Siedzieli na leżakach przy odkrytym basenie ośrodka rekreacyjno-sportowego Pingwin. Inżynier Sebastian Rawa z pochyloną głową, jakby zawstydzony własną fizycznością. A jego najbliższy przyjaciel Adaś Rembelski wprost przeciwnie: skubiąc włosy na klacie, lustrował wzrokiem przechodzące kobiety.

- Te, patrz, a te? - zagadnął.

- Efektowne bardzo. - Inżynier Rawa podniósł oczy i równie szybko je opuścił. - Nie klasycznie piękne, ale z niewątpliwym pierwiastkiem młodzieńczej dzikości, spotęgowanym odpowiednią dietą.

- Ty mi tu nie dryluj wiśni, Seba - żachnął się Adaś. - Wszak nie jesteśmy w "Tomasz Lis na żywo", gdzie się uprawia intelektualne rodeo, tylko na basenie.

- Wiem, gdzie jesteśmy, Adaś - odpowiedział Rawa. - W końcu to ja osobiście bilety nabywałem!

- Ale chyba postradałeś, po jaki frędzel znaleźliśmy się w Pingwinie w porze dnia, która tradycyjnie służy mężczyznom do zarabiania na chleb dla ich ukochanych rodzin?

- Mówiłeś, że celem dup oglądania.

- Celem oglądania to tu może siedzieć pieprzony baron de Coubertin, dla którego liczył się udział. Nas, Sebuś, nie zrobili w XIX w.! Dla nas liczy się tylko zwycięstwo! Dlatego zjawiliśmy się tu, owszem, celem dup oglądania, ale w celu ich wyrwania. Patrz, jaka funia sunie!

Inżynier zwrócił głowę w stronę wskazaną przez przyjaciela. Brzegiem basenu szła prawdziwa piękność, kołysząc zmysłowo biodrami.

- Przyznaj się - mrugnął Adaś. - Chlapnąłbyś jej mintaja nawet bez dzień dobry, co?

Sebastian Rawa skrzywił się. - Nie lubię, jak tak mówisz o kobietach, zwracasz się!

Adaś wyprostował się na leżaku. - Gdyż?

- Gdyż to też jednostki ludzkie są!

- Kobiety?

- Tak, Adaś, kobiety! - ożywił się inżynier Rawa. - Kobiety to ludzie!

- Mam nadzieję, że ludzie! - Rembelski uśmiechnął się i zaległ w leżaku. - Bo jakby cię miał za tadzika tarmosić jakiś alien z kosmosu, to w końcu żadna wigilia, nie?

- Ty nic z życia nie pojmujesz, Adaś...

- Pojmuję, Sebuś, lepiej niż ci się wydaje! - przerwał mu Adaś. - I widzę, że z tobą gorzej niż myślałem. Te, a tamta?! Z tą to bym dopiero połączył naczynia, stary! Jakbym ją dorwał, to bym jej tak wypolerował grażynę moim dziarskim armandem, że... - przerwał i spojrzał przenikliwie na przyjaciela. - Ej, co to za mina... Tylko nie mów, że nie chciałbyś takiej kosmicznej suni poczochrać muflona?

- Chciałbym - wyszeptał cicho inżynier.

- Pełnym zdaniem, Sebuś...

- Chciałbym tej kosmicznej suni poczochrać muflona...

- ...i?

- ...i wypolerować jej grażynę dziarskim armandem.

- Brawo, Seba! - roześmiał się Adaś, ale po sekundzie zmarsowiał. - Ale ci nie wierzę. Tak nie brzmi zwycięzca, tak nie brzmi pretendent do tytułu, tak nie brzmi madafaka tudzież demon męskości! Tak brzmi cipa, Sebuś. Cipa i herbatnik.

- Nie po to zapłaciłem za nasz wspólny basen, abyś mnie obrażał!

- Ja cię nie obrażam, ja tobą wstrząsam! Bo jak mężczyźnie nie chce się już pukać, to gorzej niż złapać raka lub paraliż. Lub nóg odjęcie.

- Ale mi się chce, Adaś! Strasznie mi się chce!

- Tobie się tylko wydaje, że ci się chce, ale ci się nie chce! A jak ci się nie chce, to jest pierwszy krok do śmierci. Chcesz umrzeć, Sebuś? Chcesz odwalić kitę, gryźć piach i nosić dżiny z mchu i paproci?

- Nie, Adaś. Nie chcę.

- Tylko bzykanie ma sens! Zapamiętaj! Reszta to dno i wodorosty!

- Nie wszyscy tak myślą...

- Regulamin obowiązuje także tych, którzy nie znają regulaminu! A w życiu zasady są proste, Seba! Nie masz jedzenia - umierasz z głodu! Nie masz tlenu - dusisz się! Nie ruchasz - umierasz z głodu i dusisz się jednocześnie! Ty, zobacz, jaka tam sunie bicz, ja pierdziu!... Albo tamta obok, jeszcze lepsza, co za labadziara, patrz!...

Niestety, im więcej atrakcyjnych kobiet dostrzegał inżynier, w tym większe popadał przygnębienie. Bo wiedział, że Adaś miał rację. W relacjach ze światem kobiet życie Sebastiana Rawy wydawało się całkowicie skończone, choć nawet się jeszcze nie zaczęło. Nic więc dziwnego, że inżynier czuł się na basenie ośrodka rekreacyjno-sportowego Pingwin niczym wegetarianin w dziale mięsnym, paralityk na konkursie salsy i heteroseksualista wśród fryzjerów. Samotnie, obco, źle. "Jak pies" - pomyślał. "Jak bezpański pies" - pomyślał po chwili. "Jak bezpański, potrącony przez rozpędzoną ciężarówkę historii, pies"...

- Płaczesz? - wyrwał go z zamyślenia Adaś.

- Nie, skąd! - zaoponował Rawa, ocierając łzy dłonią. - To chlor! Zawiało mi chlorem od basenu, zakropliło znienacka! Stężenie nieprzyjazne. No, nie patrz tak, od zawietrznej siedzimy, tobie nie zakropliło?

- Nie.

- To szczęście masz, Adaś. Pościgamy się żabą? Niech dupy patrzą i podziwiają!

Nie czekając na odpowiedź, inżynier Sebastian poderwał się z leżaka i wskoczył do wody. Niestety, w ostatniej fazie poślizgnął się, a potem długo nie wypływał. Ale nie dlatego, że się utopił, nie. Po prostu wiedział, że kiedy wychyli w końcu głowę, kobiety znów spoglądać będą na niego pobłażliwie.