Puk, puk.

- Panie prezesie, jakiś pan do pana. Podobno umówiony - powiedziała  sekretarka wyglądając zza lekko uchylonych drzwi - Ale ja go nie mam w grafiku.

- Nie ma w grafiku? Niech sp... spływa, spada, spasuje, a najlepiej spotka się z kimś innym, pani Joasiu - odpowiedział pan prezes i spróbował wrócić do lektury ulubionej porannej gazety. Nie udało się.

- Ale panie prezesie, to ja! - dobiegło zza drzwi - Nie pamięta pan? To ja, [nazwisko znane redakcji]!

Prezes westchnął. Pani Joasia była jednak weteranką bojów o audiencję.

- Już wzywam ochronę - powiedziała, zamykając drzwi.

film, kino, hollywood, dyrektor- Nie, nie, niech wejdzie - pan prezes  mógł sprawiać wrażenie zrezygnowanego, jednak gdy pani Joasia, nieco zdziwiona, otworzyła drzwi i niegrzecznym ruchem zaprosiła petenta do gabinetu, przywołał na twarz standardowy uśmiech numer siedemnaście.

Gdy [nazwisko znane redakcji] wszedł, pan prezes już stał z rękoma rozłożonymi szeroko w geście powitania. Uścisnęli sobie dłonie.

- Proszę, proszę, niech pan siada - pan prezes wszedł w rolę dobrego gospodarza - Czego się pan napije? Kawy, herbaty, soku? Whisky nie proponuję, pan wybaczy, ale mam jeszcze dziś spotkania z pięcioma senatorami, a żona się denerwuje, jak wracam do domu na gazie.

Petent usiadł na jednym z gabinetowych krzeseł, a prezes kontynuował, zbliżając się do swojego prezesowego fotela.

- Sam pan rozumie, z senatorami nie ma lekko. Każdy chce się ze mną napić, a jak odmówię, to wychodzi obrażony. Rozcieńczam jak mogę, ale wieczorem nie da rady, jestem pijany jak Irlandczyk 17 marca. Alkoholizm w mojej pracy to choroba zawodowa.

Petent otworzył usta, prezes usiadł, petent zamknął usta, a prezes powiedział do interkomu, przyciskając guzik środkowym palcem:

- Pani Joasiu, kawa dla pana [nazwisko znane redakcji], dla mnie to co zawsze o tej porze.

- Już się robi - odpowiedział interkom.

- Słucham, o co chodzi? - standardowy uśmiech numer siedemnaście zmienił się w coś między dwudziestką trójką ("profesjonalizm w każdym calu") a trzydziestką ("pan wie, kto tu rządzi").

Petent siedział na krześle wyprostowany jak struna, ręce złożywszy na kolanach. Przełknął ślinę.

- Robimy film z kolegami - powiedział cichutko.

- Słucham? - pan prezes pochylił swoje wielkie ciało nad biurkiem.

- Film robimy... Z kolegami - powiedział [nazwisko znane redakcji], odrobinę głośniej.

- Co? - prezes wciąż nie słyszał.

- Film! Z kolegami!

Prezesa wcisnęło w fotel.

- Ale dlaczego tak głośno? Wszyscy którzy tu przychodzą, robią filmy, nie wszyscy wprawdzie z kolegami, ale poza tym to wszyscy. Czemu się pan tak denerwuje?

- Bo...

- Pani Joasiu, pani doleje czegoś do tej kawy - powiedział prezes do interkomu, po czym zwrócił się ponownie do petenta - Tak?

- ...

- Jaki to będzie film?

- No, przygodowy - bąknął [nazwisko znane redakcji], na szczęście wystarczająco głośno.

- Przygodowy? Super. Z właśnie takimi filmami się do mnie przychodzi. Budżet?

- Na razie dwieście.

Prezes gwizdnął.

- Nieźle... No to na pewno macie jakieś gwiazdy?

film, kino, hollywood- Mamy [inne nazwisko znane redakcji] i [jeszcze inne nazwisko znane redakcji], choć ona się jeszcze waha. Ale na dniach powinna podpisać. Załatwili ją nam w Aktorskim. Do tego jest opłacony jeszcze jeden M-17.

- Młody, przystojny, raczej zdolny, hm.. No ładnie, podoba mi się - pan prezes się rozluźnił - Zapowiada się poważny hit. W takim razie podpisze pan tylko kilka papierków i można kręcić.

- To bardzo dob... - zaczął [nazwisko znane redakcji] i w tym momencie weszła pani Joasia z tacą.

- Dziękuję - prezes  wziął gigantyczny kubek, znad którego unosiła się para. Petent dostał filiżankę espresso - Proszę mi przynieść wymagania na A-2002.

- Oczywiście, panie prezesie - dygnęła pani Joasia.

- Rozumie pan, formalności - powiedział pan prezes, gdy [nazwisko znane redakcji] drżącymi rękami podnosił filiżankę do ust - Listy dialogowe są?

- Są.

- Super. Do mnie się przychodzi z gotowymi listami dialogowymi.

W tym momencie wróciła pani Joasia z dwiema teczkami. Jedną podała nieco już rozluźnionemu [nazwisko znane redakcji], a drugą prezesowi.

- Procedurę pan zna, prawda? Niestety przepisy wewnętrzne wymagają, bym o wszystkim poinformował pana osobiście - pan prezes otworzył teczkę - Jak na mój gust to mógłby to załatwić z panem zwykły urzędnik, ale przecież w naszym wydziale nie ma urzędników, jestem tylko ja i pani Joasia. Ale przecież pan to wszystko wie. Do rzeczy: na pierwszych czterech stronach ma pan listę kretyńskich tekstów. Przy pana budżecie, liczbie gwiazd oraz kategorii musi pan wybrać cztery z nich i umieścić w swoim filmie, w odstępach nie krótszych niż dwudziestominutowe. Wszystko jasne?

- Aż cztery? Ostatnio Steven kręcił podobny i miał tylko jeden kretyński tekst.

Uśmiech numer cztery ("już przez to przechodziłem").

- Ale Steven na egzaminach wstępnych do Holywood miał dziewięćdziesiąt procent, prawda? Ja rozumiem, że testy może nie są obiektywne, dużą rolę odgrywają czynniki takie jak stres, kondycja fizyczna, udany bądź nieudany seks poprzedzającej nocy - prezes uśmiechnął się zbyt lubieżnie - Jednak chyba pan rozumie, że pięćdziesiąt cztery procent nie stawiają pana w pozycji dobrej do negocjacji z naszym wydziałem. Poza tym Steven nakręcił już czternaście filmów, a pan? Cztery teksty. Albo, co mi tam. Fajny był ten pana ostatni film. O tamtej parze, jak im było? Komedia taka...

- [tytuł znany redakcji]?

- O, właśnie. Bardzo mi się podobał. Niech więc będą trzy teksty, ale bierze pan gwiaździsty sztandar. Zwracam uwagę, że ostatnio złagodziliśmy przepisy, flaga może być postrzępiona.

- To ja już wolę cztery teksty.

- Pana wybór. Proszę wybierać.

film, kino, hollywood,OskarW czasie gdy [nazwisko znane redakcji] przeglądał teczkę, prezes najpierw upił kilka łyków tajemniczego płynu ze swojego kubka, poczym wstał i usiadł, jak to miał w zwyczaju, na krawędzi biurka.

- I jak? Wybrał pan coś?

- Ta-ak, wezmę czwarty od dołu na stronie pierwszej.

- "Do tego byliśmy szkoleni przez te wszystkie lata" - prezes coś zanotował w swoich papierach - Znakomicie, co dalej?

- Na drugiej stronie dwa. Siedemnasty od góry...

- "Zawsze chciałem/łam być tak jak on/a"

- ...tak, i do tego jeszcze czternaście w dół.

- "Walczymy za kraj, za nasze dzieci i dzieci naszych dzieci. Za taki kraj, jaki stworzyli nasi ojcowie" - wyrecytował prezes z pamięci - Super. Został panu jeszcze jeden.

- Zastanawiam się między "to dla mnie zaszczyt umierać za taką sprawę", a ?kocham cię tak, jak nikt nigdy jeszcze nikogo nie kochał?. Jak pan myśli?

Uwadze prezesa nie umknął coraz lepszy nastrój [nazwisko znane redakcji]. To pewnie ta kawa, pomyślał, ale na głos powiedział tylko:

- To pana film, panie [nazwisko znane redakcji], choć ja polecam flagę.

- Nie chcę żadnej flagi - [nazwisko znane redakcji] dopił kawę - Miałem już flagę w [tytuł znany redakcji] i dwie flagi w [tytuł znany redakcji], wystarczy. Dobra, biorę ten o zaszczycie.

- Super. Teraz na kolejnych trzech stronach opisane są nieścisłości logiczne w scenariuszu. Proszę zwrócić uwagę, że niektóre są pisane żółtym, inne zielonym atramentem. Jak dla pana, cztery żółte lub dwa zielone.

- Dwa zielone? To jest rozbój w biały dzień! - oburzył się [nazwisko znane redakcji].

- Nie rozbój, a Holywood i nie w biały dzień, a w majestacie prawa.

- Ale Steven...

- Dziewięćdziesiąt procent - zniecierpliwił się w końcu pan prezes, po czym pokazując na petenta dodał - Pięćdziesiąt  cztery. Które nieścisłości pan bierze?

- To oburzające. Tu się nie da robić filmu - [nazwisko znane redakcji] wciąż jeszcze siedział, ale gestykulował z pasją.

- Jak pan chcesz robić film to jedź pan do Europy. Tutaj się robi showbiznes.

Prezes wciąż siedział spokojnie na krawędzi biurka. Obserwował reakcje rozmówcy z miną rzeczoznawcy.

- Dupa, nie showbiznes!

Za dużo kawy.

- Właśnie tak, panie prezesie, dupa! - kontynuował [nazwisko znane redakcji] - I jeszcze te wasze testy. David ode mnie ściągał i co? Teraz robi ambitne kino! Za duże pieniądze!

- Ale u Davida nie ma gwiazd. A pan ma gwiazdy. Dwie. I do tego jeszcze ten M-17. Potrzebne to panu?

- W Aktorskim mi kazali - petent wyraźnie spokorniał - W zamian za to mamy [jeszcze inne nazwisko znane redakcji] pół darmo.

- No tak, to jest problem - pan prezes był wyrozumiałym człowiekiem - A jak poszło w Akademii?

[nazwisko znane redakcji] westchnął.

- Mieliśmy kłopoty z budżetem. Starczyło tylko na oscary za drugoplanową męską i kostiumy. 20... rok.

- Za dwa lata? To długo pan to będzie robił.

- Przez efekty specjalne.

- Na jakim poziomie?

- De cztery.

- Avatara to pan z tego nie będzie miał.

- Wiem, ale w Scenariuszach zgodzili się w zamian za to na niebanalny wątek miłosny.

Prezes rozpromieniał.

- Enwuem? Super. Mam w takim razie coś dla pana. Niech pan zajrzy na ostatnią stronę nieścisłości. Paragraf dwadzieścia jeden.

- "Bohater który umarł, wcale nie umarł" - przeczytał [nazwisko znane redakcji] - No i?

- Przecież to coś w sam raz dla pana - powiedział pan prezes - Prawdziwa miłość przezwycięży wszystkie przeszkody.

- Ależ panie prezesie - [nazwisko znane redakcji] wstał - Zgodziliśmy się chyba na cztery kretyńskie teksty. To niech mi pan teraz nie wciska następnego, dobrze?

- To nie kretyński tekst, panie [nazwisko znane redakcji]. To wątek. Pomysł.

[nazwisko znane redakcji] usiadł.

- Może i niezłe. Ale znowu będę musiał lecieć do Scenariuszów, a tam jest taka niemiła sekretarka. Nie to, co pani Joasia.

- Niech pan leci tam do nich, ja pana zapowiem, będzie dobrze.

- Byłby pan tak miły?

- Oczywiście. To Ameryka. Kraj miłych ludzi.

- Świetnie, to ja lecę. Muszę się śpieszyć, za trzy dni pierwszy dzień zdjęciowy - powiedział zdenerwowany [nazwisko znane redakcji] i wybiegł.

- Niech pan biegnie. Proszę pozdrowić małżonkę! - krzyknął jeszcze pan prezes. Tamten nie usłyszał. Na szczęście, gdyż - jak tuż po zamknięciu ust przypomniał sobie prezes - jego rozmówca był gejem, dostał nawet jakąś nagrodę dla reżysera-geja od stowarzyszenia gejów.

Czy coś.

Prezes podszedł do intercomu.

- Pani Joasiu, proszę mnie połączyć ze Scenariuszami.

Usiadł. Nie mam lekkiej pracy, pomyślał. W kółko tylko ci reżyserzy i reżyserzy. Albo producenci, jeszcze gorsi. Ten był nawet w porządku, tylko nie wolno mu dawać kawy, gdy przyjdzie następnym razem. A przyjdzie. Zostały jeszcze do omówienia kwestie odrealnienia bohaterów, ilość pokazanej nagości (zarówno męskiej jak i żeńskiej), wątki patriotyczne, namolność product placementu i parę innych.

- Panie prezesie, mam połączenie ze Scenariuszami - odezwał się intercom - Ale przyszli ci z ...-coli. Co mam zrobić?

- Niech wejdą - standardowy uśmiech numer siedemnaście już wykwitł na twarzy prezesa - Do tamtych jeszcze zdążę zadzwonić. Niech pani zacznie robić kawę.

- Już się parzy, panie prezesie.

 

Bohdan Pękacki

Zdjęcia: Shutterstock (montaż)

 

Zobacz Inne felietony Bohdana Pękackiego