Jakiś czas temu w restauracji sushi widziałem parę, która konsumowała wszystkie arcydzieła kuchni japońskiej nożem i widelcem - poczynając od małych hoso maków, a kończąc na futo makach. Można powiedzieć, że popełniali gafę za gafą. Niemniej jednak jedzenie sprawiało im dużą przyjemność i można założyć, że rachunek również sprawił przyjemność właścicielowi suszarni. Czy ktoś się czuł obrażony? Wątpię.

Oczywiście, jak stać nas na wizytę u Jiro - trzygwiazdkowego Mistrza Sushi, warto by było przemóc się i pochwytać chwilę pałeczkami to i owo, co sławny mistrz przygotuje - chociaż, co jest ważną informacją dla nielubiących konsumpcji pałeczkami, jedną z form uznania dla mistrza sushi jest konsumpcja jego dzieł rękoma, które wcześniej powinniśmy oczyścić ręczniczkiem podanym przez obsługę, tzw. oshibori. Tak samo w restauracji hinduskiej - jeżeli wygodniej nam spożywać naan nożem i widelcem, nikt nam tego nie może zabronić.

Każdy dobry lokal gastronomiczny powinien być przygotowany na gości, którzy nie do końca sobie radzą ze specyfiką i kulturą serwowanej kuchni, bądź nie lubią rozstawać się ze sztućcami i zwyczajami związanymi ze spożywaniem dań, do których zostali od maleńkości przyzwyczajeni. Chyba że trafimy na wyjątkowo ortodoksyjną restaurację ale warto zadać sobie pytanie, kto od kogo zależy.

Dla konserwatysty ceniącego właściwie przepłukany ryż i rolkę niezbyt mocno ściśniętą w nori zjedzenie nigiri na dwa kęsy może być dużą gafą, ale myślę, że w związku z tym Godzilla nie wyjdzie z morza i nikomu krzywda się nie stanie.

 

 

 

Na pytania odpowiada Adam Jarczyński, dyrektor generalny Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety