- Miało cię nie być, zdaje się.

Rozglądam się, czy to aby moje mieszkanie. No, kurwa, moje. Klucze, podpowiada rozsądek, pełzając leniwie po ścianie, w którą wbiłem zakłopotany wzrok. Przecież pożyczyłeś temu idiocie klucze.

- Zapomniałem, cholera! - zerkam w jej stronę z ukosa. - Zrąbany jestem po dyżurze. Położyć się chciałem. Ty jesteś?... - zawieszam głos.
Przygląda mi się uważnie. Jest mniej skrępowana niż ja.

- Wiki.

Podchodzi. Ma ładne ciało i wie o tym. Wyciąga rękę.

- Wiktoria Nowak.

- Jakub Solański.

Przekrzywia głowę. Mokre włosy dotykają mi przedramienia.

- Znamy się ze szkoły - objaśnia. Ma niski głos. I naprawdę ładne ciało.

- Chodziliśmy do szkoły?

- Chodzimy. Jestem mamą Bogusia.

- Wybacz, że nie poznałem. Na wywiadówkach wyglądasz inaczej.

Uśmiecha się. Stoimy. Ja zmęczony. Ona naga. Trudno w takiej sytuacji proponować kawę.

- Chcesz kawy?

- Nie, dzięki. Już sobie dziś wystarczająco podniosłam ciśnienie - spogląda w stronę mojej sypialni.

Kiwam głową, że w takim razie nie będę nalegał.

- Paweł śpi - wyjaśnia, choć nie prosiłem o wyjaśnienie. - Zostawię ci go, okej?

- Jasne. Marzyłem o tym.

Znowu się uśmiecha. Podaje mi wilgotny ręcznik. Podchodzi do sofy.

Dopiero teraz zauważam, że rzuciłem torbę na jej sukienkę. Zakłada ją. Wzuwa buty. Jest swobodna, jakbyśmy znali się lata. Albo jakby mnie w ogóle nie było. Przygląda się półkom z książkami.

- Ty to wszystko przeczytałeś?

- Nie.

- To po co ci te wszystkie książki?

Przyglądam się, jak walczy z suwakiem na plecach.

- Ściągają kurz.

- Co?

Odwraca się zaskoczona. Milczę.

- Możesz mi pomóc?

Staję za jej plecami. Unosi włosy do góry, żebym ich nie przyciął. Ma smukły kark, pokryty włoskami o barwie miodu. I pachnie moim żelem do kąpieli.

- Ściągają kurz w jedno miejsce mieszkania - przesuwam zamek ku górze. - Dzięki temu w innych go nie ma.

Opuszcza włosy i znowu się obraca. Patrzy mi prosto w oczy.

- Ładujesz mnie?

- Nie, skąd. To bardzo stara metoda. W Hiszpanii tak robią. Czy w Peru?
Jest naprawdę apetyczna. Zmęczenie gdzieś znikło. Zerkam w stronę sypialni.

- Kurde, w takim razie też muszę książki kupić - mówi. - Bo mój Boguś jest na kurz uczulony.

Kurwa, to nie był żart. Powiedziała to na poważnie. I po nastroju. Chuj bombki strzelił.

- To chcesz tej kawy? Bo robię.

Zostawiam ją na środku pokoju. Mija chwila, zanim do niej dociera, że go zagraca. Zarzuca torebkę na ramię, a ja wyciągam z szafki papierowe filtry.

- To lecę.

- Leć.

W drzwiach odwraca się raz jeszcze.

- Masz fajne łóżko, Jakub.

- Dzięki.

Wchodzę z kawą do sypialni. Wygląda jak pobojowisko. Ściągam spodnie i koszulkę. Kładę się na skraju, bo Paweł rozwalił się w środku i chrapie. Czuję chłód. Zanurzam rękę pod kołdrę. Kajdanki? Co za żenada. Odwracam się dupą. Jest dobrze, Kuba, myślę. Zawsze może być gorzej. Zamykam oczy. Ciężkie udo wpierdala mi się na biodro. - Jeszcze pięć minut pośpię, kochanie, a potem znowu cię bzyknę - obiecuje przez sen mój najlepszy przyjaciel. - Spierdalaj! - niweczę zawczasu jego plany i zrzucam z siebie piętnaście kilo wadliwej płci. Nawet się, chuj, nie budzi.

Już nie usnę. Leżę na wznak ze skrzyżowanymi na piersiach rękami. Hieronim Bosch miałby ze mnie niezłą polewkę.

W którym momencie to wszystko spieprzyliśmy?