Z japońskimi samochodami dla małych dziewczynek jest tak, że pewnie nigdy byś ich sobie nie kupił, ale zwykle uśmiechniesz się od ucha do ucha, gdy widzisz któreś z nich na ulicy. Gdyby Nissan zaprezentował te dwa niezwykłe prototypy kilkadziesiąt lat wcześniej (o ile już wówczas ich wstępne wersje nie przemykały ciemnymi uliczkami Tokio...), jedno z nich mogłoby wystąpić w cukierkowej Czarodziejce z księżyca, a drugie wozić przywódczynię podstępnej Trójki Drombo z Yattamana.

Yattaman / Czarodziejka z księżyca, screen z YouTubeYattaman / Czarodziejka z księżyca, screen z YouTube

Bazujące na tym samym aucie modele IDx FREEFLOW i IDx NISMO nawiązują do kultowego nissana skyline z lat 70-tych. Na ostatnim etapie były realizowane przez dwie różne grupy stylistów, które trzeba przyznać, pokazały swój charakterek. Oba nissany mają nieco ponad 4 metry długości i przykuwające uwagę, 18-calowe obręcze kół. Pod ich maskami pracują zaś niewielkie benzynowe silniczki o pojemnościach 1,2 i 1,5 litra.

Bardziej agresywny, torowy IDx NISMO (stworzony przez grupę NISMO - fabrycznego tunera Nissana) jest o kilka centymetrów szerszy od swojego miejskiego kuzyna FREEFLOW. Różnią się przodami, mają inne reflektory i zderzaki. Jak przystało na trendy we współczesnym designie, wyrazy ich twarzy są aroganckie, bo - jak tłumaczył ostatnio polski stylista Ferrari w rozmowie z magazynem "Logo" - ani mężczyźni, ani kobiety nie chcą już kupować "grzecznych" samochodów.

fot. Nissanfot. Nissan

Twórcy obu wersji zaproponowali też zupełnie inne wersje wnętrza. W wyścigówce jest ono bardziej zadziorne, wykończone czerwonym materiałem i z nieregularną kierownicą, która sprawia, że sam byś tym autem chętnie poszalał, choć może niekoniecznie przyznał się do tego kolegom. W cywilnej wersji IDx widać natomiast uspokajające drewno, automatyczną skrzynię biegów, zbędny obrotomierz nie zaśmieca deski rozdzielczej, a na fotelu pasażera brakuje tylko merdającej ogonem cziłały.

Poza tym oba autka są naszpikowane najnowocześniejszą technologią i wyglądają jak amerykańskie muscle car-y z lat 70-tych w limitowanych wersjach dla dzieci - i za to właśnie kochamy Japończyków.