Drogi Sebo, pytanie o to, jak chodzić do kina, żeby się nie wydało, że twoja stara nie umie pisać smsów, a twój stary jest ogórkiem małosolnym, to - zaraz po hasłach ?Trencz Dolce Gabbana?, ?Strzały pod Smoleńskiem? i ?Jak wyjechać z tego kraju i już nigdy nie wrócić?? - najczęściej googlowane zapytanie w Polsce.

Na początek małe wprowadzenie. Jako że jesteś z Inowrocławia, czyli Polskiej Stolicy Ogórka Małosolnego, to możesz nie wiedzieć o dwóch sprawach: pierwsza - luźno związana z tematem - jest taka, żebyście przestali wkładać sobie tik taki do nosa, bo słyszeliśmy, że macie z tym w Inowrocławiu jakiś gigantyczny problem i już nawet Kalisz się z was śmieje. A druga sprawa to taka, czym jest kinopleks i o co tam w ogóle chodzi.

Otóż, kinopleks to taka zastępcza wersja lotniska dla miast, które są za małe, żeby zmieścił się w nich samolot i gdzie jedyną formą podróżowania mieszkańców jest oglądanie filmów i butapren ze starym pod stołem w kuchni. Czyli za stosunkowo niewielką cenę masz szansę poczuć międzynarodową atmosferę, pogapić się na ekran z godzinami odlotu i kupić sobie małe piwo z sokiem za 18 ziko.

Make Life Harder: jak zachować się w kinie, make life harder

Dlatego pamiętaj, Seba, żeby małosolne zostawić staremu pod stołem w kuchni i niech sobie nimi pogra w tego swojego hokeja. Zresztą wszystkim to i tak wyjdzie na dobre, bo od czasu, kiedy matka zjadła mu bramkarza i stary musiał go zastąpić serkiem grani, to jest chodzącym kłębkiem nerwów, mimo że serek grani robi na bramce co może, żeby to wszystko miało jakiś sens.

Ale do rzeczy. W kinopleksie, zwłaszcza z dziewczyną, zachowujesz się jakbyś faktycznie był na lotnisku, czyli masz wyjebane i udajesz, że to nie jest twój pierwszy raz. I w zależności od tego, na jaki idziesz film, robisz inne szoł. Jak idziesz na amerykański film typu nowy Batman, to trochę jakbyś leciał Lufthansą do Nowego Jorku, a więc obowiązuje tzw. smart casual, czyli nikt nie wie co to znaczy, ale postaraj się wyglądać jakoś między Mattem Damonem a hotelem Orbis w Międzyzdrojach.

Z kolei jeśli wybierasz się na film polski, na przykład na nowego Jurka Hoffmana, to trochę jakbyś leciał PKS-em z Ostródy do Suwałk, a więc też podróż, ale już bardziej na własne ryzyko i przez cały czas się zastanawiasz, jak to możliwe, że PKS oderwał się od ziemi i czy to na pewno jest bezpieczne. Czyli obowiązują stroje powstańcze: rozerwana koszula (mogą być też serki w jaskrawych kolorach), kowbojki, rogatnica i biało-czerwona opaska na ramieniu.

Na wszelki wypadek do kina zawsze zabieramy paszport. Co prawda na filmy europejskie można wchodzić na dowód, ale potem zwykle się okazuje, że ta bułgarska komedia z Christo Stojczkowem jest jednak w koprodukcji kanadyjskiej i wieczór kończysz w ambasadzie na szarpaninach, gdzie musisz słuchać głupich tłumaczeń ambasadora, że to wszystko jest w twojej głowie i że do kina można wchodzić na bilet, i żebyś przy okazji przekazał staremu, że wniosek wizowy serka grani jest już gotowy i że serek może się pakować, bo w Vancouver już na niego czekają.

Tak więc widzisz Seba, że to wcale nie jest takie łatwe. Przynajmniej nie dla nas.

 

 

Zobacz też na Logo24:

Make Life Harder uczy savoir vivre'u: powitanie

make life harder, Make Life Harder uczy savoir vivre'u: powitanie, savoir vivre

Make Life Harder: poradnik internetowego hejtera

Make Life Harder: Warszawa to ciągle wieś