1.
- Nie podążaj do światła!... Nie podążaj do światła!... Nie podążaj do!...

2.
Skoliotyczny recepcjonista mruga rozbieganymi oczami. - Polański?
Inżynier Rawa przytakuje.
- Roman?
Inżynier Rawa przytakuje.
- Ten Polański? - hotelowy gnom staje się nieprzyjemnie dociekliwy.
- Nie - szepcze inżynier, bo ostatnia rzecz, jakiej sobie życzy, to rozgłos. - Ja jestem przez dwa el.
Garbus mruga ponownie i łypie na stojącą przy drzwiach wejściowych do hotelu Anitę Bułas. - Przez dwa el to u nas kosztuje podwójnie, panie Romanie.
Inżynier Rawa ciężko wzdycha i sięga po portfel. Anita Bułas, 19-letnia ekspedientka z  Lewiatana, którą poznał tydzień wcześniej przez internet, kosztuje go więcej niż zakładał w budżecie początkowym. Ale już w windzie, która wiezie ich teraz do nieba "czterysta czterdzieści złotych i doba do jedenastej", inżynier Rawa przestaje żałować. Bo po raz pierwszy w życiu mając przecież tyle osiągnięć: pracę, żonę, passata i córkę - czuje, że smok, przed którym drżał całe życie, ledwo zipie. I że za chwilę urżnie mu wszystkie łby, a potem dostanie w nagrodę nie tylko rękę księżniczki, ale i całej jej królestwo z wszystkimi zakamarkami.
Na widok pokoju Anita klaszcze radośnie w dłonie. Inżynier Rawa uznaje to za dobrą monetę i usiłuje dotknąć jej piersi. - Czekaj, tygrysie, siku mi się chce, tobie nie? - dziewczyna wyślizguje się z jego ramion i znika w łazience.
Od razu silne ukłucie w wątpiach. Inżynier Rawa postanawia jednak zapanować nad przemożnym pragnieniem rejterady. Są w życiu chwile, myśli, na które czeka się 35 lat bez dziewięciu dni. Zatem kiedy się pojawiają, nie powinno się ich spieprzyć. Owszem, jest lęk, a z nim zaburzenia gastryki, ale trzeba to przezwyciężyć, myśli. I jeszcze to, że będzie tej nocy wrażliwy, ale i zdecydowany, romantyczny, ale i szorstki zarazem. I że, choć nie zapali świec, bo są w hotelu czujniki dymu prawdopodobnie, to nie bacząc na dodatkowe koszty, zamówi teraz ekskluzywny posiłek o światowym posmaku! No bo w końcu raz się żyje, nie?!...
A kiedy po półgodzinie w drzwiach łazienki staje długonogi absolut owinięty jedynie w kusy ręcznik, inżynier Rawa ma pewność, że po zabiciu smoka on zajmie jego miejsce. Sam będzie smokiem po prostu. I w tym całym zamieszaniu chyba to podoba mu się najbardziej.
- To co, Sebi, bzykniemy się teraz może, co? - uśmiecha się tymczasem Anita. - Dla przełamania lodów. Żeby się jakoś poznać.
- Zasadniczo nie powiem nie - odpowiada inżynier Rawa na zupełnym, jak mu się wydaje, luzie, choć w ustach ma subsaharyjski miazmat.
Zerwij z niej frotté, podpowiada hormonalny skrzat. Inżynier Rawa ponownie sięga po biust, lecz w tej samej chwili słychać przenikliwy zgrzyt klucza. Inżynier odskakuje od ręcznika jak pospolity - ma tego bolesną świadomość - niesmok.
- Zamawiane było! - krzyczy od progu kelner o twarzy konia, wpychając do pokoju wózek z dymiącymi półmiskami.
- Włożyć pani? W sensie na talerz? - podnosi pokrywkę, spod której eksplodują wapory czosnku i kolendry.
- Byłoby najs poniekąd - Anita zalotnie przekrzywia głowę.
Inżynier Rawa wskakuje między frotté a braki w uzębieniu. - Nic nie włożyć! - podnosi ostrzegawczo palec do góry. - Opuścić! - wskazuje palcem drzwi. - Sam włożę! - przenosi palec na wózek, po czym wciska koniowi w kieszeń wymiędloną dychę i wypycha go za drzwi. Tymczasem Anita wpatruje się w półmiski jak zahipnotyzowana. - A to co to to? Robaki takie obłe jakieś z wąsiskami oślizgłe. Jak toto patrzy, patrz!
- To pokarm smoków - wyjaśnia inżynier Rawa tonem znawcy. - Langustami zwany - dookreśla.
- Nikczemnie wygląda - krzywi się Anita.
- Ale smak pyszny posiada. Głowa owego żyjątka ma w sobie mnóstwo płynnego mózgu purpurowego, rozumu jej własnego. I mózg ten ja i ty wypijemy z tej głowy jak z kieliszka.
- Nie ohydne to aby?
- Wprost wicewersa! Afrodyzjak to najznamienitszy! Okrutnie zwiększa ochotę na miłość!
- Bo jej nie masz? - dziwi się dziewczyna.
- Bo ją mam! - inżynier Rawa wgryza się w pancerz. - To jakbyś morza chłonęła i oceany! - krzyczy w uniesieniu, czując, jak jego krwiobieg zrywa się ze smyczy i zieje najczerwieńszym ogniem z wszystkich możliwych głów. - Albo wszechświaty całe i hiperwymiary! Weź do ust robaka, kobieto, a powiedzie cię w nieskończoność doznań!
- Dobra, Sebi, dobra, wezmę, tylko już tak nie pieprz! Ale pójdziemy potem na pizzę, promis?...

3.
- Nie wiedział pan, że córka jest uczulona na skorupiaki?
- To nie jest moja córka doktorze.