczny. Dowiedziałem się nie tylko o wszystkich "bests & biggests", ale i o ciekawostkach Dubaju oraz o dobroci, mądrości, łaskawości i wyjątkowości dubajskiego władcy, Muhammada ibn Raszida Al Maktuma.

Po kolei: szejk sam jeździ samochodem, choć mógłby mieć szofera. Szejk odkłonił się kiedyś naszemu przewodnikowi w centrum handlowym, choć szejk to władca i bogacz, a nasz przewodnik - skromny imigrant. Szejk dba o swoich obywateli, każdy dubajczyk dostaje od państwa dom i pieniądze na dzieci (dotyczy to wprawdzie tylko obywateli Dubaju, których jest jakieś 15 procent, ale zawsze). Dzięki szejkowi przestępczość wynosi zero, przecinek, zero, jeden procent (chyba pogubiłem się w liczbie zer po przecinku). Ta ostatnia informacja trochę kłóciła się z informacjami z gazety "Gulf News", w której opisano kradzież, pobicie i próbę molestowania.

Może Anglosasi kupują takie hagiograficzne historie, ale ja pamiętam jeszcze gospodarskie wizyty genseków, więc jestem uodporniony. Ale zwiedzanie i tak było udane - meczety, suki, port i rejs po nim. Niesamowite kontrasty pomiędzy nowoczesnymi arteriami i małymi uliczkami w dzielnicach imigrantów, pomiędzy ulicznymi straganami a luksusowymi centrami handlowymi.

W centrach handlowych Dubaju można nawet nauczyć się nurkowania, Podróż do Dubaju: tu wszystko musi być fot, materiały prasowe

Centra handlowe w Dubaju to ważny element gospodarki. Emirat jest nazywany "zakupową stolicą Bliskiego Wschodu". W mieście jest około 70 centrów, a mieszkańców jest mniej niż w aglomeracji warszawskiej! Przy okazji: Dubai Mall jest największym centrum handlowym na świecie. O zgrozo, nie zauważyłem odpowiedniej plakietki Księgi rekordów Guinnessa. Choć domyślam się, że gdzieś jest, tylko jej nie znalazłem, w Dubai Mall jest w końcu 1200 sklepów. Jest też akwarium - największe na świecie w budynku użyteczności publicznej (to tabliczka potwierdzała). Można w nim się nawet uczyć nurkowania. Cena za szkolenie - jakieś 1,5 tysiąca dirhamów. W innym centrum handlowym można pojeździć na nartach, na stoku jest prawdziwy śnieg, a nie sztuczna nawierzchnia. W godzinach modlitw w alejkach między sklepami zamiast muzyki słychać śpiew muezina. Ale w tłumie nie zauważyłem modlących się, zresztą zdecydowana większość ludzi to imigranci i turyści.

Jedynym miejscem, gdzie spostrzegłem więcej kobiet w czarnych abajach i nikabach, była alejka ze sklepami Louis Vitton, Dolce & Gabbana, Dior, Armani, Zegna. Nawet ja zobaczyłem, że ich abaje wyglądały inaczej niż pań krążących po sukach. Były świetnie skrojone i - choć zakrywały całe ciało - bardzo kobiece. Spod szat na schodach błyskały seksowne złote szpilki, panie na ramionach miały drogie torebki, a w dłoniach najnowsze modele iPhone'ów. Taki muzułmański tradycjonalizm w eleganckim wydaniu.

Najdroższy i najbardziej luksusowy hotel świata oczywiście znajduje się w Dubaju: to siedmiogwiazdkowy Burdż al-Arab Najdroższy i najbardziej luksusowy hotel świata oczywiście znajduje się w Dubaju: to siedmiogwiazdkowy Burdż al-Arab fot. materiały prasowe

L jak luksus

Dubaj nie należy do tanich miast, ale luksus otaczający turystę (zamożnego turystę) jest obezwładniający. Ja zatrzymałem się w hotelu Jumeirah Zabeel Saray (ceny pokojów za noc - od tysiąca złotych w górę). To hotel na sztucznej wyspie Palma Dżamira (Palm Jumeirah), w kształcie palmy właśnie. Te sztuczne wyspy robią niesamowite wrażenie na zdjęciach satelitarnych. Z bliska widać, że są gęsto zabudowane hotelami i apartamentami, pomiędzy którymi prowadzą szerokie drogi. Mój hotel położony był na wewnętrznym brzegu pierścienia otaczającego "liście". Oczywiście miał własny basen i plażę.

Jeśli otoczenie hotelu było eleganckie, to wnętrze ociekało przepychem. W łazience miałem wielką marmurową wannę. Ale to nie marmur jest symbolem luksusu w tej pustynnej krainie, tylko woda. Dlatego przed siedzibami banków, nawet w centrum, przy ruchliwych ulicach, są fontanny. Kiedy o tym usłyszałem, zacząłem się zastanawiać, czy o luksusie wanny świadczy marmur, czy jej wielkość. Do jej napełnienia potrzebna była ilość wody, która 100 lat temu wystarczyłaby arabskiej rodzinie na pustyni na tydzień życia.

Luksus oznacza również obsługę. W hotelu wyciągnięcie papierosa powoduje, że ktoś podchodzi z zapalniczką. Ktoś błyskawicznie uzupełnia zapas wody w pokoju. Na plaży ktoś rozkłada koc na leżaku. Na lotnisku ktoś poniesie walizkę. Na ulicach ktoś tak często sprząta kosze na śmieci, że wydają się cały czas puste. Ci ktosie to oczywiście imigranci. Może to i wygodne, ale ja nie jestem przyzwyczajony. Kiedy po powrocie na Okęciu musiałem sam zatargać walizkę do taksówki, poczułem że jestem w domu.

 

Jak dolecieć

Można z przesiadkami (Air?Berlin, Czech Airlines, Ukraine International) - od?1700 zł w obie strony. Najwygodniej bezpośrednio z Warszawy - liniami Emirates, od 2100 zł.

Podróż jak z baśni

Autor tekstu odwiedził Dubaj na zaproszenie linii Emirates i miał przyjemność lecieć pierwszą klasą. Niestety bilet na taki lot kosztuje ponad 21 tys. złotych, ale za to jest o czym opowiadać znajomym. W czasie 5,5-godzinnego lotu są dwa posiłki (na eleganckiej zastawie), w barku zacny wybór szampana, whisky i likierów. Fotel rozkłada się w komfortowe łóżko, do dyspozycji jest telewizorek plus pokaźny zapas filmów (autor obejrzał "Django" Quentina Tarantino, popijając Kir Royal). Taka podróż to czysta przyjemność. Całe szczęście linie Emirates słyną z jakości również w klasie ekonomicznej, więc lot do Dubaju na pewno nie będzie się dłużył.