Niektórzy mówią o Lemie jako o pisarzu obdarzonym największą wyobraźnią, inni podkreślają wybitny umysł, oceniany na IQ 180, co czyniło go podobno najinteligentniejszym uczniem w całej przedwojennej południowej Polsce. Jako dziecko tworzy rozległe królestwa. Spędza całe popołudnia na drukowaniu dokumentów urzędowych nieistniejących państw. W szkolnych zeszytach projektuje rowery pozbawione pedałów i maszyny do obierania kukurydzy. A pierwszymi lekturami są atlasy anatomiczne wykradane z biblioteki ojca laryngologa. Potem już czyta wszystko, co wpada mu w ręce.

Pisać zaczyna dla pieniędzy. Chce pomóc rodzicom. Jest 1946 rok, tuż po wojnie. Doskwiera im tak wielka bieda, że gdy raz kupuje sobie kilogram jabłek, dręczą go wyrzuty sumienia. Początkowo myślał, że więcej zarobi jako spawacz, ale ojciec wybił mu z głowy pomysł zostania robotnikiem. Pierwsze publikacje to wiersze, utwory wojenne i opowiadania fantastyczne. Lem studiuje medycynę, praktykuje jako ginekolog, jednak przerażony widokiem krwi, ostatecznie postanawia zostać pisarzem. Przez kilkadziesiąt lat wstaje o 3 nad ranem i siada przy maszynie do pisania. Kończy pracę, gdy reszta domowników siada do śniadania. Jeszcze w latach 50. Lem szybko wyrasta na czołowego autora fantastyki nie tylko w Polsce, ale i w całym wschodnim bloku. Pierwsze powieści mają charakter przygodowy, wychwalają socjalizm. Na szczęście dla światowej literatury twórczość Lema szybko zmienia swój charakter, ewoluuje w kierunku fantastyki naukowej, prześcigając najwybitniejsze wzorce.

Najsłynniejszą książkę wydaje w 1961 r., w wieku 40 lat. Ziemianin, psycholog Kris Kelvin, trafia na stację kosmiczną krążącą wokół planety Solaris. Tę pokrywa ocean, który okazuje się rozwiniętą formą sztucznej inteligencji. Niezbadany ocean daje Kelvinowi szansę na ponowne spotkanie ukochanej, którą przed laty doprowadził do samobójstwa. Na kanwie niespełnionej miłości Lem stawia pytania o granice poznania ludzkiego umysłu. Tworzy niepowtarzalny klimat, którego nie udało się odtworzyć w żadnej z dwóch filmowych ekranizacji. W 1971 r. poległ na niej nagradzany w Cannes rosyjski twórca Andriej Tarkowski, a w 2002 r. - zdobywca Oscara Steven Soderbergh. Ale Lem lubi kino. Bardzo sobie ceni serię z Jamesem Bondem i twórczość Luisa Bunuela.

POSTĘP LUDZKIEGO ZŁA

Za swoją najlepszą książkę uważał wydaną kilka lat później "Cyberiadę", serię opowiadań, w których Lem szuka Najwyższej Formy Rozwoju - idealnej społeczności.

W połowie lat 60. pisze "Summa Technologiae", krytyczną rozprawę na temat przyszłości ludzkości. Całe życie pozostaje sceptyczny wobec postępu technologicznego, na kilka lat przed śmiercią mówi: "Zło siedzi w naszej naturze. Wszystkie technologiczne wynalazki i innowacje są tylko przedłużeniem naszych przyrodzonych właściwości".

W swoich książkach, wyprzedzając postęp naukowy, pisze o klonowaniu, nanotechnologii, pamięci przenośnej, body arcie, rzeczywistości wirtualnej. Przede wszystkim jednak pisze o człowieku. Zabiera nas w odległe galaktyki, ale tak naprawdę czytamy o naszej planecie. Jest zatroskany. Nie rozumie, dlaczego człowiek nie potrafi zbudować szczęścia na ziemi. To nie kosmiczne stwory i światy są największym zagrożeniem dla człowieka, ale on sam. "Jesteśmy w sytuacji człowieka, który wyskoczył z dachu 50-piętrowego wieżowca i w tej chwili znajduje się na wysokości 30. piętra. Ktoś się wychyla i pyta: >Jak tam?<, a spadający mówi: >Na razie wszystko w porządku<. Nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromna prędkość nami zawładnęła. Mając coraz silniejsze technologie, coraz słabiej kontrolujemy kierunek, w jakim one zmierzają".

FBI KONTRA LEM

Ostrzega przed totalitaryzmem, ale i piętnuje liberalizm. Przedstawia się jako filozof przyszłości. "Mnie zawsze interesowały problemy Ziemi, bo to, co pisałem, było tak czy owak obrazem w krzywym zwierciadle, w którym odbijały się sprawy ziemskie". Z ludzkiej bezradności uczynił motyw przewodni swojej twórczości.

Wielokrotnie podkreśla, że tworzy z niczego: "Jeśli chodzi o to, jak rodzą się moje pomysły, wiem równie mało jak inni". Przy maszynie do pisania wczuwa się w rolę czytelnika, sam jest ciekaw co będzie dalej, dokąd zaprowadzi go opowieść. Czerpie z notatek, fiszek, fikcyjnych leksykonów, które wymyśla przez całe życie, byle tylko wyobraźnia miała ciągle pole do popisu. Nieustannie tworzy "traktaty historiozoficzne, encyklopedie cywilizacji pozaziemskich i ich strategie wojskowe".

Jego dorobek jest tak duży, że autobiografię wydaje już w wieku 45 lat. Amerykański pisarz, autor powieści zaliczanych do kanonu lektur fantastyki, Philip K. Dick jest przekonany, że Lem nie istnieje. Nie wierzy, że jeden człowiek może tak dużo i tak dobrze pisać. Dick w skrupulatnie pisanych donosach prosi FBI, by dokładnie zbadało osobę Lema z Krakowa, bo jego zdaniem to kryptonim marksistowskiej szajki wywiadowczej aktywnie działającej w Stanach Zjednoczonych.

Powieści Lema robią wrażenie pod względem realizmu, wciągają klimatem, zasypują czytelnika gradem pytań. Autor chętnie wdaje się w dyskusje z naukowcami, którzy są ciekawi jego teorii. Chcą wiedzieć, na czym opierał konstrukcje swoich światów. Na spotkaniach autorskich czytelnicy pytają go, czy był na Marsie, bo opisy są tak realistyczne. "Być może, być może ", odpowiada.

 

RYSUNKI DO RYSUNKI DO "DZIENNIKÓW GWIAZDOWYCH" LEM WYKONAŁ, KIEDY BYŁ CHORY I NIE MÓGŁ PISAĆ NA MASZYNIE.

 

KSIĄŻKI, KTÓRE POWINNY BYĆ

Twórczość autora "Cyberiady", "Edenu", "Solaris" to odrębny świat. By go właściwie opisać, pisarz tworzy ponad dwa tysiące neologizmów. Ale i tak wciąż jest jedynym, który go rozumie. Jego umysł pracuje w sposób niezwykły. Raz idzie do opery, ale szybko się nudzi. Woli pisać recenzje książek i wstępy do utworów, które "już dawno powinny zostać napisane, ale jakoś ich nie ma". Wymyślone dla siostrzeńca dyktanda nie mogą być zwyczajne: "W kałuży krwi leżał trup świeży, lecz sztywny, z wyrazem zasmucenia na twarzy, której niewiele zresztą mu zostało. Kula niezwykłego kalibru uczyniła poważne spustoszenia w jego zębach trzonowych...".

Mawia, że całe jego życie jest przypadkiem, że o życiu i śmierci decydują drobiazgi, że w czasie okupacji o przeżyciu decydowało to, czy odwiedziłeś przyjaciela o godzinie 13, czy dwadzieścia minut później i jaką ulicą szedłeś. "Weźmy chociażby Hitlera i Stalina. Dzięki tym dwóm panom, którzy tak dziarsko z sobą współpracowali, poznałem moją żonę, która musiała uciekać przed okupantami". Barbara jest kimś więcej niż tylko żoną. Syn Lemów wspomina, że pełniła rolę łącznika pisarza ze światem zewnętrznym.

Ma cechy dziecka, jest nieskrępowany i nieustannie ciekawy świata. Otacza się zabawkami, w gabinecie stoi maszyna elektrostatyczna, którą wszyscy znamy z lekcji fizyki. Podczas podróży do Berlina kupuje zestaw kolejki elektrycznej. Z kilkuletnim synem puszcza latawce, a z przyjaciółmi strzela z wiatrówki do portretu Stalina. Uwielbia słodycze, zajada się chałwą i marcepanem. Raz przyszłej żonie wręcza tort jako wyraz najwyższych uczuć. Jest też wielkim fanem motoryzacji. Raz przejeżdża na czerwonym świetle przez skrzyżowanie. Upomniany przez Barbarę, odpowiada chytrze: - Ale czy było aż tak bardzo czerwone? Żona wielokrotnie przywołuje niedbającego o etykietę męża do porządku, zamykając się z nim w łazience i wygłaszając moralitety.

MISTRZ KONWERSACJI NIEOBECNEJ

Jest otwarty na ludzi, ale przez większość czasu jest zagłębiony we własnych myślach. Syn będzie potem wspominał: nieźle opanował sztukę kamuflażu i w ramach podtrzymania konwersacji od czasu do czasu zadawał mniej lub bardziej sensowne pytania - co?, kiedy?, czyżby?

Kiedy pewnego dnia do Lema dzwoni Richard Gere, zainteresowany nabyciem praw do ekranizacji "Solaris", pisarz trzeźwo pyta: - A kim pan jest, panie Gere? Ten odpowiada, że aktorem. - Nie będę zatem z panem rozmawiał - kończy rozmowę pisarz. Jest jednak skromny i pełen pokory. Dwukrotnie ambasada USA namawia go do rocznej podróży do Ameryki połączonej ze spotkaniami autorskimi i odczytami. Bezskutecznie. Woli zostać w domu, niż czerpać ze sławy. Na domowej furtce wisi po prostu tabliczka z imieniem i nazwiskiem. Przed nikim się nie kryje. Raz, na Boże Narodzenie, przyjeżdża do Polski niezapowiedziana anonimowa wielbicielka z Australii. Zostaje w domu Lemów na dwa tygodnie.

Poprosił, żeby na jego płycie nagrobnej wyryć antyczną sentencję: "Feci, quod potui, faciant meliora potentes" - "zrobiłem, co należało, inni niech zrobią lepiej". Chciał dożyć transmisji z lądowania na Marsie. Jednak Ziemianie nie zdążyli sprostać jego marzeniu.

STANISŁAW LEM NAD STERTĄ KSIĄŻEK - ZDJĘCIE Z 1970 R. Z JEGO PRYWATNEGO ARCHIWUMSTANISŁAW LEM NAD STERTĄ KSIĄŻEK - ZDJĘCIE Z 1970 R. Z JEGO PRYWATNEGO ARCHIWUM