Z Michałem Winiarskim spotkałem się dzień przed pierwszym meczem z Argentyną w Lidze Światowej. Polska reprezentacja miała nóż na gardle - po porażkach z Brazylią i Francją groziło jej, że nie dostanie się do turnieju finałowego. Michał był wyciszony, bardzo skoncentrowany. Tymczasem w kadrze uchodzi za ?odpowiedzialnego za dobrą chemię?. Koledzy opowiadają, że zawsze potrafi rozładować atmosferę żartem.

Pomyślałem, że pewnie już w głowie przygotowuje się do meczu. Ale kiedy dzień później oglądałem spotkanie w telewizji, był równie spokojny.

- To koncentracja? Opanowanie? Twój sposób na stres? - zapytałem potem w mailu.

- Po prostu spokój pomaga mi w trudnych momentach. Pozwala trzeźwo myśleć na boisku. Choć czasami bywa to naprawdę trudne - odpisał.

Dzień nie jak co dzień

Prawda jest taka, że trzeba mieć nerwy ze stali, by zachować spokój i skupienie w takim dniu, jaki przeżył Michał Winiarski 28 listopada 2006 r. w Japonii. Siatkarze pokonali arcytrudnego przeciwnika, Rosjan. Dzięki temu zdobyli później wymarzony i wytęskniony przez kibiców srebrny medal mistrzostw świata. Tego samego dnia Michałowi we Włoszech urodził się syn.

- Coś jest w stanie przebić taki dzień?

- Wiesz, równie ważny był dzień, w którym poznałem moją żonę - Michał uśmiecha się spokojnie. - Ale 28 listopada był niesamowity. Przeżyłem pełnię szczęścia jako sportowiec i jako mężczyzna.

- Najpierw był mecz czy syn?

- Mecz. Ale wiedziałem, że mniej więcej godzinę po spotkaniu będę miał dziecko, bo żona miała zaplanowane cesarskie cięcie.

- Mogłeś skupić się na grze?

- Zawsze na boisku staram się odciąć od tego, co jest poza boiskiem, choć oczywiście nie zawsze się to udaje. Ale wtedy to był specyficzny turniej. Czuliśmy się silni jako reprezentacja, wygraliśmy chyba osiem meczów z rzędu, pięć bez straty seta. Decydujący był mecz z Rosjanami, półfinał i medal mieliśmy na wyciągnięcie ręki. Kiedy wychodziliśmy na boisko, liczyło się tylko zwycięstwo. Ale po meczu - uwierz mi - nie do końca potrafiłem się cieszyć. Koledzy wiedzieli, że mam zostać ojcem, i powiedzieli, że mam wyjść na korytarz w hotelu i krzyczeć. Urodził się syn, zdrowy, więc wyszedłem i krzyczałem.

Ałfawit my uże znajem...

W nadchodzącym sezonie Michał Winiarski będzie grać w Rosji, w klubie Fakieł Nowy Urengoj. Przygotowując się do wywiadu, musiałem sprawdzić, gdzie jest ten cały Nowy Urengoj. Okazało się, że za Uralem, w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym, którego połowa terytorium leży za kołem polarnym.

- Już wiesz, gdzie wywozisz rodzinę?

- Wiem, wiem - śmieje się Michał Winiarski. - Ale z rodziną będę mieszkał w Moskwie, i tam od poniedziałku doczwartku będę trenował. W czwartek po południu 3,5 godziny lotu do Nowego Urengoju, trening w piątek, w sobotę mecz i w niedzielę wracam. Wydaje mi się, że to do przeżycia. Zresztą Łukasz Żygadło grał tam przez rok i mówi, że jest OK. Na pewno będzie ciekawie - śmiech.

- Ale jak dostałeś propozycję kontraktu, to chyba pojawiła się myśl ?Boże, gdzie to jest??

- Pierwszą propozycję dostałem rok temu, ale wtedy postanowiłem zostać w Bełchatowie. Ale faktycznie było googlowanie i Wikipedia.

- Umiesz mówić po rosyjsku?

- Miałem dwa lata w szkole, więc będę musiał się pouczyć. Ale myślę, że szybko złapię. Mam doświadczenie z Włoch. Tam nikt nie mówił po angielsku i siłą rzeczy musiałem się nauczyć włoskiego. Po pół roku mogłem się dogadać, a później swobodnie rozmawiałem. Z rosyjskim będzie chyba łatwiej, bo jednak jakieś podstawy już mam, umiem nawet czytać literka po literce jak małe dziecko.

- Ałfawit my uże znajem, uże piszem i czitajem...

- Da!

Michał Winiarski: wciąż głodny sukcesufot. Michał Mutor

Gadżet na piątkę

- A jak ty zniesiesz te cotygodniowe loty? Masz dwa metry wzrostu...

- Chyba do wszystkiego w życiu można się przyzwyczaić. My akurat dużo podróżujemy, szczególnie w reprezentacji. Samolot jest nieodzowną częścią naszego życia i spuchnięte kostki po 12-godzinnej podroży to jest nasz chleb powszedni. Niestety nie podróżujemy klasą biznes tylko ekonomiczną...

- Naprawdę?!

- Naprawdę, może ze dwa razy leciałem inaczej. Kwestia przyzwyczajenia. Na początku nie wyobrażałem sobie, że można w samolocie spędzić 10 godzin. Bałem się nawet godzinnego lotu. Ale poczytałem, zobaczyłem statystyki, wiem, że to najbezpieczniejszy środek transportu, więc mam pozytywne nastawienie. A w Rosji... Będę tak, jakbym w lidze polskiej podróżował autobusem.

- Masz jakiś sposób na długie podróże?

- Słucham muzyki...

- A czego słuchasz?

- Lubię starsze kawałki. Rockową klasykę polską i amerykańską. Nowości wyłapuje żona, a jak mi coś wpadnie w ucho, to sobie wrzucam. No i oczywiście czytam.

- Papier czy e-booki?

- Papier, zdecydowanie wolę papier. A jak oczy są zmęczone, to słucham audiobooków, ale to działa usypiająco.

- Masz słabość do gadżetów?

- Mam (śmiech). Nie wyobrażam sobie życia bez iPhone'a czy iPada.

- Musisz mieć każdą nowość?

- Aż tak źle ze mną nie jest. Zresztą nowe modele nie są aż tak przełomowe, żeby stać w kolejkach. Nie jestem nałogowcem.

- A jakiego masz iPhone'a?

- OK., złapałeś mnie, piątkę.

Wieczny głód

Lista medali Michała Winiarskiego jest imponująca. Mistrzostwo Polski i Włoch, zwycięstwo w Lidze Mistrzów, klubowe wicemistrzostwo świata, Puchar Polski, a z reprezentacją wicemistrzostwo świata, zwycięstwo w Lidze Światowej... Brakuje tylko medalu z olimpiady.

- Zamieniłbym na niego pięć klubowych złotych medali - mówi Winiarski. - Na olimpijski medal dowolnego koloru. Nie odkryję Ameryki, ale to najważniejsza sportowa impreza na świecie, to się czuje. Kiedy widzisz, jak to jest zorganizowane, jak wszyscy podporządkowują przygotowania pod ten turniej... tak, tego medalu mi brakuje.

- A poza olimpiadą: czujesz, że jesteś spełnionym sportowcem?

- Gdybym tak powiedział, to nie byłoby sensu, żebym grał w siatkówkę. Sportowiec powinien grać, dopóki jest głód wygrywania, dążenia do kolejnych pucharów i medali. Jeśli się to zatraca, to granie jest rozdrabnianiem się, lepiej zawiesić buty na kołku. Ja chciałbym jeszcze wygrywać: Ligę Światową, Mistrzostwa Europy, ligę rosyjską.

- Podobno Ryan Giggs trzymając puchar za mistrzostwo Anglii, powiedział, że ten już ma, więc myśli o następnym sezonie...

- Aż tak to nie mam. Trzeba mieć głód sukcesów, ale myślę, że po zwycięstwie jest czas na świętowanie. To zdrowe po dobrze wykonanej pracy. Triumf trzeba uczcić, bo to sprawia, że masz satysfakcję, możesz się nim nacieszyć.

- Skoro o głodzie mówimy... Podobno jesteś koszmarem dietetyków?

- Jest ziarnko prawdy w tej plotce. Im jestem starszy, tym bardziej się pilnuję. Ale gdyby nie było turnieju, a ty byś mi dał do wyboru sałatkę i hamburgera, to wybrałbym hamburgera.

Mój dom - mój zamek

- Masz profil na fejsie? Konto na twitterze?

- Nie, nie interesują mnie takie rzeczy.

- Ale to sposób na dotarcie do fanów.

- Wiesz co, ja cenię prywatność. Kiedyś miałem konto na Naszej Klasie, ale jak zacząłem dostawać zaproszenia od nieznajomych, przez dwa tygodnie wakacji uzbierało się ich ponad tysiąc, to uznałem, że to nie ma sensu.

- Nie zazdrościsz popularności piłkarzom?

- Ani trochę. Gwiazdy futbolu są czasami traktowane na równi z Bogiem. A ja się cieszę, że mam swoje życie. Nie muszę przeżywać na przykład tego co Robert Lewandowski, bo taka liczba artykułów i plotek na pewno nie jest przyjemna.

- Wolisz prywatność?

- Wolę być znanym sportowcem z racji tego, że jestem dobrym sportowcem, a nie znanym z tego, że często pojawiam się w mediach. Bo i takich jest bardzo dużo.

- Czy tak ci jest łatwiej łączyć sport z życiem rodzinnym?

- Pewnie trochę tak. Ale jest tak, że moja rodzina musiała się podporządkować mojej pracy. Żona zmieniała szkoły, musiała z wielu rzeczy zrezygnować. Syn też traci - nie było mnie na Dniu Ojca, nie było mnie na zakończeniu zerówki, takie chwile nas omijają. Ale mam nadzieję, że po zakończeniu kariery sobie wszystko odbijemy.

- Skoro starasz się prowadzić normalne życie, to gotujesz w domu?

- Rzadko, ale bardzo to lubię. Mam tylko problem z posprzątaniem po sobie.

- Oglądasz w domu siatkówkę w telewizji?

- Czasami. To moje życie. Choć jak jest dobry mecz piłkarski, to chyba wybrałbym futbol. Ale do pobudki o 4 nad ranem są w stanie mnie zmusić tylko sporty walki. Jestem ich wielkim fanem.

Zespół jest najważniejszy

- Na którym miejscu jesteś wśród najlepszych siatkarzy świata?

- Ciężko mi odpowiedzieć...

- Pierwsza piątka?

- Naprawdę, nie wiem, nie męcz...

- Nikola Grbić powiedział, że jesteś najlepszy.

- Dziękuję, cenię to sobie, ale nie potwierdzę. Naprawdę nie wiem.

- Słuchasz takich komplementów i nigdy nie uderzyła ci woda sodowa do głowy?

- Uwierz mi - nigdy. Po pierwsze zawsze miałem jakieś sukcesy, mistrzostwo świata juniorów, potem srebrny medal w seniorskiej kadrze... Za tym było mnóstwo wyrzeczeń i ciężkiej pracy, wiedziałem, ile poświęciłem. Poza tym miałem normalną rodzinę. Potem założyłem swoją, żonę poznałem, jak miałem 16 lat. Wydaje mi się, że to pomaga w powstrzymaniu wody sodowej. A poza tym, jeśli jest się szczęśliwym, jeśli ma się kogoś ukochanego obok siebie, to się nie szuka innych przyjemności, jest się odpornym na pokusy. Pamiętaj też, że wynik zespołu jest sprawą nadrzędną. Nagrody indywidualne są tylko przyjemnym dodatkiem.

- Grałeś w ligach włoskiej i polskiej, z reprezentacją zwiedziłeś pół świata. Gdzie są najlepsi kibice?

- U nas, mówią to również obcokrajowcy.

- Ale z ich strony to może być tylko kurtuazja.

- Nie, to prawda. Nic nie jest w stanie przebić naszego dopingu i organizacji. To my wyznaczamy trendy, a nie świat.

Już po naszej rozmowie Polska przegrała dwa razy z Bułgarią i odpadła z Ligi Światowej. W decydujących meczach Michał Winiarski nie grał z powodu kontuzji.

Michał Winiarski

Urodził się w 1983 r. w Bydgoszczy. Reprezentant Polski w siatkówce, gra na pozycji przyjmującego. 200 cm wzrostu, 82 kg wagi, zasięg w ataku - 355 cm. Uważany za jednego z najlepszych siatkarzy świata. Grał w AZS Częstochowa (2002-2005), Skrze Bełchatów (2005-     -2006 oraz 2009-2013), włoskim Itac Diatec Trentino (2006-2009), a w przyszłym sezonie będzie występował w rosyjskim zespole Fakieł Nowy Urengoj.

Z AZS Częstochowa zdobył dwa brązowe medale Mistrzostw Polski. Trzykrotny mistrz Polski oraz trzykrotny zdobywca Pucharu Polski ze Skrą Bełchatów, z tym samym zespołem sięgnął jeszcze po wicemistrzostwo Polski, srebrny i brązowy medal Ligi Mistrzów oraz klubowe wicemistrzostwo świata i brązowy medal tej imprezy. Z Itakiem Diatec Trentino zdobył mistrzostwo i wicemistrzostwo Włoch oraz Ligę Mistrzów.

W 2003 r. zdobył z polską reprezentacją juniorów mistrzostwo świata. W kadrze seniorskiej wygrał Ligę Światową (2012 r.), zdobył srebro mistrzostw świata (2006 r.) i srebrny medal Pucharu Świata (2011 r.).

Ma żonę Dagmarę i 7-letniego syna Oliwiera.