To, czy umiesz z niej korzystać i czy umiesz reagować na zagrywki przeciwnika, decyduje, czy będziesz mistrzem czy tylko niezłym zawodnikiem.

Siła krytyki

Każda wypowiedź czy ocena innej osoby oddziałuje na ciebie znacznie mocniej, jeśli jest negatywna. Dla ambitnego sportowca nawet dziesięć pochwał nie zrównoważy jednej krytyki. To zjawisko opisano w podręcznikach psychologii już w latach 50. Jak sobie z tym poradzić? Przede wszystkim uświadom sobie, że taki związek istnieje, i spróbuj go zneutralizować. Musisz znać swoją wartość. Na zawodach nie może na ciebie oddziaływać tekst rzucony przez kolegę:

?O! Przytyło się!? Niech cię nie rusza macanie boczków czy skrytykowanie doboru butów. Gdy decydujesz się na start czy na ważny mecz, pamiętaj: Wszystko, co było do zrobienia, zostało zrobione. Przygotowałeś się najlepiej, jak potrafisz. Obejrzyj dzienniczek treningowy. Tam wszystko jest. A nawet jeśli są braki - nie pora teraz, by się nimi martwić.

W każdym elemencie szukaj plusów, a nie luk. Jak w skeczu o trzech sprawnych kołach traktora. Nie udało się wykonać 20 proc. treningów? Powiedz sobie, że zrobiłeś 80 proc. Kiedyś bardziej przykładałeś się do treningu? Teraz twoim atutem jest doświadczenie.

Jeśli przed zawodami masz problem ze zdrowiem, nie pokazuj tego. Weź przykład z legendarnej triatlonistki Chrissie Wellington. Gdy stawała na starcie z kontuzją, specjalnie zakładała podkolanówki, by inne dziewczyny nie widziały taśm trzymających w ryzach jej uszkodzone achillesy.

Masz być jak posąg. Gdy zapytają, jak idzie trening, nie narzekaj po polsku. Powiedz, że dobrze i że udało się zrealizować założenia.

Gdy zauważą kaszel - powiedz, że połknąłeś komara. Większa waga jest efektem treningu siłowego, a lekkie utykanie występuje u ciebie zwykle po masażu i przechodzi w czasie rozgrzewki.

Opisane obok magiczne rytuały poprawiają samopoczucie tylko ich wykonawcy, ale są i takie, które mają wpłynąć na rywali. Weźmy przykład LeBrona Jamesa - dwumetrowiec wychodzi na boisko, sypie sobie na dłonie sporą porcje talku, po czym rzuca go w górę, robiąc efektowny biały obłok. W tym momencie wszystkie kamery są skierowane na niego, widzowie przepychają się z komórkami, by mieć fotkę wydarzenia, a na telebimach jest tylko jedna postać.

Po kilku latach rytuał stał się zaraźliwy i obecnie, gdy LeBron rzuca talk, publika ciska w górę kilogramy konfetti. Pomyśl, jak muszą się w tym momencie czuć przeciwnicy, gdy nawet ich kibice kierują wzrok gdzie indziej.

Spróbuj czegoś takiego. Może być rytualna pieśń (nowozelandzka haka dodatkowo ma wzbudzać strach u przeciwników rugbistów All Blacks), a jeśli czujesz się naprawdę mocny - możesz spróbować motywu rodem z ?Podziemnego kręgu?.

To przedmeczowy rytuał Johna Hendersona - defensywnego zawodnika z ligi futbolu amerykańskiego. Ten 160-kilogramowy olbrzym przed meczem zawsze prosi jednego z trenerów, by walnął go z całej siły w twarz. Zdejmuje kask, przyjmuje cios, po czym sam rusza na rywala.

W Polsce krąży historia o Władysławie Komarze, który ponoć na igrzyskach w Monachium w 1972 roku wziął ze sobą na zawody treningową lżejszą kulę i ciskał nią w czasie rozgrzewki, bijąc rekord świata. Jego rywalom poszło w pięty, a Polak zdobył olimpijskie złoto.

To są jednak rzeczy dziejące się przed gwizdkiem i po kilku minutach się o nich zapomina (choć w głowie mogą siedzieć). Gesty i rytuały w czasie trwania rywalizacji mają wpływ jeszcze większy.

Weźmy takiego Rafaela Nadala - gdy gra zaczyna się układać po jego myśli i nabiera rytmu, słyszymy jego charakterystyczne ?Vamos!?, czyli ?Naprzód!?. Nie dość, że podkreśla swoją dobrą passę i zwiększa wiarę w siebie, to zdaje sobie sprawę, że gość po przeciwnej stronie kortu doskonale to słyszy i wie, że musi się mieć na baczności.

Prawdopodobnie nie wystąpisz nigdy na igrzyskach, ale niektóre techniki zawodowców można wypróbować na lokalnych biegach czy zawodach kolarskich. Zawsze gdy wyprzedzasz zawodnika, rób to tak, by nie dawać mu szans na podczepienie się na plecy. Jeśli jesteście na szosie - przebiegnij na drugą stronę ulicy i staraj się, by zauważył cię, gdy będziesz miał już parę metrów przewagi.

Podobnie jest na rowerze, zwłaszcza że tam można się schować w tunelu aerodynamicznym. Każdy atak powinien być zdecydowany. Bez gadki szmatki. Kamienna twarz, duża różnica prędkości, nienaganna technika mają zdruzgotać oponenta. Co z tego, że to twój przyjaciel. Pogratulujecie sobie na mecie. Teraz jest czas na męską walkę.

Sportowa wojna psychologiczna, sportfot. EAST NEWS/AFP

Sztuka deprymowania

O ile zagrywka Komara jest niewinna i zabawna, o tyle wiele innych widzianych na boiskach, parkietach czy bieżniach już tak miłych nie jest. Choć często nie przestają być śmieszne. Anglicy używają pojęcia ?trash talk? - zaczepek słownych i gestów, które mają na celu wybić z rytmu zawodnika lub go sprowokować.

Muhammad Ali był nie tylko wielkim pięściarzem, umiał też szeptać do ucha przeciwnika, układać rymowanki na jego temat albo wręcz przywalić prosto z mostu ?Wstawaj i walcz, frajerze!?. Tak - to te słowa wypowiadał, gdy fotograf zrobił mu słynne zdjęcie nad leżącym Sonnym Listonem.

W NBA szydzenie z przeciwnika zostało doprowadzone do mistrzostwa. Michael Jordan i Scottie Pippen mieli w zwyczaju witać swoich rywali na parkingu, siedząc i paląc cygara na masce ferrari, jakby już fetowali zwycięstwo.

Wywalony jęzor w czasie dwutaktu u Jordana to też nie był przypadek - wyobraź sobie, że leci na ciebie przeciwnik i ma taką minę. Zawahasz się na ułamek sekundy, patrząc na ten wiszący kawał mięcha, a on przeleci ci nad głową, wykorzystując całe 125 cm wyskoku. A jeśli go sfaulujesz, to może jeszcze zrobić inny kawał - zacząć rzucać osobiste z zamkniętymi oczami i w dodatku trafiać (zrobił to raz, by pognębić wyższego od siebie o 20 cm Dickembe Mutombo).

W zawodowej lidze koszykówki pojawili się nawet profesjonalni prowokatorzy, którzy sadowili się na trybunach, tuż za ławką rezerwowych i gnębili zawodników. Taki facet znał cały życiorys swojej ofiary, jego słabe punkty. Jeśli zmarła mu matka - pytał ?Jak tam mamusia??.

Gdy Jordan miał kłopoty z hazardowymi długami, za jego ławką siedział człowiek z wielką talią kart, kośćmi i starał się go rozproszyć. Ten sam człowiek innym razem wykupił miejsce niedaleko Phila Jacksona, trenera Chicago Bulls, i czytał mu na głos jego biografię. Ta metoda okazała się skuteczniejsza od rzucania obelg i docinków.

Nie polecamy korzystania z tego repertuaru, ale musisz wiedzieć, że on istnieje i że celem przeciwnika jest wywołanie reakcji. Dlatego nie reaguj wcale. W końcu mu się znudzi. On zużyje energię, ty ją zatrzymasz.

Sportowa wojna psychologiczna, sportfot. EAST NEWS/SE/MICHAŁ WIELGUS

Poza niewinnością

Gdy zacząłem szukać historii związanych z naprawdę brudną grą - kopalnią wiedzy okazał się komentator piłki nożnej w Canal+ Marcin Rosłoń. Wspomina, że gdy kiedyś grał w niższych ligach, szatnia zespołu gości była często nieogrzewana, a toaletę lokalizował zza dwóch zakrętów korytarza. Ściany pomagały gospodarzom na każdym kroku.

Gdy wszedł do pierwszego składu Legii, takie sytuacje znikły, ale kibice ciągle potrafią zwyzywać do czwartego pokolenia wstecz, gdy tylko zbliżysz się do linii autu. Jeśli masz dziewczynę - opowiedzą, co by chętnie z nią robili i co gdzie by wsadzali. Celem jest rozproszenie, uzyskanie reakcji, a czasem prowokacja do faulu. Zinedine Zidane przeszedł do historii właśnie dlatego, że nie powstrzymał się, gdy Marco Materazzi wspomniał o jego siostrze. Zapadł nam w pamięć równie mocno jako superrozgrywający, jak i autor ?główki Zidane'a?.

Piłkarze są już na zahartowani - mają grubą skórę, ale przejmują część zachowań. Sam Marcin przyznaje, że gdy wychodził na boisko (a był obrońcą), wygadywał straszne głupoty do swoich przeciwników i prowokował ich.

Wiele zmieniło się wraz z wprowadzeniem na mecze dobrej jakości kamer. Co prawda sędzia nie może odgwizdać faulu na podstawie powtórki filmowej, ale zawodnik może zostać ukarany po meczu, jeśli w zapisie wideo znajdą się chamskie zachowania. Jakie? Plucie w twarz, stawanie na stopę w czasie dośrodkowania, ciągnięcie za włosy, gdy niby poklepuje się przeciwnika po plecach.

I król wszystkich gestów - palec w tyłku Ebiego Smolarka z meczu Polonii Warszawa z Lechem Poznań sprzed dwóch lat. W ten sposób Manuel Arboleda sprowokował napastnika tak, że ten przywalił mu prawym sierpem, a następnie został odesłany z boiska i wyeliminowany na kilka spotkań. Sam Arboleda opowiadał, że to w lidze norma: ?Sotirović z Jagiellonii Białystok tak mnie złapał za jądra, że myślałem, że zemdleję z bólu...?.

Będzie lepiej

Na szczęście zagrywki skrajnie poniżej pasa występują coraz rzadziej. Nie ma już obrońców biegających z igłami po boisku czy graczy ostrzących kołki w swoich butach. Jest więcej zimnej taktyki nastawionej na prowokację. Stoper, który dostał żółtą kartkę, może być pewien, że od tej pory to przez niego będą przebijać się napastnicy, zmuszać do faulu.

W ramach odtrutki pojawiły dyscypliny, które szczycą się, że nie ma w nich brudnej gry. - W crossficie organizatorzy starają się eliminować wszystkie elementy gry nie fair, a wyciągać na wierzch historie braterstwa, zdrowej rywalizacji. Społeczność to jeden z filarów tej dyscypliny - tłumaczy Rommel Picon, sędzia zawodów i instruktor crossfitu. Sponsorom zależy na takim wizerunku i będą go pilnować, choćby kosztem poziomu sportowego. I to dobry wzorzec dla amatorów. Nawet jeśli czasem jest naiwny.

Skupienie - bez przegięć

Dobrym sposobem na przygotowanie mentalne do zawodów może być powtarzanie tych samych czynności w identycznej kolejności. Wypracowanie konkretnej listy daje poczucie porządku przed startem, uspokaja nerwowe myśli.

Część z nich ma charakter użyteczny - np. oddanie roweru do serwisu na 10 dni przed startem. Powoduje, że już zaczynasz myśleć o trasie, o jej charakterystyce. Dobierasz opony, zastanawiasz się nad ciśnieniem w amortyzatorze, drobnymi elementami wyposażenia, jak np. rękawki na wypadek niskiej temperatury. Byleś nie przesadził.

Jeśli poddasz się psychozie kombinowania, możesz skończyć jak czołowi polscy biegacze ultra w czasie biegu dookoła masywu Mont Blanc w zeszłym roku. Siedzieli pod górą przez dwa tygodnie i trenowali. Znali szlaki bardzo dobrze, zaaklimatyzowali się. Ale przez nadmiar czasu i zaangażowanie ciągle coś zmieniali w liście wyposażenia.

Nagle, nie wiedzieć czemu (w telewizji podawano informację o deszczu i śniegu w wyższych partiach trasy), odłożyli swoje zębate terenówki i kupili na miejscu buty bez bieżnika przeznaczone na asfalt. Przyczepność poszła z błotem.

Sportowa wojna psychologiczna, sportfot. EAST NEWS/AP Photo/Mark Duncan

Magia

Nie jest ważne. czy skarpety kompresyjne rzeczywiście poprawiają wynik. Czy plastry na nos ułatwiają oddychanie, a konkretne spodenki przynoszą szczęście. Jeśli w to wierzysz - pomogą. Wielka tenisistka Serena Williams wychodzi z założenia, że świetną bronią są skarpety. Nosi tę samą parę przez cały turniej. I miażdży zawodniczki. Michael Jordan przez wiele lat w Chicago Bulls miał szyte specjalne dłuższe teamowe spodenki, by pod nimi kryć szczęśliwe szorty swojego starego uniwersyteckiego zespołu. Pocił się podwójnie, ale wierzył, że to działa.

Argentyński bramkarz Sergio Goycochea w 1990 r. doprowadził swoją drużynę do finału mistrzostw świata, świetnie broniąc jedenastki. Miał niezbyt elegancki zwyczaj sikania na boisko przed karnymi. Widać działało.

Rozgrzewka głowy

Psycholog sportu Wojtek Herra pokazał nam, jak przygotować głowę do zawodów. Nie chodzi tu o masaż karku czy skroni, a optymalne nastawienie.

1. Zacznij od luzu

Spójrz na koszykarzy NBA. Na parkiet wchodzą żartując, bawiąc się, machając do publiczności. Robią sobie kawały, opowiadają dowcipy, poszturchują nawzajem. To zachowanie zaprogramowane. Służy oszczędzaniu energii i wywołaniu u siebie dobrego, optymistycznego nastawienia.

2. Okaż siłę

Popraw pewność siebie i zrób wrażenie na rywalach. Koszykarze robią serie efektownych wsadów, siatkarze ?wbijają gwoździe? w parkiet, biegacz może zrobić kilka odcinków szybkim tempem i parę wysokich podskoków. Masz poczuć się mocny i wzbudzić respekt u przeciwników.

3. Skoncentruj się

Właściwe skupienie startowe powinno nastąpić w ostatnich paru minutach. Wtedy należy przypomnieć sobie założenia startowe czy taktykę. Zwykle nie potrzeba na to więcej niż dwie minuty, nawet jeśli taktyka jest rozbudowana.