Znacie Leona? A może Aslana? Nie? Za to Simbę znacie na pewno. Dwa pierwsze imiona "z paszczą" byście być może skojarzyli, gdybyście mieli okazję - i odwagę - popracować kilka miesięcy z Kevinem Richardsonem na sawannie.

Jaki jest lew - każdy widzi. Król zwierząt, kawał drapieżnika, jakieś 200 kg sprężystych mięśni. Ładny do podziwiania w ZOO, ale jeszcze piękniejszy w swoim naturalnym środowisku. I oto właśnie walczy Kevin Richards: aby w niedalekiej przyszłości lwy wciąż żyły na wolności, a nie tylko w ogrodach zoologicznych i za drucianą siatką, w prywatnych "safari".

Jest samoukiem i... wariatem?

Kevin pochodzi w Johannesburga w RPA. Dorastał w kraju apartheidu, Mandeli, niemal nieustannego słońca i podwójnego finału Miss World. Ukończył anatomie i rozpoczął karierę w rehabilitacji. Wkrótce jednak otrzymał możliwość pracy z lwami w miejscowym parku przyrody. I to był impuls, którego potrzebował.

Podczas swojej praktyki złamał wszystkie zasady bezpieczeństwa, jakie obowiązują podczas pracy z dzikimi zwierzętami. Nie uznaje wiązań, klatek i pejczy. Stawia na czysty zwierzęcy behawioryzm. Uważa, że kluczem do poskromienia zwierzaka jest miłość, zrozumienie i zaufanie.

Richardson poznaje osobowość lwa, odczytuje jego uczucia - złość, radość, zdenerwowanie. Uśmiechacie się pewnie, że to fajna sprawa - aż do pierwszego ugryzienia. Ale "zaklinacz lwów" też wcale nie twierdzi, że te nieco większe kotki tylko się do niego czule przytulają! Ma dużo blizn po ugryzieniach i zadrapaniach. Przyznaje więc w wywiadach, że praca z lwami, hienami, leopardami jest bardzo niebezpieczna.

Gwiazdor z sawanny

Unikalne relacje Kevina z drapieżnikami otworzyły wiele drzwi i podbiły wyobraźnię ludzi na całym świecie . Jego profil na Facebooku ma ponad 20 tys. fanów. A zupełnie rozbrajający filmik GoPro z jego udziałem - "Lions - The New Endangered Species?? - obejrzało na Youtubie 11 mln ludzi.

Kevin wystąpił także w długometrażowym filmie przyrodniczym ?Biały lew? oraz napisał książkę " Part of Pride". Opisuje w niej swoją pracę z drapieżnikami na przestrzeni lat i próbuje przekazać światowej opinii publicznej niebezpieczeństwa, jakie zawisły nad całą populacją wielkich kotów w jego rodzinnej Afryce. Bo nie można sobie wyobrazić tego kontynentu bez lwów - jak mówi. Dzięki kolejnym publikacjom i energicznej działalności na rzecz ochrony praw wielkich drapieżników, wkrótce światowa opinia publiczna okrzyknęła go "zaklinaczem lwów".

Inwazja miłośników safari

Zaczynał swoją karierę w jednym z wciąż nielicznych pod koniec XX w., tzw. parków otwartych. Wydawały się one niezłym kompromisem dla zwierząt między niewolą a ich środowiskiem naturalnym. Na pewno i wam marzyła się podróż na safari, gdzie miły przewodnik wywiózłby was solidnym land roverem na sawannę, żebyście mogli obejrzeć sobie dziką faunę z bezpiecznej odległości. I zrobić miłe fotki, które z dumą umieścilibyście na fejsie.

Teraz takich parków jest o wiele więcej. A Kevin Richardson zaczął z tego powodu bić na alarm, bo branża turystyczna wdarła się na dobre z buciorami na naturalne siedliska lwów, a przecież zwierzęta to nie rozrywka.

Richardson pyta retorycznie: co się dzieje z lwami, które są zbyt stare lub niebezpieczne, żeby mogły stać się pupilkami dla turystów? Oczywiście, nie wszystkie trafiają do renomowanych ogrodów zoologicznych. Stają się za to trofeami. Są zamykane w klatkach, oznaczane i stają się pożywką dla kłusowników i wszelkiej maści łowców skór.

Krucjata Richardsona

W ostatnich dekadach populacja lwów spadła na terenie całej Afryki aż o 20 proc. Liczebność tych żyjących na wolności szacowana jest już tylko na od 15 do 25 tys. sztuk. Już niedługo mogą zupełnie zniknąć z równin RPA czy Kenii, tak jak na przełomie XIX i XX w. wyginęły na terenie Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. I aby o tym mówić, Kevin Richardson jest nawet gotów pchać przed kamerą głowę w samą paszczę lwa.

- Naszym celem jest podniesienie świadomości na temat losu lwów i innych drapieżników w środowisku naturalnym. Zapobiec utraty siedlisk poprzez ludzką ingerencję, zabijania bez skrupułów, polowań i nielegalnego handlu - pisze na swojej stronie przyrodnik z Południowej Afryki.

Kevin Richardson udziela się w fundacji Protecting African Wildlife Conservation Trust, której misją jest walka o zachowanie gatunków. Poprzez edukację, szerzenie świadomości i finansowanie projektów badawczych. Jej cel długofalowy to odwrócenie szybkiego spadeku liczebności dużych drapieżników w Afryce z powodu utraty siedlisk.

Richardson chciałby też zminimalizować liczbę dużych drapieżników przetrzymywanych w niewoli. Podkreśla zależność miedzy turystyką a polowaniami na zwierzęta i umieszczaniu ich w klatkach dla podziwiania przez gawiedź. Jako alternatywę dla ZOO, proponuje on wielkie i otwarte parki z ograniczoną możliwością wstępu dla turystów. Jeden z takich przypominających naturalne siedliska wielkich kotów miejsc utworzył za własne pieniądze. W jego 800-hektarowym Królestwie Białego Lwa swobodnie dziś przebywa około 39 lwów.

Dla ciekawskich, linki:

Fan Page Kevina Richardsona na FB

Oficjalna strona internetowa

Strona Fundacji PAWCT