Receptura sprzed 900 lat

Jest coś absolutnie magicznego w tym, że belgijski mnich, jak gdyby nigdy nic mówi, że ?w 1128 roku rozpoczęliśmy własną produkcję piwa z przeznaczeniem dla siebie, gości opactwa oraz na specjalne okazje?. Co w tym magicznego? Że opowiada o tym, co się zdarzyło przed 900 laty, tak jakby to było lat temu 20. Albo najwyżej 50. A tymczasem piwo z logo feniksa ma dziewięć stuleci!

Testowanie Matuszewskim: piwa i przekąski, piwofot. Jarosław Matuszewski / materiały prasowe

W 1130 roku powstał praprzodek dzisiejszego Grimbergen Blonde. Boże, jakież to jest dobre piwo: harmonijne, pachnące, z delikatną nutą goryczki, zachęcająco słodkawe, jakby pomarańczowe, pyszne. Dawno nie piłem tak dobrego trunku. Szkoda, że to mały kielich, bo aż by się chciało więcej. Z kolei odmiana Blanche to piwo pszeniczne, mętne, o pięknej jasnej barwie, orzeźwiające, kwaskowe, ale z nutami cudownych aromatów korzennych, cytrusowych, a nawet karmelowych. Na lato - bajka.

I wreszcie trzecie, najciemniejsze, w kolorze ciemnego bursztynu, pachnące, z piękną, gęstą pianą: Double-Ambree. Legenda głosi, że nazwa double nie pochodzi wcale od podwójnej fermentacji, a od powiedzenia, że piwa klasztorne są dwa razy lepsze od zwykłych piw. Kiedy siedzę z kielichem grimbergena, tak sobie myślę, że użycie w nazwie słowa triple, też by było uzasadnione. Ale uwaga! Ten belgijski smakołyk dostępny jest tylko w wybranych lokalach.

Grimbergen, Blonde, Double-Ambree, Blanche, 0,33 l - ok. 13 zł

Spod Gorzowa Wielkopolskiego

Testowanie Matuszewskim: piwa i przekąski, piwofot. Jarosław Matuszewski / materiały prasowe

Wraz z ?umasowieniem? produkcji piwa, tzn. przejęciem przez najwięk-szych producentów głównych brandów na rynku nastąpiło coś w rodzaju spłaszczenia smaku. Dziś wybieramy raczej markę, którą lubimy, niż smak. Bo te są bardzo podobne. Trochę szkoda. Ale z drugiej strony otworzyło to furtkę mniejszym browarom. Choćby temu, pierwszy raz dostrzeżonemu przeze mnie w Warszawie: browarowi z Witnicy.

A piwo Lubuskie powinno Cię, drogi czytelniku zainteresować, bo ma dawno niewyczuwaną goryczkę. Coś, co w piwie, szczególnie latem, lubię najbardziej. Wprawdzie w finiszu można wyczuć jeszcze coś niefajnego, ale ja wielkodusznie wybaczam. Brawo Lubuskie.

Lubuskie, jasne, 0,5 l - 3,45 zł

Frument z browaru

Testowanie Matuszewskim: piwa i przekąski, piwofot. Jarosław Matuszewski / materiały prasowe

Nowość od Perły to dziwactwo. Bo: dlaczego summer editon jest sygnowane rokiem 2012? Znaczy się przeterminowane? Po drugie: to mieszanka piwa i frumentu. Co, nie wiesz, co to? Był to niezbyt udany peerelowski napój jabłkowo-miętowy. I ta właśnie Perła Summer to mieszanka piwa, soku jabłkowego i miętowego aromatu. Wyłącznie dla fanów zapomnianego (jak widać) napoju. Ja się do nich nie zaliczam.

Perła, Summer, Edition 2012, 0,5 l - 2,79 zł

Dla dziewczyny wojaka

Testowanie Matuszewskim: piwa i przekąski, piwofot. Jarosław Matuszewski / materiały prasowe

Wojak to marka bardzo męska. I piwo męskie - zdecydowane, jak dla mnie niezbyt smaczne. Nieco ogłupiały zobaczyłem na półce sklepowej odmianę radler, czyli piwo z lemoniadą. Niby dla kogo to? Bo smakuje obrzydliwie. Nawet dziewczyny prawdziwych wojaków nie powinny brać tego do ust. Są przecież milsze rzeczy

Wojak Radler, 0,5 l - 2,65 zł

Piwo z ryżu

Testowanie Matuszewskim: piwa i przekąski, piwofot. Jarosław Matuszewski / materiały prasowe

Jeszcze jedna udana premiera. Może wielcy producenci uznali, że masowych piw już dosyć, a teraz trzeba zrobić coś innego. I tak powstało Książęce ryżowe. Tak, tak, to z tej samej firmy co Tyskie, ale zupełnie inne. Pięknie jasne, ładnie pachnące (nawet trochę ryżem), ale przede wszystkim z goryczką! Pijmy więc, pijmy!

Książęce, jasne ryżowe, 0,5 l - 3,49 zł

Piwna zagrycha

Prawdę mówiąc, było to jedno z najokrutniejszych zleceń mojego naczelnego: ma być strona o piwie i strona o czymś do piwa. Ja do piwa najbardziej lubię drugie piwo, no chyba że jestem w Czechach. Tam zjem i pivni sýr (z przyjemnością) i tlacenkę (z?mniejszą, bo to salceson polany octem) i nawet utopence (z jeszcze mniejszą, bo to parówki z octowej zalewy). U nas tych piwnych zakąsek nie ma, a jednak trzeba było coś wybrać.

Testowanie Matuszewskim: piwa i przekąski, piwofot. Jarosław Matuszewski / materiały prasowe

1. Morliny, Gawroszki z serem i bekonem, 280 g - 7,64 zł, 2. Mlekowita, Gołka, 135 g - 5,55 zł, 3. Tarczyński, kabanos exclusive serowy, 120 g - 8,50 zł, 4. Milk-trade, beskidzkie faruki naturalne, 100 g - 5,99 zł, 5. Nic Nac's Barbecue, 110 g - 6,09 zł, 6. Kubeti, Kubz, o smaku czosnkowym, 40 g - 0,99 zł, 7. ZPHU Manless 1995, Paluchy - przysmak do piwa, 120 g - 2,49 zł, 8. 7 Days, Bake Rolls o smaku pomidorów, oliwek i oregano, 70 g - 2,49 zł, 9. Lay's Max, chipsy o smaku grillowanego kebaba, 140 g - 3,60 zł, 10. Sonko, Pop Cool Chips, 60 g - 2,18 zł, 11. PMB, Kindziuk koktajlowy, 180 g - 11,90 zł, 12. Lajkonik, paluszki pełnoziarniste, 150 g - 4,15 zł, 13. Lubella, paluszki z cebulką i serem, 70 g - 1,35 zł, 14. Felix, Crispers Onion, 110 g - 5,09 zł, 15. Felix, Crixy, paluszki krakersowe, 85 g - 2,39 zł

Poszedłem do sklepu, nakupiłem. Kindziuk to pół biedy, surowe kiełbaski z dobrej wytwórni w Białymstoku mogą się obronić, choć w wersji tradycyjnej (dużej) są dużo lepsze. Z kolei dziwaczne kiełbaski Morlin, choć w wybitnym (bo czarnym) opakowaniu, nie mają do zaoferowania nic. Trochę jak niby-kiełbaski na stacjach benzynowych. Zupełnie nic.

Teraz sery: Zakopiańska gołka produkowana przez Mlekowitę, ale jak należy - w Zakopanem, jest niezła, ale chyba głównie dlatego, że mocno wędzona. Chwały ta gołka Mlekowicie raczej nie przyniesie, ale dobrze, że ktoś podtrzymuje tradycję produkcji regionalnego specjału. To jedyny plus.

Z uwagi na fakt, że faruki to też tradycyjny produkt beskidzki, powinienem i firmie Mleko-trade przyznać jakiś punkt, a jednak po spróbowaniu nie mogę. No nie mogę. Jakoś te nasze piwne zakąski poziomu piwa nie trzymają. Napijmy się więc i próbujmy dalej.

Czas na klasyczne snacki, czyli orzeszki, chipsy, paluszki. Lay's zaoferował nowość: grubo krojone chipsy o smaku grillowanego kebaba. Nic dziwnego, skoro kebab jest tak chętnie przez Polaków wybieranym fast foodem. Ale kebab pod postacią chipsów do mnie nie przemawia. Papryka, ser, OK. Kebab nie. Orzeszki w panierce Nic Nac's o smaku barbecue są tyle samo warte. Po co to psuć orzeszki taką okropną skorupką? 
Felix też próbuje posypek, nowość ma smak zielonej cebulki. Widać orzeszki muszą przejąć wszystkie smaki chipsów. Z krzywdą dla orzeszków, niestety. Teraz paluszki: te cebulowe Lubelli niczym się nie wyróżniają. Ot, po prostu cebulowe paluszki, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało.

Piwne paluchy małej firmy z Błonia być może znajdą fanów, bo są z kminkiem. Ale ja za kminkiem w twardych, grubaśnych paluchach nie przepadam, więc u mnie nie mają czego szukać. Kubeti czosnkowe to po prostu chleb pokrojony w kostkę z czosnkowym aromatem, a Bake Rollsy to nieco inaczej pokrojone pieczywo z innym aromatem. Nietrafione to wszystko, sztuczne, zapychające, niesmaczne. To raczej zakąski trzeba popijać, niż alkohole zakąszać. Nonsens.

I tylko trzy przekąski jakoś do mnie przemówiły: cienkie serowe kabanosy Tarczyński (aczkolwiek sam nie wiem, niby dlaczego miałyby to być przegryzki do piwa), popcornowe wafle Sonko o smaku paprykowym i naprawdę cudne pełnoziarniste paluszki słone Lajkonika. Nie do piwa wprawdzie (bo do piwa najbardziej lubię drugie piwo), ale do pochrupania, i owszem. Aromatyczne, inne niż wszystkie, bardzo fajne. Więc pochrup i Ty.