Podobno każdy facet zawsze myśli o kupnie następnego samochodu. Nowy jest często za drogi, używanych się boimy, żeby nie dać się naciągnąć sprzedawcy. Mamy nadzieję, że to ABC kupowania auta z drugiej ręki pomoże ci w uniknięciu zasadzek czyhających na początkujących kupujących. Oto pięć najpopularniejszych sztuczek nieuczciwych sprzedawców, którzy czyhają na frajerów.

Sztuczka nr 1, czyli "Panie, nie było dzwona!"

Bardzo rzadko się zdarza, by sprzedawca napisał w ogłoszeniu lub powiedział przez telefon, że samochód był uszkodzony. A przecież najgroźniejsze dla sprawności i bezpieczeństwa samochodu są poważne wypadki i rdza.

Od razu uprzedzamy - jeśli nie znasz się na samochodach, jesteś w stanie znaleźć tylko oczywiste pozostałości poważnych napraw. Odrzucisz w ten sposób część samochodów. Ten, który przejdzie pozytywnie twoją kontrolę, zabierz na wszelki wypadek do mechanika.

Co możesz zrobić sam? Otwórz bagażnik i zajrzyj pod wykładzinę. Wnęka koła zapasowego to wyjątkowo trudne miejsce do wyprostowania po wypadku. Jeśli auto zostało mocno uderzone w tył, powinieneś to zauważyć.

Obejrzyj progi, sprawdź, czy odcień lakieru po obu stronach jest ten sam. Jeśli jedna strona jest wyraźnie inna, to znak, że samochód ma za sobą poważny wypadek. Poszukaj nietypowych łączeń blach nitami lub śrubami, powłok smołowych preparatów antykorozyjnych - to wszystko może wskazywać, że samochód przeszedł przez ręce mechaników cudotwórców.

Weź samochód na kanał. Spód samochodu powinien być pokryty fabryczną warstwą antykorozyjną. Sprawdź od razu, czy nie ma żadnych wycieków i w jakim stanie są elementy zawieszenia i układu wydechowego.Pamiętaj też, że kilkuletni samochód nie powinien mieć lakieru, który wygląda jak fabrycznie nowy!

Sztuczka nr 2, czyli "Panie, nówka nieśmigana"

Drugie, po zakupie powypadkowego samochodu, największe ryzyko to kupno auta z "przekręconym" licznikiem lub bardzo wysłużonego. W Polsce przyjęło się uważać, że dobry używany samochód powinien mieć przebieg nie większy niż 200 tysięcy kilometrów. W internecie znajdziesz setki stron dyskusji na ten temat, my nie będziemy polemizować, tylko skupimy się na tym, jak spróbować ustalić przebieg auta.

Najłatwiej to zrobić, jeżeli samochód został kupiony w kraju i ma kompletną historię serwisowania. Co prawda, w sieci bez trudu można kupić książkę serwisową i zamówić fałszywe pieczątki, ale zawsze można spróbować podjechać na stację ASO lub do mechanika, którzy są odpowiedzialni za wpisy, by sprawdzić, czy historia serwisowania jest prawdziwa. Taka historia jest też zapisywana na przykład w kluczykach w mazdzie czy bmw mini i może zostać odczytana w autoryzowanym serwisie.

Po drugie uruchom silnik - koniecznie "na zimno". Rozgrzany motor łatwiej pozwala ukryć wady. O jego dużym zużyciu może świadczyć dym wydobywający się po wyjęciu bagnetu służącego do kontroli poziomu oleju albo po odkręceniu otworu wlewu oleju. Ale uwaga! Sprzedający może zawsze wymienić olej na gęstszy lub dolać do silnika preparat maskujący ten mankament.

Duży przebieg mogą też sygnalizować wycieki spod skrzyni biegów lub silnika. Oczywiście podwozie może być wcześniej umyte, co utrudnia ocenę. Z kolei czarny dym wydobywający się z rury wydechowej diesla może oznaczać, że silnik poddano elektronicznemu tuningowi, który zmniejsza żywotność motoru i skrzyni biegów.

Sztuczka nr 3, czyli "Panie, nie ma czasu na jazdę próbną"

Nierzetelny handlarz będzie cię przekonywał, że nie możesz odbyć jazdy testowej, bo samochód ma ubezpieczenie tylko na aktualnego właściciela. Albo zaproponuje ci rolę pasażera. Nie odpuszczaj.

Tylko w czasie samodzielnej jazdy przekonasz się, czy samochód "nie ciągnie" w którąś ze stron, czy zawieszenie i układ kierowniczy są stabilne i czy auto pewnie się prowadzi. Warto też kilka razy bardzo mocno zahamować, by sprawdzić, czy w trakcie wytracania prędkości samochód nie zarzuca i nie ściąga w którąś ze stron.

Ważne jest też równomierne, bez otarć na brzegach mogących świadczyć o tym, że auto nieprawidłowo się prowadzi, zużycie opon. Do jazdy próbnej wybierz kilka typów nawierzchni, nie daj się zagadywać sprzedawcy i wyłącz radio. Słuchaj samochodu. Stuki z zawieszenia mogą być oznaką zużycia amortyzatorów lub przegubów. Wszystkie biegi powinny wchodzić płynnie, bez zgrzytów i wycia.

samochodygrafika: Łukasz Majewski vel Tin Boy

Sztuczka nr 4, czyli "Panie, była mała stłuczka, błotnik tylko wymieniłem"

Jeżeli sprzedawca przyzna się do tego, że samochód miał wypadek, to będzie go bagatelizował. Dlatego dokładnie obejrzyj auto. Zawsze oglądaj je, kiedy jest suche. Krople deszczu utrudniają prawidłową oceną blacharki. W bezwypadkowym samochodzie szczeliny pomiędzy elementami powinny być niewielkie, równomierne i symetryczne. Na przykład odległości między drzwiami a błotnikiem muszą być takie same po obu stronach auta.

Podstawowym narzędziem kupującego powinien być miernik grubości lakieru, który pomoże ustalić, które części były malowane. Najtańszy kosztuje 20 złotych, przyzwoity kupimy za 200. Lakier powinien mieć od 80-90 do 160-180 mikrometrów. Nowsze samochody mają lakier grubości 100-110 m, ze względu na stosowanie powłok galwanicznych, które zwiększają odporność na rdzę, co pozwala na stosowanie cieńszych warstw lakieru.

Jeżeli jest go więcej, oznacza to, że samochód lub jego elementy były powtórne malowane. Następnie rozejrzyj się za śladami farby i szpachli, zerknij pod uszczelki i zbadaj krawędzie szyb. Warto też się przyjrzeć, czy szczeliny (najlepiej widoczne w bagażniku i pod maską) są równomiernie wypełnione fabryczną masą zabezpieczającą.

Sztuczka nr 5, czyli "Panie, wszystkie części oryginalne"

Najbardziej bezczelni handlarze będą cię przekonywali, że w samochodzie mogą być oryginalne elementy wyprodukowane już nawet po wyprodukowaniu samego auta! Dlatego trzeba sprawdzić, czy wszystkie szyby są oryginalne. Naprawiający samochody powypadkowe często oszczędzają na tym elemencie i wstawiają zamienniki. To samo dotyczy reflektorów i lamp. Bardzo często na szybach i lampach znajdziesz informacje o roku produkcji. Warto też rzucić okiem, czy są wszystkie śruby i spinki mocujące elementy karoserii, oświetlenie, nadkola, maty wygłuszające hałas i wykładziny bagażnika. W znany każdemu majsterkowiczowi sposób, w czasie naprawy, takie śrubki lubią ginąć, a leniwy mechanik zostawi otwory puste lub użyje nieoryginalnych.

Opony (pochodzące z tego samego lub poprzedniego roku produkcji co samochód) na pewno nie były wymieniane wcześniej niż po dobrych kilku latach eksploatacji i kilkudziesięciu tysiącach kilometrów przebiegu. Choć coraz częściej handlarze wymieniają przed sprzedażą zużyte nakładki na pedały hamulca, gazu i sprzęgła, a w droższych autach nawet kierownicę czy fotel kierowcy, to jednak warto na nie rzucić okiem i sprawdzić, czy są zużyte tak, jak wskazywałyby na to wiek i przebieg samochodu. To samo dotyczy gałki dźwigni zmiany biegów i chroniącego dźwignię mieszka.

Nowy układ wydechowy wytrzymuje zazwyczaj około 100 tys. km. To oznacza, że jeżeli sprzedawane auto ma mniejszy przebieg, to wszystkie elementy wydechu powinny być oryginalne.

No i na koniec sztuczka z numerem VIN. Sprzedający coraz częściej podają ten numer w ogłoszeniu (pozwala na sprawdzenie historii auta w fabrycznych serwisach). Tyle że czasami numer VIN nie należy do sprzedawanego samochodu. Sprawdź to koniecznie!

Twoja broń, czyli prawdziwy fachowiec

O sprawdzaniu stanu technicznego samochodu da się napisać grubą książkę, ale nawet po jej przeczytaniu nie będziesz miał 100-procentowej pewności, że nie dasz się wykiwać. Dlatego najpierw obejrzyj samochód według naszych wskazówek. Jeśli coś nie gra - od razu odpuść, nie marnuj czasu.

Jeśli wydaje ci się, że wszystko jest w porządku, i tak pojedź do autoryzowanego lub zaufanego warsztatu albo chociaż na przegląd techniczny do Stacji Kontroli Pojazdów. To nie są tanie usługi (np. nieodzowne przy podejrzeniach o wypadkową przeszłość auta zmierzenie wymiarów płyty podłogowej kosztuje około 300 zł), ale przecież chcesz wydać co najmniej kilka tysięcy złotych i cieszyć się samochodem nie tylko przy jego kupnie. Pamiętaj: strzeżonego Pan Bóg strzeże.