Jest późny czwartkowy wieczór. Temperatura oscyluje w okolicach 10 stopni Celsjusza na minusie, a ostry wiatr ciska zimnymi kulami śniegu prosto w twarz. Stoję na przystanku przy Metrze Słodowiec i podobnie jak kilkadziesiąt innych wściekłych, zmarzniętych i głodnych ludzi czekam na autobus linii 112, który nie przyjeżdża od 20 minut.

Ktoś klnie, gdzieś w tle płacze dziecko, 80-letni jegomość w kapeluszu uświadamia swoją żonę, że to wszystko wina Tuska, zaś tuż obok mnie drobna brunetka (płaszczyk Zary, fryzura od Hupało) tak rzecze do swojego (dwa metry wzrostu i stylówa na amerykańskiego oficera) partnera:

- Kurwicy dostanę z tą torebką!

Chłopak milczy. Dziewczyna przekłada torbę z ręki do ręki, wywraca oczami i wzdycha.

- Mam tam jakieś 50 raportów. Gdybym wiedziała, że Rudy mnie tak zawali papierologią, to bym wzięła neseser. Albo taczkę. Albo od razu zamówiła transport przewozowy, cholera!

Chłopak wciąż milczy. W końcu dziewczyna pęka:

- Strasznie mi ciężko. Weźmiesz ją na trochę? - pyta cicho, za cicho, najwyraźniej zawstydzona swoją prośbą albo faktem, że musi prosić.

Chłopak wzdryga się, spogląda z góry na niższą o pół metra partnerkę, po czym odpowiada bardzo spokojnym, dystyngowanym tonem:

- Czy ciebie, Joanno, do reszty popierdoliło? Chyba nie myślisz, że będę paradował po ulicy z damską torebką jak jakaś ciotą?

Chłopak milknie, Joanna pąsowieje, autobus podjeżdża. Kurtyna.

Po pewnym czasie zupełnie przypadkowo trafiłam w internecie na tekst, w którym jakiś młodzieniec szczegółowo wyjaśnia, dlaczego "prawdziwy mężczyzna" nigdy nie powinien nosić torebki swojej kobiety. Ogólne przesłanie artykułu jest takie, że kiedy kobieta prosi partnera, by poniósł jej torbę, robi to dlatego, że chce go sobie podporządkować. Idąc tym tropem, mężczyzna, który odmawia pomocy, pokazuje, że ma cojones na swoim miejscu i pełni w związku rolę przywódcy. Nie wiem jak wy, panowie, ale ja dawno gorszych głupot nie czytałam.

Z tego, co mi wiadomo, mężczyzna z jajami to taki, który jest świadomy, że te jaja ma. Nie musi więc ani sobie, ani nikomu wokół udowadniać, że jest męski, bo świadczą o tym jego czyny i sposób, w jaki postępuje. Przejęcie torebki od partnerki w momencie, kiedy dziewczynie jest ciężko, marzną jej dłonie albo źle się czuje, jest przykładem typowo dżentelmeńskiej postawy. Facet, który ma dwie ręce i jest zdrów, a odmawia kobiecie w takiej sytuacji, nie demonstruje swojej męskości, a wręcz przeciwnie - pokazuje, jak bardzo nie jest jej pewny, eksponując przy okazji własną niedojrzałość i gburowatość. I co z tego, że ma na sobie płaszcz za dziesięć koła i buty za trzy, skoro i tak wychodzi z niego typowy Janusz?

Wzięcie od kobiety torebki to nie mniej, nie więcej, tylko akt pomocy. Dowód na to, że mężczyzna o kobietę dba i się o nią troszczy. Jeśli do tego jest odpowiedzialny, zaradny życiowo, konsekwentny w tym, co robi, i szanuje partnerkę, to może sobie tylko pogratulować - bardziej męskim już się chyba być nie da. Takiego faceta możesz ubrać w sukienkę, popsikać wodą Pretty Woman, w jedną rękę wsadzić mu durszlak, w drugą luisawjutona, a jego testosteron i tak będzie zabijał przeciwników z odległości pięciu kilometrów. Bo taki facet wie, o co chodzi w związku, wie, jak postępować z kobietami, i jest świadomy tego, że udane życie z drugim człowiekiem nie opiera się na demonstracji siły, a na partnerstwie. A partnerstwo polega na tym, że ludzie sobie wzajemnie nie wchodzą na głowę, bo zwyczajnie nie czują takiej potrzeby. Kiedy więc kobieta prosi mężczyznę, by potrzymał jej torebkę, nie robi tego, bo chce go zdominować, wykastrować i przerobić na transseksualnego chłopca do bicia. Po prostu prosi o przysługę, drobną pomoc, dzięki której będzie jej odrobinę lżej. I to jest właśnie w mężczyźnie z jajami najbardziej zajebiste, że on tę torebkę weźmie, ba, jeszcze ją sobie zarzuci na ramię i będzie to dla niego tak naturalne, jak poranne sikanie i wieczorny seks. Oczywiste.

Joanna chyba mieszka gdzieś niedaleko, bo czasem widuję ją w metrze. Samą. Chyba ma nową torebkę. Poza tym nic się nie zmieniło.