Krzysztof Oliwa: - Zaczniemy od obalania stereotypów życia modelki. Podobno poważny kontrakt można dostać tylko przez łóżko.

Marcelina Zawadzka* - W branży czasami słyszy się opinie, że ktoś dostał zlecenie, bo przespał się z tym czy z owym. Fakt, w tym świecie łatwo się zagubić. Miasto potrafi wciągnąć. Znam osoby, które praktycznie mieszkają w klubach. Ja nie jestem typem imprezowiczki, choć oczywiście zdarza mi się wyjść gdzieś ze znajomymi. Najczęściej robię wtedy za kierowcę (śmiech). Wolę obejrzeć dobry film w kinie lub zostać w domu i poczytać książkę.

Chirurg plastyczny to najlepszy przyjaciel każdej modelki.

- Przeczytałam o sobie, że mam doklejane rzęsy, włosy, zrobione piersi i pośladki, nawet szczękę. Teraz na łamach ?Logo? mogę to wszystko zdementować. Wszystkim tym obdarzyła mnie natura. Dobrze skomentowała to kiedyś moja siostra, cytuję: ?Marcela, zobacz, ile zaoszczędziłaś? (śmiech)!

Każda modelka musi mieć sesję rozbieraną.

- Nigdy takiej nie miałam i nie wiem, co by się musiało stać, żebym się zgodziła. Oczywiście, miałam takie propozycje, ale mówiłam wówczas stanowczo: ?Nie!?.

Następny mit. Trzeba cały czas być na diecie, na obiad jeść tylko gotowane marchewki.

- Do niedawna z braku czasu odżywiałam się bardzo różnie. Wreszcie znalazłam na to rozwiązanie - dietę lightbox. To pięć gotowych posiłków, które przywożą mi każdego dnia pod drzwi. Nie trzeba się katować, aby być szczupłym i w dobrej formie. Bardzo ważne jest regularne jedzenie, czyli mniej więcej co trzy godziny. I taki dobór produktów, by dawały energię na cały dzień. Teraz jak robię się głodna, a jestem np. na sesji zdjęciowej lub w trasie, nie jem czegoś na szybko, przypadkowego, tylko sięgam do mojego magicznego pudełeczka i wyciągam kolejny posiłek.

Wszędzie gdzie nie spojrzysz - zawiść, niechęć i zazdrość.

- Staram się unikać ludzi, którzy mają takie podejście. Uważam, że życie jest zbyt krótkie na negatywne emocje. Nie tworzę dystansu i nie prowokuję sytuacji, które mogą wzbudzić w kimś zazdrość czy zawiść.

Przywykłaś do tego, że facetom szyje trzaskają od obracania się za tobą?

- Polscy mężczyźni są w większości zamknięci w sobie. Najczęściej to przystojny facet jest adorowany przez kobietę. Wszystko jest odwrotnie niż powinno (śmiech).

Ludzie raczej mnie nie zaczepiają, częściej to mnie się zdarza do kogoś zagadać. Ostatnio w pralni poznałam dziewczynę z Miami, podróżniczkę. Widziałam, że ma wielki wór ubrań, mnóstwo bielizny. Pani z obsługi powiedziała, że musi jej każdą rzecz policzyć osobno. Wyszła jakaś kosmiczna kwota. Wtedy przejęłam inicjatywę i zaproponowałam, że może wyprać te rzeczy w moim domu. To fantastyczna rzecz dawać komuś uśmiech.

Masz 180 cm, do tego czasem zakładasz 10-centymetrowe obcasy. Facet powinien być wyższy od kobiety. Pozostają ci zatem tylko siatkarze i koszykarze.

- Na szczęście nie mam bzika na tym punkcie. W innym przypadku droga do zostania starą panną stałaby przede mną otworem. Mężczyzna może być ode mnie niższy. Nie oceniam po wyglądzie, inne wartości mają dla mnie większe znaczenie.

Fajne jest życie modelki?

- Moja przygoda z modelingiem zaczęła się, gdy miałam 14 lat. Wtedy siostra zrobiła mi zdjęcia. Potem wysłała je do agencji. I spodobałam się. Jeździłam na sesje do Monachium, Paryża, Aten, Mediolanu. Bardzo mi się podobało, bo dzięki temu miałam już swoje pieniądze i byłam niezależna. To praca jak każda inna... Jak wszędzie zdarzają się lepsze i gorsze momenty. Lubię chodzić w pokazach, choć nie jest to moim priorytetem życiowym. Kończę teraz studia - kosmetologię - i w tym kierunku chciałabym się rozwijać.

Czujesz w codziennym życiu, że musisz za wszelką cenę pokazać, że jest w tobie coś więcej niż tylko uroda?

- Oczywiście, że zależy mi na tym, aby nie postrzegano mnie tylko i wyłącznie jako długonogą blondynkę, lecz nie próbuję tego udowadniać za wszelką cenę. Po prostu jestem sobą. Najczęściej już po pierwszych 10-15 minutach od zapoznania okazuje się, że jestem normalną, fajną dziewczyną.

Ostatnio sporo na twój temat można przeczytać na Plotku. Świadomie weszłaś w świat celebrytów?

- Poniekąd stało się to samo z siebie. Gdy zdobyłam tytuł Miss Polonia, zaczęto mnie zapraszać na różnego rodzaju wydarzenia, do udziału w akcjach społecznych... Jedno jest pewne, bywanie na salonach wiąże się też z przygotowaniem, trzeba odpowiednio dobrać strój, dodatki, fryzurę, makijaż, a nie zawsze jest na to czas... I potem odnajdujesz negatywne komentarze na portalach (śmiech).

Śledzisz, co pisze się na twój temat w internecie?

- Staram się tego nie robić. Jestem samokrytyczna, więc gdy widzę swój występ przed kamerą, od razu przychodzi mi do głowy sto rzeczy, które powinnam poprawić. Na swój temat czytam najczęściej nagłówki.

Ruszają cię komentarze internautów?

- Kłamałabym, gdym powiedziała, że nie ruszają! Jak jest sto pozytywnych i pięć negatywnych, zawsze w głowie zostają mi te złe opinie. Mimo wszystko staram się mieć do tego dystans.

Głośno zrobiło się o tobie przed dwoma laty. Jakie to uczucie mieć 22 lata i być najpiękniejszą kobietą w Polsce?

- Może niewiele osób w to uwierzy, ale nie mam zawyżonego poczucia własnej wartości. Zaczęłam pracę w modelingu jako bardzo młoda osoba. Na każdym kroku wytykano mi, albo że jestem za gruba, albo że mam za duże piersi jak na modelkę. ?Powinnaś zmienić to i to, wyglądać tak i tak? - słyszałam praktycznie na każdym kroku. Od zawsze miałam wytykane wady, nigdy nikt nie powiedział mi, że jestem idealna. Kiedy zostałam Miss Polonia, nie wstałam rano ze świadomością, że jestem najpiękniejsza.

A co do samego konkursu, dostałam dziką kartę. Nie miałam doświadczenia z takimi zawodami. Wygrałam tylko jedne w 2003 r. - Miss Malborka. Zwycięstwo w Miss Polonia było dla mnie wielkim zaskoczeniem, ten konkurs ma ponad 80 lat tradycji, a o sukcesie decyduje głosowanie SMS--owe, czyli wybierają ludzie. Za co jestem im bardzo wdzięczna, bo dzięki temu miałam szansę reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej.

Później był kolejny sukces, awans do Top 16 Miss Universe.

- To duże osiągnięcie. Konkurs odbył się w Stanach Zjednoczonych, w Las Vegas. Trudno jest na tle 90 dziewczyn z całego świata zostać zauważoną. A mnie udało się wejść do finałowej szesnastki najpiękniejszych kobiet na świecie!

Miss Universe to także niezła szkoła życia. Mieszkałyśmy wszystkie w jednym hotelu. Każda miała swojego ochroniarza i ?supervisora?. Nie mogłyśmy nawet same iść po kawę do Starbucksa. Spałam po trzy godziny, pobudka codziennie o 5 rano. Śniadanie o 7, na które musiałyśmy być wyszykowane jak na sylwestra.

Zostałaś dostrzeżona w Stanach. Nie pomyślałaś, że może warto zostawić Polskę i spróbować przebić się za oceanem?

- Gdybym zdecydowała się zostać po Miss Universe w USA, być może udałoby się złapać tam dobry kontrakt i trochę popracować... Wtedy o tym jednak nie myślałam, gdyż w Polsce czekały na mnie kolejne obowiązki.

Po tym konkursie niespodziewanie zdobyłam także sporą popularność w Wenezueli, gdzie okrzyknięto mnie drugą najpiękniejszą kobietą świata, oczywiście po ich kandydatce. Wenezuelski projektant uszył mi nawet w 24 godziny sukienkę, w której wystąpiłam w głównym finale. Jestem mile zaskoczona, że choć minęło już trochę czasu od wyborów, dalej można napotkać moje zdjęcia na wenezuelskich portalach społecznościowych.

Musimy też pogadać o twoim samochodzie. To nie jest kobiecy fiat 500, tylko drapieżny matowy jaguar.

- To faktycznie męskie auto! Na początku trochę się tego wstydziłam, bo widziałam, że ludzie patrzą i myślą sobie: ?Oho, dziewczyna, której kochaś jest dyrektorem banku i pożyczył jej swojego jaguara?. Samochód jest dla mnie ważny, gdyż spędzam w nim bardzo dużo czasu. Tak naprawdę to mój drugi dom. Mam tam mnóstwo ciuchów, jem w nim śniadania i czasem czytam książki.

Ponoć twoje zainteresowanie motoryzacją nie kończy się na samochodach.

- Wszystko dzięki mojemu byłemu chłopakowi. To z nim pierwszy raz jechałam na crossie i na motocyklu. Właśnie planuję kupić motor, odłożyłam już nawet pieniądze. Na jednym kole jednak nie będę jeździć, bo nie chcę się zabić, obiecuję!

Kocham wszystkie sporty motoryzacyjne, jak np. drifting, a także wodne, szczególnie wakeboarding i kitesurfing. W najbliższym czasie chcę jeszcze skoczyć ze spadochronem.

Teraz można zobaczyć cię na małym ekranie. Prowadzisz program w Fox Life ?Projektanci na start?.

- To dla mnie kolejna superprzygoda i nowe doświadczenie. Cieszę się, że mogę pokazać się szerszej publiczności w czymś innym niż konkurs piękności. Informacja, że wygrałam casting i zostałam prowadzącą, była dla mnie wielkim zaskoczeniem, a zarazem niezłym wyzwaniem. Dzięki ?nowej roli? zaczęłam dostawać także kolejne propozycje zawodowe - prowadzenia wydarzeń o różnej tematyce, nie tylko modowej.

W grudniu miałam zaszczyt poprowadzić galę IV edycji konkursu Wyróżnienie Białej Wstążki w Teatrze Kamienica w Warszawie. Akcja jest organizowana przez fundację Jolanty Kwaśniewskiej Porozumienie bez Barier oraz przez Centrum Praw Kobiet i ma na celu wyróżnienie mężczyzn, którzy aktywnie sprzeciwiają się przemocy wobec kobiet.

Niedawno kręciłaś reklamę z Mikiem Tysonem. Nie bałaś się ?Bestii??

Oczywiście, że nie! Nie wystraszyłam się go, bo w obcasach byłam od niego wyższa (śmiech).

. . .

*Marcelina Zawadzka - rocznik 89, długonoga miss z burzą blond włosów, robi wszystko, aby odwrócić uwagę od swojej urody. To nie ma prawa się udać. Miss Polonia 2011 i pierwsza od 1989 r. rodaczka, która awansowała do najlepszej szesnastki Miss Universe, jest zaprzeczeniem wszystkich negatywnych stereotypów modelki, jakie możesz sobie wyobrazić. ?Marcel? - jak prosi, by się do niej zwracać - chętnie zaprosi cię na drinka. A jeśli obiecasz wyprawę motorem po Route 66, zaraz pobiegnie do domu po paszport.

 

 

Stylizacja: Monika Przypkowska
Makijaż i fryzury: Aneta Kacprzak
Marcelina ma na sobie: Tally Weijl top z nadrukiem, koszula biala Ewa Minge, bielizna Intimissimi, okulary Ray Ban, buty Aldo

 

Stylizacja: Monika Przypkowska

Makijaż i fryzury: Aneta Kacprzak

Marcelina ma na sobie: Tally Weijl top z nadrukiem, koszula biala Ewa Minge, bielizna Intimissimi, okulary Ray Ban, buty Aldo