Jest śliczna, więc po prostu muszę zacząć od pytania o flirtowanie z facetami. Paulina najpierw się dziwi, a potem zarzeka się: - Nie jestem flirciarą. Po prostu jestem kontaktowa. Taka dziewczyna z sąsiedztwa - przekonuje.

Granice flirtu

Kiedy rozmawiamy chwilę dłużej, okazuje się, że Paulina ma jednak dar do flirtu, nazwijmy go... bezpiecznego. Ostatnio nagrywała reklamę w Turcji i bajerowała operatorów.

- Ja to robię, żeby się fajnie pracowało. Gdybym była zdystansowana, to nic bym nie zyskała - wyjaśnia.

- Z policjantami też flirtujesz?

- Czasami ratuję chłopaków, z którymi jadę - śmieje się. - Policjanci zaglądają do samochodu, widzą ładną dziewczynę i jest po kłopocie - dodaje.

- A z lekarzami?

- Z lekarzami wtedy, gdy ciężko jest się umówić na wizytę. Mówię, że mam sesję zdjęciową, i jakoś udaje się zapisać na pożądany termin.

Paulina zaznacza, że nie chce nikogo prowokować. Jeśli ktoś woli zachować dystans, to z jej strony nie ma mowy o frywolnym zachowaniu. Nie przekracza granic.

- Jak facet jest zajęty i zaczyna kombinować, to nie wchodzę w taki układ. Gdy flirt zaczyna wykraczać poza zabawę, unikam tej osoby - wyjaśnia.

Ostatnio jakiś mężczyzna zaczepił ją na ulicy. ?Czy pani też to poczuła?? - spytał i od razu poprosił o numer telefonu. Szybko ucięła rozmowę. W takich sytuacjach przestaje się uśmiechać. Prosi, żeby zejść jej z drogi.

Żadna ze mnie paniusia

Powodem, dla którego nie przekracza granic flirtu, jest oczywiście to, że od półtora roku jest w związku.

- Lubię mężczyzn z pasją, z iskrą w oku, czerpiących z życia pełnymi garściami. Takich, którzy nie uprawiają leżingu, tylko sport, lubią adrenalinę. Tak jak mój Tadeusz [Bachleda-Curuś, brat Alicji - przyp. red.] - mówi. Tadeusz jest pilotem samolotów pasażerskich, szybuje na paralotni i tak jak Paulina uprawia rowerowy freeride.

- Dwa lata temu pojechaliśmy na weekend do Zawoi. Akurat odbywały się zawody downhillowe. Stwierdziliśmy, że to fajna sprawa i że warto by spróbować - opowiada. Tadeusz kupił nowy rower, a jej pożyczył swój stary, rozklekotany. Pojechali do Koninek ponad 60 km od Krakowa i zaczęli zjeżdżać. Paulina bez kasku, ochraniaczy, amortyzatorów.

- Tadek powiedział wtedy, że skoro to przeżyłam, wszystko przeżyję. Myślał, że będzie musiał na mnie czekać na dole. Że taka paniusia jestem. A ja dotrzymywałam mu kroku i był ze mnie bardzo dumny - nie ukrywa Paulina.

Żartuje, że na rowerze, w szortach i bez makijażu, ma najwięcej seksapilu. Więcej niż w sukience i szpilkach.

- Jak jadę Alejami Jerozolimskimi, to panowie mnie zaczepiają, machają z aut i mówią: ?Proszę pani, tutaj jest tak niebezpiecznie?. A ja zawsze odpowiadam, że dam radę - śmieje się.

Sypiając z ?góralem?

Gdy miała pięć lat, rodzice kupili jej pierwszy rowerek. Był biały. Od razu na nim pognała w dal. Gdy brat dostał na komunię rometa, pękała z zazdrości.

- Brat jest ode mnie o rok starszy i bardzo wysoki. Gdy wyrósł, od razu przejęłam rower. Bo ta pasja była we mnie zawsze, ale bez adrenaliny. Adrenaliną zaraził mnie Tadek - mówi Paulina.

On ma trzy rowery, a ona dwa. Do miasta niedrogi, z koszykiem. Do freeride'u - profesjonalny, robiony na zamówienie, jak mówi - ?full wypas?.

- Cztery miesiące na niego czekałam. Gdy wreszcie do mnie dotarł, przez tydzień spałam z nim w pokoju - wspomina. Jest biały - tak jak jej pierwszy rowerek. Ma siodełko regulowane przyciskiem pneumatycznym.

- To jest niesamowity bajer, podnoszę i opuszczam je podczas jazdy - opowiada. Do tego profesjonalny osprzęt i pomarańczowe pedały, które dostała od Tadka. Nie kupuje markowych torebek czy ciuchów. Odkłada na podróże w góry.

- Tadek nauczył mnie też jeździć na nartach, po dwóch sezonach śmigam czarnym szlakiem. Plus paralotnia, bungee. Nie boję się. Zeskakuję, spadam, ratuję się tak umiejętnie, że nic mi nie jest - uśmiecha się.

Od Tadka dostała też plecak firmy Camelbak (z bukłakiem z rurką), żeby mogła pić bez schodzenia z roweru. Ma dodatkowe usztywnienie na kręgosłup. - Jest lepszy niż torebka Vuittona - mówi.

Pięć dni po wywiadzie spotkałam Paulinę na ul. Chmielnej w Warszawie. Nie można jej było nie zauważyć. Wszyscy faceci się za nią oglądali, gdy jechała rowerem w bardzo krótkich szortach. Miała delikatny makijaż, zwykły T-shirt i sportowe ciemne okulary. To rzeczywiście nie jest paniusia w koronkach.

 

Paulina Krupińska - aktualnie panująca Miss Polonia. Jesienią będzie reprezentować Polskę na wyborach Miss Universe w Moskwie. Ma 26 lat, mierzy 178 cm, waży 57-58 kg. Od dziewięciu lat pracuje jako modelka. Jej wymiary to 86-63-91. Mieszka w Warszawie. Z wykształcenia jest animatorem społeczno-kulturalnym. Marzy, by zjechać rowerem z hawajskiej wyspie Maui. Lubi facetów, którzy mają pasję i poczucie humoru. Nie znosi gburów. Jej kulinarna specjalnością są makarony i kurczak w każdej postaci.