Na spotkanie z elektryczną teslą pojechaliśmy z fotografem pociągiem. Też na prąd. Choć nie tak komfortowo i zdecydowanie głośniej.

Duch nadjeżdża

Kiedy do redakcji przyszło zaproszenie na test Tesli Model S, nie wahałem się ani sekundy. To rzadki samochód - w Europie pojawił się dopiero pół roku temu. Zdecydowana większość egzemplarzy rozeszła się w Stanach, ponad trzy tysiące takich cacek sprzedano w Norwegii i Holandii. Musiałem więc skorzystać z okazji.

Tesla S zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Pomalowany na modny biały kolor samochód pojawił się jak duch. Poruszał się bezszelestnie, w strugach deszczu słychać było tylko pracujące wycieraczki.

Drugie wrażenie: to chyba jakiś nowy jaguar czy aston martin. Styliści wyraźnie zapatrzyli się w design sportowych samochodów tych marek. Długie, muskularne nadwozie wydaje się z zewnątrz mniejsze niż jest w rzeczywistości. A to przecież wielki, 5-drzwiowy liftback, który mieści pięć osób, a w niektórych wersjach nawet siedem.

Kształt bagażnika, a właściwie bagażników (auto ma dwa, bo okrągły silnik wielkości sporego melona ukryto pod podłogą), zakamuflowano tak dobrze, że samochód wygląda jak rasowe coupé. Jest niski i szeroki, a współczynnik oporu powietrza Cx to bardzo dobre 0,24. 

Samochód ery Facebooka

Używając bajeranckiej, wysuwającej się z karoserii klamki, otwieram drzwi i zaglądam do środka. Tablica rozdzielcza wygląda jak kokpit statku kosmicznego. Normalne przyciski są tylko dwa. Pierwszy włącza światła awaryjne, drugi otwiera schowek. W środku deski rozdzielczej tkwi coś, co wygląda jak iPhone dla olbrzymów, czyli dotykowy ekran o przekątnej 17 cali. Tyle miał też mój pierwszy, kupiony w Peweksie telewizor Sony... 

Obsługa panelu przypomina walkę nowicjusza ze smartfonem. Wyłączenie samochodu wymaga wykonania kilku operacji. Chyba wolę zwykły kluczyk, ale dla tych, którym telefon zastępuje konsolę do gier, telewizor i sprzęt audio, jest to rozwiązanie idealne.

Komputer pilnuje wszystkiego, co robi kierowca. Nawet lekkie położenie stopy równocześnie na dwóch pedałach powoduje wyświetlenie odpowiedniego ostrzeżenia. System ma własną kartę SIM. Jest dostęp do sieci, Google Maps i - oczywiście - Facebooka.

Wnętrze samochodu jest zrobione z dobrych materiałów i nieźle zmontowane. Miejsca z przodu i z tyłu sporo. Nie podobały mi się tylko słabo wyprofilowane z boku fotele, za duża jak na sportowe aspiracje tesli kierownica oraz dźwigienki kierunkowskazu, świateł i tempomatu wyglądające, jakby je zwędzono z magazynu części do aut z lat 90. W połączeniu z Facebookiem na konsoli robiły dziwne wrażenie.

 

Tesla Sfot. Albert Zawada

 

Jazda z prądem

Ten samochód kupuje się głównie dla niesamowitych osiągów dynamicznych i ekologicznej mody. Paradoksem jest to, że technologia elektryczno-spalinowych silników rozwinęła się głównie dla zwiększania przyśpieszenia i momentu obrotowego silnika w wielkich SUV-ach i samochodach sportowych. Podobnie może być z napędem elektrycznym. Model Tesli, którym jeździłem, kosztował netto 91 tys. dolarów.

Czas przekonać się za kierownicą, co za to dostał właściciel. Najbardziej niesamowitym elementem jazdy jest przyśpieszenie. Wrzucam bieg ?drive?, wciskam pedał gazu (hmm, gazu?) i czuję się, jakby wystrzelono mnie z ogromnej procy. Zmiany biegów nie słychać, jest tylko jeden do przodu i wsteczny. 

Wydech nie strzela, silnik nie wyje na najwyższych obrotach, a nagle ford transit, który majaczył gdzieś daleko z przodu, znajduje się tuż przed maską. Słychać tylko coś w rodzaju cichego świstu, opony łapiące przyczepność na nierównej drodze i w miarę narastania prędkości - szum powietrza. 

Czuję, że od samego początku mam do dyspozycji prawie cały moment obrotowy, a przyśpieszanie jest niesamowicie liniowe i płynne. Tylko ucisk w brzuchu i mocniejszy kontakt z oparciem fotela uświadamia mi, że ten model Tesli S ma 367 KM i przyśpiesza do setki w 5,8 sekundy.

Na mokrych ulicach i nie swoim samochodem jadę ostrożnie. Słusznie, bo auto ma napęd na tył i bardzo chętnie ?zarzuca?. To wytrącenie z równowagi przychodzi szybko i bez uprzedzenia, więc mam się na baczności. W czasie jazdy czuć, że auto jest wypakowane ciężkimi bateriami (waży trochę ponad 2000 kg), bo sprawia wrażenie mniej sprężystej konstrukcji niż normalny samochód. Jest dosyć zwinne, ale wynika to raczej ze skrzyżowania automatycznej skrzyni biegów z ogromną mocą i bezpośrednim układem kierowniczym niż z jakości zawieszenia.

W trakcie godzinnej przejażdżki trudno sobie wyrobić opinię, jaki to samochód, ale moje pierwsze odczucia są takie, że bardziej przypomina sportowe samochody z Niemiec niż USA. 

Tesla na polskich drogach

Po jeździe plotkujemy z właścicielem. Według niego nie udało się tesli zarejestrować w Szczecinie, bo silnik nie ma pojemności i nie można było jej wpisać do odpowiedniej rubryki. Korzyść finansowa to zniżka na parkowanie w centrum miasta.

No i sprawa zasięgu. Rekordzista w USA przejechał bez ładowania akumulatorów 681,5 kilometra. Właściciel szykuje się właśnie do ?wyprawy? do odległego o 284 km Poznania. Nie wierzy zapewnieniom producenta o ponad 400-kilometrowym zasięgu. Wystarczy trochę stania w korkach, włączenie klimatyzacji oraz zestawu audio i akumulatory słabną. A stacji do ładowania po drodze brak. No i jeszcze ta orwellowska perspektywa, że dzięki karcie SIM ktoś zawsze wie, dokąd jedziesz. Co za czasy.

Serbski geniusz

Nikola Tesla (1856-1943) wynalazł m.in. radio, silnik elektryczny i baterię słoneczną. Autor ponad 300 patentów. Jego konflikt z Edisonem o prąd stały i zmienny był jednym z najbardziej fascynujących pojedynków w historii techniki i przemysłu. W 2003 r.  powstała amerykańska spółka budująca i sprzedająca pod nazwą Tesla luksusowe samochody elektryczne.

 

Tesla Sfot. Albert Zawada

 

Dane techniczne: testowana Tesla S

Przyśpieszenie 0-100 km/h - 5, 8 s

Prędkość maksymalna - 201 km/h

Moment obrotowy - 441 Nm, przy obrotach od 0 do 5800 obr/min

Moc - 367 KM

Zasięg (według producenta) - 480 km

Waga - 2108 kg

Długość - 4976 mm

Szerokość - 1963 mm

Wysokość - 1435 mm

Pojemność bagażników - 745 l

Gwarancja na baterie - 8 lat

Redakcja ?Logo? dziękuje firmie Marina Club za możliwość przetestowania samochodu Tesla Model S.