Na poznańskim torze miałem jeździć czterema samochodami, których łączna moc silników to 1937 koni mechanicznych. A ponieważ przez całą drogę z Warszawy lało jak z cebra, miałem zagwarantowaną śliską nawierzchnię. Akurat dla nowicjusza. Plus kilkunastu świetnie jeżdżących kolegów, czyli ostra konkurencja. Niezła jazda...

Moja wyprawa zaczęła się kilka tygodni wcześniej. Do redakcji przyszło zaproszenie do udziału w Akademii Jazdy AMG. Te trzy litery zna każdy, kogo choć trochę kręcą samochody. Dwóch niemieckich inżynierów stworzyło w 1967 r. firmę, która zamienia nawet najbardziej stateczne merce w sportowe bestie.

A teraz w Polsce AMG otwiera ?Driving Academy? i będzie uczyła, jak poskromić te samochody. Dla mnie trening takim autem na torze wyścigowym brzmi jak nauka francuskiego pocałunku przez Scarlett Johansson.

Pierwsza lekcja

Godz. 10, tor wyścigowy w Poznaniu. Ciągle leje, ale nikt nie zwraca na to uwagi. Oglądamy ustawione w dwóch szeregach samochody. Wszystkie to oczywiście AMG.

Krótki, przypominający zabawkę kabriolet SLK wcale nie sprawia wrażenia groźnego, choć okaże się później moją zmorą. Klasa E wygląda jak limuzyna dla emerytowanego kierowcy Formuły 1, a najnowsze dziecko AMG, czyli A45, udaje zwykły kompakt, choć pod jego maską umieszczono najmocniejszy na świecie seryjnie produkowany silnik o pojemności 2 litrów. Matowy, czarny SLS aż buzuje adrenaliną; długa, rekinia maska i napakowane błotniki.

Na dłuższe zachwyty nie ma czasu, bo instruktorzy zaganiają nas do namiotu, by rozpocząć szkolenie. Zaczyna się od pozycji za kierownicą. Nuda? Tak tylko się wydaje. Jeżeli ktoś chce szybko jeździć - a mam tu na myśli naprawdę szybką jazdę - to powinien pionowo ustawić oparcie fotela. Wtedy ciało ma dwa punkty podparcia: nogę na hamulcu i całe plecy. Nogi muszą być zgięte, a nie wyprostowane, by hamować mięśniami uda. Poza tym w razie kraksy zgięta noga nie wbije się w biodro.Przeżuwam te informacje, a instruktor pyta, jaki organ ma największy wpływ na kierowanie samochodem.

Wyrywam się, że moim zdaniem większość kierowców posługuje się penisem. Pudło, żart się nie udał. Za kierowanie pojazdem mechanicznym odpowiadają w 20 proc. ręce, w 30 proc. nogi, a w 50 proc. - oczy.

Instruktor namawia nas więc, by w czasie jazdy starać się patrzeć dalej niż tylko na to, co dzieje się tuż przed samochodem, bo jak się denerwujemy, to odruchowo i tak patrzymy coraz bliżej siebie. Aha, więc będzie nerwowo.

17.09.2013 Warszawa.  Szkolenie z jazdy samochodem Mercedesa AMG .  Dziennikarz Cezary Jeksa. Fot. Albert Zawada / Agencja GazetaFot. Albert Zawada / AG

Fizyka i slalom

Wbijam się w sportowe siedzenia SLS-a i od razu czuję się pewniej. Basowy bulgot 8-cylindrowego silnika zdaje się mówić: ?Ze mną wszystko jest możliwe!?.

- Slalom to pestka - myślę sobie. - Wystarczy szybko kręcić kierownicą i dodawać gazu, by wyminąć słupki i zatrzymać się w wyznaczonym miejscu - uśmiecham się. Ruszam do pierwszej próby: cisnę gaz, samochód z charkotem wyrywa do przodu, ledwo mam czas na pierwszy skręt, a tu już przed mną następny.

Cały czas gniotę pedał gazu, kierownicą kręcę raz w lewo, raz w prawo. Staram się patrzeć na kolejny, a nie najbliższy pachołek, tak jak to pokazano na prezentacji. W lewo, w prawo, czuję jak opony wgryzają się w asfalt. Uff, koniec, ledwo wyhamowałem w stop-boxie. No i... No i okazuje się, że wszystko było źle.

Instruktor Janusz cierpliwie mi tłumaczy, że kiedy ciągle ?gazuję?, to przód auta unosi się w górę. Po odpuszczeniu gazu przednie koła ?doklejają się? do nawierzchni, samochód sam zaczyna skręcać i wystarczy nie szarpać kierownicą, by płynnie przejechać wiraż. Na dodatek kierowcy wydaje się, że słupek jest blisko prawego koła, a to nieprawda.

Aby przejechać naprawdę blisko, trzeba prawie (tak się wydaje) najechać na niego.Próbuję jeszcze raz. W radiu słyszę szybko powtarzaną mantrę Janusza: ?Z gazem, bez gazu, z gazem, bez gazu, nie szarp kierownicą?. Próbuję robić, co mi każe.

Na zakręcie odpuszczam gaz, delikatnie przekręcam kierownicę. Czuję, że samochód płynnie wchodzi w zakręt. Już jestem za nim, cisnę gaz do dechy, wyciągam auto do przodu. Udało się!Najlepszym nauczycielem jest napędzany na tylne koła SLS. Gdy za mocno dociskam pedał gazu w zakręcie, tył zaczyna wyjeżdżać na zewnątrz. ?Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb? - jak w sławnym skeczu sprzed lat mówił do klienta majster Kobuszewski. Chyba zaczynam coś rozumieć...

Zmieniamy samochody i jedziemy na naukę szybkiego pokonywania zakrętów, to znaczy ja będę się tego uczył, bo moi koledzy jadą tak, że chyba takiej nauki nie potrzebują.

Pocieszam się, że teraz będzie łatwiej, bo siedzę w A45. Jest mniejszy, zwinniejszy i ma napęd na cztery koła. Moja kolej. Prosta, gaz do dechy. Trzymam się prawej strony toru. Na odcinku pomiędzy niebieskim słupkiem a zakrętem gwałtownie ?kopię? hamulec, by odciążyć przednie koła. Lecę, prawie w poprzek toru, w stronę czerwonego słupka, wyznaczającego koniec wirażu. Tu trzeba dodać gazu.

Już jest, rura, cisnę gaz, ile fabryka dała, odjeżdżam. I dupa blada, okazuje się, że za mocno hamowałem, straciłem za bardzo prędkość. Wracam do ćwiczenia, bardzo się staram. Cholera, wszystko, co mówił Janusz, to prawda.

Gwałtownie ?kopnięty? hamulcem, samochód naprawdę prawie sam ustawia się do zakręcania. A już najfajniej wychodzi to przy zakrętach w kształcie litery ?U?. Po kilku próbach czuję się jak jakiś Schumacher, bo instruktor jako wytrawny pedagog raczej nas chwali, niż gani.

Ktoś tu ma problemy

Czas na ?lead and follow?, czyli jazdę w kolumnie pięciu samochodów za instruktorem. Janusz tłumaczy, że mamy się trzymać blisko siebie i jechać torem wybranym przez niego. Jeśli nawierzchnia się błyszczy, to znaczy, że jest mokro, więc lepiej jechać po matowym asfalcie. Przy okazji: ta sama reguła odnosi się do śniegu - błyszczy się zamarznięty, trochę roztopiony jest matowy. Jeszcze sakramentalne ?ręce muszą być delikatne, a nogi agresywne?, czyli nie szarpcie kierownicą, hamujcie zdecydowanie. I jedziemy na tor.

Trafiam na SLK. Zapinam pas i ruszam. Czuję się jak uczestnik ataku na Gwiazdę Śmierci z ?Gwiezdnych Wojen?. Prowadzący od razu grzeje jak szalony. My za nim. Wskazówka obrotomierza gwałtowanie skacze w rytmie zmienianych w tempie strzałów karabinu maszynowego biegów.

Radio trzeszczy komendami. Kurczowo ściskam kierownicę i walczę z kolejnymi zakrętami. Co z tego, skoro sobie ze swoim ?myśliwcem? po prostu nie radzę. W rękach dobrego kierowcy tylny napęd, relatywnie mały rozstaw osi i 421 KM czynią z SLK zabójczą broń. Dla mnie jest koszmarem. Koncentruję się i próbuję wykorzystać wszystkie świeżo nabyte umiejętności wyścigowe, ale i tak zostaję w tyle.

17.09.2013 Warszawa.  Szkolenie z jazdy samochodem Mercedesa AMG .  Dziennikarz Cezary Jeksa. Fot. Albert Zawada / Agencja GazetaFot. Albert Zawada / AG

- SLK, dołącz do grupy - słyszę w radiu. Robię, co mogę, by jechać szybciej, ale zaczynam popełniać błędy. A tych SLK nie wybacza. Wystarczy, że za szybko wjadę w zakręt, a tył auta zaczyna żyć własnym życiem.

Na wirażu zwanym pieszczotliwie ?Kukurydzą? wystraszony prędkością hamuję. Błąd! Czuję, jakby jakiś olbrzym kopnął w bok auta. Zakładam coś w rodzaju kontry, odpuszczam gaz i sam nie wiem jak, wszystko trwało ułamki sekundy, wychodzę z opresji. Radio chrypi głosem Janusza: ?SLK ma kłopoty, zwolnijmy?. Co za obciach...

Z ulgą przyjmuję zmianę samochodów. A45 jest bardziej przewidywalny. Co z tego, koledzy już się solidnie rozjeździli i pędzą coraz szybciej. Janusz też ma w żyłach krew nie wodę, wiec nadaje coraz szybsze tempo. Później się dowiedziałem, że na jednej z prostych grzaliśmy 210 km/h (zawodowcy w tym miejscu jadą 220-230). Nie wyrabiam się, radio co i raz skrzeczy: ?Szara A klasa dołącz do grupy ?. - Szara masa, a nie klasa - mruczę ponuro pod nosem.

Zostaję w tyle. Widać nie da się nauczyć szybkiej jazdy w jeden dzień, a nawet AMG nie czyni z ciebie od razu kierowcy wyścigowego.Zjeżdżamy z toru. Ogarnia mnie euforia. Ręce trzęsą się z nadmiaru adrenaliny.

Po raz pierwszy czuję oszałamiającą frajdę, jaką daje sportowa jazda. Ryk silnika, zapach rozgrzanej stali i oleju, przeciążenia, nieprawdopodobne tempo akcji i rywalizacja tworzą trudną do opisania mieszankę. To jak dobry seks, szybka jazda na nartach i pierwszy start w samolocie. Równocześnie.

Ostanie okrążenie

Na zakończenie szkolenia zafundowano nam czasówkę. Kilkusetmetrowa jazda po kawałku pętli kartingowej pełnej ciasnych zakrętów wymaga innego, hm, gokartowego stylu. Trzeba szukać najkrótszego toru jazdy i prawie cały czas iść ?na gazie?.

Wszyscy udają, że są wyluzowani, lecz wiadomo, że każdy chce wygrać. Zakładamy balaklawy i kaski, ale chętnych do startu jakoś brakuje. Później dowiem się, że im później startujesz, tym tor lepszy, bo twoi poprzednicy osuszają go swoimi przejazdami. Każdy jedzie dwa razy.

Dzięki dyktowanym w tempie karabinu maszynowego wskazówkom siedzącego obok instruktora udaje mi się poprawić wynik drugiej jazdy o 2 sekundy. Wieczorem, podczas ogłoszenia wyników, okazuje się, że to cała wieczność. Zająłem 10. miejsce na 14 startujących, a od zwycięzcy dzieliły mnie ponad 2 s. Czasy trzech pierwszych zawodników różniły się od siebie o 0,1 s...