Nieprzewidziany problem techniczny potrafi wprawić w zakłopotanie każdego, szczególnie jeśli nie ma - ja zaliczam się do tej grupy - zadatków na złotą rączkę. Wtedy ratunkiem jest skorzystanie z fachowca.

Przykład? W mojej kuchni zapchała się rura. I to tak solidnie, że sam nie dałem rady jej udrożnić. Przypomniałem sobie, że kiedy podpisywałem z moim bankiem aneks do umowy o prowadzenie konta, konsultantka mówiła, że dołączono do konta usługę assistance. Dzwonię pod wskazany numer. Pani po drugiej stronie obiecuje, że zorganizuje hydraulika. Szybko oddzwania i umawia wizytę.

Przyszło ich dwóch. Ale nie takich zwykłych. Jeden w garniturze i pod krawatem (ani chybi menedżer ds. hydraulicznych), drugi taki normalniejszy, choć też w ponadprzeciętnie czyściutkim uniformie. Menedżer zabrał się do zarządzania teamem, a team rzucił się do rury. W pół godziny było po sprawie. Nie wzięli ani grosza.

To było moje pierwsze doświadczenie z bankowym assistance. Potem były następne - zepsuta pralka, kwiaty na cito (zapomniałem o imieninach!).

Assistance to usługa znana u nas do niedawna jedynie z ubezpieczeń samochodowych. Ale tego typu pakiety usług coraz częściej dodawane są do kont bankowych. Najczęściej to dodatkowo płatna (do kilkunastu złotych miesięcznie) opcja albo dorzucana za darmo, ale tylko najlepszym klientom. Oczywiście w banku nie ma nic za darmo. Dlatego na każdą z takich usług jest limit - maksymalnie jedna, dwie wizyty eksperta w danej specjalności w ciągu roku. Czasem jest też limit kwotowy: bank pokryje koszty tylko do 100 zł na wizytę. Z assistance możesz skorzystać tylko w swoim miejscu zamieszkania.

Najtańszą wersją pomocy fachowców - zwykle dodawaną do nieco bardziej wypasionych kont bankowych za darmo - jest konsjerż, czyli udostępniany przez bank (a najczęściej przez specjalistyczną firmę, wynajętą przez bank) serwis informacyjny. Dzwonisz do konsjerża, żeby zorganizował usługę, ale płacisz za nią sam. Kiedyś zamówiłem w ten sposób taksówkę (do korporacji taksówkowej nie mogłem się dodzwonić), stolik w restauracji i bilety do teatru last minute.

Które Assistance ci się opłaci

Ani konsjerża, ani assistance żaden bank nie da ci z najtańszym ani z darmowym kontem. To usługa premium, przeznaczona dla tych, którzy są gotowi płacić za ROR w zamian za dostęp do lepszej jakości usług, np. darmowych bankomatów albo przelewów ekspresowych. Assistance to kolejna z takich usług. Czasem musisz zamówić cały pakiet, a czasem możesz wybrać jedną z kilku dostępnych usług. Jakie rodzaje assistance możesz znaleźć w ofercie banków?

Home assistance. Obejmuje wspomnianą już pomoc fachowców. W przypadku awarii sprzętu RTV lub AGD dwa razy w roku możesz wezwać specjalistę, który spróbuje naprawić sprzęt. Zwykle za takie ubezpieczenie zapłacisz od 2 do 10 zł miesięcznie. W przypadku kradzieży możesz również liczyć na dozór dotyczący tego, co zostało (przez 48 godzin), czy np. transport rzeczy do innego lokalu.

Medical assistance. Warto jeśli nie masz prywatnego ubezpieczenia medycznego. Przy nagłym zachorowaniu dwa razy w roku możesz bezpłatnie wezwać lekarza. Jeśli uzna on, że niezbędne jest przewiezienie do szpitala, to ubezpieczenie zapewni ci bezpłatny transport w obie strony. Dwa razy w roku możesz poprosić o wizytę pielęgniarki i dwa razy w roku o dostawę niezbędnych leków. Ale pomoc medyczna nie dotyczy zwykle chorób przewlekłych. Zdarzają się oferty assistance medycznego dla całej rodziny. Wówczas można liczyć np. na korepetycje dla dziecka fundowane przez bank (oczywiście tylko kilka godzin lekcyjnych)

Travel assistance. Pokryje koszty leczenia w razie nieszczęśliwego wypadku w podróży, transportu medycznego, pobytu w hotelu lub szpitalu na czas rekonwalescencji. Oczywiście tylko w razie nieszczęśliwego wypadku, przeważnie wyłączone są z tego wypadki w wyniku uprawiania sportu. Ale czasem takie assistance występuje w droższej wersji "zimowej" (obejmuje kłopoty wynikające z uprawiania sportów zimowych) albo w wersji "rowerowej". Ubezpieczyciel pokrywa koszty leczenia, transportu medycznego i OC. W wariancie rozszerzonym dochodzi do tego ubezpieczenie bagażu i pomoc w odzyskaniu dokumentów (ale tylko po kradzieży z włamaniem albo rozboju, a nie zwykłego ich zagubienia).

Ubezpieczenie tożsamości. Rzadko spotykane w Polsce. Obejmuje pomoc w sytuacji, w której stracisz dokumenty. Przeważnie działa tylko za granicą. Na wsparcie możesz liczyć głównie w przypadku kradzieży kieszonkowej, włamania albo rozboju. Wtedy ubezpieczenie zapewni zakwaterowanie i wyżywienie, pomoże dotrzeć do konsulatu lub ambasady i pokryje transport do Polski. W przypadku utraty dokumentów w mniej drastycznych okolicznościach (np. zgubienie, o ile ubezpieczyciel nie stwierdzi rażącego niedbalstwa) ubezpieczenie zrefunduje koszty odtworzenia dokumentów (tylko do kilkuset złotych).

a które nie koniecznie

Assistance samochodowe. Niektóre banki mają w ofercie dość ubogą - znacznie okrojoną w porównaniu z polisami samochodowymi - wersję pomocy w kłopotach z samochodem (naprawa w miejscu awarii, holowanie, dostarczenie paliwa). Zwykle jest dużo obostrzeń sprawiających, że raczej nie warto kupować takiego produktu w banku (chyba że jest "przypięty" do jakiegoś szerszego pakietu).

Przedłużona gwarancja. Pozornie wygląda rewelacyjnie. Pozornie. Są nią objęte wszystkie sprzęty AGD, elektroniczne, komputerowe czy RTV, które kupisz od momentu wykupienia takiego assistance (albo wszystkie, które kupiłeś wcześniej, ale pod warunkiem że masz dowód zakupu i pochodzą ze sklepu, a nie z rynku wtórnego). W ramach ubezpieczenia można liczyć na naprawę sprzętu, który już jest po gwarancji, albo jego wymianę na nowy. Jeśli ani jedno, ani drugie nie jest możliwe, oddadzą pieniądze, ale (uwaga!) przeważnie tylko obecną wartość sprzętu. No i jest sporo wyłączeń (wirusy komputerowe, korozja, ogień, wilgoć, wysokie ciśnienie, nie oddadzą też za uszkodzone akcesoria, utylizację uszkodzonego sprzętu, za wady wyświetlaczy i monitorów). Cena za takie assistance jest wysoka - waha się między 10 a 20 zł miesięcznie.

Chętniej wybieramy konto za zero złotych lub z money-backiem za zakupy. A może assistance opłaci się bardziej? Teraz już warto rozważyć tę opcję.

Wokół portfela

Konto z funduszami

ING Konto Funduszowe to pomysł banku ING na to, by inwestowanie w fundusze trafiło "pod strzechy". Klient wybiera jedną z trzech strategii, a w jej ramach pieniądze są inwestowane w fundusze wybrane przez zarządzających. Atut? Klient nie musi mieć wiedzy o funduszach inwestycyjnych. Wie tylko jakie ryzyko chce podjąć. Resztę biorą na siebie zarządzający. Zła wiadomość? ING pobiera opłatę za zarządzanie "parasolem" od 1,35 proc. do 2,95 proc. rocznie. Słono.

Prezes się ceni: ponad 10 tys. zł dziennie

3,85 mln zł - tyle wynosiła w zeszłym roku podstawowa pensja najlepiej wynagradzanego prezesa banku w Polsce - Luigiego Lovaglio z Banku Pekao. Przeliczając jego pobory na dniówki wyjdzie ponad 10 tys. zł dziennie. A to tylko pensja podstawowa, do tego doszły raty premii za poprzednie trzy lata, w których bank osiągał dobre wyniki. W sumie do kieszeni prezesa Pekao wpadło w zeszłym roku jakieś 9 mln zł. Minus podatek.

Jak zarabiać, inwestować i mądrze wydawać pieniądze? Przeczytaj w książkach Macieja Samcika >>