"Po raz pierwszy zdarzyło mi się, że poszedłem na projekcję z kimś, kto był nikim, a wychodził z niej jako gwiazda" - wspominał przedpremierowy pokaz "Na wschód od Edenu" przyjaciel Jamesa Deana. Obecny tego wieczoru w kinie reżyser filmu Elia Kazan nie mógł zrozumieć, dlaczego żeńska część publiczności zaczynała głośno piszczeć, jak tylko młody aktor pojawiał się na ekranie, w roli bądź co bądź dramatycznej. Po całym kraju rozeszła się szybko wieść, że narodził się nowy idol.

Wkrótce mieszkańcy Nowego Jorku nosili przypięte do kurtek i płaszczy znaczki z hasłem: "James Dean - musisz to zobaczyć".

Poleciałby na każdego

Jimmy Dean uwodził. Nie tylko kobiety. Jeden z aktorów pracujących z nim na planie wspominał: "Pamiętam, że kiedy spojrzałem na niego z góry zza oparcia krzesła, jego usta wyglądały nawet jeszcze bardziej zmysłowo i kusząco niż przy spojrzeniu na wprost. Był bardzo pięknym, młodym mężczyzną".

Dean dobrze wyczuwał, kiedy i kto zwracał na niego uwagę. Intuicja nie zawiodła go w jednym z najważniejszych momentów w karierze, kiedy pracując jako parkingowy przy siedzibie rozgłośni CBS w Los Angeles, wziął kluczyki do samochodu od reżysera Rogersa Bracketta. Kilkadziesiąt godzin później mężczyźni mieli już za sobą pierwsze spotkanie. To nie był najlepszy okres w życiu Deana. Porzucił studia prawnicze, zabrakło mu dyscypliny,

by skończyć wymarzone aktorstwo. Choć zadebiutował w reklamie? Pepsi (główną rolę zagrały jego usta) i miał za sobą telewizyjne przedstawienie (kreację Jana Ewangelisty obejrzało ponad 40 milionów widzów), nie mógł liczyć na poważniejsze angaże. Może nie miał cierpliwości i mimo skończonych dopiero 20 lat zbyt wiele oczekiwał od życia, a może - jak sam sądził - jemu, chłopakowi z głębokiej prowincji, brakowało przede wszystkim obycia i kontaktów.

Próbował przebić się do Hollywood, chodząc z Beverly Wills, córką znanych aktorów, ale jego sytuacja nie zmieniła się, póki nie zaparkował samochodu Brackettowi. Relacja między reżyserem i pragnącym roli aktorem szybko się zacieśniła. Któregoś dnia Dean przyszedł do swojej agentki po radę: "Co będzie lepsze dla mojej kariery - małżeństwo z Beverly Wills czy przeprowadzenie się do Rogersa Bracketta". Agentka obie ewentualności wzięła za niedorzeczne. - Poleciałby na każdego, kto mógłby coś dla niego zrobić - stwierdziła później.

Ostatecznie Dean wprowadził się do apartamentu Bracketta, jednocześnie kontynuując związek z Beverly. Reżyser otoczył młodzieńca opieką, nazywał go Hamletem, uwrażliwał na muzykę poważną, ćwiczył teksty, kształtował. - Uczepiał się ludzi, którzy posiadali cechy, jakie sam pragnął mieć - wspominali krytyczni wobec gwiazdora.

Dobytek w paczuszce

Za namową Bracketta i przy jego finansowej pomocy Jimmy przenosi się do Nowego Jorku (paradoksalnie przez deski tamtejszych teatrów było i jest łatwiej trafić do Hollywood niż z sąsiadującego z nim Los Angeles). Za pierwszym razem zdaje egzaminy do słynnego Actors Studio Lee Strasberga (Al Pacino został przyjęty za trzecim, a Dustin Hoffman dopiero za siódmym razem). Tam rozwija swój warsztat, między innymi w nieskończoność ćwicząc obieranie nieistniejącej, wyobrażonej pomarańczy.

Gra na Broadwayu. Zostaje dostrzeżony, pojawiają się pierwsze recenzje. Jeden z krytyków pisze: "Nigdy nie widziałem tak interesującego erotycznego pląsu jak wtedy, gdy James Dean tańczył jako arabski chłopiec w >The Immoralist<". Skuszony recenzjami Elia Kazan, mistrz kina, który kilka lat wcześniej odkrył Marlona Brando, wybiera się na Broadway, szukając aktora do roli Charlesa Traska.

Trask to bohater świeżo wydanej powieści "Na wschód od Edenu" Johna Steinbecka. Niekochany przez ojca nastolatek, który w afekcie zabija swojego brata bliźniaka. Po przedstawieniu reżyser podchodzi do Deana, by zaproponować mu rolę w nowym filmie. - Zabiorę cię na przejażdżkę motorem, pogadamy - proponuje aktor. Warunki uniemożliwiają jakąkolwiek rozmowę, ale Kazan jest pod wrażeniem zakręconego i nieco groteskowego chłopca.

Kilka tygodni później reżyser odbiera Deana na lotnisku w Los Angeles. Jest rozbawiony tym, że aktor podróżował bez żadnego bagażu - ma tylko kilka rzeczy zawiniętych w papier i przewiązanych sznurkiem. Choć wytwórnia Warnera podpisuje z nim kontrakt z góry na dziewięć filmów (gaża za każdy wynosi od 10 do 40 tys. dol.), w garderobie niewiele przybywa - Deanowi wystarczy para dżinsów, kilka koszul i kurtka.

Aktor niezbyt dba też o higienę, ma w zwyczaju luzować pasek od spodni i bekać po skończonym posiłku. Nic dziwnego, że hrabina Pierangeli wpadła w szał, kiedy się dowiedziała, że jej córka porzuciła idealnego Kirka Douglasa na rzecz dzikusa Deana. Bezskutecznie interweniowała u Warnera. W końcu zamknęła Annę w areszcie domowym.

logo z klasąfot. East News/Courtesy Everett; East News (montaż)

Prawa młodości

Kazan odetchnął z ulgą, jego nowa gwiazda mogła się już skupić wyłącznie na pracy nad rolą. Na planie narodził się typ bohatera, którego nigdy wcześniej nie było w kinie. "Co za moc, co za szeroka paleta ekspresji i tak wiele czystej inwencji" - pisała prasa. Dean i Brando dokonali przełomu: zniknął aktor teatralny, na ekranie pojawił się człowiek, wszystko musiało być prawdziwe i naturalne.

George Stevens, który zrobił z Deanem jeden film, podkreślał: "Potrafił odzwierciedlać psychologiczne komplikacje w swojej mowie i ruchach. Na tym polegała doskonałość jego sztuki. Wydawało się, iż instynktownie rozumie wszystkie trudności, jakie ludzie napotykają, kiedy próbują się porozumieć". W jednym z wywiadów dziennikarka spytała, jak to możliwe, że tak młody człowiek tak wiele wie o ludzkich charakterach. - Ta umiejętność zaskakuje mnie samego - odpowiedział jej Dean.

Jimmy był oczkiem w głowie swojej matki, która nie mogąc zrealizować młodzieńczych marzeń o wyrwaniu się z prowincji, przelewała swoje pragnienia na kilkuletniego syna. Czytała mu poezję (drugie imię Byron Jimmy zawdzięczał angielskiemu wieszczowi), wystawiała z nim spektakle, uczyła gry na skrzypcach, nie szczędziła czułości. Z drugiej strony często traciła nad sobą kontrolę i wybuchała, nie stroniąc od cielesnych kar, gdy dziecko było nieposłuszne.

Ojciec stał zawsze z boku, zajęty pracą, nie interweniował. Kiedy żona zmarła, z niezrozumiałych względów oddał syna pod opiekę swoich kuzynów. Ciotka, która go przygarnęła, po latach wspominała: "Kiedy Jimmy zdecydował się coś robić, nikt nie mógł go przed tym powstrzymać. Był stanowczy i uparty, gdy miał poczucie, że musi taki być. Kiedy się śmiał, śmiał się cały świat, a kiedy płakał, to lało jak z cebra. Zawsze potrafił wciągnąć ludzi w swoje nastroje. To cudowny dar".

O Deanie było głośno w całej okolicy. Najszybciej jeździł na motorze! Szkolna drużyna koszykówki dzięki jego rzutowi wygrała mecz! Znów się pobił z kolegami z klasy! Wieczorem mieszkańcy małego Fairmount w Indianie dyskutowali przede wszystkim o tym, jaki numer wywinął tego dnia Jimmy. Chodził własnymi ścieżkami, odrzucał wszelkie normy, wychodził przed szereg.

Reżyser Nicholas Ray głosił niepopularny w społeczeństwie, ale znany wśród psychologów pogląd, że przestępczość nieletnich (której fala zalewała ówczesną Amerykę) jest przede wszystkim wynikiem pogłębiającej się dysfunkcji rodziny, a nie skutkiem kryzysu finansowego. Gdy zobaczył Deana w "Na wschód od Edenu", zdał sobie sprawę, że ma bohatera, który zilustruje jego tezę. Scenarzysta zaczął pracę nad tekstem skrojonym pod Deana do tego stopnia, że odwiedzał znajomych młodej gwiazdy, czytał fragmenty scen i pytał, jak zachowałby się Jimmy.

Aktor przed zdjęciami zamykał się w przyczepie, gdzie na okrągło słuchał "Walkirii" Wagnera, popijając czerwone wino. Po godzinie takiego seansu był gotowy, by wyjść na plan. Przed kamerą walczył na prawdziwe noże, do pierwszej krwi. Unikał rozmów, uciekał od pozostałych członków ekipy. Gdy schodził z planu, nie stawał się na nowo sobą, dalej był Jamesem Starkiem, który nie umie się odnaleźć w skłóconej, pozbawionej ciepłych uczuć rodzinie.

"Buntownik bez powodu" stał się legendą. Nigdy wcześniej temat dojrzewania nie był tak szeroko prezentowany i komentowany. James Dean symbolizował młodzież, która upomina się o akceptację i zrozumienie. Od tego momentu zaczęto głośno mówić, że młodość ma swoje prawa.

Niespełnione marzenia

Mimo kreowanych postaci i poruszanych w filmach tematów Dean unikał zabierania głosu w publicznych dyskusjach. Mocno podkreślał, że jego praca to wyłącznie gra na planie. Nie brał udziału w uroczystych premierach, unikał wywiadów prasowych, chronił prywatność przed paparazzi, nigdy nie ujawniając, gdzie mieszka.

Atmosferę wokół młodej gwiazdy napędzała sama wytwórnia, umawiając Deana na randki z aktorkami i aktoreczkami, a potem dając cynk do prasy o gorącej atmosferze spotkania. Na tych służbowych kolacjach rodziły się większe lub mniejsze romanse, ale żaden nie przetrwał dłużej. Czas wolny wypełniały pasje: fotografowanie ulic Nowego Jorku, studiowanie filozofii i sekt, słuchanie muzyki i gra na różnych instrumentach.

Przede wszystkim jednak pochłaniała go motoryzacja. W tej kwestii nie znał umiaru. Prowadząc motor, opierał ręce na biodrach i pędził z maksymalną prędkością. Marlon Brando ostrzegał młodszego kolegę przed brawurą: "Jeśli będziesz miał wypadek, pokiereszujesz sobie twarz. To może nie jest tragedią w wypadku innego zawodu, ale jako aktor będziesz miał poważne trudności, żeby sobie bez niej poradzić".

Dean nie wziął sobie tych słów do serca. W końcu wybicie dwóch przednich zębów w liceum nie przeszkodziło mu w drodze do Hollywood. W ciągu niespełna półtora roku Jimmy czterokrotnie zmienił samochody wyścigowe, trzykrotnie startował w wyścigach, trzykrotnie stawał na podium. Wreszcie zginął w wypadku w drodze na zawody.

Jego śmierć wywołała sporo spekulacji. Wiele osób twierdziło, że to nie był tragiczny wypadek, a samobójstwo. Biografowie piszą, że jego życie nastawione było na program autodestrukcji. Wielu przyjaciół mówiło po jego śmierci, że w końcu musiał zginąć. "Śnij, jakbyś miał żyć wiecznie. Żyj, jakbyś miał umrzeć dzisiaj" - powiedział w jednej z rozmów. Głównego marzenia, typowego dla wrażliwych Amerykanów - podróży do Europy - nie zdążył spełnić...